video-jav.net

Rekolekcje ostatniej szansy – część 3: Modlitwa – zaufanie sobie czy zaufanie Bogu?

Biskup Ryś w trzech krokach na ratunek tym, którzy nie zdążyli jeszcze przygotować się do świąt

Bp Grzegorz Ryś
Bp Grzegorz
Ryś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Całkiem niedawno była czytana Ewangelia o tym, jak Chrystus spotyka trędowatego. Pamiętam, jak kardynał Lustiger tłumaczył, że trędowaty to jest chodząca śmierć. To jest człowiek, który jest trupem i rozsiewa śmierć dookoła. Spotyka Jezusa, a Jezus go dotyka. I mówi mu: „Idź, na świadectwo”. Okazuje się, że człowiek, który dopiero co rozsiewał śmierć dookoła siebie, teraz może być świadkiem. Świadectwo chrześcijańskie jest świadectwem miłości aż do końca. Świadkiem par excellence jest męczennik. Jak to jest, że z kogoś, kto przed chwilą był trupem duchowo i fizycznie, nagle wyłania się świadek, ktoś, kto jest zdolny do radykalnej miłości w wymiarze krzyża? To jest dar. Takie spotkanie z Jezusem, które dokonuje w nas, aż do takiej przemiany. Mamy to za sobą?

A modlitwa jest – mówiąc w skrócie – wiarą w akcie. Jest spotkaniem i dopiero wtedy jest modlitwą, kiedy jest spotkaniem, takim, które dokonuje w nas przemiany.

Karl Rahner kiedyś powiedział: „Ksiądz, który się nie modli, nie wierzy”.

Rekolekcje ostatniej szansy – część 3: Modlitwa - zaufanie sobie czy zaufanie Bogu?

Druga rzecz, równie podstawowa jak ta pierwsza: jeśli modlitwa jest spotkaniem, to najpierw sobie uświadamiam, że klęczę, stoję, siedzę (każda postawa ma swój sens) w obecności Boga. To jest to, co najstarsi słyszeli milion razy, a najmłodsi usłyszą milion razy od waszych ojców duchownych, a mianowicie, że:

podczas modlitwy, przede wszystkim, trzeba się postawić w obecności Boga. Jeśli tego nie wykonam, to chociaż myślę, że rozmawiam z Bogiem, tak naprawdę cały czas rozmawiam sam ze sobą.

Modlitwa taka nie jest spotkaniem. Jest serią roztargnień.  Wszystkie roztargnienia ostatecznie sprowadzają się do tego, że człowiek zajmuje się sobą, koncentruje się na własnej świadomości.

Ksiądz Blachnicki pisał tak: „Modlitwa musi być przekroczeniem więzienia”. Jest to niesamowicie mocne stwierdzenie. Oznacza, że człowiek jest więzieniem dla siebie samego. Wciąż obraca się wokół swoich uczuć, wokół swoich myśli, swoich problemów, swoich pomysłów. Taka „modlitwa” może być jednym wielkim udręczeniem, męczeniem się ze sobą samym, nie dochodzi w niej do spotkania. Modlitwa musi być przekroczeniem więzienia.

Od napotykanych trudności, roztargnień mogę się uwalniać jedynie poprzez uwalnianie się od siebie.

To nie jest takie proste, bo tych chwil roztargnienia podczas modlitwy przeżywamy dużo.

Lubię opowiadać, zwłaszcza dzieciom, historię o świętym Bernardzie z Clairvaux. Święty Bernard spotkał raz chłopa, który zapytał go, czym się zajmuje. Kiedy Bernard odparł, że się modli, chłop prychnął: „Iii, też mi praca”. I dodał, że on także umie się modlić. Wtedy święty zaproponował zakład o konia, że chłop nie zmówi „Ojcze nasz” bez roztargnienia. Chłop, skuszony łatwym – jak mu się wydawało – sposobem pozyskania konia, bardzo chętnie na zakład przystał. I zaczął się modlić: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, a siodło też dostanę?”.

Czy zastanawiało was, zwłaszcza tych, którzy próbują mówić brewiarz, że każdą modlitwę zaczynamy od wezwania Boga na pomoc? Każda modlitwa, godzina brewiarzowa zaczyna się od wezwania: „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu. Panie, pospiesz ku ratunkowi memu”. Jest to pierwsza modlitwa, którą Kościół każe nam recytować, zanim pójdziemy dalej w modlitewnej godzinie brewiarzowej. Uświadamiamy sobie naszą absolutną słabość, to, że nie potrafimy się modlić. I jeśli Bóg nas nie poprowadzi przez czas modlitwy, to spędzimy go na roztargnieniach. Będziemy uganiać się po swoim wnętrzu, nie będziemy stać przed Bogiem, nie będzie w nas świadomości spotkania.

Potrzebujemy ratunku od Boga na progu modlitwy.

Rekolekcje ostatniej szansy – część 3: Modlitwa - zaufanie sobie czy zaufanie Bogu?

Pierwszym stwierdzeniem dotyczącym modlitwy jest to, że Bóg jest obecny. A stwierdzenie następne dopowiada, że Bóg jest obecny dla mnie.

Bóg trzy razy mówi do Mojżesza: „Jestem ci łaskawy, a znam cię po imieniu”. Jest to pierwsze zdanie, które możesz usłyszeć od Boga, gdy klękasz do modlitwy. Jeśli przychodzisz do świątyni, Bóg zna cię po imieniu. Niesamowicie ważne jest to, że jest ci łaskawy. To znaczy, że jesteś wezwany do absolutnego zaufania wobec Boga. Bo jeśli On mówi: „Jestem ci łaskawy”, to nie zostaje nic innego, jak powiedzieć: „Ufam Ci”.

Jest istotne, by na początku modlitwy odkryć, że spotkanie, które nastąpi, jest naszym szczęściem. Naszym szczęściem jest możliwość popatrzenia na siebie oczami Pana Boga. Jest szczęściem dla nas usłyszeć od Boga Słowo, które nas dotyczy. Jest szczęściem samo postawienie się w Jego obecności. Stoimy w obecności Kogoś, kto nas absolutnie akceptuje i absolutnie kocha i komu możemy naprawdę zaufać.

Fragment książki “Rekolekcje. Modlitwa, post, jałmużna” autorstwa Biskupa Grzegorza Rysia, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. Więcej szczegółów można znaleźć tutaj.

Bp Grzegorz Ryś

Bp Grzegorz Ryś

Zobacz inne artykuły tego autora >
Bp Grzegorz Ryś
Bp Grzegorz
Ryś
zobacz artykuly tego autora >

Wprowadzenie do liturgii Triduum Paschalnego: Wielki Czwartek

"Kościół przeżywa dzisiaj moment, w którym jest „bezsensowny”, ponieważ Kościół instytucjonalny został ustanowiony tylko po to, żeby rozdawać sakramenty. Ten gest jest bardzo piękny. Można powiedzieć, że w Kościele kończy się świat. Tak, jakby wszystko miało zacząć się od nowa."

Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Artykuł powstał w oparciu o fragmenty konferencji wygłoszonej przez Adama Szustaka OP w Wielki Czwartek w Dominikańskim Duszpasterstwie Akademickim “Beczka” w Krakowie. Więcej konferencji i rekolekcji wygłoszonych przez o. Szustaka na stronie Langustanapalmie.pl i Facebooku.

 

 

Dlaczego Triduum, skoro dni są cztery?

“Nazwa „Triduum Paschalne” jest myląca. Wskazuje na to, że mówimy o trzech dniach. Jeśli zaczniemy je liczyć, to okaże się, że dni są cztery: Wielki Czwartek, Wielki Piątek, Wielka Sobota i główna liturgia Triduum Paschalnego – Wigilia Paschalna, którą celebrujemy w sobotę wieczorem, ale rozpoczynamy nią Niedzielę Zmartwychwstania, czyli czwarty dzień.

Problemy z obliczeniami wynikają z tego, że w Kościele te dni zawsze traktuje się jako jeden. Liturgie są trzy, ale tak naprawdę, od dzisiejszego wieczoru cały czas będzie trwała jedna i ta sama liturgia, która skończy się w nocy z soboty na niedzielę.

Na potwierdzenie tego istnieje bardzo czytelny dowód: żadna z liturgii nie zakończy się błogosławieństwem, które zwykle udzielane jest na końcu nabożeństw. Dzisiejszą mszę rozpoczniemy znakiem krzyża, a błogosławieństwem zakończą się dopiero ceremonie Wigilii Paschalnej.”

 

Msza Krzyżma

“Dzisiaj rano Kościół dokonał bardzo brutalnej rzeczy, którą powtarza co roku: wszystkie sakramenty zostały zniszczone.  Oczywiście mam na myśli tylko materię sakramentów. Od dzisiejszego rana w kościołach nie ma Eucharystii – została spożyta. Powinno zostać tylko kilka komunikantów, gdyby ktoś potrzebował wiatyku (Eucharystia podawana umierającemu). Tuż przed liturgią Wieczerzy Pańskiej i one zostaną spożyte. Wszystkie oleje, które Kościół wykorzystuje do namaszczenia katechumenów, chorych i kapłanów zostały spalone.

Kościół przeżywa moment, w którym jest „bezsensowny”, ponieważ Kościół instytucjonalny został ustanowiony tylko po to, żeby rozdawać sakramenty. Ten gest jest bardzo piękny. Można powiedzieć, że w Kościele kończy się świat. Tak, jakby wszystko miało zacząć się od nowa.

Kościół na mszy krzyżma, która odbyła się rano poświęcił na nowo wszystkie oleje, ale był taki moment, w którym ich nie było. Na nowo konsekrowany będzie również Najświętszy Sakrament.

Możemy to, co robi Kościół przeżyć w duchowy sposób.

Kościół „zamyka rozdział” i zaczyna od początku. Przed dzisiejszą liturgią warto znaleźć czas na modlitwę i podobnie „zamknąć”  etap w życiu – zostawić wszystkie popełnione grzechy. Pan Bóg od tej liturgii chce zacząć wszystko na nowo i ponownie wylać swoje „łaski”.”

 

Ustanowienie kapłaństwa

“Jezus ustanawia dzisiaj kapłaństwo powszechne – wszystkich ludzi. Nie tylko to instytucjonalne. Wszyscy uczniowie Chrystusa stają się kapłanami przez chrzest. Jeżeli dzisiaj niektórzy obchodzą „Święto Księdza”, to są w błędzie.

Nie czytamy dzisiaj ewangelii o ustanowieniu Eucharystii. To będzie wspomniane, ale w Ewangelii św. Jana jedynym obrzędem eucharystycznym jest obmywanie nóg. Kościół to powtórzy. Po kazaniu, ten, kto przewodzi Kościołowi w danym miejscu (parafii, zakonie itd.), wstanie od stołu dokładnie tak, jak zrobił to Pan Jezus, dwunastu mężczyzn usiądzie wokół ołtarza, a on umyje im stopy. Kościół nie skupia się na chlebie i winie, ale na Bogu, który klęka przed człowiekiem i myje mu nogi. Pan Jezus mówi tak: „przykazanie nowe daje Wam, abyście się wzajemnie miłowali”. Obrzęd obmycia nóg nazywa się „mandatum”, co dosłownie tłumaczy się jako „przykazanie”.

Kapłanem jest więc ten, kto służy drugiemu, kto kogoś kocha, kto klęka przed drugim w geście tego, żeby mu usłużyć.

Jeśli dzisiaj świętujemy kapłaństwo, to świętujemy właśnie to. Pan Jezus nie zaprosił wszystkich do tego, żeby nauczyli się rozdawać chleb i wino. To jedna z posług w Kościele, która polega na rozdawaniu sakramentów i dotyczy księży.

Dzisiaj ustanawiana jest posługa, która dotyczy wszystkich. Tą posługą jest Pan Jezus klęczący przed człowiekiem i służący mu z miłością. Komu dzisiaj powinniśmy złożyć życzenia, skoro to święto kogoś takiego? Temu, który wyświadczył Ci jakieś dobro. Jeśli Ty komuś służysz, to obchodzimy Twoje święto.”

 

Obmycie nóg

“Obrzęd obmycia nóg ma również bardzo prosty wyraz, który polega na zwyczajnym oczyszczeniu.

W jednej z katedr francuskich znajduje się rycina przedstawiająca Piotra, któremu Pan Jezus myje nogi, a wokół stoją nachyleni apostołowie zatykając sobie nosy. To bardzo piękny obraz: Pan Jezus myje brud. Nie dokonuje delikatnego zabiegu kosmetycznego, ale obmywa najbrudniejszą część ludzkiego ciała. Kościół przez to pokazuje, że zaczęliśmy dzisiaj wszystko na nowo, a Pan Jezus chce „obmywać”.

Warto przed liturgią zadać sobie pytanie: „co trzeba mi umyć?”, „z czym samemu nie potrafię sobie poradzić?”. Pan Jezus mówi do Piotra: „Jeżeli nie pozwolisz, żebym umył Ci nogi, to nie będziesz miał udziału w Królestwie Niebieskim. Tylko ja mogę to zrobić, Piotr”. Na dzisiejszą liturgię warto pójść z taką prostą prośbą: „Panie Jezu – umyj mi „to”, bo sam nie jestem w stanie sobie z tym poradzić.”

 

Kenoza – całkowite uniżenie

“Zaraz po liturgii wielkoczwartkowej, kiedy kapłani wyjdą już do zakrystii, wszystko, co znajduje się na ołtarzu powinno zostać zabrane. Zostanie goły, drewniany ołtarz. Nigdy nie widziałem tego w swojej parafii, ale kiedy pierwszy raz byłem na liturgii po wstąpieniu do zakonu, ten widok mnie całkowicie rozbroił. Czułem się tak, jakby to człowieka obdarto go z szat. I dokładnie to się dzieje.

Po liturgii wielkoczwartkowej Chrystus wszedł w kenozę – całkowite uniżenie. Pozwolił się wszystkiego pozbawić. Nie dlatego, że ludzie tego chcieli, ale dlatego, że On im na to pozwolił. Pozwolił rozerwać się na strzępy. Z miłości. Rozdanie się ludziom – to jest jego kapłaństwo i takie kapłaństwo dziś świętujemy.

Jeśli ktoś się komuś w jakiejś służbie lub miłości oddaje, to bierze udział w Chrystusowym kapłaństwie.”

Adam Szustak OP

Adam Szustak OP

Dominikanin, wędrowny kaznodzieja, były duszpasterz krakowskiej "Beczki". Jest autorem kilkunastu książek i audiobooków o tematyce religijnej, a także rekolekcji internetowych (Wilki Dwa, Plaster miodu, Jeszcze 5 Minutek). Prowadzi blog i kanał Langusta na Palmie, na którym można znaleźć wszystkie nagrania jego homilii i konferencji.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >