Nasze projekty
Szymon Hiżycki OSB

Bóg w tłumie. Słowo w obronie nadziei

Przychodzili do niego ci, którzy nieśli w sobie zło, czasami bardzo, bardzo zastarzałe, jak przyschnięty do rany stary i brudny opatrunek. Wyznawali mu grzechy. Szukali odpowiedzi, jak mają w tym zwariowanym świecie normalnie i godnie żyć

Reklama

Nazajutrz zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi». Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: "Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym". Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym».

 

W sumie jest to takie proste stwierdzenie – „Oto Baranek Boży”. I nic nie pozostaje do dodania. Może gdzieś zatli się w nas lekka zazdrość o ten dar spojrzenia, który miał Jan Chrzciciel, o jego umiejętność patrzenia, bo w tłumie, mimo wszystko, zobaczył Boga.

Reklama
Reklama

 

 

Bóg w tłumie. Słowo w obronie nadziei

Reklama
Reklama

Jaki tłum zbierał się przed Janem? Czytamy o tym w innych fragmentach Ewangelii. Przychodziły do niego prostytutki, żołnierze, poborcy podatków. A zatem ci wszyscy, z którymi nie warto pobożnemu człowiekowi pokazywać się na ulicy.

 

Przychodzili do niego ludzie, którzy nieśli w sobie jakieś zło, czasami bardzo, bardzo zastarzałe, jak przyschnięty do rany stary i brudny opatrunek. I ci ludzie, jak znowu czytamy w Piśmie Świętym, wyznawali mu swoje grzechy. Szukali odpowiedzi, jak mają w tym zwariowanym świecie normalnie i godnie żyć, jak mają się wyplątać z grzechu, w którym niczym w pajęczej sieci tkwili od długich lat, bez nadziei na jakąkolwiek zmianę.

Reklama

 

Czy łatwo zachować nadzieję i jasność spojrzenia, jeśli na co dzień otacza nas smutek ludzi, którzy nie dają sobie rady ze swoim grzechem? Jeśli sznur tych ludzi nigdy się nie kończy i grzechy wydają się nie mieć kresu?

 

Ale do Jana przychodzili też inni ludzie, ci świątobliwi, pobożni, którzy zadawali mu trudne pytania i dręczyli swoją pobożnością. Ludzie, którzy w pewnym sensie go kusili: „Czy ty jesteś Mesjaszem?” – pytali. To było jak szatański szept – powiedz, że tak, przecież ci uwierzą.

 

Faryzeusze, których nazywał plemieniem żmijowym, które chce uciec przed sprawiedliwym sądem Boga – nie jak ci grzesznicy, co z przejęciem szukali dróg do wyjścia ze ślepej uliczki, w którą zapędzili się wiele, wiele lat temu. Pobożność staje się przyczyną gniewu…

 

Jan w tym całym zamieszaniu pozostaje człowiekiem, który umie patrzeć. Umie spojrzeć na każdego z przychodzących do niego ludzi, jak na kogoś jedynego.

 

Bóg w tłumie. Słowo w obronie nadziei

Potrafi docenić indywidualność, zobaczyć historię życia. Dzięki temu nie daje się uwieść statystyce, jego poglądami nie rządzą pozory pobożności. Ponieważ taką świeżość spojrzenia zachowuje, potrafi w kłębowisku zobaczyć Boga. I ma odwagę Go wskazać poprzez właściwe Imię – oto Baranek Boży. W tym wszystkim bowiem wie, że jest tylko jedna droga wyjścia zarówno dla tych pokutujących grzeszników jak dla męczących Boga i ludzi swoją pobożnością faryzeuszów: ofiara Syna, śmierć Mesjasza.

 

Tak czasem sobie myślę, że potrzeba nam trochę tego spojrzenia Jana. Tyle wokół nas powtarzających się gorszących sytuacji, tylu ludzi zawodzi. A i z naszą słabością nie jest najlepiej. Czy mamy siłę na nadzieję? Czy jeszcze chcemy spojrzeć na świat tak, aby zobaczyć w nim obecnego Boga, który daje za nas swoje życie?

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite