Ateiści nie mogą narzucać swojego światopoglądu

Konstytucja gwarantuje wolność sumienia wierzącym i niewierzącym. Ateiści mają w Polsce swoje organizacje, są wybierani do parlamentu, był nawet prezydent-ateista i nikt go gorzej z tego powodu nie traktował. Ateiści nie mogą jednak narzucać swojego światopoglądu przez ograniczanie wolności religijnej ludzi wierzących

Wywiad z ks. prof. Józefem Krukowskim, znawcą prawa wyznaniowego, obchodzącym 50-lecie pracy naukowej.

Po 50 latach pracy naukowej Ksiądz Profesor wie już wszystko o stosunkach państwo-Kościół?

Na pewno wszystkiego nie wiem, ale ciągle się dokształcam.  

Nie od zawsze jednak Ksiądz Profesor zajmował się tą tematyką. Mało brakowało, aby pozostał przy kościelnym prawie małżeńskim, swojej pierwszej specjalności naukowej.

Prawdą jest, że zostałem prawnikiem z woli biskupa lubelskiego Piotra Kałwy. Wezwał mnie do siebie z parafii, w której pracowałem od czasu święceń kapłańskich, i powiedział: „Pójdziesz na studia prawnicze”. Jakkolwiek chciałem zmienić kierunek studiów, to dostosowałem się do życzenia biskupa. Wyspecjalizowałem się w prawie kanonicznym, głównie małżeńskim, gdyż zgodnie z wolą biskupa miałem się przygotować do pracy w sądzie biskupim.

Po doktoracie rozszerzyłem specjalizację. Przyczynił się do tego prof. Zdzisław Papierkowski, ostatni dziekan Wydziału Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych na KUL, zamkniętego przez władze komunistyczne na początku lat 50. Przed przejściem na emeryturę zwrócił się do mnie, abym przejął po nim wykłady ze wstępu do teorii państwa i prawa. Z tym, że na uczelniach państwowych była to teoria marksistowska, zaś na KUL marksizm był tylko jednym z kierunków tej teorii. Przystałem na jego propozycję i w ten sposób poszerzyłem pole swoich zainteresowań naukowych.  

Drugą osobą, która odegrała tu znaczącą rolę, był Prymas Stefan Wyszyński…  

Istotnie, w latach 70. Ksiądz prymas Wyszyński polecił mi się zająć stosunkami Kościół-państwo w świetle nauki Soboru Watykańskiego II. Sam był w tej kwestii pokorny. Mówił: „Niech ksiądz i mnie koryguje, bo jestem wykształcony na przedsoborowym kościelnym prawie publicznym. Mówią o mnie, że jestem konserwatystą. Nie wiem, czy moje nauczanie jest zgodne z nauką Soboru”. Faktycznie, większość polskich biskupów, nie tylko Ksiądz Prymas, byli przywiązani do przedsoborowego modelu relacji państwo-Kościół, według którego państwo, w którym większość obywateli należy do Kościoła katolickiego, powinno być katolickie. Wszakże – zgodnie z nauką Soboru – należało z modelu państwa wyznaniowego zrezygnować. W wyniku dyskusji, jakie przeprowadziłem z Księdzem Prymasem, doszliśmy do wniosku, że państwo polskie, mimo że większość społeczeństwa polskiego należy do Kościoła, może być świeckie, ale powinno zagwarantować i respektować wolność sumienia i religii należną każdemu człowiekowi, i Kościołowi katolickiemu na równi z innymi wspólnotami religijnymi, a jednocześnie winno szanować chrześcijańskie dziedzictwo duchowe tysiącletniego Narodu polskiego.  

Co było pierwszym zadaniem Księdza Profesora?

Ksiądz Prymas postawił przede mną kilka zadań. Pierwszym z nich był udział w pracach Komisji Prawnej Episkopatu Polski, która pod przewodnictwem abpa Bronisława Dąbrowskiego przygotowywała projekt konwencji między Stolicą Apostolską a Polską. Na początku lat 70. władze komunistyczne w Polsce nawiązały bowiem prowizoryczne stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską. Powołane zostały zespoły robocze, Stolicy Apostolskiej i Rządu, których zadaniem było przygotowanie projektu konwencji, mającej na celu normalizację sytuacji prawnej Kościoła katolickiego w Polsce. Po zerwaniu Konkordatu przez władze komunistyczne Kościół w Polsce znalazł się w gorszej sytuacji niżeli inne Kościoły, których funkcjonowanie regulowały ustawy z okresu międzywojennego. Zgodnie z Konstytucją lipcową władze te były zobowiązane do normalizacji sytuacji Kościoła katolickiego na drodze ustawowej. W rzeczywistości stanowiły tylko fragmentaryczne ustawy, ograniczające możliwość realizacji przez Kościół swojej misji w Polsce, co więcej – większość spraw była regulowana za pomocą niepublikowanych aktów administracyjnych, o których władze kościelne dowiadywały się po rezultatach wprowadzenia w życie. Była to podstępna metoda działania zapożyczona z Moskwy.

W rzeczywistości projekt zawarcia Konwencji ze Stolicą Apostolską był fałszywym krokiem mającym na celu wprowadzenie w błąd opinii publicznej krajowej i międzynarodowej. Władze komunistyczne udawały, że chcą zawrzeć umowę, a w rzeczywistości było to niemożliwe z powodu założeń ideologicznych i zależności od Moskwy. Strona kościelna natomiast traktowała sprawę poważnie. Prymas Wyszyński postulował poszanowanie osobowości publiczno-prawnej Kościoła w Polsce, jako całości, oraz osobowości cywilnoprawnej kościelnych jednostek organizacyjnych – parafii, diecezji, zakonów, domów zakonnych itd. Najtrudniejsza była sytuacja Kościoła na Ziemiach Odzyskanych, gdzie władze państwowe traktowały nieruchomości kościelne jako swoją własność. Władze komunistyczne negowały uznanie osobowości prawnej Kościoła, jak i jego jednostek organizacyjnych.  

Co było przedmiotem wzajemnych negocjacji?

Strona kościelna uważała, że należy uznać osobowość publiczno-prawną Kościoła, choćby ze względu na jego historyczny i współczesny wkład w dobro wspólne całego społeczeństwa. Władze komunistyczne odpowiadały, że obecny system prawa nie zna takiego pojęcia; że w PRL zostało ono usunięte. Na to prymas Wyszyński stwierdził: „Skoro zostało usunięte, to należy je przywrócić”. Ale oni z tym przywróceniem nie spieszyli się.

Drugim istotnym przedmiotem postulatów strony kościelnej było poszanowanie przez państwo wolności religijnej w wymiarze indywidualnym w życiu prywatnym i publicznym. Strona kościelna postulowała wpisanie gwarancji tej wolności jako prawa należnego każdemu człowiekowi, niezależnie od jego przynależności partyjnej, narodowościowej czy wyznaniowej. Realizacja tych postulatów przez władze komunistyczne okazała się niemożliwa. W praktyce katolicy, którzy otwarcie wyznawali swoje przekonania religijne, byli traktowani jak obywatele gorszej kategorii, niezdatni do zajmowania stanowisk publicznych. Sytuacja ta zmieniła się dopiero w 1989 roku.  

Najpierw doszło do uchwalenia tzw. ustaw majowych – głównie ustawy o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego oraz ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania…

…oraz trzeciej – o ubezpieczeniu społecznym duchownych, nie tylko Kościoła katolickiego, ale wszystkich Kościołów i wyznań. Duchowni w Polsce Ludowej traktowani byli bowiem jako obywatele najgorszej kategorii, pozbawieni ubezpieczeń społecznych.  

Jakie dziś jest znaczenie tych trzech ustaw?

Był to pierwszy krok w kierunku normalizacji sytuacji prawnej Kościoła w Polsce po drugiej wojnie światowej. Ustawy te nie były do końca dojrzałe. Brak im było należytego uzasadnienia aksjologicznego. Były one wynegocjowane jeszcze z władzami komunistycznymi, które znajdowały się już na łożu śmierci.  

Dlaczego władze komunistyczne w ogóle zgodziły się na uchwalenie tych ustaw?

