Niebo zwierząt

Każdy, kto miał w domu czworonożną istotę, nie żywi chyba wątpliwości, że takie miejsce istnieje, a nasz Azorek, którego tak kochaliśmy, nie kończy jako tablica Mendelejewa. Wątpliwości co do tego nie miał też jeden z największych polskich komentatorów Biblii, Tadeusz Żychiewicz: „Świństw, które człowiek wymyślił razem ze swoją psyche, anima, duszyczką – nie wymyśliłoby żadne zwierzę, niechby i bezduszne.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Przypominamy fragment książki Szymona Hołowni: "Kościół dla średniozaawansowanych".

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2340,Kosciol-dla-srednio-zaawansowanych

Nie było wypadku, aby zwierzę zdemoralizowało człowieka; lecz człowiek często demoralizuje zwierzęta, przykładem choćby psy esesmańskie, które człowiek nauczył nienawiści. Zwierzęta nie znają wzlotów i świateł ludzkiego ducha, zgoda. Lecz nie znają też cuchnących zakamarków ludzkiej duszy i zgoła diabolicznych jej otchłani. W całej Biblii nie znalazł się nigdy nikt, kto zwierzęciu przepowiadałby piekło. Piekło jest tylko dla ludzi. Jest to jedyne potwierdzenie naszej osobności, bo w zbawieniu nie będziemy sami na pewno”.

Żychiewicz w ten właśnie sposób komentował „zwierzęcy” fragment Księgi Koheleta, fragment nader ambarasujący teologów.

„Los bowiem ludzi jest ten sam co los zwierząt, los ich jest jeden…i oddech życia ten sam” – pisał Kohelet. Żychiewicz, wbrew temu, o czym krzyczą przypisy do świętego tekstu, jest zdania, że ten „oddech” życia oznaczał tu po prostu jakąś formę duszy. Cytował św. Pawła, który pisał o „całym stworzeniu” (a nie tylko o ludziach), które czeka, aż Bóg przyjdzie po raz drugi i zmieni świat w wieczne niebo.

Niebo zwierząt

Są jednak tacy, którzy pytanie o pośmiertny los zwierząt traktują jako przejaw ckliwego sentymentalizmu ludzi XXI wieku, którzy nie umiejąc zbudować sensownych relacji międzyludzkich, w zamian uprawiają psychiczną zoofilię. Fakt, zwierzęta nie mają łatwego losu również w Biblii. Poza kilkoma chlubnymi wyjątkami (w Księdze Tobiasza występuje na przykład piesek, który udaje się w drogę wraz z Tobiaszem i towarzyszącym mu aniołem), wykorzystywane są tam głownie w charakterze paliwa ofiarnego i traktowane jak przedmioty. Nic jednak dziwnego. Wszak Objawienie dokonało się w kulturze rolniczej, a rolnicy – jak wiadomo – do zwierząt mają stosunek raczej przemysłowy.

Szkoda, że w polskich kościołach na próżno szukać kazań pokazujących, iż na świecie nie jesteśmy sami. Niektórzy tłumaczą to tym, że do niedawna spora część polskich księży rekrutowała się ze środowisk wiejskich. To by było jednak jeszcze pół biedy. Dodatkowo (na szczęście nie tak często) zdarzają się bowiem także „księża myśliwi”, dla których św. Franciszek to „romantyk i marzyciel”, a „prawdziwie męski” jest św. Hubert. W jego święto wciskają więc ludziom morały o polowaniu jako bliskości z przyrodą, by po Eucharystii zrelaksować się, mordując parę istot żywych.

Niebo zwierząt

Nie trafia do mnie głoszona przez nich czasem teza, że najpierw trzeba ludzi oduczyć bić żonę, w drugiej kolejności zaś Burka. Znam przykłady, kiedy to właśnie miłość do Burka potrafiła scalić rozpadającą się rodzinę, ba, przywrócić komuś sens życia. Teza, że zwierzęta zostały stworzone tylko po to, by milusio skwierczeć na patelni, wydaje się mi po prostu zbyt dużym uproszczeniem.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Kostarykański cud

Pan Bóg posłużył się 50-letnią Kostarykanką, by usunąć ostatnią przeszkodę na drodze do kanonizacji Jana Pawła II. Floribeth Mora Diaz w niewytłumaczalny z naukowego punktu widzenia sposób została uleczona z tętniaka mózgu. Choć lekarze uznali jej stan za beznadziejny i nie dawali najmniejszych szans… kobieta jest zupełnie zdrowa.

Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >

Choroba przyszła nagle w kwietniu 2011 roku. Coraz częstsze bóle głowy nie dawały się ukoić przeciwbólową tabletką. Po kompleksowych badaniach przeprowadzonych w szpitalu lekarze jednoznacznie stwierdzili, że Floribeth Mora Diaz ma rzadką odmianę groźnego tętniaka mózgu. Powodował on krwawienia. Sprawiło to, że kobieta doznała udaru. Normalne życie stało się niemożliwe. Żadne leki nie pomagały, a ze względu na możliwe powikłania, łącznie ze śmiercią pacjentki lekarze nie zdecydowali się na operację neurochirurgiczną. „Musieliby zamknąć tętnicę specjalnym aluminiowym klipsem, by nie dopuścić do dalszego krwotoku, ale nie mogli nic zrobić, bo znajdowała się ona w niedostępnym miejscu mózgu” – opowiada kobieta, która dziś nie powinna już żyć. Lekarze jej stan określili jako beznadziejny. Na najgorsze przygotowali też męża i dzieci.

Jan Paweł II od dawna obecny był w życiu Mory Diaz. Jako młoda dziewczyna słuchała jego wymagających słów wypowiadanych w czasie wizyty w tym środkowoamerykańskim kraju leżącym między Morzem Karaibskim i Oceanem Spokojnym. W domu, w skromnej dzielnicy Dulce Nombre de Tres Ríos, położonej na wzgórzach otaczających stolicę Kostaryki, miała małą kaplicę, gdzie w oczy rzucał się ozdobiony kwiatami obraz Papieża Polaka. Odkąd lekarze zdiagnozowali jej tętniaka mózgu wielokrotnie z mężem modliła się za jego wstawiennictwem, by „dobry Bóg zechciał wysłuchać jej prośby i przywrócić zdrowie”. Nie chciała umierać. Myślała o dzieciach i wnukach. Kiedy lekarze odebrali wszelką nadzieję mężowi, ten płacząc, modlił się do Jana Pawła II. Usłyszał wówczas wewnętrzny głos, by ufał, nie bał się i zabrał żonę ze szpitala do domu.

Kostarykański cud

Przyszedł 1 maja 2011 r. Kiedy w Rzymie rozpoczynały się uroczystości beatyfikacyjne Papieża Polaka w Kostaryce była głęboka noc. By świadomie czuwać Floribeth nie wzięła tego wieczora przeciwbólowych i uspokajających leków. „Czuwała całą noc przed telewizorem, modląc się razem ze swymi bliskimi. Rano stwierdziła, że jej zdrowie pozwala na podjęcie normalnych obowiązków i rozpoczęcia na nowo życia” – opowiada ks. Sławomir Oder postulator w procesie beatyfikacyjnym.

Pierwsze badania potwierdzające uzdrowienie przeprowadzono tego samego dnia. W październiku kobieta poddała się kompleksowym badaniom, które jednoznacznie potwierdziły, że tętniak zniknął, nie ma powikłań neurologicznych, a tego co się stało medycyna nie jest w stanie wyjaśnić.  Wtedy też wysłała maila do biura postulacji, by podzielić się tym, co przeżyła. Odnalezienie kobiety nie było proste ponieważ list podpisała tylko swym imieniem.

„Nie wierzyłem własnym oczom kiedy zobaczyłem wyniki badań. Mieliśmy wcześniejsze rezultaty, które jasno mówiły, że jest stan był krytyczny. Byłem w szoku, niedowierzałem. Nigdy nie spotkałem się z tak poważnym tętniakiem, który po prostu zniknął bez śladu nie zostawiając żadnych powikłań” – wyznaje neurochirurg Alejandro Vargas Román, który od początku opiekował się kobietą. Choć – jak mówi – jest katolikiem i osobą głęboko wierzącą, to w obliczu tego czego był świadkiem brakuje mu po prostu słów.

Watykan nie ujawnił jeszcze szczegółów cudownego uzdrowienia, ponieważ do chwili wyznaczenia daty kanonizacji są one objęte tajemnicą. Jej rąbka uchyliła jednak sama uzdrowiona oraz arcybiskup stołecznego San José, który stwierdził, że był to podwójny cud, ponieważ uzdrowienie przyczyniło się do umocnienia, czy wręcz odzyskania wiary przez najbliższych Mory Diaz. W pierwszych komentarzach stwierdzili oni, że choroba i uzdrowienie mamy sprawiły, że najpierw przeżyli bunt i utratę wszelkiej nadziei, a potem jej powrót.

Kostarykański cud

„Bóg zmienił nasze życie, zacieśnił więzy rodzinne, staliśmy się sobie bardziej bliscy. Kiedyś o tym tylko słyszałam a teraz wiem, że cuda dzieją się naprawdę, a Bóg istnieje i działa w naszym życiu” – mówi córka uzdrowionej kobiety, Gabriela. Ten rodzinny wymiar cudu otwierającego drogę do kanonizacji podkreśla też postulator: „Bardzo wyraźnie widać obecność Jana Pawła II w życiu rodzin. I myślę, że ten cud jest znakiem potwierdzającym ten wymiar rodzinny obecności Papieża Polaka w życiu Kościoła. Matka została przywrócona dzieciom, babcia wnukom, żona mężowi”.

Za wybraniem właśnie tego cudu do kanonizacji Jana Pawła II przesądziła jego natychmiastowość i jednoznaczność oraz fakt, że wydarzył się w dniu beatyfikacji.

„Modliliśmy się śledząc transmisję z Watykanu. Prosiliśmy Jana Pawła II prosząc, by wstawił się za mną u Boga, by ten wysłuchał naszych modlitw” – opowiada Mora Diaz. Kiedy się przebudziła jej wzrok padł na leżące przy łóżku czasopismo ze zdjęciem Jana Pawła II. „Usłyszałam głos który mówił do mnie: «Wstań, nie bój się, wstań». Odpowiedziałam: «Tak Panie!» i… wstałam z łóżka. Mój mąż widząc to powiedział: «Kochanie, co ty robisz?». Odpowiedziałam, że czuję się dobrze” – opowiadała kobieta ze wzruszeniem dzieląc się świadectwem swego uzdrowienia.

Kostarykański cud

Za tę łaskę dziękowała wraz z całą rodziną podczas specjalnej Mszy w sanktuarium Matki Bożej Niepokalanie Poczętej w Paraíso koło Cartago. Jest to jedyne miejsce w Kostaryce gdzie znajduje się relikwia krwi Jana Pawła II.

„To uzdrowienie jest znakiem miłości Boga do naszego narodu” – stwierdziła na wieść o cudzie prezydent Kostaryki Laura Chinchilla. Wskazała, że Mora Diaz jest przykładem odwagi i wiary dla wszystkich mieszkańców tego kraju. Z kolei abp José Rafael Quiros, mianowany arcybiskupem San José dzień przed ogłoszeniem przez Papieża dekretu o cudzie podkreślił, że Kostarykańczcy są teraz wezwani do jeszcze odważniejszego dzielenia się świadectwem swej wiary. Uzdrowiona kobieta mówi po prostu: „Nie wiem dlaczego Bóg wybrał mnie. Wiem jednak, że oczy świata powinny być skoncentrowane na Nim, a  nie na mnie. Bez jego interwencji nic by się nie wydarzyło”.

Nie ma już żadnych przeszkód do pokonania w procesie kanonizacyjnym Jana Pawła II. Teraz należy tylko czekać jak w czasie spotkania z kardynałami Papież Franciszek wyznaczy datę uroczystości. Wówczas wołanie wiernych z dnia pogrzebu: „Santo subito!” nareszcie się ziści. Choć wydawać się może, że proces ciągnie się zbyt długo warto pamiętać, że jest on najszybszym procesem kanonizacyjnym w historii współczesnej. Floribeth Mora Diaz planuje, że w liturgii kanonizacyjnej weźmie udział razem z mężem i jednym z dzieci. Wie, że spotka ją zaszczyt niesienia do ołtarza relikwii już wówczas świętego Jana Pawła II…


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Beata Zajączkowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Beata
Zajączkowska
zobacz artykuly tego autora >