Nasze projekty
Anna Wojtas

Niewidoczni. Ubodzy w Warszawie

Szybki krok, pośpiech, klaksony samochodów - warszawska ulica codziennie rano biegnie, by zapracować na swoje szczęście. Nie wszyscy nadążają. Niektórzy próbują pomóc sobie alkoholem, inni wypadają z gry

Reklama

Wśród miliona siedmiuset mieszkańców Warszawy są i ci, którym się nie spieszy. Bo nie mają już dokąd ani do kogo. Ubodzy. Na pierwszy rzut oka niewidoczni. Ale w Warszawie tuż obok obojętności typowej dla wielkich aglomeracji, obecna jest też wrażliwość na los tych, co są w potrzebie. Caritas, parafie, zakony i zwykli mieszkańcy starają się mieć otwarte oczy.

Na mapie miasta

Reklama

„Bieda w Warszawie schowała się za szklanymi biurowcami” – twierdzi ks. Zbigniew Zembrzuski, dyrektor warszawskiej Caritas. Wielkie kontrasty widoczne są praktycznie w każdej z dzielnic. Śródmieście, Mokotów, Wola, Ursynów i Ochota dynamicznie się rozwijają. Powstają nowe biurowce i osiedla a tuż obok – w Warszawie – żyją ludzie, którzy nie mają dostępu do pełnej elektryczności czy odpowiednich warunków sanitarnych. Niektórzy tak bardzo wstydzą się swojej sytuacji, że z pomocy Kościoła korzystają w sąsiedniej parafii – tak, by nikt o tym nie wiedział.

Kim są ubodzy? Definicje bywają różne. Najważniejsze, by ich zauważyć. To może być dziecko, człowiek w pełni sił albo osoba starsza. „Ubogim jest człowiek, który bez pomocy drugiej osoby nie poradzi sobie, jego codzienna egzystencja jest poważnie zagrożona” – mówi szef warszawskiej Caritas.

Stosunkowo najłatwiej w przestrzeni miejskiej dostrzec bezdomnych. Przebywają na dworcach, w tramwajach, supermarketach. W pobliżu Starówki ustawiają się w kolejce po posiłek do jadłodajni kapucynów albo sióstr kalkutanek na Bródnie.

Reklama

Według miejskich statystyk z ubiegłego roku w Warszawie żyje ok 2 tys. 700 osób bezdomnych. Organizacje pozarządowe, które im pomagają szacują, że jest ich znacznie więcej. Przynajmniej 5 tysięcy. Ich „domem” są nieogrzewane altanki na działkach, blaszane garaże, czasem namioty lub szałasy w zalesionych częściach miasta. Doraźnie korzystają z noclegowni i schronisk.

„Trudno jest ich policzyć, trudno też wyznaczyć granice ubóstwa podobnie jak też granice samej bezdomności” – zauważa Magda Wolnik z warszawskiej Wspólnoty Sant’Egidio. Młodzi z tej wspólnoty regularnie, kilka razy w tygodniu, w różnych punktach miasta spotykają się z bezdomnymi. Samej tylko Caritas udaje się w ciągu roku wyprowadzić z bezdomności 30 osób

Reklama
fot. Arcadius / flickr.com / CC BY 2.0

Pod dachem

Ubogimi w Warszawie bywają także ci, którzy mają dach nad głową. Starsi mieszkańcy stolicy nierzadko borykają się z problemami jak związać koniec z końcem. Skromne renty czy emerytury nie wystarczają im na opłaty za mieszkanie czy pokrycie kosztów jedzenia i leków. Oni również są ubodzy. A to, że mieszkają w Warszawie, gdzie według GUS przeciętne wynagrodzenie brutto wynosi ponad 5,5 tys. złotych niewiele zmienia ich sytuację. Pomiędzy tymi, którzy mają znacznie więcej, a tymi, którzy nie mają nic lub mają niewiele istnieje przepaść.

Na szczęście, na przestrzeni ostatnich lat – jak zauważa dyrektor warszawskiej Caritas – coraz więcej jest organizacji i środowisk, które są gotowe pomagać i faktycznie pomagają potrzebującym. Ludzie chcą się dzielić z innymi i pomagać. 1,5 tys. wolontariuszy angażuje się w 115 parafialnych zespołach Caritas. Ks. Zembrzuski nie ma sygnałów, żeby ludzie skarżyli się, że „nie ma się do kogo zwrócić po pomoc”.

Kłopot w tym, że wiele osób ubogich, które mieszkają we własnych domach czy mieszkaniach nie ujawnia się. Pozostają niewidoczni, gdyż sami starają się zaradzić swojej biedzie i codziennym potrzebom. Czasem można ich spotkać na bazarku, gdy sprzedają pietruszkę lub polne kwiaty, by podratować swój budżet.

„Warto być uważnym na ludzi, którzy może żyją gdzieś obok nas , w tym samym bloku, klatce schodowej – zwraca uwagę szefowa Sant’Egidio w Warszawie. Może nie mają śmiałości, by poprosić o pomoc, choć tej pomocy bardzo potrzebują”.

Tacy sami

Samotność bywa istotnym wyznacznikiem ubóstwa. Dotyka nie tylko bezdomnych i starszych, którzy nie mają rodzin lub ich więzi rodzinne poluźniły się. W opowieściach o ich życiu często powtarza się schemat: nie potrafili poradzić sobie z dramatycznymi, nie zawsze zawinionymi, wydarzeniami w życiu a w otoczeniu nie było wystarczająco dużo osób, które byłyby dla nich wsparciem. Nie poradzili sobie, zostali sami, niektórzy trafili na ulicę.

Z doświadczeń Wspólnoty Sant’Egidio wynika, że ważną grupą osób ubogich w Warszawie są też pensjonariusze domów opieki społecznej: starsi i chorzy. „Oni nawet często mają rodziny, żyjące kilka ulic dalej, ale niektórzy odkąd trafili do DPS, nie widzieli już więcej swoich krewnych. Są ubodzy, samotni i cierpią często nie mniej niż ci, którzy żyją na ulicy – zauważa Magda Wolnik. „Odwiedzamy ich, bo wierzymy, że bezinteresowne relacje i przyjaźń mogą dać siłę, chęć do życia i nadzieję „. Młodzi z kolei wiele uczą się od starszych. Szybko zaczyna mylić się kto komu pomaga.

fot. Roger Marks / flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0

Od czego zacząć?

Niektórzy ubodzy sami inicjują na ulicy spotkania. Pytają: „czy ma pan/pani papierosa”? Gdzie jest przystanek lub jakaś ulica? Czy mogę poszukać puszek? A gdy obie strony przełamią lęk – czasem w oczekiwaniu na tramwaj toczą się przystankowe rozmowy o tym, jak radzić sobie z agresją lub co zrobić, gdy ktoś bliski nie chce rozmawiać jak równy z równym.

By zauważyć tych, którzy wydają się być w Warszawie niewidzialni wystarczy zatrzymać się w biegu. „Wystarczy czasem komuś spojrzeć w oczy, podać rękę, zapytać o imię, o to, czego potrzebuje, żeby przełamały się lody, które są przede wszystkim w nas – twierdzi odpowiedzialna warszawskiej Wspólnoty Sant’Egidio. Drobne gesty życzliwości i zainteresowania pozwalają znaleźć drogę do spotkania z drugim człowiekiem, by razem szukać rozwiązania problemu czy konkretnej pomocy. Nie chodzi tylko o doraźny gest dobrej woli ale spotkanie , które zmienia powoli zarówno nas, jak i te osoby”.

Młodzi ludzie, którzy wychodzą na ulice Warszawy spotykać się z bezdomnymi, podkreślają, że te relacje stają się dla nich niezwykle ważne. Pozwalają przełamywać stereotypy, lęk przed drugim człowiekiem czy braniem na siebie czyichś trudności. „Dźwigamy je jako wspólnota odpowiadając wspólnie za przyjaźń z człowiekiem, którego poznaliśmy. To daje nam siłę do pokonywania trudności. Uczymy się, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, ale też, że trzeba z Nim współpracować i Mu zaufać” – mówi Magda Wolnik.

Ubogi i Bóg

Spotkania z ubogimi uczą młodych warszawiaków nie tylko przełamywania kręgu własnej samotności, ubóstwa duchowego czy ubóstwa relacji. Bardzo wielu z nich spotkania z ubogimi doprowadzają do spotkania z Bogiem. Szefowa Sant’Egidio opowiada, iż „część młodych ludzi przychodzi do ubogich, bo sami mieli szansę spotkać się w swoim życiu z Bożym miłosierdziem. Ale przychodzi też wielu takich, którzy mówią: nie mam nic wspólnego z Kościołem i nie chcę mieć, ale po jakimś czasie dzięki ubogim przełamują tę barierę. Przez spotkanie z nimi faktycznie zaczynamy przeczuwać kim jest Bóg, czym jest Jego miłosierdzie w życiu tych osób i w naszym życiu. Może dlatego ulica i spotkania z ubogim tak bardzo wciągają, bo dają wiele radości i mają w sobie smak spotkania z Bogiem”.

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite