video-jav.net

Rekolekcje ostatniej szansy – część 1: Modlitwa

Biskup Ryś w trzech krokach na ratunek tym, którzy nie zdążyli jeszcze przygotować się do świąt.

Bp Grzegorz Ryś
Bp Grzegorz
Ryś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

1. Czy Bóg nas nie słucha?

Ufność jest pierwszym warunkiem modlitwy. Jeślibym nie ufał Bogu, każde słowo, które od Niego usłyszę, będę kontestował. Możecie spytać: jak ufać Bogu, skoro wielu naszych próśb nie wysłuchuje?

Ksiądz Blachnicki kiedyś powiedział, że są modlitwy, których Bóg najlepiej wysłuchuje, nie wysłuchując ich. Innymi słowy, nie daj Bóg, żeby wysłuchał.

Ksiądz Blachnicki precyzował dalej tę myśl, mówiąc, że tu chodzi o taką modlitwę, która ma kompletnie wykrzywiony motyw – proszę Boga o coś, proszę Go żarliwie, z całym przekonaniem, ale impulsem, który mną kieruje, jest jakąś zła namiętność, jakiś zły imperatyw. I Bóg wysłuchuje tej modlitwy najlepiej, jak umie, to znaczy nie wysłuchuje jej. Oszczędza mnie, nie pozwala mi dalej brnąć w zło. Byłbym zgubiony, gdyby mnie wysłuchał. Tutaj pojawia się pojęcie: wola Boża.

Bóg ma tylko jedną wolę, taką, żeby każdy z nas był zbawiony.

Rekolekcje ostatniej szansy - część 1: Modlitwa

Wola Boża to jest zbawcza wola wobec każdego z nas. Jeśli ktoś się modli o wysłuchanie, zgodnie z wolą Bożą, to tak naprawdę modli się w pewnym porządku, uwzględnia porządek, który Pan Bóg ustanowił. A więc uwzględniając dobro, hierarchię wartości, tak jak ją Bóg widzi. Jest w zgodzie z wolą Bożą ten, kto widzi dobro i zło tak samo, jak widzi je Pan Bóg.

Nie traktujmy woli Boga jako napisanego dla nas programu, takiego, że jeśli odstąpimy od niego dwa kroki, to się zresetujemy, albo wysiądzie nam twardy dysk.

Rekolekcje ostatniej szansy - część 1: Modlitwa

Pan Bóg nie jest programistą. Nie śledzi naszych „odchyleń” od „programu” i nie daje po łapach. Nie róbmy z Boga karykatury, bo to jest dramat.

Fragment książki “Rekolekcje. Modlitwa, post, jałmużna” autorstwa Biskupa Grzegorza Rysia, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. Więcej szczegółów można znaleźć tutaj.

Bp Grzegorz Ryś

Bp Grzegorz Ryś

Zobacz inne artykuły tego autora >
Bp Grzegorz Ryś
Bp Grzegorz
Ryś
zobacz artykuly tego autora >

Krótka historia Triduum

Kościół zdaje się już w starożytności rozwiązał spór o to, które święta są ważniejsze, Wielkanocne, czy Bożego Narodzenia. Świętowanie Bożego Narodzenia, a co za tym idzie, ustalenie daty tego święta przypada na drugą połowę IV w. Zmartwychwstanie Pańskie świętowano zaś od samego początku na każdej, coniedzielnej Eucharystii

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z czasem jednak pojawiła się potrzeba poświęcenia temu wydarzeniu jednego specjalnego dnia w roku, najbliższego historycznej dacie śmierci i zmartwychwstania Pana. Wokół ustalenia tej daty toczyły się jednak wielkie spory – co również świadczy o wielkiej randze tego święta – w których brali udział teolodzy i papieże. Było tak, ponieważ same Ewangelie różnią się między sobą w datowaniu śmierci Jezusa.

W końcu na Soborze Nicejskim w 325 r. ustalono datę celebrowania Zmartwychwstania, która obowiązuje do dzisiaj: pierwsza niedziela po pierwszej wiosennej pełni księżyca.

Ile tych dni?

Pod koniec IV w., św. Ambroży, biskup Mediolanu i wybitny teolog, na określenie trzech dni świętowania męki i zmartwychwstania Pańskiego użył sformułowania Triduum Paschalne. Mamy więc Triduum i – jakby się wydawało: cztery dni – Wielki Czwartek, Wielki Piątek, Wielką Sobotę i Niedzielę Zmartwychwstania. Jak to ze sobą pogodzić? Tak naprawdę są to trzy dni.

Według żydowskiego kalendarza bowiem, który przejął Kościół w określaniu czasu liturgicznego, nowy dzień zaczyna się wieczorem poprzedniego dnia.

Krótka historia Triduum

Najpierw bowiem – kiedy Bóg stwarzał świat – była ciemność a dopiero potem światłość. Świętowanie Triduum Paschalnego zaczynamy więc w Wielki Czwartek, który jest wigilią Wielkiego Piątku, potem jest Sobota, która zaczyna się w Piątek wieczorem i Niedziela Zmartwychwstania rozpoczynająca się w Wielką Sobotę wieczór. Liturgia, którą celebrujemy w najbliższy sobotni wieczór należy więc już do Niedzieli Zmartwychwstania. Triduum kończy się niedzielnym nieszporami.

Krótka historia Triduum

Jan van Eyck: znalezienie Krzyża Chrystusa przez cesarzową Helenę (ok. 1422), Turyn-Mediolan

Helena znajduje Krzyż

Celebracja Wielkiego Piątku miała swój początek w Jerozolimie, po odnalezieniu relikwii Krzyża świętego w 326 r. przez św. Helenę, matkę cesarza Konstantyna Wielkiego.

Odkryła je ona – jak podaje Sokrates Scholastyk, starożytny historyk Kościoła – pod świątynią ku czci Afrodyty, którą w miejscu grobu Jezusa kazał wznieść cesarz Hadrian. Cesarzowa zobaczyła to miejsce we śnie.

Kazała usunąć posąg bóstwa i wybrać ziemię. Po wykonaniu tych czynności okazało się, że w grobie znajdują się trzy krzyże i tabliczka z napisem „Jezus Nazarejczyk, król żydowski”. Jak rozpoznano właściwy krzyż? Biskup Jerozolimy Makary polecił przynieść fragmenty krzyży do pewnej ciężko chorej kobiety, wierząc, że ta, po dotknięciu Chrystusowego, wyzdrowieje. Tak też się stało. Kilkadziesiąt lat później Jerozolimę odwiedziła Egeria, bogata pątniczka, która swoją pielgrzymkę opisała w przewodniku, który odnaleziono dopiero w XIX w. Dzięki niemu wiemy, jak wyglądało świętowanie Wielkiego Tygodnia w Ziemi Świętej.

Krótka historia Triduum

Prawosławna ikona z Bułgarii przedstawiająca Konstantyna i św. Helenę, fot. Brosen

Nasza wielkopiątkowa Adoracja Krzyża, jak czytamy w przewodniku Egerii, pod pewnym względami niewiele różni się od tej sprzed wieków: „Biskup siedząc na tronie bierze w ręce oba końce świętego drzewa, diakoni zaś, którzy stoją wokół pilnują. Pilnuje się tak dlatego, że zgodnie ze zwyczajem każdy z całego ludu – wierny czy katechumen – podchodząc nachyla się nad stołem [na którym leżą relikwie], całuje drzewo święte i odchodzi. A ponieważ kiedyś ktoś odgryzł i skradł kawałek ze świętego drzewa, teraz diakoni, którzy stoją z boku, pilnują, by ktoś nie ośmielił się znów tak uczynić. Tak więc przechodzi cały lud. Wszyscy jeden za drugim pochylają się i najpierw czołem a potem oczami dotykają Krzyża oraz tabliczki, a pocałowawszy Krzyż odchodzą”.

W ten dzień, podobnie jak to jest dzisiaj, w Jerozolimie nie odprawiano Mszy. Celebracji Wielkiego Piątku towarzyszyło za to śpiewanie hymnów i czytanie fragmentów Pisma Świętego o męce Pańskiej.

Egeria pisze, że podczas tej celebracji: „Nie było nikogo, kto by (…) nie zapłakał”.

Od kiedy Kościół obmywa stopy?

Egeria wspomina też o liturgii Wielkiego Czwartku. Biskup odprawiał wtedy poranną Mszę przy relikwiach Krzyża podczas której wszyscy przyjmowali Komunię. Wieczorem wierni udawali się na nocne czuwanie do miejsca, w którym Chrystus – jak wierzyli – sprawował Ostatnią Wieczerzę. W opisie Egerii nie ma nic o obmyciu nóg. Choć znane było ono z kart Ewangelii pojawiło się w Kościele znacznie później. Pisarze chrześcijańscy wspominali o nim od III w., ale dopiero w 694 r. synod w Toledo nakazał je sprawować w Wielki Czwartek wszystkim biskupom i przełożonym duchownym pod groźbą ekskomuniki. Następnie zwyczaj ten dotarł do Rzymu. W drugiej połowie XII w. – mamy tego pewność – papież na końcu Mszy umywał nogi dwunastu subdiakonom oraz trzynastu ubogim.

Ostatecznie obrzęd został wprowadzony w XVI w. wraz z Mszałem Piusa V, tzw. trydenckim, a dopiero w XX w. polecono, by praktykowany był we wszystkich kościołach. Ale chyba nie wszyscy się do tego polecenia stosują.

Co ciekawe, zwyczaj obmycia stóp był obecny również na dworach królewskich. W Polsce Zygmunt III Waza co rok obmywał nogi dwunastu najstarszym ludziom w królestwie, którzy specjalnie na ten dzień byli sprowadzani do Warszawy. Zwykle czynił to w kościele św. Jana, a niekiedy w kaplicy zamkowej. Kolejni władcy poszli w jego ślady. Ostatni tego rodzaju obrzęd odbył się w 1793 r.

Krótka historia Triduum

Chrzest neofitów. Masaccio, fresk w kaplicy Santa Maria del Carmine we Florencji

Chrzest i koszyczek

Ważnym elementem Wigilii Paschalnej, czyli liturgii, która rozpoczyna się w Sobotę wieczorem, był w starożytności chrzest katechumenów, którzy przygotowywali się do tego wydarzenia przez cały rok.

Od tego czasu mieli prawo, a nawet obowiązek w pełni uczestniczyć w życiu chrześcijańskim, co oznaczało również, że mogli pozostać na Mszy do końca, a nie tylko na Liturgii Słowa. Zanim przyjęli chrzest, wyprowadzano ich z kościoła przed wyznaniem wiary.

Z czasem jednak w Kościele zaczęto chrzcić coraz więcej dzieci – z obawy o ich zbawienie w wypadku śmierci – więc chrzty dorosłych podczas liturgii Zmartwychwstania stały się coraz rzadsze. Dziś można się spotkać z chrztem katechumenów na Liturgii Paschalnej przeważnie w większych miastach, np. w Krakowie w bazylice oo. Dominikanów.

Jak twierdzą niektórzy duszpasterze, jeśli kryterium wagi celebracji byłaby frekwencja wiernych, to najważniejszym obrzędem w Polsce powinno być święcenie pokarmów. Żaden inny obrzęd nie gromadzi tylu wiernych, no może oprócz Pasterki. Tymczasem jest to obrzęd drugorzędny wobec pozostałych w ciągu całego Triduum.

Warto też wiedzieć, że pokarmy święci się tylko w niektórych regionach (w Polsce, w Austrii i południowych Niemczech oraz w trochę innej formie u prawosławnych chrześcijan). Zwyczaj ten, o którym wspomina się po raz pierwszy w VII w., swymi korzeniami sięga pogańskich czasów, podobnie jak skład koszyczka.

Mamy w nim co prawda Baranka, symbolizującego Jezusa, ale są też jajka – pogański symbol życia oraz bukszpan, który jako wiecznie zielony symbolizuje nieśmiertelność. Wielu teologów z niechęcią patrzy na święcenie pokarmów, bowiem Sobota jest dniem, w którym nic w Kościele nie powinno się dziać, to czas ciszy i skupienia, moment Nieobecności, kiedy to Chrystus zstępuje do otchłani. W ten dzień nawet apostołowie zwątpili, i jak mówi Tradycja, tylko Maryja zachowała wiarę. Ale z drugiej strony, czy jest lepszy czas na święcenie pokarmów, które dają nam życie niż święta zwycięstwa życia nad śmiercią?

Co prawda dziś już nie rozgrzewają nas spory o to, kiedy i jak świętować Wielkanoc, ale znaczenie tych świąt nie zmieniło się od wieków. Triduum Paschalne to najważniejszy i najbogatszy w znaczenia okres w roku liturgicznym.

Sławomir Rusin

Sławomir Rusin

Pochodzi z Podkarpacia, a mentalnie to nawet nadal w nim tkwi (choć bywa, że temu zaprzecza). Mąż, ojciec, redaktor, z wykształcenia historyk. Uważa, że o wszystkim da się mówić/pisać "po ludzku". Lubi pracować z ludźmi, ale najlepiej odpoczywa w dzikich, leśnych ostępach. Interesuje się Wschodem (szeroko pojętym), ale z tym nazwiskiem to chyba zrozumiałe.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >