Nasze projekty
Dorota Smoleń

Jak przyjmować komplementy?

„Ładna sukienka”, słyszysz od koleżanki w pracy. „Och, coś ty, stara, kupiona na wyprzedaży wieki temu...” machasz ręką zawstydzona. Chwilę później zerkasz na siebie w łazienkowym lustrze. Rzeczywiście, fajnie leży. Jest ci przyjemnie, że koleżanka doceniła twój wygląd i zastanawiasz się: Po co ja się tak głupio tłumaczyłam?

Reklama

Refleksja czasem przychodzi, czasem nie, ale reakcja jest zazwyczaj automatyczna, bezwarunkowa. Komplement peszy i wywołuje w nas konsternację, najczęściej w całkowitej sprzeczności z zamiarami komplementującego.

Większość z nas nie umie przyjmować komplementów. To pokłosie sposobu, w jaki zostałyśmy wychowane, który doskonale streszcza się w kilku popularnych powiedzeniach: „Siedź w kącie, a znajdą cię”, „Nie wychylaj się”, „Nie patrz w lustro, bo diabła zobaczysz” i „Skromność skarb dziewczęcia”.

„Samochwała w kącie stała”

Reklama

Wszystkie znamy wiersz Brzechwy o samochwale, piętnujący dziecięce przechwalanie się. Mimo siły oddziaływania poezji, w każdej piaskownicy można usłyszeć: „A ja mam w domu lepszą łopatkę”, „A mój tata ma tablet”, „A moja siostra ma wszy!”…

Dorastamy i uczymy się, że brzydko jest się przechwalać i siłą rozpędu przestajemy również chwalić się. Chwalić siebie – czyli doceniać to, co robimy: że ładnie się ubrałam, przygotowałam dobry projekt, ugotowałam smaczny obiad, sprawnie uporałam się z porządkami, napisałam dobry artykuł, że cokolwiek zrobiłam – zrobiłam po prostu dobrze.

„Mogłaś się bardziej postarać”

Reklama

Co gorsza, ciągle nam się wydaje, że jednak można było zrobić lepiej. Najwyraźniej widać to w starszym pokoleniu. Przyjeżdżamy do cioci, która stawia na stole puszyste rogaliki drożdżowe, wspaniały piernik przekładany marmoladą i genialny sernik. Za każdym razem są tak samo smaczne, ale kiedy tylko zaczynamy kosztować i komplementować wypieki, natychmiast pojawia się refren „nie udało mi się”. „Nic mi się te ciasta nie udały, już stara jestem i tak nic mi się nie udaje, mąka była jakaś niedobra, nie wyrosły, nie udały się…” Sporo czasu mija nam na przekonywaniu cioci, że ależ, wszystko jak zawsze bardzo smaczne i bardzo udane. Taki motyw przewodni każdej wizyty.

To też pokłosie wychowania. „Dlaczego czwórka, nie piątka?”, „Co taka słaba ocena?”, „A co dostała Halinka?”. Takie słowa wbijają nas w przekonanie, że nigdy nie jesteśmy wystarczająco dobre, że nie zasługujemy na uznanie, że wciąż i wciąż powinnyśmy bardziej się starać. Choćby cały świat cukierniczy leżał u stóp cioci, ona i tak będzie przekonana, że jej ciasta nie są tak dobre, jak powinny być.

Tyle że nikt nie wie, jak powinny. W Sevres nie ma wzoru Piernika Idealnego.

Reklama

Komplement? Na pewno nieszczery

Nasza reakcja negująca szczerość komplementu wynika często z nieufności do ludzi i przekonania, że jeśli ktoś jest dla nas miły, to na pewno nie bezinteresownie (matki są na to szczególnie wyczulone: kiedy młody człowiek, przed chwilą warczący, że nie rozładuje zmywarki, nagle wchodzi w tryb „do rany przyłóż”, to zapewne chce zagrać na komputerze albo dostać kasę na lody. Mam w tym 98% trafień).

Nieufność w przyjmowaniu komplementów to w dużej mierze wina wychowywania dzieci w przekonaniu, że świat jest zły, a ludzie tylko czyhają, by je skrzywdzić. Tymczasem świat jest dziełem Pana Boga, więc jest dobry, a zło pochodzi stąd, że miesza w nim Szatan. Miesza, ale nie rządzi.

Granica między zaufaniem do świata a naiwnością jest dość cienka i trzeba dużego wyczucia, żeby ją nakreślić dzieciom. Sama wolę przejechać się sporadycznie na swojej nadmiernej ufności, niż miałabym przeżyć życie w przekonaniu, że wszyscy wokół tylko udają życzliwych.

Doceń siebie i to, co zrobiłaś. Jak Pan Bóg

Patrząc na dzieło stworzenia Pan Bóg komplementował je. Fraza „I widział Bóg, że były dobre” powtarza się w biblijnym opisie świata cztery razy, podsumowująca brzmi: „Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre”. Można się zastanawiać, czy aby na pewno wszystko, bo jednak komary czy pchły budzą pewne wątpliwości, a jednak Bóg był przekonany, że wszystko co uczynił, jest bardzo dobre. Zaczerpnijmy nieco tego boskiego przekonania. Doceńmy wysiłek włożony w wyprasowane firanki, a nie wypatrujmy tej jednej fałdki gdzieś przy podłodze, pogratulujmy sobie dobrze napisanego, interesującego tekstu, a nie zadręczajmy się literówką przepuszczoną przez redakcję. Patrzmy na swoje dokonania mniej krytycznie. Patrzmy na swoje życie przez pryzmat dokonań a nie porażek.

Jak przyjmować komplementy?

Z wdziękiem i wdzięcznością.

Wystarczy po prostu „dziękuję” z uśmiechem. Czasem dodaję z nutką dumy w głosie: „starałam się”. Bo przecież starałam się, żeby tarta była jak najlepsza, na kruchym spodzie, z dobrze przyprawionym szpinakiem. Starałam się ubrać ładnie na kolację z koleżankami, nieprzypadkowo wyjęłam z szafy czerwoną sukienkę.

Kiedy ktoś mówi mi coś miłego, chce mi sprawić przyjemność. Może i chce zaskarbić sobie tym sposobem moje łaski, ale skoro mam się poczuć miło, to chcę się tak poczuć. Nie muszę od razu obdarzać komplemenciarza stuprocentowym zaufaniem czy rewanżować się, spełniając jego prośbę („Ładnie wyglądasz. A nie napisałabyś za mnie raportu?…”), ale przecież mogę sobie pozwolić na przyjemność płynącą z miłych słów pod moim adresem.

Przyjmuj komplementy i doceniaj siebie. Zasługujesz na to.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite