video-jav.net

Jak przyjmować komplementy?

„Ładna sukienka”, słyszysz od koleżanki w pracy. „Och, coś ty, stara, kupiona na wyprzedaży wieki temu...” machasz ręką zawstydzona. Chwilę później zerkasz na siebie w łazienkowym lustrze. Rzeczywiście, fajnie leży. Jest ci przyjemnie, że koleżanka doceniła twój wygląd i zastanawiasz się: Po co ja się tak głupio tłumaczyłam?

Dorota Smoleń
Dorota
Smoleń
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Refleksja czasem przychodzi, czasem nie, ale reakcja jest zazwyczaj automatyczna, bezwarunkowa. Komplement peszy i wywołuje w nas konsternację, najczęściej w całkowitej sprzeczności z zamiarami komplementującego.

Większość z nas nie umie przyjmować komplementów. To pokłosie sposobu, w jaki zostałyśmy wychowane, który doskonale streszcza się w kilku popularnych powiedzeniach: „Siedź w kącie, a znajdą cię”, „Nie wychylaj się”, „Nie patrz w lustro, bo diabła zobaczysz” i „Skromność skarb dziewczęcia”.

 

„Samochwała w kącie stała”

Wszystkie znamy wiersz Brzechwy o samochwale, piętnujący dziecięce przechwalanie się. Mimo siły oddziaływania poezji, w każdej piaskownicy można usłyszeć: „A ja mam w domu lepszą łopatkę”, „A mój tata ma tablet”, „A moja siostra ma wszy!”…

Dorastamy i uczymy się, że brzydko jest się przechwalać i siłą rozpędu przestajemy również chwalić się. Chwalić siebie – czyli doceniać to, co robimy: że ładnie się ubrałam, przygotowałam dobry projekt, ugotowałam smaczny obiad, sprawnie uporałam się z porządkami, napisałam dobry artykuł, że cokolwiek zrobiłam – zrobiłam po prostu dobrze.

 

„Mogłaś się bardziej postarać”

Co gorsza, ciągle nam się wydaje, że jednak można było zrobić lepiej. Najwyraźniej widać to w starszym pokoleniu. Przyjeżdżamy do cioci, która stawia na stole puszyste rogaliki drożdżowe, wspaniały piernik przekładany marmoladą i genialny sernik. Za każdym razem są tak samo smaczne, ale kiedy tylko zaczynamy kosztować i komplementować wypieki, natychmiast pojawia się refren „nie udało mi się”. „Nic mi się te ciasta nie udały, już stara jestem i tak nic mi się nie udaje, mąka była jakaś niedobra, nie wyrosły, nie udały się…” Sporo czasu mija nam na przekonywaniu cioci, że ależ, wszystko jak zawsze bardzo smaczne i bardzo udane. Taki motyw przewodni każdej wizyty.

To też pokłosie wychowania. „Dlaczego czwórka, nie piątka?”, „Co taka słaba ocena?”, „A co dostała Halinka?”. Takie słowa wbijają nas w przekonanie, że nigdy nie jesteśmy wystarczająco dobre, że nie zasługujemy na uznanie, że wciąż i wciąż powinnyśmy bardziej się starać. Choćby cały świat cukierniczy leżał u stóp cioci, ona i tak będzie przekonana, że jej ciasta nie są tak dobre, jak powinny być.

Tyle że nikt nie wie, jak powinny. W Sevres nie ma wzoru Piernika Idealnego.

 

Komplement? Na pewno nieszczery

Nasza reakcja negująca szczerość komplementu wynika często z nieufności do ludzi i przekonania, że jeśli ktoś jest dla nas miły, to na pewno nie bezinteresownie (matki są na to szczególnie wyczulone: kiedy młody człowiek, przed chwilą warczący, że nie rozładuje zmywarki, nagle wchodzi w tryb „do rany przyłóż”, to zapewne chce zagrać na komputerze albo dostać kasę na lody. Mam w tym 98% trafień).

Nieufność w przyjmowaniu komplementów to w dużej mierze wina wychowywania dzieci w przekonaniu, że świat jest zły, a ludzie tylko czyhają, by je skrzywdzić. Tymczasem świat jest dziełem Pana Boga, więc jest dobry, a zło pochodzi stąd, że miesza w nim Szatan. Miesza, ale nie rządzi.

Granica między zaufaniem do świata a naiwnością jest dość cienka i trzeba dużego wyczucia, żeby ją nakreślić dzieciom. Sama wolę przejechać się sporadycznie na swojej nadmiernej ufności, niż miałabym przeżyć życie w przekonaniu, że wszyscy wokół tylko udają życzliwych.

 

Doceń siebie i to, co zrobiłaś. Jak Pan Bóg

Patrząc na dzieło stworzenia Pan Bóg komplementował je. Fraza „I widział Bóg, że były dobre” powtarza się w biblijnym opisie świata cztery razy, podsumowująca brzmi: „Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre”. Można się zastanawiać, czy aby na pewno wszystko, bo jednak komary czy pchły budzą pewne wątpliwości, a jednak Bóg był przekonany, że wszystko co uczynił, jest bardzo dobre. Zaczerpnijmy nieco tego boskiego przekonania. Doceńmy wysiłek włożony w wyprasowane firanki, a nie wypatrujmy tej jednej fałdki gdzieś przy podłodze, pogratulujmy sobie dobrze napisanego, interesującego tekstu, a nie zadręczajmy się literówką przepuszczoną przez redakcję. Patrzmy na swoje dokonania mniej krytycznie. Patrzmy na swoje życie przez pryzmat dokonań a nie porażek.

 

Jak przyjmować komplementy?

Z wdziękiem i wdzięcznością.

Wystarczy po prostu „dziękuję” z uśmiechem. Czasem dodaję z nutką dumy w głosie: „starałam się”. Bo przecież starałam się, żeby tarta była jak najlepsza, na kruchym spodzie, z dobrze przyprawionym szpinakiem. Starałam się ubrać ładnie na kolację z koleżankami, nieprzypadkowo wyjęłam z szafy czerwoną sukienkę.

Kiedy ktoś mówi mi coś miłego, chce mi sprawić przyjemność. Może i chce zaskarbić sobie tym sposobem moje łaski, ale skoro mam się poczuć miło, to chcę się tak poczuć. Nie muszę od razu obdarzać komplemenciarza stuprocentowym zaufaniem czy rewanżować się, spełniając jego prośbę („Ładnie wyglądasz. A nie napisałabyś za mnie raportu?…”), ale przecież mogę sobie pozwolić na przyjemność płynącą z miłych słów pod moim adresem.

Przyjmuj komplementy i doceniaj siebie. Zasługujesz na to.

Dorota Smoleń

Dorota Smoleń

Dziennikarka, redaktorka, blogerka, żona, matka trzech chłopców. Autorka książek „Mamo dasz radę!”, „Sześciolatki w szkole” i "Jaś Pierwszoklasista i Połykacz Liter", koordynatorka akcji charytatywnej „Macierzyństwo bez lukru”.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Smoleń
Dorota
Smoleń
zobacz artykuly tego autora >

Ucz się, módl i ufaj

Nie gwarantujemy zdawalności, gwarantujemy modlitwę – tak otoczonych przez siebie modlitwą maturzystów ostrzegają ojcowie pijarzy z Krakowa po raz szósty w tym roku organizujący akcję Duchowej Adopcji Maturzysty. Nie dostali jednak jeszcze „reklamacji” czy skarg, że ich modlitwa nie pomogła.

Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Wypełnij formularz, a potem ucz się, módl i ufaj!” – tak ojcowie pijarzy zachęcają maturzystów do przysyłania im swoich imion z prośbą o modlitwę w okresie matur. Strona www.maturzysci.pijarzy.pl działa już szósty rok i ciągle nie brakuje tych, którzy poprzez nią proszą ojców o modlitwę.

Koordynujący akcję o. Tomasz Abramowicz opowiada, że początkowo akcja miała charakter lokalny: chcieli zaoferować uczniom prowadzonych przez pijarów szkół pomoc modlitewną w czasie tych ważnych egzaminów. – Cieszyło się to jednak takim wzięciem, taką popularnością, że postanowiliśmy naszą modlitwę zaoferować maturzystom z całej Polski, niezależnie od tego, czy są wierzący, czy nie – mówi o. Tomasz.

Najwięcej próśb od niewierzących

Akcja rzeczywiście chwyciła. W rekordowym pod względem liczby zgłoszeń roku 2014 swoją prośbę o modlitwę w okresie matur zgłosiło pijarom aż 5947 maturzystów! W tym roku są to „dopiero” 774 osoby, ale akcja ciągle trwa. Co ciekawe, ojcowie zaobserwowali, że największą popularnością cieszy się ona u młodych ludzi oddalonych od Pana Boga. – Wygląda na to, że dla nich szczególnie ważne jest, że ktoś o nich pamięta w tym czasie. Może nie mają nikogo w rodzinie, do kogo mogą się o modlitwę zwrócić? Może łatwiej im poprosić o to kogoś obcego? Widać, że mają głód Boga – mówi pijar.

Ojcowie zaobserwowali również, że wielu z tych, którzy wysłali im swoją prośbę o modlitwę zgłasza potrzebę kontaktu face-to-face. Dlatego też, oprócz tekstów modlitw i zapewnienia o swoim wsparciu, pijarzy wysyłają maturzystom kontakt do siebie, a po egzaminach zapraszają na wspólny wyjazd integracyjny.

Bez reklamacji

Nie brakuje takich, którzy zgłaszają się z podziękowaniem i informacją, że dobrze poszło. „Wielkie Bóg zapłać za Waszą modlitwę!!! Jestem już po wszystkich egzaminach. To było świetne doświadczenie czuć nad sobą skrzydła Waszej modlitwy!” – napisała maturzystka Ewa. Z kolei Adam donosił: „tak poniosło mnie na wypracowaniu, że prawie zabrakłoby mi kartek! Dużą radość czułem i spokój. Trzeba tylko zaufać i powiedzieć, że ja sam nie dam rady. Dlatego proszę Cię o pomoc Panie. Dziele się tak, może kiedyś się tam gdzieś braciom przyda to moje świadectwo, aby pokazać, że Bóg to nie bajka, tylko realia !:)”. Agnieszka dziękując pisała: “Świadomość, że tyle ludzi modli się za mnie, gdy piszę matury dawała mi dużo wewnętrznego pokoju. BÓG ZAPŁAĆ.”

Choć ojcowie nie dostali jeszcze żadnej “reklamacji”, czy skargi, że coś poszło nie tak pomimo ich modlitwy, przyznają, że nieliczni wracają z prośbą o ponowną modlitwę na przykład przy okazji egzaminów poprawkowych. – We wszystkich naszych kontaktach podkreślamy jednak, że nie gwarantujemy zdawalności, ale modlitwę. Nikt z naszych podopiecznych nie podchodził jeszcze do tego “magicznie” – podkreśla o. Tomasz.

Skutki uboczne

Istnieje również jeszcze inny owoc modlitw ojców pijarów: powołania. – Na 20-30 chłopaków, z których modliliśmy się w czasie matur już kilku napisało do nas, że poszli do seminariów duchownych. Być może akurat w ich przypadku rozwój duchowy poszedł w tę stronę – zauważa o. Tomasz Abramowicz.

Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >