“Kochał literaturę, szanował mowę ojczystą”. Co kard. Wyszyński mówił o kulturze?

O kard. Wyszyńskim możemy mówić, jako o artyście wielkiej miary, ponieważ “mówił obrazami, malując je pędzlem najpiękniejszej polszczyzny” - mówił ks. Mirosław Nowak podczas comiesięcznej mszy o owoce beatyfikacji w Archikatedrze Warszawskiej. W czasie homilii dyrektor Muzeum Archidiecezji Warszawskiej opowiedział o związkach Prymasa Wyszyńskiego z kulturą.

Polub nas na Facebooku!

Na początku homilii ks. Nowak zwrócił uwagę, że kard. Wyszyński uważał kulturę “za wyraz głębi człowieka, która przenika jak zaczyn całe ludzkie życie”, jednak jako jej bezwarunkowy fundament pokazywał szacunek do człowieka.

Prawdziwa kultura zaczyna się od szacunku dla człowieka od chwili poczęcia. Bóg pierwszy mnie umiłował, to znaczy – pomyślał mnie zanim o tym mówiono w ognisku rodzinnym i właśnie tutaj zaczyna się kultura – przywołał wypowiedź kard. Wyszyńskiego.

 

Pisarze powinni leczyć rany

Duchowny przypomniał słowa skierowane do pisarzy, którzy – zdaniem Prymasa Tysiąclecia – powinni w taki sposób posługiwać się językiem, żeby “jak psy lizać rany narodu”. Później do tej wypowiedzi nawiązał Karol Wojtyła.

Prymas mówił do pisarzy: wy macie być jak pies, który liże rany, a nie ten, który zadaje rany. I ja pierwszy biskup i papież chcę być takim, liżącym rany naszego narodu, psem. Chcę być sługą. Niczego innego nie pragnę dla siebie – cytował ks. Nowak.

Owocem tak rozumianej kultury – mówił ks. Nowak – miał być nowy styl życia człowieka i narodu. Nad tym pracował Prymas Wyszyński. To była jego troska o kulturę, służyć miała temu Społeczna Krucjata Miłości. Prymas Wyszyński mówił o kulturze serca, mając na myśli taki rozwój, w którym pierwszeństwo ma duch nad techniką – podkreślił.

 

Kochał literaturę, szanował mowę

Kard. Wyszyński zwracał szczególną uwagę na chrześcijańskie korzenie polskiej kultury, zwłaszcza w przemówieniach milenijnych – nawiązując do kultu Matki Bożej obecnej w etosie narodowym i polskiej kulturze – i na ziemiach odzyskanych. We Wrocławiu mówił: naród który przybył na rozległe gruzowisko, wdzierał się w nie z uporem, aby cierpliwie dobrać się do serca tych ruin i tam rozpoznać swoją kolebkę.

W czasie przemówień milenijnych przywoływał twórców z przeszłości, szczególnie kochał literaturę, szczególną miłością darzył Henryka Sienkiewicza, nazywał go duchowym wodzem narodu. Miał niezwykły szacunek do ojczystej mowy, cenił twórczość Kornela Makuszyńskiego – zauważył.

 

Należy nie tylko czerpać, ale i ubogacać

“Kultura jest nie tylko darem pokoleń, ale i zadaniem dla teraźniejszości, czerpiemy z niej, ale mamy również ubogacać. Wyzwaniem wobec kultury jest harmonijna synteza tego co duchowe i materialne” – mówił Prymas.

Zadaniem kultury według Prymasa Wyszyńskiego powinno być stanie na straży wartości, ponieważ “naród istnieje z kultury i dla kultury, a największym niebezpieczeństwem dla życia narodowego jest zafałszowanie prawdy i oderwanie od kultury narodowej“.

 

Artysta wielkiej miary

Ks. Nowak, odwołując się do artykułu prof. Jerzego Miziołka, podkreślił, że o kard. Wyszyńskim możemy mówić, jako o artyście wielkiej miary, ponieważ “mówił obrazami, malując je pędzlem najpiękniejszej polszczyzny, ale też znał się świetnie na sztuce”.

Mówił: sztuka jest twórczą pracą ducha. Wydobywa z materii coraz to nowe możliwości, jak z marmuru dłońmi Michała Archanioła wydobywa uśmiech Chrystusa w Piecie, zawsze świeży, zawsze nowy, jak uśmiech Mona Lisy w płótnie Leonarda.

 

Comiesięczna modlitwa o owoce beatyfikacji

W nawiązaniu do daty rocznicy śmierci Prymasa Tysiąclecia 28 dzień miesiąca to od lat dzień modlitwy przy grobie kard. Stefana Wyszyńskiego w stołecznej Archikatedrze. Najpierw modlono się o jego beatyfikację, a od listopada 2019 roku trwa przygotowanie pastoralne i modlitwa o owoce beatyfikacji. Niewykluczone, że w przyszłości, jeśli tak zdecyduje papież, będzie to dzień liturgicznego wspomnienia Prymasa Wyszyńskiego.

ZOBACZ TEŻ: Pierwsza Komunia w Szpitalu Narodowym

 

kh/archwwa.pl/Stacja7

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Nietypowa kolęda w Piłce

Koronawirus uniemożliwił przeprowadzenie tradycyjnych odwiedzin kolędowych, które zwykle rozpoczynają się tuż po Bożym Narodzeniu. Ks. Daniel Wachowiak, proboszcz niewielkiej parafii w Piłce, znalazł jednak rozwiązanie, żeby móc odwiedzić swoich parafian.

Polub nas na Facebooku!

Parafia w Piłce należy do archidiecezji poznańskiej. Decyzją arcybiskupa tradycyjna kolęda została tam odwołana, zamiast niej w parafiach mają być odprawiane msze za mieszkańców poszczególnych ulic. Proboszcz, posłuszny tym rozporządzeniom, zaprasza swoich parafian na msze, ale oprócz tego postanowił, że kolęda odbędzie się w takim wymiarze, jak to możliwe – skoro nie może wejść do domów, to spotka się z mieszkańcami na podwórkach ich domów. Dziś po przedpołudniowej Eucharystii, w której uczestniczyły rodziny z dzisiejszej trasy kolędowej, rozpoczął odwiedziny duszpasterskie.

 

 

– Twarz mi się uśmiechnęła, ponieważ już przed pierwszym domem zobaczyłem wystawiony stolik, nakryty białym obrusem, na nim krzyż, świece i woda święcona – cieszy się kapłan. – W ogłoszeniach parafialnych powiedziałem, że można się w taki sposób przygotować, stworzyć przestrzeń do wspólnej modlitwy i wszystkie rodziny to zrobiły –był to dla mnie przesympatyczny widok.

Domy w wiejskiej parafii są często oddalone od siebie, dlatego kapłan podjeżdża do nich samochodem. – Kiedy się zbliżałem, dawałem znak klaksonem, ale rodzina najczęściej czuwała w oknie, czekając na mój przyjazd. Wychodzili do stolika, modliliśmy się, krótka pogawędka i… jechałem dalej, bo z powodu zimna te wizyty nie mogły trwać zbyt długo.

 

 

Właśnie niską temperaturę ks. Daniel uważa za największą wadę niezwykłej kolędy. Planuje, że w kolejne dni ubierze się cieplej, żeby zimno nie utrudniało mu spotkań z parafianami.

Leżąca w sercu Puszczy Noteckiej parafia w Piłce, choć liczebnie niewielka – tworzy ją nieco ponad 1100 parafian – jest bardzo rozległa. Wiele domów jest rozsianych po lasach. Kiedy ks. Wachowiak jedzie asfaltem ze swojego kościoła parafialnego do kościoła filialnego, pokonuje 16 kilometrów!

– Nie da się porównać kolędy w mieście z tą odbywającą się na wsi – dzieli się ks. Daniel, który przez kilka lat pracował w poznańskich, wielkomiejskich parafiach. – W mieście jest dużo anonimowości, rozmowy są często bardzo powierzchowne. Inaczej, jeśli trafia się do osób zaangażowanych w grupy parafialne, ale dla pozostałych ksiądz jest obcą osobą. Na wsi jest inaczej – jestem tu proboszczem od dwóch lat i znam już wszystkich parafian, także tych, którzy nie chodzą do kościoła. O nich się martwię, ale na kolędzie takich tematów nie poruszam, w innym czasie swoimi kanałami staram się dać im znać, że się o nich troszczę. A kolęda to bardzo serdeczne spotkania, bo przez te dwa lata nawiązaliśmy już relacje z mieszkańcami mojej parafii.

 

Największa pasterka w Polsce

Nie tylko pilecka kolęda jest w tym roku wyjątkowa – ks. Wachowiak zdecydował się również na oryginalną formę pasterki, którą sprawował z balkonu plebanii. – Zwykle odprawiałem dwie pasterki, jedną w kościele głównym a drugą w filii i na obu były kościoły wypełnione ludźmi. W tym roku pasterka była jedna, o godzinie 21:00. Zgromadziło się na niej prawie 500 osób – ponad 40% oficjalnych parafian! Nie wiem, czy to nie była największa pasterka w Polsce, bo wszędzie są limity, a u nas – ponieważ pasterka odbywała się na otwartej przestrzeni – nie było limitu wiernych – uśmiecha się proboszcz.

 

 

ah, Stacja7

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap