Dla ciebie człowieku

Niesamowite jak Bóg, chcąc uczestniczyć w naszym życiu, podnosi naszą godność. Św. Augustyn mówi: „dla ciebie człowieku Bóg stał się człowiekiem, byś ty dla Niego stał się Bogiem”. O tym jak narodziny Jezusa wywróciły świat do góry nogami I co z tego dla nas wynika z ks. Rafałem Jarosiewiczem rozmawia Marta Arbatowska.

Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

Czy to nie paradoks, że stając się człowiekiem, Bóg objawia się w sposób najbardziej dosłowny, ale wcielenie wciąż pozostaje tajemnicą?

Bóg przyjmuje postać człowieka. Staje się coś, czego ludzki umysł nie jest w stanie pojąć. Jezus nie skorzystał ze sposobności, aby być na równi z Ojcem, ale – jak mówi Pismo Święte – ogołocił samego siebie przyjąwszy postać sługi. Stał się zewnętrznie podobny do nas. Bóg zdradza tajemnicę siebie samego w osobie Jezusa Chrystusa, ale i tak tajemnicą pozostaje. Św. Augustyn przychodzi nam z pomocą i mówi, że gdybyśmy zgłębili tę tajemnicę, Bóg przestałby być Bogiem. Ale I tak możemy mówić o łasce: tajemnica Boga pociąga i inspiruje.

Dla ciebie człowieku

Wcielenie przeraża nasz rozum.

Rozum nie jest wyłączony z wiary. Tak jak mówi św. Anzelm: wiara szuka zrozumienia – fides quaerens intellectum. Rozum wspomaga wiarę, a wiara wspomaga rozum. My wiele rzeczy chcemy zrozumieć i napotykając tajemnicę, mamy do wyboru dwie drogi: albo przyjąć, że coś jest tajemnicą, ponieważ Bóg więcej nam nie objawił. Albo odwrócić się od tajemnicy. Bóg ostatecznie prowadzi nas do swojego Domu. A to, czego nie wiemy i czego Bóg nie chce o sobie powiedzieć, nie jest konieczne, żebyśmy do Domu Ojca doszli. Wobec tajemnicy wiara odgrywa zasadniczą rolę. Nie oznacza to jednak, że mamy nie podejmować prób zrozumienia Pana Boga. Musimy założyć, że próbując zrozumieć Boga i tak nie zrozumiemy Go do końca. Wierzymy, że On daje nam tyle zrozumienia, aby wystarczyło nam na podejmowanie kolejnych kroków na drodze wiary.

Benedykt XVI pisze, że tajemnica Wcielenia jest, obok tajemnicy śmierci i zmartwychwstania, największym skandalem chrześcijaństwa. Nasza wiara jest skandaliczna? W jakim sensie?

Proszę zobaczyć, że dla tych, którzy kierują się przede wszystkim rozumem, tajemnica Wcielenia jest bardzo trudna do przyjęcia, bo to są sprawy wymykające się kontroli umysłu. Człowiek ma możliwość albo uwierzyć i przyjąć, albo odrzucić. Ci, którzy odrzucają muszą znaleźć alternatywę tego, co nazwali skandalem.

Są tacy, którzy przyjmują, że na świecie nic nie jest pewne. Ale, idąc tą drogą, przyjęcie tego za pewnik też nie jest pewne. Odrzucenie tajemnicy Wcielenia, niegodzenie się ze skandalem wiary prowadzi na bezdroża. Nie ma rozwiązania. Nie ma światła jak zrozumieć świat, siebie, wydarzenia.

A Bóg, który staje się człowiekiem, pomaga to zrozumieć?

Bóg, który staje się człowiekiem staje się również kluczem do zrozumienia rzeczywistości, świata, rzeczy, których nie bylibyśmy w stanie odkryć. Nawet aniołowie nie mieli takiego szczęścia. Niektórzy mistycy mówią, że bezpośrednim powodem buntu Lucyfera i innych aniołów ciemności był fakt Wcielenia. Jezus przyjął ciało, a więc zszedł poziom niżej. Niedorzecznością było, aby duchy miały służyć człowiekowi…

Co to zmieniło?

Gdyby nie było Wcielenia oznaczałoby to dla nas mniej więcej tyle, że nie ma odkupienia, nie ma zbawienia, nie ma zmartwychwstania. Dalej trwalibyśmy w Starym Testamencie, w 613 przykazaniach, zakazach i nakazach, które szczegółowo musielibyśmy spełnić, żeby pójść do Nieba. Tajemnica Wcielenia wywróciła całkowicie koncepcję wszystkiego w świecie: wartości człowieka, godności kobiety, relacji do Boga, bo zostaliśmy usynowieni. Tego w Starym Testamencie nie było. Jezus zmienił mentalność. Bez niego te zmiany byłyby niemożliwe.

A czego w tym kontekście dowiadujemy się o samych sobie?

Tajemnica Wcielenia pokazuje wartość samego człowieka. Człowiek w jej obliczu jest dzieckiem Boga. Nie musi się niczego lękać ani obawiać. Jesteśmy synami i córkami Boga. Nie musimy już być sługami – jak uważano w Starym Testamencie – ale jesteśmy zaproszeni do takiej relacji, która skończy się byciem w pełni, w Bogu, a nie zatraceniem siebie w niebycie czy w nirvanie, jak głoszą religie Wschodu. Dzięki tej tajemnicy możemy odkryć kim tak naprawdę jesteśmy, jakie jest nasze miejsce na ziemi. Zobaczyć jak bardzo Bóg w nas inwestuje i jak się cieszy, gdy odkrywamy, że jesteśmy jego dziećmi. Bóg chce nas prowadzić, napełniać pasjami, marzeniami, chce nas podnosić, stawiać zadania, pomagać nam w ich realizacji. To wszystko sprawia, że w człowieku oczyszcza się obraz Boga. Mało tego. Człowiek zaczyna widzieć Boga, który jest naprawdę dobry, który się troszczy, który chce uczestniczyć w jego życiu. Niesamowite jest jak Bóg podnosi naszą godność. Z pomocą przychodzi znowu św. Augustyn, który mówi: „dla ciebie człowieku Bóg stał się człowiekiem, byś ty dla Niego stał się Bogiem”.

Święty Augustyn nie przesadził?

Słowo Boże mówi nam jasno, że kiedy wejdziemy na ucztę godów Baranka, kiedy wejdziemy w tę sferę czasu bez czasu, która jest dla nas wiecznością, to wtedy Bóg każe nam zasiąść i będzie nam usługiwał. Bóg podnosi nas i chce żebyśmy się radowali z tego. Podstawy biblijne są tu bardzo mocne, dlatego Augustyn nie bał się tak odważnie powiedzieć.

W słowie „Wcielenie” ukryte jest słowo „ciało”. Co tajemnica Wcielenia mówi o ludzkiej cielesności? Kultura współczesna różnie się na ten temat wypowiada…

Wiadomo, że ten, który jest ojcem kłamstwa, próbuje wszystko wykoślawić. Tak więc zniekształca także obraz ciała, które Jezus uświęca i o którym mówi, że jest świątynią Ducha Świętego. Tu spotykamy dwie skrajności: jedna to całkowite zanegowanie ciała i jego wartości, a druga to przesadny kult ciała. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia słyszymy najczęściej: „życzę ci dużo zdrowia, bo zdrowie jest najważniejsze.” A to nieprawda. Nie tylko zdrowie nie jest najważniejsze, ale i życie nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest zbawienie! Kłamstwo w kwestii ciała jest perfidne. Demon działa tak, żeby człowiek w swoim ciele nie mógł odkrywać Boga – przychodzącego i działającego. Nasze różne cielesne defekty są skutkiem grzechu pierworodnego. Musimy jednak pamiętać, że nasza obecność na tym świecie to także oczekiwanie nowego ciała, jakie miał Jezus po swoim zmartwychwstaniu. Wcielenie to dowartościowanie ciała człowieka. To przygotowanie na odbiór nowego ciała.

Dla ciebie człowieku

A jakie to nowe ciało będzie?

Słowo Boże pokazuje, że nowe ciało, ciało uwielbione, nie będzie podlegało takim przypadłościom, jakie mamy teraz. Koniec z cierpieniami, chorobami i marudzeniem.

A co z tymi ludźmi, którzy mają kompleksy? Nienawidzą swojego ciała i tylko czekają aby się od niego kiedyś uwolnić?

Kapitalnie mówi o tym Nick Vujicic. To jest chłopak, który nie ma rąk ani nóg. Kiedyś próbował popełnić samobójstwo, bo czuł, że takie życie nie ma sensu. Teraz jest jednym z najbogatszych ludzi świata i najbardziej znanym mówcą motywacyjnym, zapraszanym przez największe koncerny. Ten człowiek, który w Chrystusie znalazł odpowiedzi na pytania, na które nikt nie mógł mu odpowiedzieć, dziś motywuje wierzących i niewierzących do życia. Nie mając rąk i nóg rok temu ożenił się i wraz z żoną oczekują dziecka. Modlił się oczywiście o to, żeby Bóg dał mu ręce i nogi, skoro on w Niego tak głęboko uwierzył. I Bóg w modlitwie odpowiedział mu, że nie potrzebuje rąk i nóg, aby zdobywał świat dla Niego. Ręce i nogi to zupełnie nowa przestrzeń, która go dopiero czeka. Chociaż, jak mówi Nick, gdyby Bogu spodobało się dać mu ręce i nogi to w szafie czekają na niego buty…

Czy to znaczy, że chodzi o zaakceptowanie siebie takimi, jacy jesteśmy?

Myślę, że nieakceptowanie siebie to pierwiastek Boży w nas. Bogu podoba się mój brak akceptacji dla tego, że na przykład ciągle się spóźniam. Bóg nie powiedział, że mamy siebie akceptować. Mamy siebie kochać, a to są dwie różne rzeczy. Kochanie siebie przy jednoczesnym nieakceptowaniu swoich wad jest cudowne, bo stwarza możliwość rozwoju. Jeżeli akceptujemy swoje wady to wtedy rzeczywiście jest katastrofa. Jeśli akceptujemy swoje defekty to w ogóle nie otwieramy się na rzeczywistość, która nas czeka!

Rzeczywistość, która nas czeka w Niebie to jedno. Jednak Wcielenie zmienia coś w relacji człowiek-Bóg już tutaj, na ziemi. Jak to zobaczyć w codzienności?

A po co są wszystkie wydarzenia w naszym życiu? Gdyby Bóg nie dopuścił sytuacji, że Apostołowie siedzieli w nocy w łodzi i krzyczeli, że jakaś zjawa się do nich zbliża, to nigdy by nie odkryli, że tą zjawą był sam Jezus! Krótko mówiąc: każda zjawa w naszym życiu i każde nierozpoznanie Boga jest pewnym etapem prowadzącym do rozpoznania Boga w naszej rzeczywistości. O co chodzi Panu Bogu? O samą pobożność dla pobożności? Nie. O ryt dla samego rytu? Nie. O kult dla samego kultu? Nie. A więc co Mu chodzi? O relację. Największym problemem współczesnego chrześcijanina jest to, że my, zamiast rozmawiać z Bogiem, realizować to, do czego Pan Bóg nas prowadzi,  nieustannie mamy problem z relacją. Mamy problem, chociaż Jezus poprzez swoje Wcielenie dał nam możliwość kontaktu z Bogiem. Możliwość komunikowania. Nasz problem polega na tym, że myśmy nie załapali, że modlitwa jest dialogiem, że Bóg w ogóle działa w naszym życiu, że w ogóle Mu na nas zależy i chce Mu się odpowiadać na nasze pytania, że ma jakieś pomysły na nasze życie.

Co zrobić, żebyśmy to w końcu załapali?

Najpierw przeżyć kryzys. Człowiek, który ma wszystko, nie bardzo zastanawia się nad tym czego tak naprawdę potrzebuje, jakie są jego oczekiwania. Kryzys może dotyczyć najróżniejszych spraw, relacji, wartości. Jest dla nas największą życiową szansą. Szansą, żebyśmy nie rozminęli się z Panem Bogiem.

Ks. Rafał Jarosiewicz (1976) ukończył Wyższe Seminarium Duchowne w Siedlcach, specjalizując się w tematyce ewangelizacji, a następnie studia doktoranckie na wydziale duchowości UKSW w Warszawie. Jest autorem książki "Ewangelizacja bez granic", "Miłość chodzi po Woodstocku" (wydanej także naCD), wydawcą i aranżerem wielu płyt CD z autorskimi piosenkami i muzyką oraz innych. Jest dyrektorem Szkoły Nowej Ewangelizacji w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, znanym ze stałej współpracy z hip-hopowymi zespołami Full Power Spirit i Stworzeni do Walki S.D.W. z inicjatywą Przystanek Jezus. Dał początek portalom ewangelizacyjnym: www.pozytywnego.pl oraz www.smsznieba.pl (znanemu z akcji "SMS z nieba"). Prowadzi dziesiątki rekolekcji i kursów ewangelizacyjnych w Polsce i za granicą.


Wesprzyj nas
Marta Arbatowska

Marta Arbatowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

SACROLABORKI: Msza święta – cz.1

Dlaczego ksiądz odprawiający mszę świętą musi ubrać białą albę i stułę? Dlaczego zakłada ornaty w różnych kolorach? Na te pytania w specjalnie przygotowanym dla użytkowników stacja7.pl projekcie, odpowiada ks. dr Grzegorz Strzelczyk, teolog, wykładowca, duszpasterz i znakomity fotoreporter

ks. dr Grzegorz Strzelczyk
ks. dr Grzegorz
Strzelczyk
zobacz artykuly tego autora >

Szaty liturgiczne

Dzisiaj każdy ksiądz sprawuje mszę świętą w szatach liturgicznych, ale nie było tak od początku istnienia Kościoła. W czasach, kiedy chrześcijanie odprawiali nabożeństwa w katakumbach bywało, że prezbiter, czyli przewodniczący, stawał przed ołtarzem w zwykłym codziennym stroju. Dość szybko jednak pojawiły się wśród chrześcijan głosy domagające się sprawowania liturgii w szatach odświętnych, białych. Innych używano w czasie Eucharystii, innych, kiedy kapłan wychodził do wiernych. Z czasem zaczęto używać kolorowych szat i stały się one wizualnym komunikatem, symbolem tego, co przeżywa Kościół w danym okresie liturgicznym.

Szaty są symbolem osoby powołanej przez Boga, ale również znakiem władzy, bo w zależności od stopnia hierarchii, kapłani sprawujący mszę świętą, mają różny strój.

Każdy kapłan zakłada przed odprawieniem mszy świętej trzy najważniejsze szaty liturgiczne, które mają swoją symbolikę:

  • Białą albę – symbol świętości i oddzielenia od codziennego użytku.
  • Stułę – symbol o niezbyt świętych początkach, bo nosili ją rzymscy urzędnicy sprawujący władzę. Kiedy biskupi zaczęli sprawować władzę, zakładali stułę nie tylko dla podkreślenia sprawowanej funkcji, ale jako znak przyjęcia jarzma miłości Chrystusa.
  • Ornat – uroczysta szata, którą przywdziewa się, by podkreślić znaczenie tego, co się wydarzy. Barwa ornatu jest pierwszym wizualnym wprowadzeniem w treść celebracji.

Biały  – oznacza radość, świętowanie Zmartwychwstania Chrystusa

Czerwony  – oznacza krew, jest symbolem męki Chrystusa

Zielony  – najczęściej używany, oznacza nadzieję i oczekiwanie przyjścia Chrystusa

Fioletowy – symbol pokuty, nawracania się i żałoby, używany przede wszystkim w okresie Wielkiego Postu i Adwentu oraz podczas uroczystości żałobnych i pogrzebowych

Realizacja i montaż: Maria Dreher

Dziękujemy o. Pawłowi Kozackiemu, przeorowi klasztoru dominikańskiego za możliwość zrealizowania nagrań w kaplicy akademickiej

na podstawie Leksykonu liturgii, Pallottinum, Poznań 2006


Wesprzyj nas
ks. dr Grzegorz Strzelczyk

ks. dr Grzegorz Strzelczyk

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. dr Grzegorz Strzelczyk
ks. dr Grzegorz
Strzelczyk
zobacz artykuly tego autora >