"Panie Łukaszu, Bracie... Idź teraz do Tego, który obiecał, że otrze z naszych oczu każdą łzę. Idź tam, gdzie nie ma już podziałów na „naszych” i „waszych”, gdzie nie ma baniek medialnych i mrocznych ocen" - mówił w trakcie pogrzebu Łukasza Litewki bp Artur Ważny.

Dziś w Sosnowcu odbywają się uroczystości pogrzebowe tragicznie zmarłego posła Łukasza Litewki. Pogrzeb ma charakter państwowy, bierze w nim udział prezydent Karol Nawrocki, premier Donald Tusk oraz inni przedstawiciele rządu oraz sceny politycznej.
Łukasza Litewkę żegnają również bliscy: rodzina i przyjaciele. Mszy św. przewodniczy biskup sosnowiecki Artur Ważny. Są takie chwile, kiedy słowa wydają się nawet zdradą, a przynajmniej są zbyt kruche, nieporadne, by odważyć się dotknąć otwartej rany serca, którą każdy z nas tu dzisiaj przyniósł. Stajemy w tej ciszy, która boli, ale która jest też najbardziej uczciwym miejscem spotkania. W obliczu takiej straty milczenie wydaje się bowiem najlepszą modlitwą, a jednak… Jednak próbujemy – z drżeniem, ale i z ufnością – odnaleźć puls nadziei. Szukamy go w słowach Ewangelii i w tym niezwykłym, pisanym pośpiesznie, ale sercem, testamencie codzienności, który Pan Łukasz zostawił nam w spadku. Napisał kiedyś: 'Pomaganie to nie jest wybór, to odruch’ – mówił biskup na początku homilii.
„Bóg był i pozostaje w tym samym świetle, które Łukasz zapalił”
Jak podkreślił bp Ważny, żegnamy dziś człowieka, który pokazał, „że autentyczne dobro nie potrzebuje legitymacji, wielkich haseł ani określonych barw, by czynić świat jaśniejszym. Łukasz udowodnił, że najgłośniej mówi serce, które wcale nie musi podnosić głosu, by usłyszały je tysiące”.
Następnie biskup zwrócił uwagę na postawę zmarłego posła wobec świata i ludzi. Podkreślił w homilii, że funkcjonował on w przestrzeni publicznej pełnej napięć, nieporozumień oraz chłodu w relacjach międzyludzkich, a mimo to potrafił w niej działać z wyjątkową pasją i zaangażowaniem. Brał to trudne, połamane, często szare światło ludzkich losów i rozszczepiał je na barwy czystej empatii i życzliwości – podkreślił.
Wielu z Was, patrząc dziś na tę trumnę, pyta pewnie w duchu z nutą buntu: „Gdzie był Bóg, gdy młodość Łukasza tak nagle zgasła?”. Odpowiadamy na to pytanie z pokorą, szeptem pełnym nadziei: Bóg był i pozostaje w tym samym świetle, które Łukasz zapalił w tak wielu ludzkich oczach. To światło nie zna zachodu. Bóg nie jest reżyserem mroku, który nas tu dziś zgromadził; On jest pierwszym, który płacze razem z nami nad tą stratą – dodał.
Przeczytaj również
„Jezus robi dokładnie to, co robił Łukasz”
Bp Andrzej Ważny w dalszej części homilii podkreślił chrześcijańskie rozumienie śmierci jako przejścia, a nie końca ludzkiego życia. Zaznaczył, że w świetle Ewangelii śmierć nie jest „murem”, lecz „progiem domu”, za którym człowiek spotyka Boga znającego go po imieniu i przemieniającego jego cierpienie w pełnię dobra. Pan Łukasz intuicyjnie czuł, że obecności Boga nie szuka się w pustych deklaracjach, ale w uśmiechu kogoś, komu przywrócono godność, czy w ufnym spojrzeniu ocalonego stworzenia – mówił.
Biskup przypomniał, że zmarły poseł użyczał swojego głosu wszystkim tym, których nikt nie chciał słuchać. Z zaangażowaniem stawał w obronie spraw trudnych, zapomnianych i pozornie beznadziejnych, kierując się przekonaniem, że każdy człowiek zasługuje na drugą szansę.
Biskup sosnowiecki zwrócił również uwagę, że obecność wielu osób na pogrzebie jest świadectwem więzi i wartości, które reprezentował Łukasz Litewka. W tym kontekście odniósł się także do osób dystansujących się od Kościoła, prosząc o przebaczenie w imieniu wspólnoty za jej błędy, brak wrażliwości czy pychę, które mogły przyczynić się do ich oddalenia.
Chcę Wam jednak powiedzieć, że Jezus robi dokładnie to, co robił Łukasz: zaprasza do swojego świata wszystkich, bez sprawdzania poglądów czy zaświadczeń o moralności. Jezus nie jest „Rzecznikiem” tylko doskonałych. Jest Nim dla każdego, także tego – kto czuje się niepotrzebny, oceniony czy wykluczony. Nie bójmy się tego Chrystusa – tego prawdziwego, który nie przychodzi, by zabrać nam wolność, ale by dać fundament, dzięki któremu można kochać tak odważnie i bezinteresownie, jak uczył nas tragicznie Zmarły. Bóg nie szuka nieskazitelnych życiorysów; On szuka serc, które potrafią drżeć z Nim o drugiego człowieka – powiedział.
„Nigdy nie stracił z oczu pojedynczego człowieka w tłumie”
W dalszej części biskup wskazał na Ewangelię jako źródło nadziei, która usuwa lęk przed nieznanym i ukazuje głęboką więź między Bogiem a człowiekiem. Podkreślił, że w tej perspektywie wszystko, co dobre i pełne miłości – zarówno drobne gesty, jak i konkretna pomoc niesiona przez Łukasza Litewkę – pozostaje „bezpieczne” w dłoniach Boga. Postać Pana Łukasza jest dla nas dowodem, że mądrość życia nie pochodzi z teorii, ale z relacji. Bóg, o którym mówimy, nie jest odległą ideą, ale Źródłem, z którego Łukasz czerpał siłę, by nie stać się cynikiem w świecie pełnym wyrachowania – dodał.
Zwrócił również uwagę, że to co robił Łukasz Litewka, było przypomnieniem „że jedność buduje się przy wspólnym stole pomocy, a nie przy murach uprzedzeń”.
Pan Łukasz, mimo mandatu parlamentarzysty, błysku fleszy i popularności,pozostał jednym z nich. Nigdy nie „obrósł w pióra”, nigdy nie stracił z oczu pojedynczego człowieka w tłumie – wskazał dodając, że zmarły uczył nas wszystkich czym jest „liturgia codziennej życzliwości”.
Odwołując się do słów: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście”, wskazał na codzienność posła, która była naznaczona ogromnym zaangażowaniem w niesienie pomocy innym, co wiązało się z dużym obciążeniem i nieustanną gotowością do działania. Panie Łukaszu, jakże Ty musiałeś być utrudzony tym nieustannym biegiem, braniem na własne barki cudzego nieszczęścia, tą gotowością, która nie znała godzin urzędowania. Dziś Jezus mówi bezpośrednio do Ciebie: „Odłóż już te paczki, wycisz telefon, zapomnij o troskach. Przyjdź do Mnie. Odpoczniesz„ – powiedział duchowny.
„Zostawiasz nas z pustką, która przejmująco boli, ale i z zadaniem”
Biskup Artur Ważny zwrócił się również do rodziny i bliskich, wyrażając wdzięczność za środowisko miłości, w którym Łukasz Litewka dorastał i kształtował swoją wrażliwość. Podkreślił, że więzi rodzinne nie kończą się wraz ze śmiercią, lecz trwają dalej jako duchowa jedność. Jezus obiecuje, że żadna wspólna chwila nie zostanie zapomniana, a więź, która Was splatała, staje się teraz mostem przerzuconym ku wieczności, po którym wciąż możecie się przechadzać w ciszy serca – powiedział.
Drodzy Przyjaciele Łukasza, Zmarły zostawił nam testament życia, którego stylem jest służba, a nie wykluczanie i intryga. Pokazał, że jedność – tak bardzo nam potrzebną, szanującą jednak różnorodność – można budować przez wspólny mianownik szacunku i współczucia. To zaproszenie do odkrywania nowej twarzy naszej wspólnoty: narodowej, kościelnej, lokalnej, sąsiedzkiej – twarzy życzliwej i czułej. Niech ta cicha lekcja pokory i wrażliwości rezonuje w nas jeszcze długo po tym, jak opuścimy ten kościół, a potem cmentarz – dodał.
Na koniec biskup skierował swoje słowa wprost do zmarłego. Panie Łukaszu, Bracie… Idź teraz do Tego, który obiecał, że otrze z naszych oczu każdą łzę. Idź tam, gdzie nie ma już podziałów na „naszych” i „waszych”, gdzie nie ma baniek medialnych i mrocznych ocen. Tam wszystko jest wypełnione kojącym światłem. Zostawiasz nas z pustką, która przejmująco boli, ale i z zadaniem, by nie pozwolić zgasnąć temu płomieniowi dobra, który w nas wznieciłeś – podkreślił.
gosc.pl, pa/Stacja7







