video-jav.net

SACROLABORKI: Msza święta – cz.1

Dlaczego ksiądz odprawiający mszę świętą musi ubrać białą albę i stułę? Dlaczego zakłada ornaty w różnych kolorach? Na te pytania w specjalnie przygotowanym dla użytkowników stacja7.pl projekcie, odpowiada ks. dr Grzegorz Strzelczyk, teolog, wykładowca, duszpasterz i znakomity fotoreporter

ks. dr Grzegorz Strzelczyk
ks. dr Grzegorz
Strzelczyk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Szaty liturgiczne

Dzisiaj każdy ksiądz sprawuje mszę świętą w szatach liturgicznych, ale nie było tak od początku istnienia Kościoła. W czasach, kiedy chrześcijanie odprawiali nabożeństwa w katakumbach bywało, że prezbiter, czyli przewodniczący, stawał przed ołtarzem w zwykłym codziennym stroju. Dość szybko jednak pojawiły się wśród chrześcijan głosy domagające się sprawowania liturgii w szatach odświętnych, białych. Innych używano w czasie Eucharystii, innych, kiedy kapłan wychodził do wiernych. Z czasem zaczęto używać kolorowych szat i stały się one wizualnym komunikatem, symbolem tego, co przeżywa Kościół w danym okresie liturgicznym.

Szaty są symbolem osoby powołanej przez Boga, ale również znakiem władzy, bo w zależności od stopnia hierarchii, kapłani sprawujący mszę świętą, mają różny strój.

Każdy kapłan zakłada przed odprawieniem mszy świętej trzy najważniejsze szaty liturgiczne, które mają swoją symbolikę:

  • Białą albę – symbol świętości i oddzielenia od codziennego użytku.
  • Stułę – symbol o niezbyt świętych początkach, bo nosili ją rzymscy urzędnicy sprawujący władzę. Kiedy biskupi zaczęli sprawować władzę, zakładali stułę nie tylko dla podkreślenia sprawowanej funkcji, ale jako znak przyjęcia jarzma miłości Chrystusa.
  • Ornat – uroczysta szata, którą przywdziewa się, by podkreślić znaczenie tego, co się wydarzy. Barwa ornatu jest pierwszym wizualnym wprowadzeniem w treść celebracji.

Biały  – oznacza radość, świętowanie Zmartwychwstania Chrystusa

Czerwony  – oznacza krew, jest symbolem męki Chrystusa

Zielony  – najczęściej używany, oznacza nadzieję i oczekiwanie przyjścia Chrystusa

Fioletowy – symbol pokuty, nawracania się i żałoby, używany przede wszystkim w okresie Wielkiego Postu i Adwentu oraz podczas uroczystości żałobnych i pogrzebowych

Realizacja i montaż: Maria Dreher

Dziękujemy o. Pawłowi Kozackiemu, przeorowi klasztoru dominikańskiego za możliwość zrealizowania nagrań w kaplicy akademickiej

na podstawie Leksykonu liturgii, Pallottinum, Poznań 2006

ks. dr Grzegorz Strzelczyk

ks. dr Grzegorz Strzelczyk

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. dr Grzegorz Strzelczyk
ks. dr Grzegorz
Strzelczyk
zobacz artykuly tego autora >

Wychował Jezusa

Gotowość na zmianę, determinacja, wierność i zaufanie. Oto kilka cech, za które podziwiam św. Józefa i których mu zazdroszczę.

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wychował Jezusa

Zapewne każdy słyszał kiedyś, że św. Józef powinien być wzorem dla mężczyzn, a Maryja dla kobiet. Wezwanie to, to przecież evergreen wszelkich rekolekcji stanowych. Nieraz więc – posłuszny przedstawicielowi Kościoła nauczającego – zastanawiałem się jak to jest z tym Józefem w moim życiu i czego mogę się od niego nauczyć. I przez lata nic z tego nie wychodziło, może poza pobożnymi deklaracjami.

Trudno zrozumieć św. Józefa. Może dlatego, że wiemy o nim naprawdę niewiele. W Biblii nie wypowiada ani jednego słowa, nic, cisza. Widzimy go zaledwie w kilku scenach. Tradycja mówi, że wykonywał zawód cieśli. Wiemy, że przygotowywał się do ślubu z Maryją. Zapewne doszedł do porozumienia z ojcem Maryi, Joachimem, jaki posag wniesie Maryja i jakie on, Józef wniesie zabezpieczenie dla młodej żony. Wszystko zostało ustalone. Małżeństwo na starożytnym Bliskim Wschodzie przypominało kontrakt, więc pewnie i tu było podobnie. Nie zamieszkali jednak razem, bo być może jedna ze stron, lub obie czekały, aż uda się zebrać wszystkie potrzebne środki, aby dopełnić umowy, a może po prostu mieszkanie młodych nie było jeszcze gotowe… Czy tych oboje łączyła romantyczna miłość, jaka dziś prowadzi narzeczonych do ołtarza? Być może. Chociaż… Czy gdyby tak było, Józef nie zareagowałby większym wybuchem emocji na wieść, że Maryja jest w ciąży? Byłby wściekły, czułby się potwornie zraniony, zrozpaczony. Nic takiego jednak nie zaszło. Był zagubiony, zaczął się zastanawiać, co zrobić, żeby jego wybranka, mimo wszystko, zachowała dobre imię. Był w nim wtedy smutek, ale i spokój. Ale w Ewangelii jest coś jeszcze…

Wychował Jezusa

Od pewnego czasu podziwiam św. Józefa i zazdroszczę mu (a więc czasem proszę, aby mi tego użyczył) trzech rzeczy: otwartości na głos Boży, zaufania Bogu w sytuacji niemal beznadziejnej i życiowej konsekwencji.

Józef po prostu robi to, co do niego należy. Nazwano go sprawiedliwym, a to znaczy, że w życiu dokładnie przestrzegał 613 przykazań żydowskich. Był skromnym, bogobojnym facetem, w którym tkwiła wielka determinacja, by żyć tak, a nie inaczej. Ale była w nim jednocześnie gotowość na zmianę. Zrozumiałem to, kiedy sam stałem się ojcem. Kiedy w życiu pojawiają się dzieci, każda życiowa trudność jeszcze bardziej staje się trudna. Zmiana pracy, miejsca zamieszkania, decyzja o wzięciu kredytu, bądź nie – to wszystko dodatkowo obciążone jest tym słodkim brzemieniem. Przecież nie odpowiadam już tylko za siebie. Kiedy sam chorujesz, jest OK, ale kiedy zaczyna chorować dziecko – OK już nie jest, przeżywasz to o wiele bardziej niż swoje dolegliwości. I w tym wszystkim widzę Józefa. Czytamy o nim zaledwie kilka zdań, ale każde z nich nosi w sobie dramatyzm, którym możnaby obdarować kilka osób. A on w tym wszystkim idzie jakąś dziwną drogą zaufania: wierzy, że wszystko ma sens, mimo, że pewnie rozumowo trudno mu było go uchwycić: przyjmuje do siebie ciężarną narzeczoną, która twierdzi, że to Bóg jest Ojcem Dziecka, wyrusza w podróż tuż przed rozwiązaniem, nie mając pojęcia, gdzie przyjdzie im rodzić, ucieka z Dzieciątkiem i Jego Matką przed zabójcami do Egiptu, wraca, wychowuje nie swoje Dziecko, które na mu dodatek ucieka. Chciałbym ufać jak Józef, chciałbym mieć w sobie taką determinację, determinację do zwyczajnego życia w zaufaniu Bogu, bez kombinowania, bez wymyślania „lepszych” niż te dane od Boga życiowych rozwiązań.

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6112,Badz-uzdrowiony-moca-Jezusa?utm_source=stacja7&utm_medium=Wklejka&utm_campaign=Bądź uzdrowiony mocą Jezusa

Sławomir Rusin

Sławomir Rusin

Pochodzi z Podkarpacia, a mentalnie to nawet nadal w nim tkwi (choć bywa, że temu zaprzecza). Mąż, ojciec, redaktor, z wykształcenia historyk. Uważa, że o wszystkim da się mówić/pisać "po ludzku". Lubi pracować z ludźmi, ale najlepiej odpoczywa w dzikich, leśnych ostępach. Interesuje się Wschodem (szeroko pojętym), ale z tym nazwiskiem to chyba zrozumiałe.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >