Dwie siostry – prawda i wolność

Prawda wymaga odważnego działania. Na taką postawę stać tylko ludzi wolnych

ks. Janusz Chyła
ks. Janusz
Chyła
zobacz artykuly tego autora >

Od niepozornych rzeczy wiele zależy. Jedna kreska, znak interpunkcyjny, pominięte lub dodane słowo, a całe zdanie otrzymuje przeciwne do pierwotnego znaczenie. Ilustracją tego może być modyfikacja słynnego pytania Piłata o prawdę. W Wielki Piątek, gdy odczytywane są słowa Jezusa: „Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu” (J 18,37), jeden z lektorów, nie zmieniając szyku piłatowego pytania, dodał jedynie przecinek, a pytajnik zastąpił kropką. I tak retoryczne: „Cóż to jest prawda?” otrzymało nowe, twierdzące brzmienie: „Cóż, to jest prawda” (J 18,38). Drobna interwencja, a sens został całkowicie zmieniony.

Nie wnikając w piłatowe serce i niuanse oryginalnej modyfikacji lektora – nieświadomego zapewne swej pomyłki – samo pytanie o prawdę pozostaje aktualne również współcześnie, pomimo traktowania jej z podejrzliwością. Tym niemniej ideologiczne zaprzeczanie istnieniu prawdy, bądź możliwości jej poznania, idzie w parze z tworzeniem „faktów medialnych”. Są one substytutami prawdy, powstającymi z komercyjnych lub koniunkturalnych względów. Znaki interpunkcyjne stawiane przy prawdzie – dowolnie się zmienia.

W podejściu do prawdy dostrzec można pewien paradoks. Aby zmieścić się w granicach wyznaczanych przez poprawność polityczną, w niektórych dziedzinach obowiązkiem jest wątpienie, a w innych jego zakaz. A zatem przy dogmatyzacji sceptycyzmu w jednej sprawie, zadawanie pytań w innej, jest niemile widziane. A prawda przecież lubi być poszukiwana. Ma siłę przyciągania. Poznawana na wiele – symfonicznych sposobów (kłamstwo jest z natury kakofoniczne) – nie jest wytworem ludzkiego intelektu, on ją odczytuje, trafnie lub błędnie.

Dwie siostry – prawda i wolność

Przed laty André Frossard zapytał Jana Pawła II o najważniejsze według niego zdanie w Piśmie Świętym. Papież odpowiedział, że jest nim: Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8,32). Prawda nie boi się wolności ani wolność prawdy, one siebie wzajemnie potrzebują, czują się dobrze w swoim towarzystwie, a bez siebie obumierają.

Wiele znaków czasu świadczy, że fascynacja wolnością idzie w parze z lękiem przed prawdą. Patrzy się na nią jako ograniczenie ludzkiej autonomii. Moralny kryzys naszej epoki wynika z prywatyzacji prawdy. Dokonuje się analogiczny do piłatowego sąd.

Prawdzie stawia się zarzut nienowoczesności i zagrażania wolności. A rekcją obronną wobec prawdy, „narzucającej” się własnym blaskiem, jest cynizm lub argument pt. każdy ma swoją własną prawdę.

Chrześcijański przewrót kopernikański w stosunku do prawdy głosi, że ostatecznie nie jest ona czymś, ale kimś. Już nie tylko my szukamy prawdy, ale Prawda szuka nas. Jest po „naszej”, choć nie zawsze my jesteśmy po Jej stronie.

Piłat, pytając o prawdę, nie był zainteresowany odpowiedzią, mimo że Odpowiedź była na wyciągnięcie ręki. Gdyby ją odkrył, musiałby podjąć inną decyzję. Prawda bowiem wymaga odważnego działania. Na taką postawę stać tylko ludzi wolnych. Dlatego z właściwą sobie delikatnością Chrystus zaprasza do poznania, pokochania, życia i głoszenia Prawdy (kolejność nie jest przypadkowa). W konsekwencji to najskuteczniejsze sposoby jej obrony.  


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
ks. Janusz Chyła

ks. Janusz Chyła

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Janusz Chyła
ks. Janusz
Chyła
zobacz artykuly tego autora >

Semana profanum, czyli wszystko do góry nogami

Wielki Tydzień jak nigdzie indziej na świecie nie jest obchodzony z taką pompą i rozmachem

Małgorzata Gogól-Górecka
Małgorzata
Gogól-Górecka
zobacz artykuly tego autora >

W Polsce obchodziliśmy II Niedzielę Wielkanocną, a cały zeszły tydzień przebiegał pod znakiem Oktawy Wielkiej Nocy. Tutaj jest inaczej. W Sewilli, zanim na ulice wyszły pierwsze wielkotygodniowe procesje, w głowie pojawiła mi się pewna wizja, w której wyobrażałam sobie świętujących mieszkańców jeszcze długo po zakończeniu Semana Santa. Czas teraz na szybką weryfikację i przedstawienie kilku faktów.

Wielki Tydzień jak nigdzie indziej na świecie nie jest obchodzony z taką pompą i rozmachem. Wszystko jednak jest tu odwrócone do góry nogami, dla mnie trochę nielogicznie. No bo jak zrozumieć Andaluzyjczyków, którzy wychodzą w Niedzielę Palmową z tysiącami nazarenos w licznych procesjach, które niby trwają aż do Niedzieli Zmartwychwstania, ale w rzeczywistości w sobotę jakby trochę się zapomina o wszystkim? Tłumy z ubiegłych dni są jakby przerzedzone, a gdyby ktoś miał okazję zobaczyć tylko niedzielną procesję (jedyną w tym dniu) bractwa La Resurrección, trudno byłoby uwierzyć w to, co działo się kilka dni wstecz. W tej ostatniej uczestniczą już resztki. Najczęściej są to przypadkowi turyści.

Wszystko, co najważniejsze dla tutejszych odbywa się nie w świątyni, a właśnie na ulicach. Poniedziałek Wielkanocny był już z kolei zwyczajnym dniem pracy, a jedyną reminiscencją po obchodach Semana Santa były (i są jeszcze do dziś) rzeki wosku, w których toną ulice, typowy deser serwowany w knajpach raz w roku, w okolicach Wielkiego Tygodnia – torrijas (kromka suchego chleba maczana w miodzie, cukrze i mleku) i wyprzedaże mantylek w sklepach z tekstyliami.

Semana profanum, czyli wszystko do góry nogami

Osobiście mam wielki problem, żeby rozumieć ten koktajl, w którym z jednej strony widzę wielki spektakl emocji i przeżyć, a z drugiej strony brakuje mi skupienia na tym, co powinno być najważniejsze. Znajomi mieszkańcy miasta opowiadali mi, że dla wielu tutaj Semana Santa jest ważniejsza niż piłka nożna! A nikomu przypominać nie trzeba, że dla Hiszpanów piłka nożna to coś więcej niż zwykły sport…

Nikt z zewnątrz nie będzie w stanie do końca zrozumieć sposobu świętowania Świętego Tygodnia w Andaluzji. Komu w Polsce mieściłoby się w głowie, żeby trasa jakiejkolwiek procesji była miejscem towarzyskich spotkań, podczas których zbieramy się w knajpie obok, żeby popijać piwo, zajadać się słonecznikiem, którego łuski wyrzucamy na chodnik? W mojej głowie powstaje mnóstwo sprzeczności. Patrząc całkiem z zewnątrz, można zadać sobie pytanie, gdzie więc jest to wielkie sacrum, które miało być metką Semana Santa? Może we łzach spływających po policzkach kobiet i mężczyzn, obserwujących pochody figur Umęczonego? Może w absolutnej ciszy, która panuje podczas przejścia paso obok wiernych? Może w żałobnych pieśniach, spontanicznie wyrywających się z piersi uczestników procesji podczas postoju figury? A może w bosych stopach setek pokutników przemierzających długie godziny ulicami Sevilli?


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Małgorzata Gogól-Górecka

Małgorzata Gogól-Górecka

Zobacz inne artykuły tego autora >
Małgorzata Gogól-Górecka
Małgorzata
Gogól-Górecka
zobacz artykuly tego autora >