video-jav.net

Karnawał w Rio

Najprostsza reakcja na hasło Rio to karnawał – barwne pióropusze, dzikie dźwięki bębnów i półnagie tancerki wyginające się w rytm samby. Żadne z tych skojarzeń nie pojawiło się w spocie reklamującym Światowy Dzień Młodzieży 2013. Przypadek?

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Oszczędzacie już fundusze na wyjazd do Rio? Bynajmniej nie na karnawał, ale trzydniowe spotkanie z papieżem, które już w lipcu tego roku rozpali ogień wiary w sercach młodych Brazylijczyków (oby).

Wabikiem Światowych Dni Młodzieży Rio 2013 został tradycyjnie już chyba lekko kiczowaty hymn utrzymany w przyjazno-patetycznej atmosferze. Choć w przeciwieństwie do kilku poprzednich dynamicznych teledysków z Sydney czy Kolonii „Nadzieja poranka” wywołuje emocje bliższe serialom brazylijskim, niż rozgrywkom piłkarskim. Pojawia się wprawdzie statua Jezusa w Rio i melodia oparta na sambie de Jeneiro, ale teledysk równie dobrze można było nagrać w Świebodzinie…

Zamiast przystrojonych barwnymi pióropuszami tancerek karnawału – odezwa papieża Benedykta XVI, zamiast potencjalnych półnagich ciał na słynnych plażach Copacabana czy Ipanema – tłum młodzieży odmawiający różaniec, i wreszcie, zamiast gangów narkotykowych w biednych dzielnicach favelas – sympatyczne rodziny katolickie witające pielgrzymów w schludnych, latynoskich kamieniczkach.

A gdzie kontrasty Brazylii? Nie tak wyobrażam sobie Rio, a na pewno nie Chrześcijaństwo!

Nie wnioskuję, żeby spotkanie młodych z papieżem reklamować przez wywodzący się z kultów płodności karnawał i roznegliżowane tancerki, ale zdecydowanie zabrakło mi w trailerze ŚDM odniesień do żywiołowej duchowości Brazylijczyków: symbiozy modlitwy z capoeirą, giga-mszy z udziałem kilku milionów wiernych czy oddolnego ruchu modlitwy wstawienniczej w Duchu Świętym, na skutek którego – przykładowo – tylko w jednym mieście (Goiania, 1,2 mln mieszkańców) liczbę chrześcijan pomnożyła się z 8% do 45% i zaledwie w przeciągu miesiąca założono 372 nowych wspólnot.

A mroczne slumsy kultowego filmu Miasto Boga? Po co je retuszować? Nawet jeśli spot reklamowy ma wzbudzać poczucie sterylności i bezpieczeństwa, bo skierowany jest do takiej młodzieży (tudzież ich rodziców), których stać na wyłożenie 10,000 zł za dwutygodniowe wakacje na łebka i zapewne za taką kasę pragnęliby wrócić z owej pielgrzymki w całości, zawsze trzeba mieć nadzieję, że wśród tylu tysięcy wiernych znajdzie się choć jeden bogaty młodzieniec, którego pociągnie właśnie ewangeliczne ubóstwo – przykładem charyzmatyków Antonella Cadeddu i Enrique’a Porcu, którzy wśród bandytów, prostytutek i dzieci ulicy założyli w Rio Wspólnotę Przymierze Miłosierdzia, by rzeczywiście nieść nadzieję tam, gdzie jej najbardziej brakuje – na „samym dnie piekła”.

Karnawał w Rio

Dopiero z tej perspektywy brudu, grzechu i ludzkich słabości, majestatyczny posąg Jezusa, który nieustannie błogosławi miastu, może wydać się piękny i pociągający na tyle, żeby zacząć realnie kombinować, jak się tam dostać…

No właśnie: jak?

Na polskiej oficjalnej stronie ŚDM znajdziemy listę diecezji, w których organizowana jest grupa wyjazdowa. Jednak ceny wahają się od kilku po blisko 15 tysięcy złotych (przoduje diecezja krakowska, której ekipa prócz Brazylii, zahaczy też przy okazji o Peru).

Skąd taka cena? Ciężko powiedzieć, bo bilet z Polski do Rio można zdobyć już za 3352,77, a pewnie specjalne oferty pomogą szczęśliwcom zbić nieco tę kwotę. Trochę smuci też fakt, że nie udało się wyczarterować całego samolotu dla zawsze licznej polskiej reprezentacji.

Ale Polak potrafi. Wspólnota z Bazyliki Mariackiej „Chrystus w Starym Mieście” zbiera pieniądze śpiewając pastorałki w przebraniach kolędników, a młodzież z Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego „Młodzi Światu” wyruszy do Rio przez Ocean Atlantycki na żaglowcu „Dar Pomorza”. Dla tych, którym opcja stu dni na pełnym morzu wydaje się dość nużąca, a swoje wakacje chcieliby zamknąć w przyzwoitym budżecie, proponujemy podróż na stopa do Bristolu lub Lizbony, skąd co kilka dni odpływają podobno dość tanie, acz nie do końca luksusowe promy do obu Ameryk. Jeżeli komuś uda się i opłaci taka wyprawa – z pewnością będzie to znak, że hymn „Nadzieja poranka” nie jest do końca taki głupi.

Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Święty Józef z Kupertynu: patron studentów

Nazywał siebie bratem-osłem. Nie nadawał się do wykonywania żadnych, nawet najprostszych czynności, ale posiadał niezwykły dar... potrafił unosić się nad ziemią. Dzisiaj wielu studentów na całym świecie prosi go przed egzaminami o pomoc. Dlaczego właśnie jego?

Magdalena
Wyżga
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Gdyby żył dzisiaj, nauczyciele zakwalifikowaliby go do programu Akademii Przyszłości (stworzonej kilka lat temu przez ks. Jacka Stryczka). Co więcej, mógłby też zagrać główną rolę w filmie promującym ich akcję, w którym nauczycielka karci na forum klasy niedouczonego ucznia głośnym: „Majewski! Nie rokujesz!”. Józef z Kupertynu – bo o nim mowa – urodził się w biednej rodzinie, był słabego zdrowia, miał ogromne problemy z nauką i z ledwością opanował umiejętność czytania oraz pisania. Na dodatek był wyśmiewany przez swoich rówieśników. W czasie zabawy albo zajęć w szkole zdarzało mu się wpadać w głębokie duchowe uniesienie, podczas którego zatrzymywał się w osłupieniu z „rozdziawioną gębą” (tak mówili o nim jego bliscy). I w przeciwieństwie do swoich kolegów, zamiast gry w piłkę, wolał spędzać czas na pogawędce z Panem Bogiem. Od dzieciństwa miał też szczególne nabożeństwo do Matki Bożej, to dzięki Jej wstawiennictwu został uzdrowiony z ciężkiej choroby.

Święty Józef z Kupertynu: patron studentów

Opiekun zwierząt

 

W wieku 17 lat wstąpił do klasztoru kapucynów. Jednak jego wrodzona nieporadność sprawiła, że po ośmiu miesiącach został z niego wyrzucony. Przełożeni stwierdzili, że nie nadaje się do prowadzenia życia duchowego, a nawet do służenia innym współbraciom. Tłukł talerze w czasie zmywania, nie potrafił przenieść wody z jednego miejsca na drugie, drobne czynności dnia codziennego sprawiały mu wiele trudności. Józef, niezrażony decyzją kapucynów, poszukiwał uparcie innego zgromadzenia. Zapukał do klasztoru oo. franciszkanów w Grotella, a tam przyjęli go z otwartymi ramionami, bo poszukiwali właśnie kogoś do opieki… nad zwierzętami. Nowe zajęcie przynosiło Józefowi wiele radości, bardzo lubił swoich podopiecznych. Sam zaczął nazywać się bratem-osłem. To określenie doskonale do niego pasowało: pospolity wygląd, powolny chód, spuszczona głowa, ale też cierpliwość, prostota, dobroduszność, ślepe posłuszeństwo i… upór, który starał się poskramiać wypełniając nakazy przełożonych.

Cudem zdane egzaminy

 

Józef marzył jednak o czymś więcej, niż tylko funkcji stajennego w zakonie franciszkanów. Chciał zostać kapłanem. Jedno z podań głosi, że nie potrafił wyjaśnić żadnej Ewangelii za wyjątkiem tej, w której znajdowały się słowa: „Błogosławione wnętrzności, które Cię nosiły” i właśnie ten fragment otrzymał do interpretacji podczas egzaminu na studia teologiczne. Komisja egzaminacyjna była zachwycona jego odpowiedzią i Józef został przyjęty. Chociaż nauka nadal sprawiała mu ogromne trudności, wszystkie egzaminy zdawał w równie nadzwyczajny sposób. Został kapłanem 4 marca 1628 roku.

Święty Józef z Kupertynu: patron studentów

Notoryczna lewitacja

 

W czasie odprawiania mszy świętej, słysząc dźwięk dzwonów albo imię Maryi czy świętych, Józef wpadał w zachwyt, wydawał okrzyk i unosił się nad ziemię, czasem nawet na kilka metrów. Jeśli przebywał akurat w ogrodzie, zdarzało się, że siadał na czubku drzewa. W takim stanie mógł trwać nawet kilkanaście minut, a potem jakby nigdy nic, wracał do przerwanego niespodziewanie zajęcia.  Ponieważ lewitacje zdarzały się bardzo często, poddano je pod ocenę Świętego Oficjum (ówczesna Kongregacja Nauki i Wiary), które orzekło, że źródło jego uniesień pochodzi od Boga. Wieść o niezwykłym zakonniku rozniosła się lotem błyskawicy i wkrótce do franciszkanów zaczęły pielgrzymować tłumy. Aby nie dezorganizować życia zakonników, Józefa przeniesiono do Asyżu, gdzie przebywał 14 lat. Pod wpływem ciągle rosnącej popularności, kazano mu się ukryć w klasztorze kapucynów. Józef z Kupertynu zmarł 17 września 1663 roku w klasztorze franciszkanów w Osimo.

Modlitwa studenta

 

Święty Józefie z Kupertynu, Przyjacielu studentów i Orędowniku zdających egzaminy, przychodzę, by błagać o Twoją pomoc w moich studiach (moich egzaminach).

Ty wiesz, z Twego osobistego doświadczenia, jak wielki niepokój towarzyszy trudowi studiów (zaangażowaniu w egzaminy) i jak łatwo popaść w niebezpieczeństwo zagubienia intelektualnego lub zniechęcenia.

Ty, który byłeś wspierany cudownie przez Boga w studiach i w egzaminach, aby zostać dopuszczonym do święceń kapłańskich, wyproś u Pana światło dla mojego umysłu i siłę dla mojej woli.

Ty, który w tak konkretny sposób doświadczyłeś matczynej pomocy Maryi, Matki Mądrości, proś Ją za mnie, żebym mógł przezwyciężyć szczęśliwie wszystkie trudności w studiach (w najbliższych egzaminach).

Łączę moją ufność w Twoją opiekę z mocnym postanowieniem, by żyć jak człowiek naprawdę wierzący. Amen.

Magdalena Wyżga

Zobacz inne artykuły tego autora >
Magdalena
Wyżga
zobacz artykuly tego autora >