NOCNY ZŁODZIEJ – odcinek 8: Furtka

Adam Szustak OP zaprasza na internetowe rekolekcje adwentowe: "Nieważne, czy jesteś wierzący, czy niewierzący, czy chce Ci się słuchać, czy Ci się nie chce. Spróbuj sobie dać chociaż odrobinę szansy na to, żeby przyszedł do Ciebie Najlepszy Złodziej Świata."

Prosta wiara poszukiwana

Zgubiliśmy się! – powiedziałem, kiedy omijając korek, pomyliłem drogę. Mój pasażer w odpowiedzi wzniósł ręce do nieba i rzekł: „święty Antoni, pomóż nam znaleźć drogę”. Spojrzał na mnie i dodał: „o ile ty w ogóle możesz coś zdziałać w tym jezuickim samochodzie”. Te słowa wciąż we mnie pracują.

Remigiusz Recław SJ
Remigiusz
Recław SJ
zobacz artykuly tego autora >

Kilka miesięcy temu jechałem samochodem z pewnym zakonnikiem z USA, który należy do bardzo radykalnego odłamu franciszkanów zajmującego się najuboższymi w najniebezpieczniejszych dzielnicach Nowego Jorku – Bronksie i Harlemie. W tym zakonie jest taka zasada, że zakonnicy w domach zakonnych żyją tak samo, jak ci, którymi się zajmują. W czasie drogi o. Albert opowiada, że gdy dostaną do domu w prezencie coś lepszego np. lodówkę, zaraz ich okradają. Więc znów nie mają nic. Mówi, że Bóg jest cudowny – jeszcze nigdy nie głodowali, a nie chodzą do sklepu. Rzadko też mają jakieś zapasy żywności. Życie tego młodego kapłana od rana do wieczora jest cudem – cały w zaufaniu Bogu. Słuchając jego historii, czułem, że coraz bardziej przenika ona moje serce.

W drodze zdarzyło się jednak, że – nie za bardzo znając trasę, postanowiłem ominąć korki. W pewnym momencie zorientowałem się, że nie wiem, gdzie jestem. „Zgubiliśmy się” – powiedziałem. Wtedy, spontanicznie, natychmiast o. Albert pomodlił się głośno, wznosząc ręce:

„św. Antoni pomóż nam znaleźć drogę…”, i po krótkiej chwili…

„o ile ty w ogóle  działasz w takim jezuickim samochodzie!”

– zażartował (jechaliśmy we dwóch dziewięcioosobowym busem). Uśmiechnąłem się, ale te słowa wciąż jakoś we mnie pracują.

Bardzo często modlę się o uzdrowienie i widzę, że najtrudniejszą sprawą jest w takiej modlitwie rozbudzenie w sercach ludzi nadziei i prostej wiary. Kalkulacja i własne zabezpieczenia są tak duże, że Bóg nie jest traktowany jako jedyna droga i jedyny ratunek. Jest po prostu opcją, która może zadziała, a może nie zadziała. Jak zadziała – to fajnie. Jak nie zadziała – też jakoś sobie poradzę. No i Bóg nie działa, a my sobie radzimy – zarówno z wiarą, jak i z życiem. Najgorsze jednak jest to, że radzimy sobie z wiarą, nawet gdy pozbawiamy ją mocy Boga!

Prosta wiara poszukiwana

Znam osoby, które mówią: “modliłem się o uzdrowienie, a on umarł”. Nic dziwnego, za czasów Jezusa – też umierali. Jan Chrzciciel też umarł, niewinne dzieci w Betlejem też umarły. Św. Józef też umarł za życia Jezusa. Umiera w końcu każdy. Owszem, Łazarz wstał z grobu, na zapowiedź zmartwychwstania, czyli życia w wieczności. Ale w końcu też umarł.

Niebezpieczeństwem cudów jest to, że na nich się koncentrujemy.

A Jezus daje nam cuda, abyśmy skoncentrowali się na Nim. One są tylko potwierdzeniem Jego nauczania. Potwierdzają nam, że warto iść drogą miłości, choć nieraz współczesny świat krzyczy, że czystej miłości już nie ma. Czy ten głos jest prawdziwy? Czasem patrząc na ochrzczonych, można zacząć w to wierzyć, bo wielu idących na mszę św. z modlitwą o uzdrowienie, nie idzie tam spotkać Jezusa. Idą, aby zobaczyć cuda. Potrzebują cudu, a nie Boga.

Nasza modlitwa nie jest jak czarodziejska różdżka – dotykam i mamy cud. Nie! Wypowiadane modlitwy to nie zaklęcia. Niektórzy tak traktują modlitwę. Kilkukrotnym zaklęciem “Ojcze nasz” chcą uzdrawiać rękę. Albo zaklęciem bardziej skomplikowanym: siedemdziesiąt różańców po siedemdziesiąt razy i dwie pielgrzymki do zagranicznego sanktuarium. Myślą sobie – takie skomplikowane zaklęcie na pewno uzdrowi raka. Nie ma czegoś takiego w chrześcijaństwie.

Modlitwa o cud uzdrowienia to spotkanie z dobrym Bogiem i powierzenie się Jego woli. A do spotkania nie dojdzie bez otwartego serca. Mamy stać się jak dzieci – dla mnie osobiście jest to zadanie, które mnie notorycznie przerasta. Nawet, gdy wydaje mi się, że coś we mnie zostało uproszczone, to zaraz włącza się racjonalizacja i zdrowy rozsądek. A jednak cud ma to do siebie, że wymyka się zdrowemu rozsądkowi. Dlatego dziś mamy więcej znaków niż w poprzednich stuleciach. Potrzebujemy ich, bo wydaje się, że racjonalizm przenika już nie tylko świat, ale też wierzących w Boga. Dlatego Duch wieje na nowo, dając charyzmaty uzdrowienia, uwolnienia, czynienia cudów. To reakcja Boga na próbę zaszufladkowania Go w racjonalnych dyskursach i pięknych formach kultu.

Czasem też widzę, że ktoś oczekuje, że

  

Bóg udowodni mu wiarę jakimś cudem. Bóg nam nic nie udowodni, bo Miłość nie musi niczego udowadniać!

Taka po prostu jest Miłość, a Bóg JEST miłością.

Mężczyzna ma stwierdzony zaawansowany nowotwór pęcherza moczowego z koniecznością bardzo szybkiej operacji, USG pokazujące zaawansowane stadium choroby jest nagrane na płycie DVD. Na modlitwie o uzdrowienie padają słowa, że taki mężczyzna jest właśnie uzdrawiany. Idzie on na operację do kliniki. Lekarz przed operacją robi kontrolne badanie USG. Stwierdza, że nie ma raka, jest tylko zapalenie pęcherza. A USG na płycie DVD należy widocznie do innego pacjenta, bo nie ma możliwości, aby to było tej osoby. Musiał nastąpić błąd. Bo przecież… uzdrowienie jest niemożliwe. Takich przykładów mam dużo. Uzdrowienia natychmiastowego z nałogu. Uzdrowienia rozpadającego się małżeństwa. We wspólnocie,  do której należę, dziewczyna po wypadku miała 6 cm krótszą nogę. Po modlitwie o uzdrowienie nogi są równe. Bóg uzdolnił ją do chodzenia, choć nie nastąpiło uzdrowienie biologiczne bioder. Bo każde badanie lekarskie mówi, że ona nie może chodzić. A chodzi!

Dla nas, chrześcijan, takie historie powinny być czymś normalnym. Nie wielkie wow! tylko norma.

Bóg daje nam znaki, abyśmy doświadczali Jego dobroci, ale według Jego woli, a nie naszej.

Niestety, bardzo dużo ludzi – patrząc na dobroć Boga, widzi w tym Boga niesprawiedliwego. Wielu mówi „Bóg jest zły, bo choć tamtego uzdrowił, to jednak mnie nie chce uzdrowić”. Każdy grzech (także grzech zazdrości) zabija w nas właściwe patrzenie na Boga.

Przepowiadaniu z mocą, czyli Słowu Bożemu, towarzyszą znaki. Różne znaki – nawrócenia, uzdrowienia, uwolnienia, przebaczenia itd. Bóg daje takie znaki, jakie sam chce dać. On patrzy z innej perspektywy i dokładnie wie czego najbardziej nam potrzeba.

Mężczyzna ma stwierdzony zaawansowany nowotwór pęcherza moczowego z koniecznością bardzo szybkiej operacji, bo ścianki pęcherza mogą zostać przerwane w każdej chwili. USG jest nagrane na płycie DVD. Na modlitwie o uzdrowienie padają słowa, że taki mężczyzna jest właśnie uzdrawiany. Idzie on na operację do kliniki. Lekarz przed operacją robi kontrolne badanie USG. Stwierdza, że nie ma raka, jest tylko zapalenie pęcherza. A USG na płycie DVD należy widocznie do innego pacjenta, bo nie ma możliwości, aby to było tej osoby. Musiał nastąpić błąd. Bo przecież… uzdrowienie jest niemożliwe. Takich przykładów mam dużo. Uzdrowienia natychmiastowego z nałogu. Uzdrowienia rozpadającego się małżeństwa. We wspólnocie, w której jestem, dziewczyna po wypadku miała 6 cm krótszą nogę. Po modlitwie o uzdrowienie nogi są równe. Bóg uzdolnił ją do chodzenia, choć nie nastąpiło uzdrowienie biologiczne bioder. Bo każde badanie lekarskie mówi, że ona nie może chodzić. A chodzi!

Dla nas, chrześcijan, takie historie powinny być czymś normalnym. Nie wielkie wow! tylko norma. Bóg daje nam znaki, abyśmy doświadczali Jego dobroci, ale według Jego woli, a nie naszej. Niestety, bardzo dużo ludzi – patrząc na dobroć Boga, widzi w tym Boga złego. Wielu mówi: “Bóg jest zły, bo choć tamtego uzdrowił, to jednak mnie nie chce uzdrowić.” Każdy grzech (także grzech zazdrości) zabija w nas właściwe patrzenie na Boga. Znamy to z Ewamgelii: ” Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” (Mt 20,15)

Nie mam wątpliwości, że potrzebujemy jeszcze dużo nawrócenia. I to nie od grzechów. Jest dziś w Kościele bardzo dużo osób, które nie grzeszą. Mają drobne grzechy, wpadają w jakieś pułapki złego, który będzie je na nas ciągle zastawiał. Ale czas już nie koncentrować się na grzechu, ale na miłości. Już nie trzeba wybielać białego – a tak wiele pobożnych dusz myśli. Jakoby Bóg tego od nas oczekiwał. Przychodzi dla nas nowy czas nawrócenia – nawrócenia naszej wiary. Teraz Pan Jezus chce przez ciebie uzdrawiać i uwalniać! To jest kierunek nawrócenia wierzących. Nawrócenie do posługiwania, aby znaki obecności Boga stały się naszą codziennością.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Remigiusz Recław SJ

Remigiusz Recław SJ

Zobacz inne artykuły tego autora >
Remigiusz Recław SJ
Remigiusz
Recław SJ
zobacz artykuly tego autora >