Przede wszystkim była to konieczność poszanowania wielkiego autorytetu Kościoła w społeczeństwie polskim, który pod przewodnictwem Prymasa Tysiąclecia, a następnie również papieża Jana Pawła II, zastępował Narodowi suwerenną władzę, przynajmniej w dziedzinie kultury. Najpierw pełnił on rolę krytyczną, a następnie – już za czasów Prymasa Glempa – także funkcję mediacyjną w konfrontacji między opozycją solidarnościową i władzą komunistyczną. W okresie stanu wojennego Kościół był azylem dla ludzi opozycji demokratycznej, niezależnie od ich przekonań religijnych czy światopoglądowych. Stanowił zatem siłę społeczną, z którą musieli się liczyć także politycy, którzy chcieli wprowadzić ustrój demokratyczny z inspiracji ideologii liberalnej. Dlatego wkrótce po zawarciu umów Okrągłego Stołu podjęte zostały negocjacje zmierzające do zawarcia konkordatu między Stolicą Apostolską a Polską w celu stabilizacji sytuacji prawnej Kościoła i jego relacji z władzami państwowymi.  

Jaka była rola Księdza Profesora w pracach nad Konkordatem i projektem Konstytucji dla III Rzeczypospolitej?

Ojciec Święty Jan Paweł II dążył do tego, aby te zmiany, jakie zostały wprowadzone w Polsce na etapie przemian ustrojowych, zainicjowanych w 1989 r., znalazły wyraz w pełnej stabilizacji stosunków między państwem i Kościołem w formie umowy międzynarodowej. Wówczas wiadomości na temat relacji między państwem i Kościołem, jakie zdobyłem z polecenia Prymasa Wyszyńskiego, okazały się przydatne. Służyłem pomocą Nuncjuszowi Apostolskiemu, ks. abp. Józefowi Kowalczykowi, w pracy nad przygotowaniem projektu Konkordatu i na etapie negocjacji z władzami państwowymi. Następnie, gdy wniosek w sprawie ratyfikacji Konkordatu został zahamowany w Sejmie przez postkomunistów, zostałem upoważniony przez Nuncjusza Apostolskiego i Sekretarza Episkopatu Polski do pełnienia funkcji przedstawiciela Episkopatu w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego oraz członka zespołu konsultorów Komisji Nadzwyczajnej do przygotowania projektu ustawy wyrażającej zgodę Parlamentu na ratyfikację Konkordatu. Udział w pracach tych komisji zajął dużo czasu, ale w końcu udało się uchwalić taką Konstytucję, która otworzyła też drogę do ratyfikacji Konkordatu.  

Czy wypracowano wówczas najlepszy z możliwych model stosunków państwo-Kościół?

Moim zdaniem jest to model najlepszy, jaki można było w owym czasie wynegocjować. Sądzę nawet, że jest to model najlepszy w Europie, jakkolwiek wynegocjowanie go napotykało na poważne trudności. Pojawiały się wtedy propozycje o dużej rozbieżności. Projekty dotyczące stosunków państwo-Kościół zgłaszały różne partie, a nawet osoby prywatne. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że ze względu na pozycję społeczną Kościoła katolickiego w Polsce, uregulowania tych stosunków nie można zawrzeć w formule rozdziału Kościoła od państwa, wpisanej do Konstytucji stalinowsko-bierutowskiej z 1952 r. Wyjątek stanowili politycy postkomunistyczni, którzy chcieli tę formułę powtórzyć w Konstytucji demokratycznego państwa prawa. Mieli oni na celu odrzucenie wniosku w sprawie ratyfikacji Konkordatu, do którego art. 1 była wpisana zasada poszanowania autonomii i niezależności Kościoła i państwa każdego w swoim porządku oraz współdziałania między nimi dla dobra człowieka i dobra wspólnego. Dążyli oni do narzucenia Polsce modelu państwa świeckiego w wersji separacji wrogiej, wzorowanej na Konstytucji stalinowskiej, od której się odcinali, bądź na Konstytucji Republiki Francuskiej, która stanowiła, że państwo jest świeckie. Zarówno formuła świeckości państwa, jak i formuła oddzielenia Kościoła i państwa były nie do przyjęcia ze względu na ich wieloznaczność.

Jednocześnie niektórzy politycy, o rodowodzie solidarnościowym, wysunęli postulat, by określić stosunki między państwem a Kościołem podobnie jak w Konstytucji II RP, która stanowiła o Kościele katolickim jako „pierwszym wśród równych”. Nie miało to jednak na celu nadanie Polsce charakteru wyznaniowego, ale był to pewien rodzaj uznania za wkład Kościoła w utrzymanie tożsamości narodowej i kulturowej Polaków w okresie rozbiorów. Zająłem jednak krytyczne stanowisko wobec takiego postulatu, przez co naraziłem się niektórym członkom Komisji Konstytucyjnej, którzy nawet usiłowali wnieść na mnie skargę do Episkopatu i do Ojca Świętego. Ale Jan Paweł II powiedział mi: „Tak trzymaj!”. Sobór Watykański II zrezygnował przecież z modelu państwa wyznaniowego, w którym katolicy mieliby uprzywilejowaną pozycję w stosunku do pozostałych współobywateli. Wszyscy obywatele – jako nosiciele przyrodzonej godności osoby ludzkiej – są równi. Z tej racji także Kościół katolicki w świecie współczesnym nie potrzebuje przywilejów do realizacji swojej misji, ale winien być traktowany na zasadzie równości z innymi związkami wyznaniowymi, z poszanowaniem zasady sprawiedliwości rozdzielczej w korzystaniu z należnej mu wolności.

Przeciwnicy konkordatu szermują dziś pojęciem „świeckości państwa”, choć polski model zakłada raczej bezstronność światopoglądową państwa. Gdzie tkwi różnica?

W celu wyjaśnienia tej kwestii trzeba zwrócić uwagę na wieloznaczność pojęcia świeckości państwa. Należy wyróżnić kilka modeli państwa świeckiego. Model amerykański zakłada tzw. czystą świeckość państwa. Konstytucja USA nie narzuca obywatelom państwa wyznaniowego, ale gwarantuje im swobodę spełniania praktyk religijnych. Ten model pasuje do amerykańskiego społeczeństwa wielokulturowego, w Europie by się nie przyjął.

Tu ukształtował się najpierw model francuski, który od czasów Oświecenia nacechowany jest wrogością wobec religii, a zwłaszcza wobec Kościoła katolickiego z powodu zbytniego powiązania go z monarchią absolutną, co na dobre mu nie wyszło. Słabą stroną tego modelu jest neutralność światopoglądowa państwa, polegająca na zakazie uzewnętrzniania przekonań religijnych w życiu publicznym i eliminacji wartości chrześcijańskich z systemu prawa stanowionego. Wiąże się z tym usuwanie wartości chrześcijańskich nie tylko w sensie czysto religijnym, ale również podstawowych wartości ogólnoludzkich, które mają swój rodowód w dziedzictwie chrześcijańskim. Dziś świeckość francuskiego państwa nie jest już tak radykalna jak na przełomie XIX i XX w., ale istnieje nadal.

Na wzór francuski powstał model państwa świeckiego w Rosji sowieckiej, polegający nie tylko na usunięciu religii z życia publicznego, ale też z sumienia i życia prywatnego jednostki oraz zastąpienia jej ideologią ateistyczną. Ten model usiłowano narzucić w Polsce w okresie dyktatury komunistycznej.

Natomiast w Niemczech ukształtował się model państwa świeckiego na podstawie konstytucji weimarskiej (1919), do której wpisano formułę, że „nie ma Kościoła oficjalnego”. Zagwarantowano w niej wolność uzewnętrzniania przekonań religijnych w życiu prywatnym i publicznym, prawo nauczania religii w szkołach publicznych oraz osobowość publiczno-prawną związków wyznaniowych, zakorzenionych w niemieckiej tradycji. Stosunki między państwem a Kościołami regulowane są na drodze dwustronnej umowy. Model ten, z pewnymi modyfikacjami, przyjęto w Hiszpanii, we Włoszech, a także w państwach postkomunistycznych, w szczególności w Polsce.

Polski model relacji państwo-Kościół jest bliski wersji niemieckiej i włoskiej, z przewagą tej drugiej. Jego zasady trzeba było wpisać do konstytucji, tak by z jednej strony zablokować świeckość w wersji sowieckiej i francuskiej, a jednocześnie zrezygnować z modelu katolickiego państwa wyznaniowego. Za przyjęciem takiego modelu przemawiały racje obiektywne: Kościołowi i innym związkom wyznaniowym wystarczy wolność na zasadzie równości, ale nie może ona polega na narzucaniu jednej ideologii wszystkim obywatelom, czy dyskryminacji wiernych Kościoła katolickiego z powodu niepodzielania przez nich ideologii ateistycznej. Takiej wolności trzeba domagać się w warunkach pluralizmu religijnego i światopoglądowego. Jednak niektórzy nie chcą tego zrozumieć.  

Czy ateiści i ich organizacje są w Polsce dyskryminowani?

Trzeba obiektywnie stwierdzić, że Konstytucja RP gwarantuje wolność sumienia i religii każdemu, wierzącym i niewierzącym. Z tym, że większość społeczeństwa polskiego przyznaje się do przynależności do Kościoła katolickiego lub innych związków wyznaniowych. Jakkolwiek ateiści w Polsce stanowią mniejszość, to nikt nie zabrania im zakładania własnych organizacji. Jednakże organizacje te usiłują narzucić innym swój światopogląd przez ograniczanie wolności religijnej ludzi wierzących. I to się nazywa dyskryminacją ateistów.

Polskie społeczeństwo jest tak ukształtowane pod względem duchowym i kulturowym, że ateizm na dłuższą metę się nie przyjmie. Jakkolwiek wyjątki były, są i będą. Ateiści w Polsce mają nie tylko swoje organizacje, ale dostęp do urzędów publicznych, wybierani są do parlamentu. Mieliśmy nawet prezydenta-ateistę i nikt go z tego powodu gorzej nie traktował. Natomiast ateiści chcieliby, aby prezydent, jeżeli jest człowiekiem wierzącym, nie uczestniczył w sprawowaniu kultu w święta narodowe. Takie poglądy głosili w okresie, gdy prezydentem był Lech Wałęsa, natomiast zrezygnowali z tego, gdy prezydentem został Bronisław Komorowski. Taka jest ich dziwna logika.  

Jednym z efektów powrotu do wolności religijnej po latach komunizmu było wprowadzenie religii do szkół. Ale dziś status katechezy jest podważany…

Po pierwsze, był to powrót religii do szkół, z których została usunięta wbrew woli rodziców. Po drugie, nauczanie religii w szkołach jest istotnym osiągnięciem europejskiej kultury prawnej w dziedzinie poszanowania wolności sumienia i religii. Jest to ochrona wolności religijnej rodziców w zakresie wychowania dzieci zgodnie ze swymi przekonaniami w edukacji publicznej. Państwo demokratyczne powinno zapewniać ochronę wolności nie tylko OD przymusu, ale również wolności DO uzewnętrzniania swych przekonań religijnych i światopoglądowych przez każdego w życiu prywatnym i publicznym. Nauczanie religii w szkołach służy właśnie poszanowaniu przez państwo prawa rodziców do wychowania dzieci nie tylko w domu rodzinnym, ale również w szkołach. Obok życia najwyższą wartością, jaką rodzice przekazują swoim dzieciom, są bowiem ich przekonania dotyczące życia religijnego i moralnego. Państwo nie powinno obywatelom w tym zakresie przeszkadzać, ale ich wspomagać. Bo państwo jest dla człowieka, a nie człowiek dla państwa.  

Ale religia nie jest przedmiotem maturalnym. Przeciwnicy wytykają państwu finansowanie katechezy, prowadzonej zresztą nie tylko przez Kościół katolicki, ale również inne związki wyznaniowe.

Postulat wprowadzenia w Polsce religii jako przedmiotu maturalnego nie jest czymś odosobnionym. Religia jest przedmiotem maturalnym dla chętnych w innych krajach europejskich, np. w Niemczech. U nas zostało to zablokowane. Natomiast można prowadzić lekcje etyki laickiej na zasadzie równości z religią. Co więcej, wprowadza się nowy przedmiot obligatoryjny, oparty na ateistycznej ideologii gender, która propaguje niebezpieczne dla społeczeństwa związki osób tej samej płci. Jest to zagrożenie dla małżeństwa jako związku osób odmiennej płci opartego na prawie naturalnym i zagwarantowanego w Konstytucji RP. Godne ubolewania jest, że MEN forsuje program wychowania sprzeczny z tradycją i prawem naturalnym. Czas, aby rodzice obudzili się i zaprotestowali przeciwko narzucaniu takiego modelu wychowania dzieci, który jest niezgodny z ich wolą. Sądzę, że na dłuższą metę realizacja tego modelu nie uda się, ale może spowodować duże szkody. Niebezpieczne jest również forsowanie przez Ministerstwo praktyki nauczania tych samych dzieci jednocześnie religii i etyki laickiej. Jest to najprostszy sposób siania zamętu w świadomości dzieci i młodzieży.  

Zdaniem Księdza Profesora, Kościół jest gotowy na przekształcenie Funduszu Kościelnego w odpis podatkowy 0,5%?

Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę, że Fundusz Kościelny nie jest „z łaski” państwa, jak błędnie sugerują media laickie, ale jest to wymóg sprawiedliwości. Jest to rekompensata za dobra zagrabione Kościołowi przez władze komunistyczne w okresie w PRL. Do tego Funduszu miały być odprowadzane dochody z dóbr kościelnych, które zostały upaństwowione. W okresie PRL Fundusz ten był fikcją, a zaczął funkcjonować dopiero w III RP. Rząd premiera Tuska podjął inicjatywę zniesienia Funduszu Kościelnego w zamian za dobrowolne odpisy od podatku dochodowego osób fizycznych w wysokości 0,5%. Tak niski odpis nie może stanowić w żadnym wypadku rekompensaty, nawet gdyby wszyscy podatnicy chcieli z tego odpisu skorzystać. Ponadto trzeba zauważyć, że dochód rolników, którzy stanowią przynajmniej 30% polskiego społeczeństwa, w pewnym sensie jest nieobliczalny. Uważam, że projekt zniesienia Funduszu Kościelnego jest niedojrzały. Może to nastąpić w przyszłości, ale na zasadach znacznie innych od tych, jakie zostały przygotowane przez komisję kierowaną przez ministra Boniego. Zaznaczam, że zmiana ta może nastąpić tylko w drodze umowy międzynarodowej między Stolicą Apostolską a Polską, zgodnie z postanowieniem art. 22 Konkordatu.  

Czy prof. Andrzej Rzepliński jako urzędujący prezes Trybunału Konstytucyjnego powinien odbierać papieskie odznaczenie „Pro Ecclesia et Pontifice”?

Faktycznie, prof. Rzepliński otrzymał takie odznaczenie od papieża jako głowy Kościoła katolickiego za działalność w duchu poszanowania podstawowych wartości ludzkich, które mają wymiar uniwersalny. Trzeba zauważyć, że Konstytucja RP w art. 53 gwarantuje każdemu prawo do wolności sumienia i religii w życiu prywatnym i publicznym, jako prawo wynikające z przyrodzonej godności osoby ludzkiej. Prof. Rzepliński jest również podmiotem tego prawa, niezależnie od tego, jaką pełni funkcję w systemie organów władzy RP. Spełniając taką funkcję, nie przestaje bowiem być człowiekiem, któremu się te prawa należą. Jest on bowiem w pierwszej kolejności człowiekiem, a dopiero potem piastunem organu władzy. Jeżeli za swoją działalność na rzecz poszanowania uniwersalnych wartości ludzkich otrzymał taką nagrodę, na którą zasługuje zdaniem najwyższego organu władzy Kościoła katolickiego, który cieszy się podmiotowością publicznoprawną w stosunkach międzynarodowych, to dlaczego miałby takiego odznaczenia nie przyjąć?  

Krytycy prof. Rzeplińskiego uważają, że on, a nawet cały skład Trybunału, będzie teraz stronniczy w swoich orzeczeniach…

Stronniczy? A dlaczego?  

Dlatego, że przyznał się, że jest katolikiem…

Krytycy prof. Rzeplińskiego postulują dyskryminację katolików w życiu publicznym. Taka dyskryminacja jest przestępstwem zabronionym w art. 194 kodeksu karnego. Zdaniem polskich ateistów członkiem Trybunału Konstytucyjnego, a zwłaszcza jego prezesem, nie może być katolik, który uzewnętrznia swoje przekonania religijne i światopoglądowe w życiu publicznym. Oznacza ta, że pełniąc taką funkcję, funkcjonariusz państwowy przestaje być człowiekiem, ale jest tylko śrubką w jakiejś maszynie. Tego rodzaju postulaty nie świadczą dobrze o polskich ateistach. Nawet Francuzi, którzy są zwolennikami świeckości państwa, nazywają taki ateizm – zoologicznym.  

Przepisy o klauzuli sumienia są precyzyjne, czy wymagają nowelizacji? Do Trybunału Konstytucyjnego trafił wniosek Naczelnej Rady Lekarskiej w tej sprawie, będzie rozpatrywany m.in. w świetle prawa do odmowy wykonania aborcji i prawa do niesprzedawania środków wczesnoporonnych.

Przede wszystkim trzeba stwierdzić, że podstawę do klauzuli sumienia w systemie prawa polskiego stanowi art. 53 Konstytucji, który gwarantuje każdemu wolność sumienia i religii w życiu prywatnym i publicznym, nie wykluczając lekarza. Lekarz nie może być wykluczony z korzystania z tego prawa przez ustawodawcę państwowego. Wolność sumienia nie jest bowiem prawem nadanym człowiekowi przez państwo, ale wynika z przyrodzonej godności osoby ludzkiej. Następnie trzeba uwzględnić, że chodzi tu o ochronę podstawowego prawa człowieka do życia, które należy się każdemu człowiekowi od momentu poczęcia w organizmie matki. Klauzula sumienia w ustawodawstwie polskim sformułowana jest w sposób wadliwy. Z jednej strony bowiem zapewnia lekarzowi prawo do odmowy wykonania aborcji, zgodnie z nakazem jego sumienia, a z drugiej strony zmusza do znalezienia zastępcy, który dokona tego, czego zabrania mu sumienie. Lekarza traktuje się zatem jak automat, a nie jak człowieka. Dlatego uważam, że prof. Bogdan Chazan został bezpodstawnie pozbawiony stanowiska dyrektora szpitala za niedokonanie aborcji zgodnie z nakazem jego sumienia. Sądzę, że decyzja administracyjna w tej sprawie powinna być przedmiotem skargi sądowej, włącznie do Trybunału Konstytucyjnego z tytułu niezgodności z Konstytucją.  

Symbole religijne można wieszać w miejscach publicznych?

Oczywiście, że tak. Przeciwnicy wieszania krzyża w Sejmie czy w szkołach mijają się z drugą częścią art. 25 ust. 2 Konstytucji, który stanowi, że organy władzy publicznej zapewniają każdemu prawo do uzewnętrzniania swoich przekonań religijnych w życiu publicznym. Jeśli chrześcijańskim symbolem religijnym jest krzyż, to poprzez ten symbol chrześcijanie mają prawo do uzewnętrzniania swoich przekonań tam, gdzie się znajdują. Nie oznacza to, że niechrześcijanie nie mogą zawieszać swoich symboli religijnych, np. ateiści mogliby zawieszać sierp i młot, które do niedawna były symbolem skompromitowanego państwa ateistycznego.  

Jeśli zatem funkcjonariusze policji – była taka sprawa w Radomiu – chcą, by w komisariacie na ścianie wisiał krzyż…

…to mają prawo się tego domagać, a władze powinny to respektować. Tak samo w Sejmie i Senacie, szkole czy w jakimkolwiek urzędzie, gdzie pracują chrześcijanie wierzący i praktykujący. Dobrze się stało, że Sąd Najwyższy zajął takie stanowisko w tej sprawie. O takie sformułowanie tego prawa w art. 25 ust. 2 walczyłem w Sejmie kilka lat. Domagałem się wówczas, aby formułę o bezstronności organów publicznych wobec przekonań religijnych uzupełnić formułą zobowiązującą organy państwowe do poszanowania uzewnętrzniania tych przekonań w życiu publicznym. Tak samo decyzja władz szkolnych, która by zabraniała odmawiania modlitwy przez dzieci na początku lekcji, zgodnie z wolą rodziców, na żądanie tylko jednego ateisty, byłaby naruszeniem art. 25 ust. 2 Konstytucji RP.  

Władze kościelne mogą zabierać głos w sprawach publicznych, np. przed wyborami prezydenta RP, czy jest to zabronione jako mieszanie się do polityki?

Hierarchia kościelna w Polsce, jak w każdym kraju, ma prawo do nauczania ludzi nie tylko prawd wiary, ale również zasad moralności chrześcijańskiej ogólnoludzkiej. Może pełnić także funkcję krytyczną wobec decyzji różnych organów władzy z punktu widzenia poszanowania praw człowieka, praw rodziny i praw Narodu. Kościół nigdy z tego nie zrezygnuje, bo to należy do jego istotnej misji, powierzonej mu przez Chrystusa. Komuniści zarzucali Kościołowi, że miesza się do polityki, teraz to samo czynią skrajni liberałowie. Z jednej strony – głoszą oni poszanowanie podstawowych wartości, jak godność osoby ludzkiej i potrzebę poszanowania wynikających z niej praw człowieka, a z drugiej strony – uważają, że o tym, co się należy człowiekowi decyduje wola nawet nie większości, ale jakiejś lepszej mniejszości. Jest to fałszowanie demokracji oraz pojęcia wolności sumienia i religii w życiu publicznym.  

Czy wejście Polski do Unii Europejskiej spowodowało ograniczenie Kościoła w pełnieniu swojej misji?

Należy stwierdzić, że w pierwszej fazie integracja państw Europy Zachodniej w oparciu o wspólne prawo stanowione, zmierzała do narzucenia wszystkim państwom członkowskim jednego modelu relacji państwo-Kościół w wersji separacji francuskiej, nacechowanej wrogością, zwłaszcza wobec wartości chrześcijańskich. Jednak w wyniku długich kontrowersji, do Traktatu Lizbońskiego, który jest namiastką traktatu konstytucyjnego dla Europy, zamieszczone zostały zasady zapewniające poszanowanie przez organy Unii Europejskiej autonomii, a nawet niezależności państw członkowskich w określaniu swego systemu relacji między państwem a Kościołami i organizacjami bezwyznaniowymi. Oryginalnym elementem tych zasad jest zrównanie z Kościołami organizacji bezwyznaniowych, czyli ateistycznych, w tych państwach, w których przewidują to ustawy krajowe. Takie zasady są zawarte w takich państwach, jak Holandia i Niemcy. Natomiast w Polsce Konstytucja i ustawodawstwo wprost nie przewidują takiego zrównania. Nasuwa się więc pytanie, czy w Polsce takie organizacje są dyskryminowane. W odpowiedzi należy stwierdzić, że w Polsce istnieje swoboda zakładania organizacji ateistycznych, a nawet mogą one korzystać z przywileju organizacji pożytku publicznego na równi z jednostkami organizacyjnymi Kościoła katolickiego i innych związków wyznaniowych.

Rozmawiał Łukasz Kasper

Ks. prof. Józef Krukowski (ur. 1936), wybitny ekspert prawa konkordatowego i wyznaniowego, wieloletni wykładowca KUL i UKSW oraz innych uczelni w kraju i zagranicą, obchodzi s tym roku 50-lecie pracy naukowej. Absolwent Wydziału Prawa Kanonicznego KUL, od 1978 r. profesor nadzwyczajny, a od 1985 r. profesor zwyczajny. W latach 1978-1987 był dziekanem Wydziału Prawa Kanonicznego KUL.


lk / Warszawa

Droga krzyżowa w… autobusie!

13 marca w Legnicy zostanie odprawiona „autobusowa” Droga Krzyżowa. To odpowiedź na apel papieża Franciszka, który zachęcał młodych, by „narobili rabanu”, zwłaszcza w perspektywie przyszłorocznego Światowego Spotkania Młodych w Krakowie.

„To będzie nasza odpowiedź na prośbę Papieża, by młodzi katolicy zaznaczyli swoją obecność w przestrzeni życia publicznego” – powiedział ks. Przemysław Superson, odpowiedzialny za przygotowania do ŚDM w diecezji legnickiej.

W czasie Wielkiego Postu ważnym nabożeństwem gromadzącym wiele osób jest Droga Krzyżowa. „My chcemy odprawić ją w niecodziennej formie, na pokładzie autobusu Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji. Chcemy w ten sposób dotrzeć do tych, którzy jadą do pracy, na zakupy, do szkoły. Chcemy im powiedzieć, że Jezus nas kocha i oddaje za nas życie” – dodaje ks. Przemysław.

W piątek 13 marca z placu Słowiańskiego wyruszy specjalnie oznakowany autobus MPK. Na jego pokładzie mogą się znaleźć wszyscy, którzy pragną przeżyć nabożeństwo Drogi Krzyżowej. „Będzie nam towarzyszył krzyż, modlitwa i pieśni pasyjne. Oczywiście tym razem można będzie wyruszyć bez biletu” – mówi ks. Superson.

Autobus przejedzie ulicami: Złotoryjską, Lotniczą, Pocztową w kierunku dworca PKP, następnie ul. Wrocławską na osiedle Piekary, aż do ronda. Stamtąd ul. Piłsudskiego wróci na plac Słowiański.

Jak podkreśla ks. Przemysław, autobus będzie się zatrzymywał na przystankach. „Podczas krótkiego postoju chcemy spotkać się ze wszystkimi pasażerami. To będzie okazja do złożenia świadectwa naszej wiary, ale też poinformowania o przyszłorocznych Światowych Dniach Młodzieży” – dodaje pomysłodawca. Rozdawane też będą ulotki informujące o tych wydarzeniach.  


ks. ww / Legnica


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas