video-jav.net

Pokusa posiadania zdania na każdy temat

40 milionów serc bije tutaj. W Polsce, gdzie każdy zna się na wszystkim. W kraju, gdzie każdy odebrał wszechstronne wykształcenie.

Polub nas na Facebooku!

Proszę mi wybaczyć ten delikatny jak radziecki czołg sarkazm, ale inaczej nie potrafię. Przekręcam się gdy dzień w dzień obserwuję specjalistów od wszystkiego. Niezliczone rzesze selekcjonerów piłkarskich, którzy ostatni raz kopali piłkę, gdy prezydentem Polski był Lech Wałęsa, tabuny stylistów z krawatami zawiązanymi na wysokości pępka, watahy moralistów po dwóch rozwodach, hordy speców od dobrego wychowywania dzieci, posiadających jedno – trzymiesięczne, tłumy dietetyków posiadających na brzuchach oponki, które dorobiły się swoich własnych oponek, bandy krytyków filmowych oglądających jedynie “Świat według Kiepskich” i legiony teologów, których jedyną lekturą religijną była “Biblia w obrazkach”. Przykłady można mnożyć, ale nie w tym rzecz.

Zdaję sobie sprawę, że żyjemy w czasach, gdy za eksperta ds. ekonomii robi aktor (że tak pozwolę sobie nobilitować tego pana) grający w telenoweli, a za specjalistkę ds. etyki pogodynka, której największym dylematem moralnym był wybór między rumbą, a sambą w popularnym programie tanecznym. Nie usprawiedliwia nas to jednak, gdy sami chcemy zabrać głos w temacie, który znamy jak Kim Dzong Un konwencję praw człowieka. A mamy takie ciągoty: na piwku ze znajomymi, przy stole na imieninach u cioci i – co chyba oczywiste – w dyskusjach internetowych.

Dlatego chciałbym zdradzić pewien mały sekret: nie trzeba znać się na wszystkim. Serio. Powiem więcej: błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.

Czy Einstein znał się na piłce nożnej? Nie sądzę. A czy Benedykt XVI wie wszystko o tańcach latynoamerykańskich? Wątpliwe. Niemniej ci faceci wykonywali swoją robotę (jako – kolejno – fizyk i teolog) jak nikt inny, byli niezaprzeczalnymi mistrzami i takimi ich zapamiętamy. Nie musieli być omnibusami, by zostać specjalistami. W jednej dziedzinie. Nic poza nią.

Warto więc żebyśmy my znaleźli sobie kawałek wiedzy, w którym będziemy dobrzy, zostawiając całą resztę innym – niech też mają coś z życia. Jeśli zdolności intelektualne pozwolą, możemy rozszerzać nasze poletko. Ale tylko wtedy, gdy dotychczasowe jest odpowiednio zadbane. Bo trochę wstyd chwalić się wszystkim dookoła zachwaszczonym trawnikiem. Nawet gdy ma pół miliona hektarów.

A na sam koniec polecam modlitwę, jaką modlił się św. Tomasz z Akwinu. Niech ona w nas działa. I odchwaszcza.

“Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji”.

Na meczu jestem od modlitwy. Wywiad z kapelanem Lecha Poznań

„W „Lechu” mówią, że jestem jedynym takim kapelanem w Polsce, bo mam najdłuższy, nieprzerwany staż kapelański” − mówi w rozmowie z KAI ks. Jacek Markowski, kapelan poznańskiego klubu

Polub nas na Facebooku!

Z Małgorzatą Szewczyk (KAI) rozmawia ks. Jacek Markowski, kapelan Lecha Poznań.

Jest Ksiądz związany z "Lechem" już od szesnastu lat. To długi staż…

W „Lechu” mówią, że jestem jedynym takim kapelanem w Polsce, bo mam najdłuższy, nieprzerwany staż kapelański. Posługę kapelana zaproponował mi w 1999 r. Adam Topolski, ówczesny trener poznańskiej drużyny. Ze wszystkimi trenerami Lecha, a było ich szesnastu, miałem dobre kontakty. Podobnie jest zresztą teraz, z obecnym trenerem Maciejem Skorżą.

Każdy nowy trener wprowadza swoje zasady, jest to zawsze duża zmiana. Inaczej wygląda to w przypadku piłkarzy. Jedni przychodzą, inni odchodzą z drużyny, ale zawsze jest kilku, którzy mnie znają. Zmiana zawodników odbywa się stopniowo. Podczas ostatniego meczu z Pogonią Szczecin miałem możliwość poznać dwóch nowych zawodników, którzy pochodzą z Węgier.  

Towarzyszy Ksiądz drużynie podczas rozgrywek?

Na meczach w Poznaniu jestem zawsze. W poprzednim sezonie uczestniczyłem też we wszystkich spotkaniach wyjazdowych drużyny. Jesienią nie udało mi się być na żadnym wyjazdowym meczu. W tym roku byłem już w Szczecinie. Na początku rundy − wiosną i jesienią − jest Msza św. dla zawodników i kibiców Lecha.

Muszę przyznać, że z wszystkimi piłkarzami wzajemnie darzymy się sympatią. Zawsze, kiedy jestem obecny na meczu, wchodzę do szatni. Witam się z drużyną, potem stajemy wszyscy w kręgu i się modlimy. Modlę się z nimi i za nich. Wśród zawodników są i katolicy, i protestanci, i muzułmanie. Oni też włączają się w modlitwę, choć muzułmanie odmawiają swoje modlitwy. Formuła od 2000 r. jest zawsze taka sama: Panie Boże, pobłogosław nasz wysiłek…, Zdrowaś Maryjo, wezwanie do św. Antoniego i błogosławieństwo.  

W jaki sposób Ksiądz kibicuje drużynie?

W czasie meczu kibice śpiewają, kibicują. Pomyślałem, że jako ksiądz też powinien włączyć się w kibicowanie. Wspieram więc ich modlitwą. Kiedyś powiedziałem zawodnikom: wy gracie, a ja cały czas mówię zdrowaśki. A w podbramkowych sytuacjach, jak jest rzut wolny albo rzut rożny, to mówię Aniele Stróżu, żeby ich chronił.  

Czy ma Ksiądz jakieś konkretne dowody świadczące o wysłuchanej modlitwie?

W ostatnim meczu z Pogonią Szczecin, kiedy zdobyliśmy bramkę w doliczonym czasie gry, w 93. minucie, to trener powiedział mi: Proszę księdza, to dzięki księdzu jest to zwycięstwo. Pamiętam też mecz sprzed trzech lat. Lech obchodził 90. rocznicę powstania klubu. Podczas uroczystej Mszy św. odwołałem się do powiedzenia jednego z poprzednich trenerów, że w piłce nożnej chodzi o to „trochę”, o przysłowiowe „pół centymetra”. Jakoś nam wtedy nie szło w rozgrywkach. Powiedziałem, że jestem przekonany, że od jutra to „trochę” będzie po naszej stronie. Następnego dnia Lech grał mecz ze Śląskiem Wrocław i w 90. minucie zawodnik Śląska kopnął piłkę w stronę naszej bramki, piłka uderzyła w słupek i wpadła wprost w ręce naszego bramkarza. W tym momencie piłkarze siedzący na ławce rezerwowej wstali i pokazali gestem w moją stronę to „trochę”, te pół centymetra. Ostatecznie wygraliśmy ten mecz 2:0.  

Jak Ksiądz typuje ten sezon dla Lecha?

Do każdego sezonu podchodzę bardzo emocjonalnie. Chciałbym, żebyśmy w tym roku zdobyli Puchar Polski. Jesteśmy na dobrej drodze. Mistrzostwo Polski też jest w zasięgu naszej drużyny. Z Bożą pomocą wszystko jest możliwe.


Rozmawiała Małgorzata Szewczyk / Poznań