Nasze projekty
Robert Wieczorek OFMCap

Nie cykamy się

Rebeliantów Seleka udało się wyprosić stąd bez jednego wystrzału. W przeciwieństwie do naszych sąsiadów, u nas obeszło się bez dramatów. Ale to nie znaczy bynajmniej, że żyję w oazie pokoju – pisze z Republiki Środkowej Afryki br. Robert Wieczorek OFMCAP.

Reklama

[margincarouselwidget heading=”]
[margincarouselwidget_item id=’14572′ title=” content='

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst piosenki "Nie cykali się" z płyty "Petarda" Arki Noego, której dotyczy artykuł

']
[margincarouselwidget_item id=’14573′ title=” content='

Reklama

JEST TAKA HISTORIA ŻE PRZECHODZĄ CIARY
MOŻNA JĄ PRZECZYTAĆ W TESTAMENCIE STARYM
 
DZIELNI CHŁOPACY A BYŁO ICH TRZECH
WOLELI UMIERAĆ NIŻ POPEŁNIĆ GRZECH
 
NIE CHCIELI SIĘ KŁANIAĆ NIGDY I NIKOMU
KŁANIALI SIĘ TYLKO JEDYNEMU BOGU
 
ZA TO CO ZROBILI DO PIECA ICH WRZUCILI
W PIECU WIELKI OGIEŃ A ONI NIE ZGINĘLI
 
MOŻNA UCIEKAĆ  MOŻNA SIĘ BAĆ
MOŻNA TEŻ ZAUFAĆ
I POKONAĆ W SOBIE STRACH
 
A MY CHCEMY BYĆ TACY JAK TYCH TRZECH
KIEDY WIDZIELI OGNISTY PIEC
NIE BALI SIĘ
 
ONI DZIELNIE STALI NIE BALI SIĘ PŁOMIENI
LUDZIE TO WIDZIELI STALI ZADZIWIENI
 
NABUCHODONOZOR KTÓRY ICH TAM WRZUCIŁ
KIEDY TO ZOBACZYŁ OD RAZU SIĘ NAWRÓCIŁ
 
WYDAŁ TAKI ROZKAZ NIE KŁANIAĆ SIĘ NIKOMU
TYLKO JEDYNEMU JEDYNEMU BOGU
 
A MORAŁ TEJ HISTORII TAKI TU PASUJE
KTO NIE ZDRADZI BOGA TEN SIĘ URATUJE
 
MOŻNA UCIEKAĆ  MOŻNA SIĘ BAĆ
MOŻNA TEŻ ZAUFAĆ
I POKONAĆ W SOBIE STRACH
 
A MY CHCEMY BYĆ TACY JAK TYCH TRZECH
KIEDY WIDZIELI OGNISTY PIEC
NIE BALI SIĘ
 

']
[/margincarouselwidget]

Ognisty piec

Reklama

Republika Środkowoafrykańska. Ndim – gminna wieś, północny zachód kraju, pogranicze z Czadem i Kamerunem. Jestem tu proboszczem. To jedyny region w całej, szerokiej na ćwierć Polski prefekturze, który wyszedł obronną ręką z okupacji rebeliantów Seleka (muzułmańskich agresorów kontrolujących kraj w 2013 roku).  Intruzi z północy wprawdzie odeszli, lecz ludzie żyją jak na beczce prochu. Kraj porzucony na pastwę losu. Marionetkowy rząd przejściowy, armia nie istnieje, ONZ-owskie siły rozjemcze daleko, a żandarmi do takiej dziury jak nasza nie docierają. Trzeba sobie radzić samemu. Posiadanie broni domowej roboty, czy noszenie długiego noża stało się powszechnym zwyczajem. A podpitym czy naćpanym chłopakom do wywołania burdy wiele nie trzeba.

 

Można uciekać, można się bać…

Reklama

Jadę z murarzami na budowę kaplicy po drugiej stronie wsi. Dziwne zbiegowisko ludzi przy jednym z butików. Przejeżdżając obok słyszę: "Seleka!" O co chodzi? Przecież już pół roku temu stąd uciekli. Sprawa się wyjaśnia: Jeden taki, który w tamtym czasie stacjonował w Bocaranga, został właśnie nakryty tej nocy i zamknęli go w pustym sklepie. Stąd ten tumult wokół. Z chaotycznych wyjaśnień wynika, że facet miał czelność przyjechać tutaj ze swą kochanką pohandlować na targowisku. Tymczasem ludzie z Bocaranga (40 km na południe) rozpoznali w nim dawnego oprawcę i chcą z nim wyrównać rachunki.

Z szefem samoobrony jedziemy do Pani Mer Josephine. Pojawiają się też zaraz zdeterminowani anti-balle AK (paramilitarne grupy zwalczające Seleka) z Bocaranga i żądają śmierci. Próbujemy im wyperswadować inne rozwiązanie. Nie skutkuje. Ten typ zapisał się brzydko w pamięci, bo kiedyś na barierze zatrzymał motocyklistę każąc mu płacić za wjazd do miasta. Tamten się tłumaczył, że nie ma pieniędzy. Pogroził mu, że go przeszuka, ale jak coś znajdzie, to… I faktycznie, znalazł – 1500 fcfa (ok. 3 euro). Zastrzelił go na miejscu.

Fot. br. Robert Wieczorek OFMCAP
Pojmany rebeliant

Wracam z Panią Mer i jej radnymi na miejsce, choć nie bardzo wiem po co. Właśnie wywlekli gościa z zamknięcia. Sponiewierany i pokryty krwią. Ręce spuchnięte od więzów. Tłum ryczy… Ani jednej życzliwej duszy. „Fa lo! Fa lo na kwa!" ("Zabić go! Na śmierć!"). Strzępy ostatnich prób pertraktacji:
To złoczyńca – mówię – ale nie róbcie tego samego błędu co on! Nie chcę go chronić, lecz odesłać do sądu! Inaczej jego krew spadnie na was!
 Zdążę mu jeszcze zrobić zdjęcie i usiąść przy nim na chwilę:
– Chciałbym Ci pomóc, jak się nazywasz i skąd jesteś?
– Hussein z Boali… Ojcze! – łamie mu się głos – oni mnie zabiją…!
– Dość gadania! Zabieramy go! – woła szef anti-balle AK.
– Wsiadajcie na mój samochód – chcę wygrać na czasie – pojedziemy do naszej podprefektury do Ngaoundaye…
– Spadaj! – odpycha mnie – Policzymy się z nim w Bocaranga.
I pakują go na motor.
Jadę za wami! – Rzucam im jeszcze na odjezdne. Łatwo powiedzieć – po tych wertepach toyotą nie nadążę za nimi. Nikt się nie kwapi mi towarzyszyć. Po kilometrze rezygnuję… Ostatnia szansa to dodzwonić się do kameruńskich żołnierzy stacjonujących w Bocaranga. Udało się ich uprzedzić…

Wracając do domu czuję się jak skopany pies. Czas mija – trudno się nawet modlić. Pod wieczór zajeżdża samochód wojskowy. To owi wzywani na pomoc. Wyjechali naprzeciw i przejęli skazańca z rąk oprawców.
– Gdyby udało im się dotrzeć do miasta – mówi mi komendant – nie bylibyśmy w stanie zapobiec linczowi…

Skądinąd wiem, że więzień został odesłany do Bangui i tam czeka na wyrok. A do mnie kapią Nikodemowie, dyskretni rozmówcy w cieniu mroku z usprawiedliwieniem: „Byłem tam, widziałem co się dzieje, ale nie mogłem nic zrobić”. W tłumie wtedy mówiono w lokalnym języku pana „O, jak ten tu (biały) przyjechał, to już po zawodach. Nie pozwoli nam go zabić…”. Dobijająca jest ta samotność w brnięciu pod prąd. Com przeżył, to moje.

Nie cykamy się

Można też zaufać i pokonać w sobie strach

Na pierwszej stronie Interii dementi o domniemanym uwolnieniu ks. Mateusza Dziedzica. Nic z tego – fałszywy cynk. Gdy byłem u niego parę miesięcy temu opowiadał, że to anti-balle AK, a nie ci z definicji źli Seleka, obrabowali im misję. A teraz, w moje urodziny – daty więc nie zapomnę – uprowadzili go do buszu inni bandyci i siedzi tam już od 5 tygodni.

Diabli skusili mnie, by rzucić okiem na komentarze internautów. Ani jednego życzliwego – niektóre wręcz poniżej pasa, w sensie dosłownym i przenośnym. „Pojechał tam czarnym wciskać ciemnotę” – dowiaduję się prawdy, również o sobie. To taka dokładka po innym cytacie z „Afryki Nowaka”, za jednym z uczestników Sztafety śladami Kazimierza Nowaka, który po gościnie na polskiej misji w Kongo raczył stwierdzić: „misjonarzy uważam za przestępców kulturowych”.

 
Dziś Francja zamarła na moment w bezruchu odkrywając, że jeden z morderców syryjskich jeńców (pozujący do zdjęć z odkrytą twarzą!) zidentyfikowany został jako rodowity Bretończyk (lat 22). Tym co unicestwienie chrześcijaństwa i laicyzację uznają za uwerturę do lepszego świata, podsunę tylko wyniki francuskich statystyk: 80% młodych zwerbowanych dla dżihadu to dzieci w rodzin ateistycznych. Ja tymczasem wolę pozostać tu w Afryce Centralnej i w tym czasie bez twarzy powtarzać dalej: Bóg jest miłością! A gdy z Jego pomocą uda się nieco poprawić los tubylców, to może choćby kilku młodych odstąpi od złudy ucieczki do Europy (czytaj: pozostawienia kości na Saharze czy też utonięcia w Morzu Śródziemnym). Przynajmniej służby graniczne będą wdzięczne.

 

Kto nie zdradzi Boga, ten się uratuje.
 

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite