Nasze projekty

Pokusa posiadania zdania na każdy temat

40 milionów serc bije tutaj. W Polsce, gdzie każdy zna się na wszystkim. W kraju, gdzie każdy odebrał wszechstronne wykształcenie.

Reklama

Proszę mi wybaczyć ten delikatny jak radziecki czołg sarkazm, ale inaczej nie potrafię. Przekręcam się gdy dzień w dzień obserwuję specjalistów od wszystkiego. Niezliczone rzesze selekcjonerów piłkarskich, którzy ostatni raz kopali piłkę, gdy prezydentem Polski był Lech Wałęsa, tabuny stylistów z krawatami zawiązanymi na wysokości pępka, watahy moralistów po dwóch rozwodach, hordy speców od dobrego wychowywania dzieci, posiadających jedno – trzymiesięczne, tłumy dietetyków posiadających na brzuchach oponki, które dorobiły się swoich własnych oponek, bandy krytyków filmowych oglądających jedynie „Świat według Kiepskich” i legiony teologów, których jedyną lekturą religijną była „Biblia w obrazkach”. Przykłady można mnożyć, ale nie w tym rzecz.

Zdaję sobie sprawę, że żyjemy w czasach, gdy za eksperta ds. ekonomii robi aktor (że tak pozwolę sobie nobilitować tego pana) grający w telenoweli, a za specjalistkę ds. etyki pogodynka, której największym dylematem moralnym był wybór między rumbą, a sambą w popularnym programie tanecznym. Nie usprawiedliwia nas to jednak, gdy sami chcemy zabrać głos w temacie, który znamy jak Kim Dzong Un konwencję praw człowieka. A mamy takie ciągoty: na piwku ze znajomymi, przy stole na imieninach u cioci i – co chyba oczywiste – w dyskusjach internetowych.

 

Reklama
Reklama

Dlatego chciałbym zdradzić pewien mały sekret: nie trzeba znać się na wszystkim. Serio. Powiem więcej: błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.

 

Czy Einstein znał się na piłce nożnej? Nie sądzę. A czy Benedykt XVI wie wszystko o tańcach latynoamerykańskich? Wątpliwe. Niemniej ci faceci wykonywali swoją robotę (jako – kolejno – fizyk i teolog) jak nikt inny, byli niezaprzeczalnymi mistrzami i takimi ich zapamiętamy. Nie musieli być omnibusami, by zostać specjalistami. W jednej dziedzinie. Nic poza nią.

Reklama
Reklama

Warto więc żebyśmy my znaleźli sobie kawałek wiedzy, w którym będziemy dobrzy, zostawiając całą resztę innym – niech też mają coś z życia. Jeśli zdolności intelektualne pozwolą, możemy rozszerzać nasze poletko. Ale tylko wtedy, gdy dotychczasowe jest odpowiednio zadbane. Bo trochę wstyd chwalić się wszystkim dookoła zachwaszczonym trawnikiem. Nawet gdy ma pół miliona hektarów.

A na sam koniec polecam modlitwę, jaką modlił się św. Tomasz z Akwinu. Niech ona w nas działa. I odchwaszcza.

„Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji”.

Reklama
Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite