Nasze projekty

Nowy prymas – łatwo nie będzie

Spośród polskich prymasów jedni przemykali się przez dzieje bez mocnego śladu, inni zaś przyjmowali z męstwem prześladowania. O jednym z nich mówili „prymas tysiąclecia”. I mieli rację.

Reklama

Zmieniały się pomysły i prawne rozwiązania związane z pełnieniem tej funkcji od czasów Mikołaja Trąby, który na soborze w Konstancji uzyskał tytułu prymasa dla biskupów gnieźnieńskich i od 1417 r. sam go używał. Jedno było niezmienne – prymas był niekoronowanym królem Polski, osobą o wielkim wpływie na los państwa, uosobieniem wartości, na których budowano życie społeczne, polityczne, duchowe.

Prymas reprezentował cały Kościół lokalny, troszczył się o jego rozwój i administrowanie, a gdy na początku XVI w. otrzymał prawo reprezentowania papieża, zwane „legatus natus” (legat urodzony), miał prawo także zwoływać synody. To prymasi koronowali królów i królowe, udzielali sakramentów rodzinie monarszej, nauczali, doradzali, zasiadali w Senacie Najjaśniejszej, politykowali. Już w 1411 król Jagiełło nazwał prymasa „generalnym zastępcą króla w czasie jego nieobecności”.

 

Reklama
Reklama

Nowy prymas – łatwo nie będzie

Gdy wprowadzono w Polsce wolną elekcję do dotychczasowych obowiązków i zaszczytów doszedł nowy – prymas pełnił funkcję interrexa w czasie bezkrólewia, wyznaczał terminy wyborów, zaś później objęcia tronu przez zwycięskiego kandydata. Byli prymasi Polski fundatorami kościołów, mecenasami sztuki, dbali o rozwój szkolnictwa, a po Soborze Trydenckim organizowali seminaria. Mieli prawo przywdziewać kardynalskie szaty, korzystali z licznych przywilejów.

Ten styl kościelnej wspaniałości skończył się wraz z niepodległą Polską, a zaborcy bezbłędnie dostrzegli, że bycie prymasem to nie tylko wpływy polityczne, społeczne, kolor purpury. To także wzorzec i punkt odniesienia dla narodu, znak wolności, toteż rząd pruski gorliwie zabiegał w Rzymie by tytuł ów skasować i znieść diecezję gnieźnieńską. To się nie udało, więc Polska, która nie miała już reprezentacji politycznej i administracyjnej miała nadal króla, tyle że duchowego. Cena bycia prymasem stała się bardzo wysoka, zwłaszcza, gdy nie było zgody na uległość wobec zaborców. Pojawił się krzyż. Gdy zaczęli gwałtowną walkę z Kościołem, połączoną z germanizacją Polaków, abp Mieczysław Ledóchowski tak zdecydowanie się jej sprzeciwił, że został uwięziony. W końcu musiał opuścić diecezje, którymi zarządzał i udać się do Rzymu, ale ludzie widzieli i wiedzieli, jak się zachować.

Reklama
Reklama

 

Nowy prymas – łatwo nie będzie

Utracona niepodległość wyznaczała sposób pełnienia funkcji. W czasach PRL stało się to aż nadto widoczne. Biskup Stefan Wyszyński, który został prymasem w 1947 r. (wówczas prymasami byli biskupi warszawscy, którzy byli też biskupami gnieźnieńskimi) musiał wziąć na siebie wielki ciężar. Nie tylko zarządzania Kościołem w czasach, w których zapadły decyzje o jego osłabieniu, destabilizacji, ograbieniu przez wrogie władze.

Reklama

Prymas Wyszyński musiał wypracować model istnienia w tych okolicznościach, układać się z komunistami. Miał wiele uprawnień, otrzymanych od papieża – przewodniczył episkopatowi, był papieskim legatem, miał decydujący wpływa na obsadę biskupów i zazwyczaj ich konsekrował. To on twardo pertraktował w władzami, które bardzo lubiły psuć jego plany i skłócać duchownych i świeckich.

Miał wielką władzę, ale doskonale odczytał, że to nie wszystko, że jego postawa będzie bardzo ważna w czasach próby, rozpisanej na wiele lat, właściwie nie wiadomo ile, na dziesięciolecia, a może i dłużej. I że w tej walce dla długodystansowców trzeba być wzorem i źródłem nadziei, nie tylko dla katolików, ale dla wszystkich współobywateli, którzy przypomnieli sobie, że prymasi byli też interrexami.

 

Nowy prymas – łatwo nie będzie

A czy czasy PRL i narzuconej władzy nie były czymś w rodzaju bezkrólewia? Wszystko to genialnie odczytał Prymas Tysiąclecia, zrozumiał, wziął na siebie, przyjął krzyż wraz z kolorem purpury. Nie tylko trzy lata więzienia, ale też wściekłe nagonki partyjnych towarzyszy, zniesławiające kampanie w mediach, inwigilacja 24 godziny na dobę, szykany ze strony milicji i UB. A Prymas trwał niewzruszony, dzięki Maryi, której wszystko zawierzył. Pewnie zapamiętał też słowa swojego wielkiego poprzednika, kard. Hlonda, który umierając miał powiedzieć, że zwycięstwo nad siłami mroku przyjdzie przez Maryję. Rzeczywiście przyszło, choć to, co zrobiliśmy z nim, to całkiem inna opowieść.

Normalizacja i niepodległość zredukowała wiele funkcji prymasa. Gdy Polska po kilku dekadach nawiązała stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską nie potrzebna już była funkcja legata, czyli nuncjusza.

 

Kim jest dzisiaj prymas?

To strażnik wielkiego dziedzictwa, tego wszystkiego, co zaczęło się wraz z chrztem Polski i łączy z diecezją gnieźnieńską. Przewodniczy uroczystościom kościelnym. Czy to wszystko? To zależy od abp Wojciecha Polaka. Jak odczyta swoją nominację, jaką treść nada swej funkcji, jakie będą jego priorytety i wybory.

Łatwo nie będzie, media zaczęły już publikować opinie o wielkopolskim Kościele (to kolejny obok łagiewnickiego i toruńskiego) i niezbyt precyzyjnie, a nawet fałszywie, przytaczać jego opinie.

W samym Kościele wielu katolików tęskni za duchowym przywódcą, wzorem i opoką, inni mówią, że nowy prymas będzie jego twarzą. Jaka to twarz?

 

Nowy prymas – łatwo nie będzie

Arcybiskup Wojciech Polak – to człowiek mocnej wiary, zdecydowany i co bardzo cenne – odważny i niezależny. Będzie w centrum uwagi. Wierni będą go wspierać i z nim współpracować. Może znajdą się i tacy, którzy uznają, że zagraża jakimś ich planom i wielkim projektom. Na pewno potrzebuje naszej modlitwy. Tytuł prymasa jest zaszczytem. Może stać się krzyżem.

 

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę