Nasze projekty
Bp Grzegorz Ryś, Dorota Paciorek

Ryzyko Pana Boga

Na słynne filozoficzne zagadnienie „Unde malum” (łac. skąd zło) biskup Grzegorz Ryś odpowiada tylko jednym, prostym, błyskawicznym stwierdzeniem. Zgadnijcie jakim.

Reklama

Z biskupem Grzegorzem Rysiem w trakcie postoju XXIV Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej na Jasną Górę rozmawia Dorota Paciorek.

Pytanie, które od wieków nurtuje filozofów: Księże Biskupie, skąd się bierze zło?

 

Reklama
Reklama

Nie wiadomo.

 

Zwłaszcza, jeśli nie mówimy o abstrakcyjnym pojęciu tylko o konkrecie, na przykład, gdy szukamy odpowiedzi na pytanie: dlaczego ktoś się rodzi niepełnosprawny. „Kto zgrzeszył; on czy jego rodzice?” – możemy pytać jak Apostołowie w Ewangelii. I nie ma odpowiedzi na pytanie, dlaczego taki człowiek cierpi. To pierwsza kwestia.

Reklama
Reklama

 

Druga, czasem można wskazać winowajcę – za wiele zła w świecie odpowiada człowiek, nie ma więc wątpliwości w odpowiedzi na pytanie: kto czyni zło. Dopuszczamy się zła i to zła rozmaitego – wobec siebie, bliskich oraz całych społeczeństw. Oczywiście, łatwo jest zrzucić na Pana Boga winę za to, co czynimy my sami.

 

Reklama

Ryzyko Pana Boga

A dlaczego czynimy zło?

 

To kwestia wolności. Człowiek jest doskonałym stworzeniem Boga, w tym sensie, że jest zdolny do miłości. Ale ponieważ Bóg nas uczynił wolnymi – co było zresztą potężnym ryzykiem ze strony Pana Boga – człowiek może wybierać zupełnie odwrotnie i zdolny jest też do największego zła, do zabijania na sposób mechaniczny, wręcz technologiczny, do chowania się za całymi strukturami grzechu.

 

Dlaczego? Bo jest w nas pożądliwość. I na pytanie skąd zło, skąd wojny między wami, święty Jakub w swoim liście odpowiada w ten sposób: „Pożądacie, a nie macie. Żywicie w sobie morderczą zazdrość”. Pożądliwość nie jest niczym przyzwoitym, jest głębokim nieuporządkowaniem człowieka. Mówiąc na skróty, ta pożądliwość potrójna czyli pycha, chciwość i nieczystość dotyczy bardzo poważnych dziedzin w życiu człowieka, których potrafimy dramatycznie nadużyć.

 

Pożądliwość ciała to miłość skrzywiona. Pycha jest natomiast wykrzywieniem sensownej miłości do siebie samego i kompletnym nieuporządkowaniem w podejściu do drugiego człowieka, bo oznacza ona postawę w której uznaję, że ja jestem inny niż ty – drań, celnik, zdzierca. Pożądliwość pieniądza, czyli chciwość, wykrzywia zadanie człowieka, by czynić sobie ziemię poddaną. Stąd się biorą wojny – pożądacie, a nie macie. Nie macie, bo przecież pożądliwość nie daje człowiekowi tego, czego się spodziewa. Ten, kto ulega pożądliwości ciała nie dostaje miłości w zamian, ktoś kto ulega pożądliwości pieniądza nie dostaje szczęścia. Przeciwnie. To rozeznanie Jakubowe jest genialne.

 

Jednak sama znajomość przykazań i wiedza o tym, co jest grzechem często nie wystarcza, żeby temu złu się przeciwstawiać.

 

– Bo trzeba skupić się nie na złu, ale na Jezusie. Z pożądliwości leczą nas dary Jezusowe, które otrzymaliśmy we chrzcie, godność królewska, godność kapłańska, godność prorocka we wspólnocie którą jesteśmy, łaska, bycie przy Chrystusie. Dlatego święty Paweł pisze w Liście do Galatów, że Chrystus czyni nas wolnymi – wyzwala nas do wolności. Trwając przy Jezusie, będąc z Nim, jestem pociągany do dobra, które jest w Nim przede wszystkim. Natomiast bez Jezusa ta atrakcyjność zła jest dla mnie tak poważna, że z największym trudem udaje mi się wybierać co innego.

 

Ryzyko Pana Boga

Czy wobec tego zło jest bardziej atrakcyjne?

 

A jest? Jeśli tak się wydaje to dlatego, że szatan jest ojcem kłamstwa. Takie fajne zdanie o rozeznawaniu duchów znajdujemy u Ignacego Loyoli , na samym początku jego nawrócenia. Ignacy był ciężko poraniony w wojnie. Na zamku, w którym przechodził rekonwalescencję poprosił o lekturę, ponieważ zawsze dużo czytał, głównie romanse. Tyle, że na tym zamku było jedynie kilka książek – żywot świętego Franciszka, żywoty świętych, żywot Jezusa Chrystusa. I Ignacy zaczął porównywać swoją reakcję. Tamte romanse jeszcze sprzed choroby, dawały mu radość, ale ona zawsze kończyła się w momencie, kiedy przestawał czytać. Po jakimś czasie po lekturze miał nawet do siebie pretensje i pewnie by to nazwał wyrzutami sumienia. Natomiast jak czytał te rzeczy o Jezusie i świętych to dawały mu one przyjemność nie tylko w trakcie czytania, ale długo, długo, dłużej. Kiedy sobie to uświadomił, stwierdził, że to pierwsza zasada rozeznawania duchów: pytanie co jest dobre a co złe.

 

Czyli dobro jest po prostu przyjemne?

 

O tak. I daje przyjemność, która jest trwała. Zło jest zawsze tę atrakcją, która wydaje się fajna, a potem człowiek do lustra nie może spojrzeć. Grzech jawi nam się jako pociągający, dlatego potrzebujemy tego momentu łaski, dzięki któremu to wszystko staje się oczywiste.

 

To nie jest tak, że Pan Jezus załatwia za nas tę robotę i uporządkowuje wszystko wokół nas. Zbawienie dokonuje się w człowieku.

 

Święty Augustyn fajnie pisze w „Wyznaniach”, że walczy w nim zła i dobra wola i w tej walce on sam jest po obu stronach.

 

Ryzyko Pana Boga

ZŁO W KOŚCIELE

 

Czy możemy mówić o modzie na egzorcyzmy?

 

Nie wiem, czy to moda. Może raczej ciekawość, też zresztą kreowana przez media i naszą skłonność do tego, że lubimy się bać. Zresztą, w ten sposób jest to pokazywane medialnie i znów nie ma nic wspólnego z tym co jest prawdziwą rzeczywistością opętania i zła. A że takie sytuacje aż po opętanie są możliwe – są. Nie aż tak często jak pokazują to media, tudzież wytwory popkultury, ale są.

 

Tymczasem coraz bardziej popularne i częstsze stają się msze z modlitwą o uwolnienie, w trakcie których mogą pojawić się liczne manifestacje złych duchów.

 

Tu trzeba troszkę się wstrzymać, bo w sprawie takich mszy i nabożeństw będzie oficjalne stanowisko wszystkich biskupów. Potrzebna nam jest równowaga między tego rodzaju posługą, a posługą sakramentalną, która jest najwłaściwsza.

 

Proszę zobaczyć, że nie można się przebić w Kościele polskim z tym, żeby wchodzić w tę tzw. wspólną liturgię słowa i doświadczenie wspólnoty Kościoła, która jest święta i grzeszna. Natomiast wywiesi się plakat z mszą o uzdrowienie i mamy pełen kościół – niepokojący jest więc ten brak równowagi. Ale wina jest nie po stronie tych, którzy się oddają tej posłudze. Brak równowagi wynika z naszych błędów – księży, proboszczów, prezbiterów, którzy się opiekują kościołem. Powinni dbać o prawidłowe proporcje.

 

To, że w polskim kościele pojawił się mocny wymiar, który nazwałbym charyzmatycznym, to dobrze, bo Kościół wyłącznie jako sama instytucja jest kulawy, ale musimy też wyważyć tę sferę strukturalno-hierarchiczną i urzędową.

 

Porozmawiajmy jeszcze o tym jak budować jedność u samego źródła, czyli we wspólnocie Kościoła.

 

W Kościele jest prosto. Konflikty kończą się, gdy my się skupiamy na tym o co podobno nam chodzi. Czyli im jest bliżej nam do Chrystusa, tym bliżej jesteśmy między sobą. Jak Pan Jezus przestaje być ważny to od razu pokazują się wszystkie rzeczy z trzeciego, dziesiątego planu i nagle się okazuje, że są one tak strasznie ważne, że Jezus nas nie łączy.

 

W takiej najgrubszej optyce, najważniejsze jest to, że jesteśmy chrześcijanami, a potem dopiero jest ważne czy jesteśmy katolikami, prawosławnymi, protestantami. Jeżeli jesteśmy ochrzczeni to jesteśmy w jednym ciele Chrystusa, czy się komu to podoba czy nie podoba, bo Pan Jezus o tym decyduje. Im bliżej będziemy Jezusa tym bliżej będziemy siebie.

 

Ryzyko Pana Boga

Przykład ojca Pio wskazuje jednak, że można być blisko Chrystusa i równocześnie doświadczać niesprawiedliwości ze strony Kościoła.

 

Trzeba wtedy robić to, co ojciec Pio. Kochać Kościół.

 

Czy hasło „Kochaj Kościół” trafi do młodych ludzi, którzy są już chyba znudzeni i nieco zniechęceni?

 

Ja znam innych młodych ludzi. Radosnych, dynamicznych, wspaniałych. Tylko podczas tych wakacji spotkałem tysiące młodych na Przystanku Jezus, zaangażowanych w ewangelizację, pełnych pasji, w samym środku Kościoła; dziesiątki tysięcy młodych ludzi na rekolekcjach, grupach apostolskich, oazach, wspólnotach odnowy czy kursach prowadzonych przez SNE.

 

Tylko że to, co jest naprawdę Kościołem w ogóle nie przebija się do tej świadomości powszechnej kreowanej przez media. Nie mówię tego dlatego, żeby krytykować media, bo my sami w Kościele często stawiamy pytania i diagnozy, które stają się później obrazem medialnym. Dla mnie – szokującym. Kościół się dzieje zupełnie gdzie indziej i jestem pewien, że jest tam w pierniki młodych ludzi.

 

Na przykład Kaja (młoda wolontariuszka, która opatruje poszczególnych uczestników XXIV Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej na Jasną Górą, w czasie trwania naszego wywiadu z bp. Grzegorzem Rysiem na postoju pod Myszkowem – dop. red.). Widzisz jakie dobro jest atrakcyjne? Bardzo atrakcyjne. Ma na imię Kaja.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite