video-jav.net

Nie cykamy się

Rebeliantów Seleka udało się wyprosić stąd bez jednego wystrzału. W przeciwieństwie do naszych sąsiadów, u nas obeszło się bez dramatów. Ale to nie znaczy bynajmniej, że żyję w oazie pokoju – pisze z Republiki Środkowej Afryki br. Robert Wieczorek OFMCAP.

Robert Wieczorek OFMCap
Robert
Wieczorek OFMCap
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst piosenki "Nie cykali się" z płyty "Petarda" Arki Noego, której dotyczy artykuł

JEST TAKA HISTORIA ŻE PRZECHODZĄ CIARY MOŻNA JĄ PRZECZYTAĆ W TESTAMENCIE STARYM   DZIELNI CHŁOPACY A BYŁO ICH TRZECH WOLELI UMIERAĆ NIŻ POPEŁNIĆ GRZECH   NIE CHCIELI SIĘ KŁANIAĆ NIGDY I NIKOMU KŁANIALI SIĘ TYLKO JEDYNEMU BOGU   ZA TO CO ZROBILI DO PIECA ICH WRZUCILI W PIECU WIELKI OGIEŃ A ONI NIE ZGINĘLI   MOŻNA UCIEKAĆ  MOŻNA SIĘ BAĆ MOŻNA TEŻ ZAUFAĆ I POKONAĆ W SOBIE STRACH   A MY CHCEMY BYĆ TACY JAK TYCH TRZECH KIEDY WIDZIELI OGNISTY PIEC NIE BALI SIĘ   ONI DZIELNIE STALI NIE BALI SIĘ PŁOMIENI LUDZIE TO WIDZIELI STALI ZADZIWIENI   NABUCHODONOZOR KTÓRY ICH TAM WRZUCIŁ KIEDY TO ZOBACZYŁ OD RAZU SIĘ NAWRÓCIŁ   WYDAŁ TAKI ROZKAZ NIE KŁANIAĆ SIĘ NIKOMU TYLKO JEDYNEMU JEDYNEMU BOGU   A MORAŁ TEJ HISTORII TAKI TU PASUJE KTO NIE ZDRADZI BOGA TEN SIĘ URATUJE   MOŻNA UCIEKAĆ  MOŻNA SIĘ BAĆ MOŻNA TEŻ ZAUFAĆ I POKONAĆ W SOBIE STRACH   A MY CHCEMY BYĆ TACY JAK TYCH TRZECH KIEDY WIDZIELI OGNISTY PIEC NIE BALI SIĘ  

[01][02]

Ognisty piec

Republika Środkowoafrykańska. Ndim – gminna wieś, północny zachód kraju, pogranicze z Czadem i Kamerunem. Jestem tu proboszczem. To jedyny region w całej, szerokiej na ćwierć Polski prefekturze, który wyszedł obronną ręką z okupacji rebeliantów Seleka (muzułmańskich agresorów kontrolujących kraj w 2013 roku).  Intruzi z północy wprawdzie odeszli, lecz ludzie żyją jak na beczce prochu. Kraj porzucony na pastwę losu. Marionetkowy rząd przejściowy, armia nie istnieje, ONZ-owskie siły rozjemcze daleko, a żandarmi do takiej dziury jak nasza nie docierają. Trzeba sobie radzić samemu. Posiadanie broni domowej roboty, czy noszenie długiego noża stało się powszechnym zwyczajem. A podpitym czy naćpanym chłopakom do wywołania burdy wiele nie trzeba.

Można uciekać, można się bać…

Jadę z murarzami na budowę kaplicy po drugiej stronie wsi. Dziwne zbiegowisko ludzi przy jednym z butików. Przejeżdżając obok słyszę: "Seleka!" O co chodzi? Przecież już pół roku temu stąd uciekli. Sprawa się wyjaśnia: Jeden taki, który w tamtym czasie stacjonował w Bocaranga, został właśnie nakryty tej nocy i zamknęli go w pustym sklepie. Stąd ten tumult wokół. Z chaotycznych wyjaśnień wynika, że facet miał czelność przyjechać tutaj ze swą kochanką pohandlować na targowisku. Tymczasem ludzie z Bocaranga (40 km na południe) rozpoznali w nim dawnego oprawcę i chcą z nim wyrównać rachunki.

Z szefem samoobrony jedziemy do Pani Mer Josephine. Pojawiają się też zaraz zdeterminowani anti-balle AK (paramilitarne grupy zwalczające Seleka) z Bocaranga i żądają śmierci. Próbujemy im wyperswadować inne rozwiązanie. Nie skutkuje. Ten typ zapisał się brzydko w pamięci, bo kiedyś na barierze zatrzymał motocyklistę każąc mu płacić za wjazd do miasta. Tamten się tłumaczył, że nie ma pieniędzy. Pogroził mu, że go przeszuka, ale jak coś znajdzie, to… I faktycznie, znalazł – 1500 fcfa (ok. 3 euro). Zastrzelił go na miejscu.

Fot. br. Robert Wieczorek OFMCAP

Pojmany rebeliant

Wracam z Panią Mer i jej radnymi na miejsce, choć nie bardzo wiem po co. Właśnie wywlekli gościa z zamknięcia. Sponiewierany i pokryty krwią. Ręce spuchnięte od więzów. Tłum ryczy… Ani jednej życzliwej duszy. „Fa lo! Fa lo na kwa!" ("Zabić go! Na śmierć!"). Strzępy ostatnich prób pertraktacji: – To złoczyńca – mówię – ale nie róbcie tego samego błędu co on! Nie chcę go chronić, lecz odesłać do sądu! Inaczej jego krew spadnie na was!  Zdążę mu jeszcze zrobić zdjęcie i usiąść przy nim na chwilę: – Chciałbym Ci pomóc, jak się nazywasz i skąd jesteś? – Hussein z Boali… Ojcze! – łamie mu się głos – oni mnie zabiją…! – Dość gadania! Zabieramy go! – woła szef anti-balle AK. – Wsiadajcie na mój samochód – chcę wygrać na czasie – pojedziemy do naszej podprefektury do Ngaoundaye… – Spadaj! – odpycha mnie – Policzymy się z nim w Bocaranga. I pakują go na motor. – Jadę za wami! – Rzucam im jeszcze na odjezdne. Łatwo powiedzieć – po tych wertepach toyotą nie nadążę za nimi. Nikt się nie kwapi mi towarzyszyć. Po kilometrze rezygnuję… Ostatnia szansa to dodzwonić się do kameruńskich żołnierzy stacjonujących w Bocaranga. Udało się ich uprzedzić…

Wracając do domu czuję się jak skopany pies. Czas mija – trudno się nawet modlić. Pod wieczór zajeżdża samochód wojskowy. To owi wzywani na pomoc. Wyjechali naprzeciw i przejęli skazańca z rąk oprawców. – Gdyby udało im się dotrzeć do miasta – mówi mi komendant – nie bylibyśmy w stanie zapobiec linczowi…

Skądinąd wiem, że więzień został odesłany do Bangui i tam czeka na wyrok. A do mnie kapią Nikodemowie, dyskretni rozmówcy w cieniu mroku z usprawiedliwieniem: „Byłem tam, widziałem co się dzieje, ale nie mogłem nic zrobić”. W tłumie wtedy mówiono w lokalnym języku pana „O, jak ten tu (biały) przyjechał, to już po zawodach. Nie pozwoli nam go zabić…”. Dobijająca jest ta samotność w brnięciu pod prąd. Com przeżył, to moje.

Nie cykamy się

Można też zaufać i pokonać w sobie strach

Na pierwszej stronie Interii dementi o domniemanym uwolnieniu ks. Mateusza Dziedzica. Nic z tego – fałszywy cynk. Gdy byłem u niego parę miesięcy temu opowiadał, że to anti-balle AK, a nie ci z definicji źli Seleka, obrabowali im misję. A teraz, w moje urodziny – daty więc nie zapomnę – uprowadzili go do buszu inni bandyci i siedzi tam już od 5 tygodni.

Diabli skusili mnie, by rzucić okiem na komentarze internautów. Ani jednego życzliwego – niektóre wręcz poniżej pasa, w sensie dosłownym i przenośnym. „Pojechał tam czarnym wciskać ciemnotę” – dowiaduję się prawdy, również o sobie. To taka dokładka po innym cytacie z „Afryki Nowaka”, za jednym z uczestników Sztafety śladami Kazimierza Nowaka, który po gościnie na polskiej misji w Kongo raczył stwierdzić: „misjonarzy uważam za przestępców kulturowych”.

  Dziś Francja zamarła na moment w bezruchu odkrywając, że jeden z morderców syryjskich jeńców (pozujący do zdjęć z odkrytą twarzą!) zidentyfikowany został jako rodowity Bretończyk (lat 22). Tym co unicestwienie chrześcijaństwa i laicyzację uznają za uwerturę do lepszego świata, podsunę tylko wyniki francuskich statystyk: 80% młodych zwerbowanych dla dżihadu to dzieci w rodzin ateistycznych. Ja tymczasem wolę pozostać tu w Afryce Centralnej i w tym czasie bez twarzy powtarzać dalej: Bóg jest miłością! A gdy z Jego pomocą uda się nieco poprawić los tubylców, to może choćby kilku młodych odstąpi od złudy ucieczki do Europy (czytaj: pozostawienia kości na Saharze czy też utonięcia w Morzu Śródziemnym). Przynajmniej służby graniczne będą wdzięczne.

Kto nie zdradzi Boga, ten się uratuje.  

Robert Wieczorek OFMCap

Robert Wieczorek OFMCap

Zobacz inne artykuły tego autora >
Robert Wieczorek OFMCap
Robert
Wieczorek OFMCap
zobacz artykuly tego autora >

Pistolet na święconą wodę

Piosenka Arki Noego, choć lekka, łatwa i przyjemna, może być inspiracją do rozważań na całkiem poważny temat: „Jak walczyć z pokusami i złem?”. Oto 7 prawd, o których warto pamiętać.

ks. Piotr
Żelazko
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

1. „Ciebie sie nie boję”, czyli ruszaj na wojnę bez strachu

Dzisiejsze pokolenie dzieci wychowanych na horrorach może mieć dramatycznie emocjonalne podejście do walki duchowej. Wiara w obracające sie o 180 stopni głowy, charczące głosy i ociekające krwią ściany to mało skuteczna motywacja do podjęcia takiej walki. Nie chcąc absolutnie negować prawdziwości rozmaitych, szeroko opisywanych, spektakularnych sytuacji auto-manifestacji zła, pragnę zwrócić uwagę, na banalizujący charakter pop-kulturowego przedstawiania walki Dobra ze złem. Zamiast przygryzać wargi, oglądając kolejny film grozy i z ciarkami na plecach schodzić do niewystarczająco oświetlonej piwnicy, warto raczej uzmysłowić sobie, że widowiskowe momenty ukazywania się jakichś złych sił, to jedynie marginalna cząstka problemu.

Jak mawiał jeden z moich kierowników duchowych: „Prawdziwe zło czai sie w Tobie. Ono zniechęca Cię do modlitwy, rozleniwia wewnętrznie, podpowiada proste, niezgodne z nauką moralną rozwiązania, zobojętnia na grzech”.

Zamiast bać sie, że zza rogu wyskoczy zmasakrowany zwierzęcy pysk, spod grobowca dziadka wysunie sie na wpół rozłożona ręka, a ze strychu zacznie kapać czarna krew, warto zastanowić sie nad problemem braku odwagi do stanięcia twarzą w twarz z prawdziwymi problemami, które sprawiają, że ulegamy pokusom, a życie duchowe w nas zastyga niczym w śpiączce.

Dlaczego boisz sie rozprawy ze swoimi słabościami, gdzie Twój hart ducha wobec złych skłonności? Nie bój sie! Stań do walki o lepszego/lepszą siebie. Bedzie bolało, ale miej odwagę znowu ruszyć w kierunku nawrócenia.

Pistolet na święconą wodę

2. „Idź precz!”, czyli „Wyślij diabła do diabła”.

Najgorsze jest rozpoczynanie dyskusji ze złem. Wiadomo, że każda sytuacja jest inna, świat prawd moralnych nie jest czarno-biały, a ocena nie może być z góry jednoznaczna (nawet w konfesjonale spowiednik inaczej traktuje ten sam czyn, w zależności od osoby go popełniającej i okoliczności). Jednakże próby usprawiedliwiania siebie są zawsze nieobiektywne i zwykle mają na celu uspokojenie sumienia.

Zło będzie podsuwać rozmaite powody i motywy, dla których nie powinieneś zmieniać swojego postępowania na lepsze. Mistrz świata w przekonywaniu, że „przecież nie do końca jest tak, jak mówi ksiądz, rodzice, Biblia, czy Katechizm” potrafi wyjaśnić i usprawiedliwić wszystko.

Nie namawiam do skrupulanctwa i natrętnego spowiadania się każdego dnia z błahostek, tylko do weryfikowania swojego postępowania nie ze złym, który wewnątrz Ciebie będzie zwykle bagatelizował grzech, a z doświadczonym spowiednikiem czy kierownikiem duchowym, który spojrzy na problem bardziej obiektywnie.

Zamiast wdawać sie w dyskusje ze złem, lepiej powiedzieć mu: „Idź do diabla!”, krótka i cięta riposta zakańczając temat.

3. „Nie kuś mnie już więcej” , czyli myślenie strategiczne.

Nie od dzisiaj wiadomo, ze wojny wygrywają nie generałowie z najlepszymi armiami, ale ci, którzy potrafią wszystko zaplanować lepiej od przeciwnika.

Na wojnie o „lepszego/lepszą Ciebie” musisz mieć strategie.

Pistolet na święconą wodę

Po pierwsze dobrze jest stawiać sobie cele. Żydowskie przysłowie mówi: „Gdybyś przez rok walczył z jedną wadą, po 10 latach miałbyś o 10 wad mniej”. Ileż to razy spowiadając sie obiecujemy poprawę, ale tak naprawdę lata mijają, a nic sie nie zmienia i ilość wad nie maleje? Dobrze jest zacząć od konkretnego grzechu i na wieczornym rachunku sumienia (zakładam, że ludziom pracującym nad sobą praktyka takiego rachunku nie jest obca) zwrócić szczególna uwagę na okoliczności popełniania danego występku. Jeśli wiem, że jakaś „wpadka” zdarza mi sie najczęściej w takiej a nie innej sytuacji, to może rozsądnie byłoby tej sytuacji unikać.

Często nie da sie jednak tego zrobić (ktoś, kto zawsze źle życzy w myślach swojemu szefowi podczas zebrań nie może przecież nagle przestać na te zebrania chodzić), ale i wtedy można sie zawczasu przygotować. Jeśli wiesz, że dana osoba czy sytuacja prowadzi Cię do grzechu, a nie jest możliwe jej uniknięcie, dobrze jest na modlitwie zawierzyć Bogu samemu konkretne wydarzenie. „Nie wchodź do klatki z panterami bez palki” mawiali starożytni (a może nie mawiali, ale to powiedzenie świetnie tu pasuje).

Bądź gotowy na to, że w danym momencie będzie Cię czekać solidna dawka stresu lub innych negatywnych emocji i z Bożą pomocą, starannie sie do takiej „potyczki” przysposób. A jeśli to możliwe, to po prostu unikaj sytuacji, które, jak Twoje doświadczenie pokazuje, prowadzą Cię do grzechu.

4. „Jestem pod ochroną” czyli Sakramenty i Sakramentalia.

Pistolet na święconą wodę

Błędem jest myślenie, że jakaś magia wykonywana przez kapłana może automatycznie rozwiązywać problemy. Tym różnimy sie od wyznawców starożytnych pogańskich religii, że nasi szamani nie działają w sposób magiczny. Błędem jednak jest zaprzeczanie istnienia Łaski Bożej. Ten, Który Cię Kocha, chce Ci pomagać, troszczyć sie o Ciebie i Cię ochraniać. Łaska ma jednak to do siebie, że wymaga współpracy.

Samo „chodzenie do kościoła” nie ma jeszcze wartości samej w sobie, jeśli nie jest podbudowane odpowiednią motywacją i postawą pragnienia spotkania z Bogiem. To, czy myśli Ci „uciekną” podczas większej części kazania jest mniej ważne niż Twoja chęć przezywania Obecności Boga.

Uczeń, który zamiast uczyć sie zawczasu, ściska nabożnie medalik podczas egzaminu musi wydawać sie śmieszny w swoim naiwnym traktowaniu tego przedmiotu jako talizmanu czy amuletu. Jeśli jednak student, który zrobił, co mógł, solidnie wykorzystując czas na naukę, przez jakiś gest czy przedmiot materialny przypomni sobie, żeby tuż przed sprawdzianem powierzyć siebie i swoją pracę Bogu, wzywając asystencji Ducha Świętego, wówczas nie jest to już zaklinanie rzeczywistości za pomocą artefaktów. Uczestnictwo w życiu Kościoła poprzez włączanie sie w modlitwę Wspólnoty i rzeczywistość Sakramentalna, przeżywanie swojej duchowości w rytmie kalendarza liturgicznego i posługiwanie sie przedmiotami materialnymi jako widzialnymi narzędziami niewidzialnej Łaski nie jest magią, tylko pomocą w życiu bardziej świętym i unikaniu zła.

5. „Miłość i Wiara” czyli dobre czyny.

O tym, że Wiary od uczynków rozerwać nie można przekonali sie katolicy i luteranie po trwającej prawie 500 lat dyskusji. Nie zagłębiając sie w tematy teologiczne, można powiedzieć, za popularnym przysłowiem, że „mniej ma czasu na robienie zła, ten kto dobra dużo robi”. Wszystkim sfrustrowanym, znudzonym (zblazowanym) czy cierpiącym na „ból istnienia” polecam wszelkiego rodzaju prace na rzecz innych. Może to być zorganizowany wolontariat z konkretną ilością godzin w tygodniu, może prosta pomoc komuś z własnego otoczenia. Nie dla jakiejś osobistej satysfakcji, ale z czystej miłości i chęci oddawania innym tego, co sami od Boga otrzymujemy: wierzę, że jestem kochany, więc pragnę się tą Miłością dzielić z innymi. Działaność charytatywna nie musi być wielka – wystarczą małe gesty.

Jeśli zło walczy z Dobrem, to pewnie tego Dobra będzie unikać. Jednym słowem: im więcej czynisz Dobra w swoim życiu, tym bardziej utrudniasz złu dostęp do siebie.

Pistolet na święconą wodę

6. „Post i modlitwa”, czyli klasyka mistrzów duchowości.

Wartość postu jako sposobu na rozwój duchowy w niemal każdej religii jest nieoceniona. Człowiek, którego ciało odmawia sobie w sposób rozumny (nie bezkrytyczny) jakiejś niekoniecznej przyjemności, kieruje sie ku duchowi. Materia zostaje niejako „pokonana” przez rzeczywistość niewidzialną, co rodzi ogromna pokorę. Ta natomiast, (jak mawiał na przykład jeden z Ojców Pustyni – Dorotheos) „chroni dusze przed wszelka namiętnością i wszelką pokusą”. Nie da sie prowadzić wojny bez dobrego zaopatrzenia i posiłków.

Post i modlitwa zapewniają nowy przypływ sil w walce ze złem. Nie w jakiś automatyczny sposób, ale przez ćwiczenie i systematyczną pracę nad szukaniem Boga zobaczysz, że „On zawsze Jest, a my tylko czasem bywamy”.

7. „Lepiej sie poddaj!”, czyli jestem po stronie zwycięskiej!

Wiele osób traktuje tę wojnę Dobra ze złem jako walkę dwóch równorzędnych sil – raz przeważa jedna z armii, innym razem druga. Tymczasem wydarzenie Męki, Śmierci i Zmartwychwstania na zawsze zmieniło obraz tej walki: ona jest juz wygrana.

Każdy, kto w imieniu Jezusa – Mesjasza rusza na tę wojnę jest po zwycięskiej stronie. Warto to sobie uświadomić i z takim przekonaniem stawać wobec przeciwnika.

Pistolet na święconą wodę

Zdarzyło sie raz, ze Abba Mojżesz Etiopski walczył z pokusa nieczystości. Nie mogąc już wytrzymać w swojej celi, zwrócił sie z rozpaczliwą prośbą o pomoc do Abby Izydora. Ten polecił mu powrócić do celi. Mojżesz odmówił, twierdząc, że sobie nie poradzi. Wówczas Izydor wyprowadził go na dach klasztoru i kazał spojrzeć na zachód. Mnich wychylił sie i zobaczył hordę demonów kłębiąca sie w powietrzu, gotową do ataku. „A teraz popatrz na wschód” powiedział Mistrz. Odwrócili sie razem i ujrzeli niezliczone mnóstwo aniołów święcących w Chwale Pańskiej, również przysposobione do bitwy. „Popatrz na nich”, rzekł Izydor, “liczba tych, którzy są z nami jest o wiele większa niż naszych przeciwników”. Wtedy Abba Mojżesz wielbiąc Boga odzyskał swoja odwagę i wrócił do celi. I Ty zrób to samo – uwierz, że Twoja walka ze złem jest juz wygrana.

ks. Piotr Żelazko

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr
Żelazko
zobacz artykuly tego autora >