video-jav.net

Bierz i jedz Mnie

Dziś uroczystość pamięci i wdzięczności. Życie Eucharystią to pamięć o Bożej Obecności i permanentna wdzięczność, że Bóg dał nam taki cud. Eucharystia jest cudem i nie ma większego.

Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dzisiejszy dzień ma nas wyrwać ze stanu, w którym widzimy Mszę Świętą jako czegoś nużącego, mało widowiskowego i przewidywalnego. Bo wielkie rzeczy dzieją się na naszych oczach. Często pokonujemy setki, tysiące kilometrów, by nawiedzić cudowne miejsce – miejsce objawienia się mocy Boga. A dziś takim sanktuarium staną się nasze place, ulice, miejsca tak dobrze nam znane. Wychodzimy adorując Jezusa, by mógł On raz jeszcze powtórzyć swoje zawołanie: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię".

Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

Nie ma co ukrywać: tak samo jak słuchaczom Jezusa, tak samo i nam, nie mieści się to wszystko w głowie. Eucharystia jest czymś tak wielkim, a my tak nie wiele jesteśmy w stanie zrozumieć. Ale Jezus nie daje nam siebie w Ciele i Krwi po to byśmy mieli to zrozumieć, ale by jeść. Nie symbolicznie, nie duchowo, ale realnie. I jakkolwiek zabrzmi to dziwnie i szokująco: mój Bóg stał się…jedzeniem. Jego prośbą – którą znam na pamięć z każdej Eucharystii –  jest: bierz i jedz – bo chcę być tak blisko ciebie, że pozwalam Ci się połknąć.

Niebywałe, szokujące, a nawet skandaliczne.

Eucharystia jest swoistym skandalem uniżenia Boga, uniżenia, które ma tylko jeden powód: miłość do człowieka. W taki właśnie sposób postanowił Bóg być ze mną.

Ta Tajemnica wciąż mnie zaskakuje i zdumiewa. Czuję się wobec niej mały i niegodny. Sam Bóg w moich dłoniach, cała zasada istnienia wszechświata w cienkim kawałku chleba, ten sam Jezus tak niewiarygodnie blisko. I nie moc mojego rozumu by to wszystko pojąć – jest tylko miejsce na adorację, zdumienie i wdzięczność.

Modlitwa: Boże, Ty nam dałeś prawdziwy Chleb z nieba, spraw, abyśmy mocą duchowego pokarmu zawsze żyli w Tobie i w dniu ostatecznym chwalebnie zmartwychwstali. Amen.

Jacek Szymczak OP

Jacek Szymczak OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >

Upadnij na kolana

Czy Pan Jezus przebywa w Niebie po prawicy Ojca, czy też na ziemi w licznych tabernakulach? Czy może być w kilku miejscach – kościołach – jednocześnie? Pytania tego typu tracą sens, jeśli przyjmiemy, że ta rzeczywista obecność Chrystusa ma charakter sakramentalny. A obecność Chrystusa pod postacią chleba i wina możemy przyjąć tylko przez wiarę.

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wszyscy pamiętają chyba spot reklamowy z udziałem kabaretu Mumio, gdy pracownik sieci telefonicznej z pewnym pobłażliwym protekcjonalizmem tłumaczył facetowi od malowania, skąd wzięła się kolorystyka motywu tejże sieci: Pomarańczowy jest metaforą (trudne słowo) telefonów na kartę, a zielony alegorią (jeszcze trudniejsze słowo) kosztowania złotówkę.

W tym duchu od razu na wstępie chciałbym ostrzec, że w poniższym tekście również pojawią się trudne oraz jeszcze trudniejsze słowa, takie jak: transsubstancjacja, konsubstancjacja, transsygnifikacja, czy trans finalizacja. A z ich pomocą – według niektórych teologów – można uczynić bardziej zrozumiałą obecność Chrystusa w Eucharystii.

Kto Mnie spożywa

Podczas Ostatniej Wieczerzy, gdy Jezus  przełamał chleb oraz wziął do rąk kielich z winem, Jego uczniowie usłyszeli dziwne słowa: „To jest ciało moje […], to jest moja krew przymierza” (Mt 26,26-30; Mk 14,22-25; Łk 22,19-20; 1 Kor 11,23-27). Słowa Jezusa brzmią jednoznacznie – nazywa chleb swoim ciałem, wino swoją krwią.

U Jana nie znajdziemy takich słów, ale za to Jezus mówi: Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata». Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: «Jak On może nam dać [swoje] ciało do spożycia?» Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim (…) ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. (J 6, 51-56).

Wiara w obecność Jezusa w Chlebie i Winie Wieczerzy Pańskiej stanowiła jeden z fundamentów nauczania apostołów.

Święty Cyryl Jerozolimski tak o tym mówił: to, co się zdaje być chlebem, nie jest chlebem, chociaż takie wrażenie daje smak, lecz ciałem Chrystusa, a co się zdaje być winem, nie jest winem, choć się tak smakowi wydaje, ale krwią Chrystusa” (Katecheza mystagogiczna 22,9).

Na czwartym powszechnym Soborze Laterańskim, zwołanym przez Innocentego III w roku 1215, ogłoszony został dogmat, że w czasie Mszy Świętej, podczas podniesienia hostii i kielicha, Chrystus jest obecny realnie Ciałem i Krwią. Realnie, to znaczy, że to NAPRAWDĘ jest Jego Ciało i Krew. Potem oczywiście pojawiły się różne spory, jak tę realną obecność Chrystusa pod postaciami chleba i wina. Innymi słowy – w jaki sposób Chrystus staje się obecny.

Skomplikowane cuda dla prostych ludzi

Teologia scholastyczna wykorzystała kategorie metafizyki Arystotelesa, a więc pojęcie substancji i przypadłości. Substancja to kategoria bytowa oznaczająca to czym dana rzecz jest w istocie. Substancją jest rzecz istniejąca jako taka. Chleb jest substancją niezależnie od cech koloru, składu, kształtu, smaku itp. Cechy zaś takie jak wymienione nazywane są przypadłościami, są cechami nieistotnymi, choć związanymi z rzeczą.

Przemiana substancjalna to zmiana w której dochodzi do zmiany cech istotnych, chleb staje się inną rzeczą, tak jak sok z winogron staje się winem. W przemianie takiej zmieniają się również przypadłości, choć nie muszą zmieniać się one wszystkie.

W tym kawałku chleba dokonuje się zmiana substancji – przestaje on być chlebem (choć posiada wszystkie jego przypadłości) a staje się Ciałem Chrystusa. W czasie przeistoczenia za sprawą słów Chrystusa, cała substancja chleba i wina przemienia się w Ciało i Krew Pańską, pozostają natomiast wszystkie formy zewnętrzne charakterystyczne dla tych substancji: rozmiar, masa, ładunki elektryczne wraz ze związaną z tym całą aktualną i potencjalna energią magnetyczną, elektryczną i tym samym wszystkie efekty optyczne, akustyczne, termodynamiczne, elektromagnetyczne.

Spożywamy Jego Ciało, pijemy Jego Krew, choć jednocześnie nasze zmysły mówią nam, że jest to chleb i wino. Bywały jednak sytuacje, gdy dochodziło także do zmiany przypadłości, co w Kościele określa się jako cuda eucharystyczne. Zdarzało się tak podobno, aby otworzyć oczy niedowiarkom.

Strasznie to skomplikowane, prawda? A przecież adresatem słów Jezusa byli w większości rybacy z Galilei, którzy prawdopodobnie  nigdy nie słyszeli o Arystotelesie, a już jego metafizyki na pewno nie czytywali sobie w wolnych chwilach.

Upadnij na kolana

Pojawiam się i znikam

Różnimy się od protestantów w wielu kwestiach. Kościoły protestanckie pojmują zwykle obecność ciała i krwi Jezusa w sakramencie ołtarza jako konsubstancjację, to znaczy realną obecność Chrystusa w hostii i winie, ale tylko w trakcie sprawowania sakramentu (to znaczy podczas udzielania komunii). Taką droga poszedł luteranizm. Chrystus jest według nich realnie obecny, a potem przestaje być realnie obecny, toteż konsekrowane wcześniej komunikanty, można spokojnie wyrzucić, bo to znowu jest tylko chleb. Podobnie wino.

Kalwinizm poszedł dalej, uznając obecność Chrystusa tylko za duchową, a niektóre Kościoły reformowane i ewangelikalne, część zielonoświątkowych oraz baptystyczny w ogóle nie uznają obecności Chrystusa w konsekrowanym chlebie i winie, traktując spożywanie tychże po prostu jako symboliczną pamiątkę Ostatniej Wieczerzy. A zatem uznają oni de facto słowa Jezusa, że jest to Jego Ciało i Krew, jako metaforę.

W okresie Soboru watykańskiego II (1962–1965) nauczanie o Eucharystii było na nowo poddane pod dyskusję przez niektórych teologów katolickich. Postulowali oni mówienie raczej o „zmianie znaczenia” (transsignificatio) i „zmianie celu” (transfinalisatio) zamiast o „zmianie istoty” (transsubstantiatio). Te niezbyt jasne dywagacje uciął Paweł VI, który w encyklice „Mysterium fidei”, bardzo mocno podkreślił tradycyjne rozumienie transsubstancjacji. „Taka jest nasza wiara, taka jest wiara naszego Kościoła!” – przypomniał teologom.

Bóg jest konsekwentny

Katolicka doktryna przeistoczenia (transsubstancjacji) zakłada, że przemiana chleba i wina, jaka ma miejsce podczas Eucharystii, jest TRWAŁA i NIEODWRACALNA, to znaczy po skończonej mszy pozostają one nadal Ciałem i Krwią Chrystusa. Możemy tu widzieć analogię z Wcieleniem.  Syn Boży stał się człowiekiem nie na jakiś czas, ale na wieki wieków (amen!). Po zmartwychwstaniu i powrocie do Nieba nie przestał być człowiekiem, bo człowieczeństwo nie było jakimś  kostiumem, który zamierzał założyć do odegrania roli Mesjasza, a potem go zdjąć.

Bóg, jak już coś robi, to jest konsekwentny i idzie na całość. Dlatego właśnie konsekrowane hostie przechowuje się tabernakulum, a kapłani mogą chorym roznosić wiatyk.

Fakt nieodwracalności przeistoczenia uzasadnia praktykę adoracji przed Najświętszym Sakramentem, czy też procesje eucharystyczne, których nie rozumieją protestanci i interpretują jako dziwaczne bałwochwalstwo oraz powrót do pogaństwa. Najdobitniej wiarę w przeistoczenie, które ma charakter trwały i nieodwracalny, wyraża Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (czyli Bożego Ciała). Najpierw biskup Robert z Thourotte ustanowił w 1246 r. taką uroczystość dla diecezji Liège, inspirowany wizjami św. Julianny z Cornillon. Wkrótce obchody rozszerzono na całe Niemcy.

W 1263 miał miejsce ponoć cud eucharystyczny w Bolsenie, gdy hostia w rękach wątpiącego w transsubstancjację księdza zaczęła krwawić. Rok później papież Urban IV napisał bullę ustanawiającą  tę uroczystość dla całego Kościoła jako „zadośćuczynienia za znieważanie Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, błędy heretyków oraz dla uczczenia pamiątki ustanowienia Najświętszego Sakramentu, która w Wielki Czwartek nie może być uroczyście obchodzona ze względu na powagę Wielkiego Tygodnia”.

Multiplikacja Jezusów Chrystusów?

Oczywiście przeistoczenie (transsubstancjację) można łatwo wykpić, jak to czynią choćby światli racjonaliści, odrzucający to, co im w głowie się nie mieści. W jednej i tej samej chwili w tysiącach kościołów tysiące Jezusów Chrystusów tysiąckrotnie dokonuje iście imponującej samokompresji i zmienia się w kawałek opłatka, krew swą destylując do kielicha uszykowanego na ten cel przez ministranta pomocnika. Po czem tysiąc kapłanów zjada i wypija tysiąc Chrystusów (…) W pewnych wypadkach Jezus może po Przemienieniu nie być od razu skonsumowany. Czasami bowiem kapłan umieszcza go w specjalnym pojemniku wysadzanym klejnotami i złotem, który zwie się monstrancją. Cały lud klęka wówczas przed nią i kłania się jej jako bogu. Najpodnioślej oddaje się temu bogu cześć raz do roku w czasie święta zwanego Bożym Ciałem (co zrozumiałe). Kapłan wówczas wyprowadza lud przed kościół, sam zaś podtrzymywany przez notabli lokalnej władzy oprowadza boga po ulicach parafii, zatrzymując się tu i ówdzie – pisze prześmiewczo dyżurny ateista naszego kraju Mariusz Agnosiewicz na portalu Racjonalista.pl. Tak to pewnie wygląda dla kogoś, kto patrzy na procesje Bożego Ciała z zewnątrz. Podobnie było w starożytnym Rzymie, gdzie Rzymianie przez jakiś czas uważali chrześcijan za jakąś krwiożerczą sektę kanibali i popierali oddawanie ich lwom na pożarcie.

No cóż… Racjonaliści postulują posługiwanie się rozumem, a tu mamy do czynienia z rzeczywistością, która przekracza możliwości rozumowego pojmowania.

Ja jedynie wierzyć Twej nauce chcę

Czy Pan Jezus przebywa w Niebie po prawicy Ojca, czy też na ziemi w licznych tabernakulach? Czy może być w kilku miejscach – kościołach – jednocześnie? Pytania tego typu tracą sens, jeśli przyjmiemy, że ta rzeczywista obecność Chrystusa ma charakter sakramentalny.

Upadnij na kolana

Obecność Chrystusa pod postacią chleba i wina możemy przyjąć tylko przez wiarę.  Jak napisał św. Tomasz z Akwinu w „Adore Te devote”: Mylą się o Boże, w Tobie wzrok i smak; Kto się im poddaje, temu wiary brak; Ja jedynie wierzyć Twej nauce chcę, że w postaci Chleba utaiłeś się.

Po zmartwychwstaniu fizyczne (aczkolwiek przemienione w chwalebne) ciało Chrystusa przebywa oczywiście w Niebie, ale Jezus krótko przed swoją śmiercią ustanowił specjalny obrzęd i nakazał go słowami „to czyńcie na Moją pamiątkę” (Łk 22,19; 1 Kor 11,25), w celu uobecniania tu, na ziemi, swego Ciała i przelanej za nas Krwi, czyli Siebie samego. Ciało i Krew Chrystusa w Eucharystii oznaczają po prostu obecność Chrystusa. Dlatego w kolędzie „Wśród nocnej ciszy” śpiewamy: A kiedy przyjdziesz na głos kapłana, padniemy na twarz przed Tobą, wierząc, żeś jest pod osłoną chleba i wina. Jest to realizacja obietnicy Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata (Mt 28, 20).

Jeśli w każdym tabernakulum jest naprawdę Chrystus, Jego Ciało i Krew, dusza i bóstwo, to jest On z nami rzeczywiście, prawdziwie i obiektywnie przez cały czas! Ale nie łudźmy się, że to zrozumiemy…

Czy naprawdę w to wierzymy?

Przypomina mi się fragment ze znakomitej książki Petera Kreefta „Ekumeniczny dżihad”, który pozwolę sobie przytoczyć:

Pewien myślący, pobożny muzułmański student Boston College był zaangażowany w przyjacielską rozmowę z jednym z moich przyjaciół na temat różnic religijnych. Powiedział on mojemu przyjacielowi:

 – Czy wy, katolicy,  naprawdę wierzycie, że ten człowiek, Jezus, jest Synem Bożym?

– Tak, wierzymy – odparł mój przyjaciel.

– A czy naprawdę wierzycie, że ten Jezus jest naprawdę obecny pod postacią tego czegoś małego, co wygląda jak kawałek chleba? 

– Tak, w to też wierzymy (…).

Muzułmanin odparł:

– Nie rozumiem, jak możecie naprawdę w to wierzyć.

– Och, wiem – odparł mój przyjaciel – To wielka tajemnica i skandal dla rozumu.

– Nie, wcale nie to miałem na myśli – powiedział muzułmanin – mam na myśli coś prostszego. Mam na myśli to, czy wy naprawdę w to wierzycie, czy tylko tak mówicie.

Mój przyjaciel zapytał go:

– Dlaczego zastanawiasz się, czy my naprawdę w to wierzymy?

Muzułmanin zawahał się, a następnie odparł:

– Ponieważ gdybym naprawdę w to wierzył, to gdy tylko wszedłbym do katolickiego kościoła, nie wiem, jak mógłbym ponownie powstać z moich kolan”.

Znajomość trudnych słów (takich jak transsubstancjacja, konsubstancjacja, transsygnifikacja, czy transfinalizacja) nie pogłębi naszej więzi z Bogiem. Ale może po prostu wystarczy się zastosować do rady: Upadnij na kolana, ludu, czcią przejęty, Uwielbiaj swego Pana: Święty, Święty, Święty!

Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >