video-jav.net

Żyć wiarą na co dzień, nie tylko od Święta

„Gdziekolwiek będziesz Znajdziesz nowe początki, jeśli zejdziesz ze znanej i dobrze wydeptanej ścieżki Zakręt ścieżki – i oto świat  znajduje się u twych stóp, następny zakręt – i znajdujesz się w ciemnym wąwozie. Zawsze na twojej drodze będą nowe rzeczy, które zobaczysz, których dotkniesz, posmakujesz. Taka będzie droga, którą wybierzesz. To będzie twoje szczęście, twoje życie” Helen Exley W życiu wszystko się zmienia, a każdy koniec jest początkiem czegoś nowego. […]

Aleksandra
Glińska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Gdziekolwiek będziesz

Znajdziesz nowe początki,

jeśli zejdziesz ze znanej

i dobrze wydeptanej ścieżki

Zakręt ścieżki – i oto świat  znajduje się u twych stóp,

następny zakręt – i znajdujesz się w ciemnym wąwozie.

Zawsze na twojej drodze będą nowe rzeczy,

które zobaczysz, których dotkniesz, posmakujesz.

Taka będzie droga, którą wybierzesz.

To będzie twoje szczęście, twoje życie”

Helen Exley

 

W życiu wszystko się zmienia, a każdy koniec jest początkiem czegoś nowego. Boże Narodzenie to początek… Naszą drogę wiary możemy porównać do spirali. Znaczy to tyle, że żyjemy od jednego zakrętu do drugiego. Jedynie Bóg jest prostą drogą i będzie z nami zawsze. Potrzeba tylko tą Jego obecność odkryć i właśnie po to są Święta Bożego Narodzenia. Aby odkryć tę obecność i prostą drogę.

 

Szukamy prawdziwego szczęścia, szczęścia, którego nie da się kupić za pieniądze i wór prezentów. Trzeba być sobą, nikogo nie udając, nie poświęcać marzeń dla własnego wygodnego życia. Nie można bać się podejmować ryzyka próbowania, kochania, dawania siebie innym. Boże Narodzenie jest właśnie po to po by realnie poczuć bliskość innej osoby, czasami nawet nieznanej i bardzo od nas różnej. Puste miejsce przy wigilijnym stole przypomina nam o tym. Nie warto tworzyć podziałów, nie warto kłócić się. Warto w bliźnim zobaczyć rodzącego się Jezusa.

 

Niech nadchodzące Święta Bożego Narodzenia będą czasem rozbudzenia w nas na nowo wiary dziecka Bożego, miłości płynącej ze spotkania z żywym Jezusem, dawania i dzielenia się sobą z innymi. Czego wszystkim i też sobie, życzę.

 

Zainspirowałam się wierszem Helen Exley – angielskiej pisarki, która tworzy zarówno dla dzieci jak i „młodych dorosłych”. W 1976 roku, wspólnie z mężem Richardem, założyła wydawnictwo Helen Exley Gift Books and Helen Exley London. Brała udział w kampanii przeciwko polityce apartheidu w Republice Południowej Afryki. Polityka ta polegała na dzieleniu ludzi ze względu na kolor skóry, przynależność rasową, płeć. To niestety nadal się dzieje.

 

Aleksandra Glińska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aleksandra
Glińska
zobacz artykuly tego autora >

Depresja zabierze ci wszystko

Co robić kiedy depresja po cichu wedrze się do twojego życia? Odpowiadają psycholog i ksiądz

ks. Marek
Dziewiecki
zobacz artykuly tego autora >
Anna
Stania-Skalska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Poznajcie Magdalenę…

Gdyby ktoś dwa lata temu zapytał mnie, czym jest depresja, nie umiałabym odpowiedzieć. Nigdy wcześniej nie zetknęłam się z tą chorobą. Tak mi się wydawało… Kiedy sama zaczęłam odczuwać, czym jest depresja, dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że chorowała na nią moja mama. Gdy zaczął ją przygniatać ciężar alkoholizmu męża, agresja starszego syna i choroba młodszego, powoli zamykała się w sobie. Nie miała znikąd pomocy. Stawała się obojętna na wszystko, co dookoła niej się działo, zaniedbała dom i dzieci. Żyła jakby w swoim świecie. Przez wszystkie te lata miałam żal do niej, że nie zajmowała się nami: mną i moimi braćmi. Nie wiedziałam, że jest chora.

Gdy wyszłam za mąż i urodziłam pierwsze dziecko, cały swój czas poświęcałam rodzinie. Wszystko się układało. Po jakimś czasie na świat przyszła druga córka. Z biegiem lat, żyjąc po prostu z dnia na dzień, zaczęłam odczuwać ogromną pustkę. Czułam się coraz gorzej, ciągle byłam osłabiona i śpiąca. Miałam problemy z jedzeniem, a wykonywanie najprostszych czynności domowych sprawiało mi trudność. W domu najlepiej, żeby nikogo nie było. Miała być cisza i spokój. Żadnych pretensji dzieci, że nie ma obiadu, że niewyprane i niewyprasowane rzeczy. Miałam, podobnie jak moja mama, swój świat. Niepokoił mnie ten stan. Później zrozumiałam, że depresja przychodzi „po cichu” i to jest w niej najgroźniejsze.

Mój kierownik duchowy, który towarzyszył mi od jakiegoś czasu w mojej drodze wiary, zasugerował mi zrobienie rutynowych badań. Nie chciałam. Któregoś razu jednak zasnęłam za kierownicą. Wtedy postanowiłam posłuchać jego rady. Okazało się, że wszystko w porządku. Badania wyszły nadzwyczaj dobrze. Jednak nadal czułam się źle. Izolowałam się od rodziny i znajomych. Wolałam samotność. Wszystko zaczęło tak bardzo mnie przygniatać, że chciałam sama już to zakończyć. Depresja zabrała mi wszystko, chciała zabrać także mnie. Nie mogłam znieść nawarstwiających się problemów małżeńskich, wychowawczych, borykałam się z moją niską samooceną.

I cóż mi pozostało? Żyć z chorobą, której tak naprawdę nie widać na zewnątrz. Gdy mam lepsze dni, a takie bywają, załatwiam resztkami sił wszystkie moje codzienne sprawy. Postanowiłam jednak szukać pomocy. Wspomniany kierownik duchowy polecił mi, abym znalazła psychologa. Twierdził, iż pomoże mi on nie tylko zrzucić ciężar życia, który noszę, lecz także przepracuje ze mną wszystkie zranienia, problemy i trudności. Wiele z nich nosiłam ukryte, nieświadomie, nie wiedząc o tym. Po pierwszej wizycie miałam mieszane uczucia. Nie byłam pewna, czy zaufam pani psycholog. Ponieważ jednak myśli o odebraniu sobie życia nasilały się, postanowiłam szczegółowiej wyjaśnić jej, co mnie dręczy. Ku mojemu zdziwieniu młoda terapeutka postąpiła rutynowo. Skierowała mnie do szpitala na obserwację.

Byłam w szoku. Pierwsza myśl: zgadzam się, jadę. Nawet zadzwoniłam do mojego pracodawcy, że jakiś czas mnie nie będzie. Szef zapytał o powód. A ja, jak gdyby nigdy nic, opowiedziałam mu o depresji. On zdecydowanym tonem zabronił mi iść do szpitala. Zaczął opowiadać o swojej walce z depresją, z której wyszedł zwycięsko. Zaproponował mi opłacenie sanatorium. Miejsca, w którym odpocznę psychicznie, zmienię otoczenie. Nie spodziewałam się takiej jego reakcji. Osoba, która jest dla mnie obca, wyciąga do mnie pomocną dłoń. Życie lubi jednak zaskakiwać. Za parę dni przy kawie opowiedziałam szefowi dokładnie całą sytuację mojego życia. Obiecał pomóc.

Pamiętam, gdy składałam córce życzenia na osiemnaste urodziny, prosiłam ją, aby tak przeszła przez życie, by oglądając się za siebie, niczego nie żałowała. Dziś, jak patrzę wstecz, sama chciałabym tak powiedzieć. Moje życie z depresją toczy się dalej. Przede mną jeszcze dużo do zrobienia. Szukanie nowego terapeuty, próba poradzenia sobie z życiem, poukładanie wszystkiego. Nadal walczę. Każdego dnia mówię sobie, że się nie poddam i z Bożą pomocą zwyciężę.

Imię autorki zostało zmienione

 

ufomxgheugk-todd-diemer

 


Więź z Bogiem a depresja

Rolą spowiednika jest wyjaśnianie, że osoby dotknięte depresją, doświadczają lęków i poczucia bezradności także wtedy, gdy żyją w przyjaźni z Bogiem i gdy pokładają w Nim nadzieję. Oprócz korzystania z sakramentów takie osoby potrzebują pomocy psychologów, a czasem terapii i odpowiednich leków. Depresja jest zwykle efektem bolesnych doświadczeń z przeszłości. Może też wiązać się z trudną sytuacją w małżeństwie i rodzinie tu i teraz czy
z wrodzonymi predyspozycjami. Człowiek ufający Bogu nie pozostaje sam ze swoimi trudnościami psychicznymi. Z tym, co bolesne, biegnie do Boga – jak dziecko biegnie do kochających rodziców, gdy się czegoś boi albo gdy sobie z czymś nie radzi. Bóg pomaga nam skupiać się na Jego mądrości i miłości, nie zaś na naszych lękach. Kto ufa Bogu, ten wie, że jest ważniejszy od swoich przeżyć i nastrojów, które przemijają. Zaufanie do Boga nie zapewnia emocjonalnego nieba na ziemi, ale chroni przed uleganiem lękom, przesadnym koncentrowaniem się na własnych przeżyciach i popadaniem w rozpacz: „Ci, co zaufali Panu, odzyskują siły” (Iz 40,31).

ksiądz Marek Dziewiecki


Depresja to zaburzenie psychiczne, które charakteryzuje się obniżeniem nastroju, przejawiającym się w postaciach smutku, przygnębienia i odrętwienia. Często współwystępuje z nimi cierpienie, niepokój i lęk. Osoby z depresją tracą zdolność do czerpania radości, przyjemności i zadowolenia z życia. Sytuacje, osoby, rzeczy, zainteresowania, które dotąd były źródłem odczuwania pozytywnych emocji, w tym radości i spełnienia, stają się teraz obojętne, a nawet przygnębiające, co wpływa dysfunkcjonalnie także na relacje społeczne chorego. Osoby z depresją unikają kontaktów z ludźmi. Nawet członkowie rodziny męczą i drażnią chorego, stają się dla niego uciążliwi, przeszkadzają mu. Depresja powoduje, że człowiek staje się bierny, wycofuje się z różnych działalności. Osoby, które obserwują u siebie objawy, mogące świadczyć o przeżywaniu depresji, powinny jak najszybciej skorzystać z pomocy specjalisty – psychologa, psychoterapeuty lub lekarza psychiatry.

Psycholog, który podczas rozmowy z pacjentem otrzymuje od niego informację o występowaniu myśli i tendencji samobójczych, zobowiązany jest do niezwłocznego przekierowania pacjenta na konsultację psychiatryczną, gdyż istnieje ryzyko zagrożenia stanu zdrowia i życia pacjenta. Diagnozę – rozpoznanie medyczne (np. dotyczące depresji) – stawia jedynie lekarz psychiatra. Warto zaznaczyć, że depresja jest coraz częściej diagnozowanym zaburzeniem psychicznym, którego rokowania, co do poprawy stanu zdrowia pacjenta, są w znacznej mierze pomyślne. Podstawową i skuteczną formą leczenia depresji jest psychoterapia, jednak w wielu przypadkach niezbędnym staje się także wdrożenie leczenia farmakologicznego, o czym decyduje lekarz specjalista – psychiatra.

Anna Stania-Skalska, psycholog


Artykuł pochodzi z miesięcznika “Rycerz Niepokalanej”, nr 01/2016

rycerzniepokalanej_baner

ks. Marek Dziewiecki

Zobacz inne artykuły tego autora >

Anna Stania-Skalska

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Marek
Dziewiecki
zobacz artykuly tego autora >
Anna
Stania-Skalska
zobacz artykuly tego autora >