video-jav.net

Bóg w tłumie. Słowo w obronie nadziei

Przychodzili do niego ci, którzy nieśli w sobie zło, czasami bardzo, bardzo zastarzałe, jak przyschnięty do rany stary i brudny opatrunek. Wyznawali mu grzechy. Szukali odpowiedzi, jak mają w tym zwariowanym świecie normalnie i godnie żyć

Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Nazajutrz zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi». Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: "Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym". Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym».

W sumie jest to takie proste stwierdzenie – „Oto Baranek Boży”. I nic nie pozostaje do dodania. Może gdzieś zatli się w nas lekka zazdrość o ten dar spojrzenia, który miał Jan Chrzciciel, o jego umiejętność patrzenia, bo w tłumie, mimo wszystko, zobaczył Boga.

Bóg w tłumie. Słowo w obronie nadziei

Jaki tłum zbierał się przed Janem? Czytamy o tym w innych fragmentach Ewangelii. Przychodziły do niego prostytutki, żołnierze, poborcy podatków. A zatem ci wszyscy, z którymi nie warto pobożnemu człowiekowi pokazywać się na ulicy.

Przychodzili do niego ludzie, którzy nieśli w sobie jakieś zło, czasami bardzo, bardzo zastarzałe, jak przyschnięty do rany stary i brudny opatrunek. I ci ludzie, jak znowu czytamy w Piśmie Świętym, wyznawali mu swoje grzechy. Szukali odpowiedzi, jak mają w tym zwariowanym świecie normalnie i godnie żyć, jak mają się wyplątać z grzechu, w którym niczym w pajęczej sieci tkwili od długich lat, bez nadziei na jakąkolwiek zmianę.

Czy łatwo zachować nadzieję i jasność spojrzenia, jeśli na co dzień otacza nas smutek ludzi, którzy nie dają sobie rady ze swoim grzechem? Jeśli sznur tych ludzi nigdy się nie kończy i grzechy wydają się nie mieć kresu?

Ale do Jana przychodzili też inni ludzie, ci świątobliwi, pobożni, którzy zadawali mu trudne pytania i dręczyli swoją pobożnością. Ludzie, którzy w pewnym sensie go kusili: „Czy ty jesteś Mesjaszem?” – pytali. To było jak szatański szept – powiedz, że tak, przecież ci uwierzą.

Faryzeusze, których nazywał plemieniem żmijowym, które chce uciec przed sprawiedliwym sądem Boga – nie jak ci grzesznicy, co z przejęciem szukali dróg do wyjścia ze ślepej uliczki, w którą zapędzili się wiele, wiele lat temu. Pobożność staje się przyczyną gniewu…

Jan w tym całym zamieszaniu pozostaje człowiekiem, który umie patrzeć. Umie spojrzeć na każdego z przychodzących do niego ludzi, jak na kogoś jedynego.

Bóg w tłumie. Słowo w obronie nadziei

Potrafi docenić indywidualność, zobaczyć historię życia. Dzięki temu nie daje się uwieść statystyce, jego poglądami nie rządzą pozory pobożności. Ponieważ taką świeżość spojrzenia zachowuje, potrafi w kłębowisku zobaczyć Boga. I ma odwagę Go wskazać poprzez właściwe Imię – oto Baranek Boży. W tym wszystkim bowiem wie, że jest tylko jedna droga wyjścia zarówno dla tych pokutujących grzeszników jak dla męczących Boga i ludzi swoją pobożnością faryzeuszów: ofiara Syna, śmierć Mesjasza.

Tak czasem sobie myślę, że potrzeba nam trochę tego spojrzenia Jana. Tyle wokół nas powtarzających się gorszących sytuacji, tylu ludzi zawodzi. A i z naszą słabością nie jest najlepiej. Czy mamy siłę na nadzieję? Czy jeszcze chcemy spojrzeć na świat tak, aby zobaczyć w nim obecnego Boga, który daje za nas swoje życie?

Szymon Hiżycki OSB

Szymon Hiżycki OSB

Benedyktyn, najmłodszy opat w powojennej historii Tyńca, doktor teologii, specjalista z zakresu starożytnego monastycyzmu. Miłośnik literatury klasycznej i Ojców Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Ta encyklika nie jest “przeciwko”, ale jest “za”. Wywiad z o. Stanisławem Jaromim OFM Conv.

Encyklika "Laudato si'" nie jest skierowana przeciwko komuś, ale jest "za". To "list otwarty" papieża i zaproszenie do rozmowy o tym, jaki powinien być świat, żeby faktycznie był naszym wspólnym domem - tak o prezentowanym dziś w Watykanie i Warszawie najnowszym dokumencie papieża Franciszka mówi w rozmowie z KAI o. dr Stanisław Jaromi OFM Conv., szef REFA - Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu

Polub nas na Facebooku!

Franciszkanin wyjaśnia też, co papież rozumie pod pojęciem "nawrócenia ekologicznego".

Poniżej pełny tekst rozmowy:

KAI: Mówi się, że Bóg przebacza zawsze, człowiek czasami a natura nigdy. Dlaczego, zdaniem ojca, papież Franciszek napisał encyklikę ekologiczną?

– Ta metafora wielu ludziom się podoba, ale trzeba ją odczytywać w określonym kontekście, żeby była zrozumiała. Natomiast dlaczego papież wybrał ten temat? Uważa go za bardzo ważny problem współczesnego świata, jeden z kluczowych dla naszego rozwoju, dla kondycji, dla budowania sensownego, pięknego, dobrego i gościnnego świata dla wszystkich jego mieszkańców. Dla wszystkich, a nie tylko dla elit, które wszystko mają i świetnie im się powodzi. Papież zauważa, że jest pęknięcie pomiędzy bogatą i konsumpcyjną tzw. Północą, która łupi i często marnotrawi zasoby naturalne Ziemi, a resztą, która wegetuje.

KAI: Ciekawe, że papież tę encyklikę adresuje do "każdej osoby mieszkającej na tej planecie" i przypomina o "trosce o wspólny dom".

– Encyklika to dokument, który Kościół, adresuje – to taka piękna formuła – "do wszystkich ludzi dobrej woli", a więc do wszystkich, którzy chcą rozmawiać. I to jest taki list otwarty papieża do świata, zaproszenie do rozmowy: Jaki świat powinien być, aby był naszym domem wspólnym? Jest przecież naszym jedynym domem. Jak go urządzimy, taki będzie.

Wszystkie propozycje, jakie nam przedstawiają współcześni liderzy polityczni, ekonomiczni czy gospodarczy po prostu nie sprawdzają się. Papież mówi: jest alternatywa; jest w nas tyle kreatywności i potencjału, że może to wszystko wyglądać lepiej. To nie jest krytyka, ale pozytywne zaproszenie do debaty, do rozmowy w imię dobra wspólnego, w imię tej Ziemi, która ma być wspólnym domem dla każdego.

KAI: Franciszek napisał, że chodzi o to, by usłyszeć zarówno wołanie Ziemi jak i krzyk biednych. Czy ta encyklika nie jest czasem wielkim apelem o zmianę stylu życia?

– Tak, to jest wprost powiedziane! Sprzężenie tematyki typowo ekologicznej i przyrodniczej z tematyką społeczną jest od zawsze bardzo charakterystyczne dla nauczania społecznego Kościoła. Tak to definiował Paweł VI, tak o tym pisał Jan Paweł II, podobnie papież Benedykt XVI. Dla naszej, katolickiej perspektywy jest to dosyć typowe podejście – zawsze myślimy wspólnie. Ale papież Franciszek uzupełnia ten dyskurs w bardzo ciekawy sposób. Charakterystyczne dla niego jest spojrzenie na tematykę społeczną z perspektywy ludzi ubogich, ludzi z marginesu, odtrąconych przez współczesną cywilizację. Próbuje być ich rzecznikiem. Jednocześnie mówi, że takim "ubogim" jest też przyroda, która często jest nadmiernie eksploatowana i łupiona tylko dla zysku i doraźnej korzyści.

Po drugie – Franciszek rozwija myśl z początku swojego pontyfikatu o ekologii duchowej. Mówiąc o zanieczyszczeniach środowiska przyrodniczego: wody, powietrza, gleby, o chorobach cywilizacyjnych, mówi również o toksynach duchowych. I to jest ciekawe, że również nienawiść, agresja, frustracja typowa dla współczesnego człowieka to też toksyny.

KAI: W encyklice "Laudato si'" pojawiają się pojęcia duchowości ekologicznej i nawrócenia ekologicznego. Co papież pod nimi rozumie?

– W tej encyklice jest kilka nowych, pięknych określeń. Byłoby warto, żeby teolodzy i etycy spróbowali je zgłębić. O sumieniu ekologicznym, o grzechu ekologicznym mówił już Jan Paweł II, choć niestety nie zostało to podjęte pastoralnie i wdrożone. Papież Franciszek przypomina o tym, ale akcentuje – i temu poświęcił cały rozdział – tzw. nawrócenie ekologiczne.

Czym powinno być nawrócenie? Z tradycji chrześcijańskiej dobrze wiemy, że to przemiana, korekta życiowa, wyznanie win, przyznanie się do własnych grzechów, uderzenie się we własne piersi a nie w cudze… i postanowienie poprawy. Ekologiczne nawrócenie – to uznanie, że konsekwencje mego stylu życia, mego postępowania dotykają całe dzieło Boże, nie tylko mnie osobiście, również Boga czy bliźniego, a nawet stworzenie.

Papież proponuje, by – jak to wprost pisze – bronić się, aby nie paść łupem konsumizmu bez etyki oraz bez zmysłu społecznego i ekologicznego. Co to jest ten zmysł społeczny i ekologiczny? To też trzeba będzie zbadać i zastanowić się. Dalej mówi o budowie więzów wspólnotowych, bo tylko razem możemy sprawić, że to nawrócenie ekologiczne będzie owocne. Czyn pojedynczego człowieka ma sens, ale dopiero wspólnotowe działanie przynosi właściwy efekt. Pozytywnie zachęca, by rozwijać wszystkie zdolności, jakie mamy: kreatywność, entuzjazm, by rozwiązać – jak mówi – dramaty świata, które w innym miejscu opisuje. Jest to perspektywa wiary, perspektywa chrześcijańska.

Typowe w tej encyklice jest również to, że papież wskazuje na życie św. Franciszka z Asyżu jako na model, przykład i ideał tej pracy. Encyklika zaczyna się hymnem o stworzeniu św. Franciszka i kończy się hymnem o stworzeniu papieża Franciszka. To świadoma klamra.

Ta encyklika nie jest

KAI: Do czego inspiruje św. Franciszek?

– Ideał św. Franciszka ciągle jest aktualny, jest niedoścignionym wzorem a jego propozycja braterstwa uniwersalnego wymaga przemyślenia na nowo i próby wdrożenia. Chcąc budować wspólny dom, warto zauważyć, że jako mieszkańcy Ziemi jesteśmy też dziećmi Bożymi. Jeśli Ojciec jest jeden, to powinniśmy dla siebie nawzajem być rodziną, braćmi i siostrami.

Powinniśmy pokonać wszystkie pęknięcia, agresje, wojny, konflikty, by budować dobro wspólne. To dobro wspólne jest w encyklice kilkakrotnie podkreślane. Przypomnę jeszcze raz: ta encyklika nie jest przeciwko komuś, ale wprost przeciwnie! Ona jest za wszystkimi! A zwłaszcza za tymi, którzy czują się odrzuceni i skrzywdzeni przez współczesny system ekonomiczno-finansowy.

KAI: Co jest – według papieża – największym wyzwaniem dla ludzkości? Wspomniał Ojciec, że papież na kartach encykliki dokonuje też analiz współczesnych dramatów.

– Nie wiem czy potrafię stworzyć taki ranking wyzwań… Po wstępnej lekturze, wydaje mi się, że takim wyzwaniem będzie po prostu samo to, że się zreflektujemy a każdy zrobi krok w tył i spróbuje dokonać korekty swego postępowania, zacznie rozmawiać z innymi… By wreszcie przyniosły efekt konferencje np. G7 czy G20, albo te bardziej transparentne jak chociażby szczyt klimatyczny, który kolejny odbędzie się w Paryżu. By to nie była tylko gra interesów jak do tej pory, ale rzeczywiście troska o dobro wspólne. Może się wydawać, że to jest utopijne, ale przecież sami widzimy, ile jest w świecie nieszczęść i konfliktów. Alternatywy nie mamy. Jeśli się nie dogadamy, to co? Pozabijamy się nawzajem?

Z encykliki "Laudato si'" przebija wielka wiara, że jest w nas potencjał. Ludzka zdolność do czynienia dobra i kreatywność jest większa niż nagłaśniana mocno zdolność czynienia zła. To jest fantastyczne u Ojca Świętego! Gdyby tylko liderzy polityczni i społeczni przyjęli tę wiarę to już byłby wielki sukces.

Rozdział piąty zawiera proponowane przez papieża "Wytyczne i działania". Jest tam i wezwanie do dialogu w różnym wymiarze: dialog i transparencja w procesach decyzyjnych, dialog polityki i ekonomii na rzecz pełni człowieczeństwa. Franciszkowi chodzi o to, by zerwać z opcją mówienia o interesach czy to określonych sektorów lub państw a zacząć myśleć innymi kategoriami: kategoriami troski o bezbronnych i dobra wspólnego. Trzeba dużo się modlić, żeby tak się stało.

KAI: Dlatego encyklika kończy się modlitwą?

– Franciszek zachęca do wzbogacenia naszej duchowości o wymiar prawdziwie chrześcijańskiej dobrej relacji ze stworzeniem i z Bogiem-Stwórcą. Maryję nazywa Królową całego stworzenia. Może to będzie nowe wezwanie do Litanii Loretańskiej?

Na koniec encykliki papież zamieszcza dwie modlitwy. Obie są bez przypisów, należy więc sądzić, że są autorstwa Franciszka. Pierwsza – dla wszystkich wierzących w Boga, a druga – dla chrześcijan, gdzie pojawia się imię Jezusa. Papież zaczyna encyklikę od Hymnu św. Franciszka, a kończy swoim hymnem. Dla mnie jako dla franciszkanina papież jest niezwykle poważnym i twórczym interpretatorem tradycji franciszkowej.

KAI: Jak zostanie przyjęta ta encyklika? Jaka będzie jej recepcja w Polsce? Wprawdzie jest spore zainteresowanie różnych środowisk ale pojawiły się też opinie, że papież jakoby krytykuje energetykę opartą na węglu…

– Model technokratyczny i energetyczny jest krytykowany od wielu lat przez wielu ekspertów. Papież w tej dziedzinie nie jest ani jakoś szczególnie odkrywczy, ani zbyt radykalny. Raczej jego wypowiedź jest bardzo stonowana. Po ogólnych stwierdzeniach, pisze dużo o kontekście lokalnym, o wrażliwości na te kraje i miejsca, które trywialnie mówiąc jeszcze "nie załapały się" na proces rozwoju. Nie ma jednej recepty dla wszystkich, za to jest bardzo wymagający wobec bogatych i odpowiedzialnych za tę rzeczywistość, w której funkcjonujemy. Natomiast dla reszty jest miłosierny. Pisze też o prawach pracowników, rolników i innych ciężko pracujących a marnie wynagradzanych, którzy często są ofiarami całego systemu.

Franciszek stawia poważny znak zapytania a zarazem jest to potężny głos: "nieprawda, że nie ma alternatywy". Jeśli nasi liderzy zechcą przeczytać tę encyklikę, wyciągnąć z niej wnioski i przemyślenia, to chwała Bogu! Natomiast podstawowa recepcja nauczania społecznego papieża powinna dokonać się wśród katolików. Chciałbym, aby bez uprzedzeń, katolicy spokojnie przeczytali ten tekst, przemyśleli go sobie czy nawet przemedytowali i spróbowali wprowadzać go w życie.

Mam nadzieję, że zainteresują się nim także różne gremia odpowiedzialne za duszpasterstwo w Polsce. Moje doświadczenie jest takie, że zwłaszcza młodsze generacje są niezwykle zainteresowane tym tematem, dla wielu z nich oczywistym jest styl życia, który jest samoograniczeniem w imię wyboru wiary. Nikt z nas nie żyje sam na świecie, więc musimy się samoograniczać, by zostawić trochę miejsca dla bliźniego.  

Rozmawiała Anna Wojtas

***

O. dr Stanisław Jaromi OFM Conv. jest szefem REFA – Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu.


Anna Wojtas / Warszawa