video-jav.net

Terroryzm, strach, Facebook

Wiadomości o kolejnych zamachach powodują, że coraz bardziej się do nich przyzwyczajamy. O zagrożeniu terrorystycznym, przyzwyczajeniu do wiadomości o kolejnych atakach i dbaniu o własne bezpieczeństwo opowiada Łukasz Bok, redaktor naczelny portalu Konflikty i katastrofy światowe.

Łukasz Bok
Łukasz
Bok
zobacz artykuly tego autora >
Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W których krajach najczęściej są ataki terrorystyczne? Prowadzisz takie statystyki?

Łukasz Bok: Statystyk nie prowadzę, aczkolwiek łatwo zauważyć, iż najwięcej zamachów terrorystycznych przeprowadzanych jest w Iraku, Syrii czy Somalii. Dochodzą do tego też takie kraje jak Afganistan, Pakistan, Jemen. Jak widać – są to głównie państwa, które zmagają się z konfliktami zbrojnymi i innymi poważnymi problemami. Jest to najlepsze środowisko dla ugrupowań terrorystycznych.

 

Ale nie zawsze są udziałem Państwa Islamskiego? Wydawałoby się, że można mówić o czymś w rodzaju monopolu na zamachy w ich przypadku.

W ostatnich latach zdecydowanie najwięcej zamachów przeprowadziło tzw. Państwo Islamskie. Stwierdzenie jednak, iż mają na nie monopol, jest sporym nadużyciem. Na świecie działa mnóstwo organizacji terrorystycznych mniejszych czy większych, które co jakiś czas dają o sobie znać – na przykład al-Kaida, PKK czy Talibowie. Jest ich naprawdę wiele, ale nie działają na tak szerokim polu jak IS.

 

Czy ta częstotliwość zamachów to zapowiedź lub już część wojny światowej?

Moim zdaniem wojna już trwa. Od lat nazywana jest wojną z terroryzmem. Teraz jest to głównie wojna z tzw. Państwem Islamskim, ale to nie jedyna kwestia konfliktowa. W tym starciu biorą udział wszystkie tuzy świata, które przy okazji załatwiają swoje interesy. Oglądamy kilka stron barykady i choć praktycznie wszystkie zapewniają, że ich celem jest pokonanie dżihadystów, to układanka jest na tyle skomplikowana, iż nie sposób określić, kiedy zostanie to dokonane. Szczegółowa rozmowa na ten temat zajęłaby nam długie, długie godziny. Warto też wspomnieć o słowach papieża Franciszka, który zauważył w ubiegłym roku, że mamy do czynienia z III wojną światową. I ma w tym sporo racji.

 

Czy zatem są jeszcze gdzieś na świecie są miejsca bezpieczne, wolne od ataków?

To trudne pytanie. Gdyby na nie spojrzeć z jednej strony, to trzeba by odpowiedzieć, iż większość krajów na świecie jest wolna od zamachów terrorystycznych. Ale z drugiej strony – jeśli mowa o terroryzmie międzynarodowym – trzeba wyraźnie powiedzieć, iż taki stan rzeczy nie jest spowodowany tak dobrymi środkami bezpieczeństwa w owych krajach, a “nieatrakcyjnością” dla terrorystyów. Zorganizowanym grupom terrorystycznym w głównej mierze zależy na rozgłosie, stąd na cel wybierają Paryż czy Londyn znane na całym świecie stolice. Dodatkowo dochodzi do tego chęć odwetu. Atakowane przez zamachowców są głównie kraje, które uczestniczą w operacjach zbrojnych przeciwko nim.

 

Dlatego Polska jest niejako “omijana”? Możemy być spokojni, bo to nie jest miejsce ‘atrakcyjne’ dla terrorystów?

Tylko dlatego. Ale to może zmienić się w przeciągu chwili. Na przykład z powodu jednej nieprzemyślanej decyzji władz. Granice mamy otwarte.

 

Powinniśmy je zamknąć? Przecież nie każdy uchodźca to muzułmanin i nie każdy muzułmanin to terrorysta. Jak znaleźć złoty środek między bezrefleksyjnym przyjmowaniem wszystkich a paranoicznym strachem?

Kontrole na granicach to z pewnością wzrost bezpieczeństwa, ale nie likwidacja problemu. Większa część ostatnich zamachów w Europie, to nie uchodźcy z ostatnich fal, a ludzie rodzący się tutaj, potomkowie imigrantów. Być może nie każdemu spodoba się to, co teraz powiem, lecz jeśli Europa nie zaostrzy swojego prawa, to zamachy terrorystyczne staną się chlebem powszednim i codziennością naszych miast. Trzeba między innymi poddać inwigilacji sunnickie meczety, bo jest to poza internetem główne miejsce, gdzie regularnie odbywa się pranie mózgów przyszłych terrorystów. Skończyć z polityczną poprawnością. Nie bać się deportacji et cetera. Nie każdy muzułmanin to terrorysta ale i nie każdy terrorysta, to muzułmanin – przed niespełna dwoma tygodniami Brytyjczyk celowo wjechał w grupę muzułmanów przed meczetem. Był to odwet za poprzednie ataki. Przemoc rodzi przemoc, spirala nienawiści się nakręca. Wygląda to źle i wygląda to tak, jak sobie życzy tzw. Państwo Islamskie.

 

Przychodzą mi na myśl zeszłoroczne Światowe Dni Młodzieży. Było wiele strachu o możliwe ataki, niektórzy wyjeżdżali z Krakowa. Nikomu jednak nic się nie stało. Nie jest jednak powiedziane, że możemy czuć się całkowicie bezpiecznie. Co powinniśmy zrobić w razie zagrożenia?

Przede wszystkim trzeba być czujnym i dbać najpierw o własne bezpieczeństwo. Czujność to obserwacja – co się dzieje naokoło mnie, kto koło mnie stoi. Nie popadać w paranoję, ale też nie bagatelizować. Jeśli czekasz na metro i widzisz kogoś dziwnie się zachowującego – najlepiej spokojnie odejść, bez siania paniki, zadbać o własne bezpieczeństwo.

 

Prowadzisz na Facebooku fanpage “Konflikty i katastrofy światowe”. Jako pierwszy – zdaje się – informujesz o atakach, wybuchach, nalotach, czy katastrofach przyrodniczych. Jaką rolę pełnią w tej rzeczywistości media społecznościowe – raczej ostrzegającą i edukacyjną? A może ma to też na celu budzenie świadomości zagrożenia?

W dziedzinie mediów społecznościowych pionierem jest tzw. Państwo Islamskie (IS). To właśnie dzięki nim zdobyło tak wielką popularność. Mnóstwo filmów propagandowych, mnóstwo brutalnych filmów z egzekucjami, z pola bitwy, nawoływania do ataków. Robią to bardzo profesjonalne, mają do tego specjalnie wyszkolonych ludzi. Internet jest głównym źródłem prania mózgów młodym, potencjalnym zamachowcom. Dżihadyści wynajdują osoby podatne na propagandę, a następnie skutecznie rekrutują. Bardzo wielu Europejczyków po takich kontaktach zdecydowało się na wylot do Syrii. Są nawet przypadki nastolatek.

Media społecznościowe mają oczywiście też swoją dobrą misję i taką nazywam moją pracę. Od kilku lat staram się przekazywać czytelnikom prawdę, jaką by ona nie była. Skupiam się tylko i wyłącznie na faktach i toczących się wydarzeniach bez okazywania, po której stronie barykady stoję.

 

I jakie reakcje najczęściej obserwujesz na wieść o kolejnych atakach?

Jeszcze dwa lata temu po atakach w Paryżu, później po Brukseli czy Nicei dało się odczuć strach, niepokój, złość. Teraz coraz częściej wśród swoich czytelników zauważam, co jest niepokojące – przyzwyczajenie, a czasem wręcz znudzenie. Część ludzi zdaje się już przywykła do aktów terroru w Europie. Ja nie.

 

A nie jest tak, że oprócz zniechęcenia i przyzwyczajenia ludzie trochę pobłażają problemowi zagrożenia i że może to osłabić ich czujność?

W gruncie rzeczy przeciętny Kowalski ma niewielki wpływ na walkę z terroryzmem. Wywieranie presji na władzę czy odpowiedni wybór przy urnie to nie są silne narzędzia. Jak już wcześniej mówiłem – trzeba być czujnym, dbać o bezpieczeństwo własne oraz najbliższych. Z problemem ataków przede wszystkim mierzyć mają się nasi przedstawiciele u władzy czy służby. W takiej Francji na słynnej liście “S”, gdzie znajdują się osoby potencjalnie niebezpieczne, jest ponad 10 tysięcy osób, to jest olbrzymie wyzwanie. My, zwykli obywatele niewiele z tym możemy już zrobić.

 

Nie da się  ukryć, że masz żywy kontakt z fanami na facebooku. Odpisujesz na wiele komentarzy, cierpliwie odpowiadasz na uwagi i pytania.

Myślę, że kontakt z czytelnikami to podstawa. Wzrost popularności strony przyczynił się do większej aktywności hejterów, trolli, ale też nowych czytelników, którzy dopiero “uczą się” tematyki, więc wiele pytań po prostu się powtarza – wyrobiłem sobie dzięki temu jednak bardzo dobrą cierpliwość (śmiech). Męczące są jedynie komentarze cechujące się nienawiścią czy prowokacją. Jest to jednak problem, z którym cały internet zmaga się od lat, bo sieć to przede wszystkim anonimowość.

 

Ale dla osób, które odnoszą się pogardliwie do ofiar zamachów, wyrażają swoją nienawiść – jesteś bezwględny. Jest jakaś grupa docelowa, do której najbardziej chciałbyś dotrzeć z wiadomościami na “Konfliktach…”?

Moją grupą docelową są wszystkie osoby, które chcą być na bieżąco ze wszystkimi informacjami z tematyki konfliktów zbrojnych, terroryzmu czy katastrof naturalnych. Tak jak wspomniałem wcześniej – w ostatnim czasie strona przeżyła spory wzrost popularności. Ma to dobre i złe strony. Pojawiło się mnóstwo komentarzy, które absolutnie nie mają prawa widywać światła dziennego. Staram się takim ludziom odbierać głos. Nie chcę, aby KiKŚ był kojarzony z nawoływania do nienawiści czy cieszenia się z czyjejś śmierci. Regularnie z tym walczę.

 

Na koniec pytanie o zbliżający się Twój wyjazd do szwedzkiego Malmö. Co skłoniło Cię, by się tam wybrać?

Myślę, że to połączenie moich pasji. Podróżowania oraz dziennikarstwa. Kilka miesięcy temu zaproponowałem moim czytelnikom relację z jednego z europejskich miast, o których było głośno w mediach właśnie ze względu na uchodźców. Wybór ludzi padł na szwedzkie Malmö, choć proponowana była też Bruksela czy Paryż. Malmö ma w mediach opinię miasta szalenie niebezpiecznego ze względu na olbrzymi napływ uchodźców, którzy w zdecydowanej większości nie mają zamiaru asymilować się z lokalną społecznością. Relacje mieszkańców nie są zachecające, przyznają się, że boją się wieczorami wychodzić z domów, ponoć regularnie dochodzi do strzelanin. Szwedzi chcąc uniknąć konfliktów – nic z tym nie robią i opuszczają miasto, powoli oddając je “gościom”.

Mam cichą nadzieję, iż w tym rejonie nie jest tak źle, jak się o tym mówi. Mój wyjazd zaplanowany jest na lipiec, porozmawiam ze Szwedami, spotkam się z Polakami mieszkającymi w mieście i pokażę jak wygląda życie nie tylko w centrum Malmö, ale również w miejscach, które określane są jako strefy “no-go”. Już teraz zachęcam, by podglądać w tych dniach (i nie tylko) KiKŚ.

 

Zobacz fanpage Konflikty i katastrofy światowe

 

Łukasz Bok

Łukasz Bok

Twórca i redaktor naczelny portalu Konflikty i katastrofy światowe, na którym można znaleźć najszybsze informacje dotyczące konfliktów zbrojnych i katastrof na świecie. Dziennikarz, bloger, podróżnik. Pochodzi z Katowic.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Otylia Sałek

Otylia Sałek

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i "Przyjaciół" oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Łukasz Bok
Łukasz
Bok
zobacz artykuly tego autora >
Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >
ROZMOWY

Wy też możecie nam pomóc!

Modlę się, aby nikt na świecie nie musiał doświadczać tego, co my w Aleppo. Współczucie i solidarność są nam potrzebne - mówi o. Ibrahim Alsabagh, proboszcz parafii w Aleppo

Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z o. Ibrahimem Alsabaghem, franciszkaninem, proboszczem rzymsko-katolickiej parafii św. Franciszka w Aleppo rozmawia Anna Wojtas

 

W Polsce toczy się dyskusja, także polityczna, jak pomagać uchodźcom. Przytaczane są w niej wypowiedzi księży z Aleppo jako argumenty za tym czy pomagać na miejscu, w Syrii, czy zapraszać uchodźców do siebie. Jakie jest Ojca zdanie? Co jest lepsze?

– Rzecz jest bardzo prosta, ale trzeba dokonać radykalnego wyboru związanego z naszą chrześcijańską wiarą. „Czyńcie to, co byście chcieli, żeby ludzie wam czynili”. Myślę, że ktoś, kto znajduje się w bardzo trudnym położeniu, myśli o pomocy, którą można mu przynieść. Zwłaszcza gdy jest to osoba, która ucieka od śmierci czy głodu, jest przestraszona, lęka się o swoje dzieci. Nie trzeba budować intelektualnej drabiny, trzeba stawiać szczeble działania. Nie należy mówić: to robimy, a tego nie; to jest lepsze, a tamto gorsze. Miłosierdzie jest radykalne. Polega na tym, że czynimy wszystko, co możemy zrobić.

O. Ibrahim Alsabagh | fot. Anna Wojtas

Dobry samarytanin opisany w Ewangelii św. Łukasza nie poświęcił się rozmyślaniom filozoficznym. Miał wolne serce. Pozwoliło mu to po prostu współczuć, zakasać rękawy, ubrudzić ręce i pomóc. Dwaj, którzy go poprzedzili patrzyli, przyglądali się, ale trzymali się z dala, pozostali obojętni. Samarytanin spojrzał, współczuł, zbliżył się, obmył rany – zaczął nieść pomoc.

Św. Łukasz potrzebuje trzynastu czasowników, by powiedzieć jak człowiek może pomóc drugiemu np. leżącemu na ulicy. Samarytanin nie oszczędzał ani czasu ani wysiłku, nie dbał o to, by się nie ubrudzić. Nie szczędził sił. Poświęcił się całkowicie człowiekowi okradzionemu, półnagiemu, na granicy życia i śmierci. Może powinniśmy tak samo postępować?

 

Jak przezwyciężyć lęk? Ojciec żyjąc w Aleppo ma chyba na to sposób? Co poradziłby tym, którzy chcieliby pomóc, ale boją się. Jak mogą pokonać własne bariery?

Nie pokonuję lęku, bo lęk istnieje, jest czymś nam przypisanym. Kiedy zdarzało się, że zasypiałem i właśnie wybuchała bomba – bałem się, rzucałem się w łóżku. I to we mnie tkwi. Lęk czujemy, ale nie możemy pozwolić, by nad nami zapanował.

Św. Piotr i Piłat – jeden bał się o swoje życie, drugi o swoją karierę. Jeden się zaparł Mistrza, drugi umył ręce i posłał Jezusa na śmierć. Jezus też się bał w Ogrodzie Oliwnym lecz zaczął się na klęczkach modlić i sprawił, że wola Boga wzięła górę nad jego ludzką wolą.

My nosimy nasze ludzkie lęki, ale zawierzamy je modlitwie. Prosimy Pana o łaskę i dzięki temu udaje się nam przekraczać nasze lęki. Doświadczamy tego, jak łaska Boża ciągle pozwala nam iść naprzód.

 

Ojciec dzieląc los swoich parafian w Aleppo okazuje im solidarność. Jak my katolicy w Polsce, możemy być solidarni z wami?

Dokonujemy wyboru Jezusa, który był bogaty ale dla nas stał się ubogim – jak mówi św. Paweł, żeby wzbogacić nas wszystkich swoim ubóstwem. My, idąc za przykładem Jezusa i zgodnie z duchowością św. Franciszka chcemy się wcielić w rzeczywistość cierpiących i współczuć z nimi w trudnych warunkach życia. Wszelkimi sposobami i środkami, które mamy staramy się służyć biednym – w wolności i szczerości serca.

Wy też możecie nam pomóc. Nade wszystko modlitwą! Modlę się co dzień, aby nikt tutaj w Polsce ani nigdzie indziej na świecie nie musiał doświadczać tego, co przeżywamy w Aleppo. Nie domagamy się od was, żebyście przeżywali to, co my przeżywamy ani żebyście znaleźli się w naszych warunkach ale współczucie – tak! Solidarność – tak! One są nam potrzebne, bo trzeba myśleć o biednych i o tym, jak naprawdę im pomóc. To jest coś, o co prosimy w imię człowieczeństwa, naszej ludzkiej natury i również w imię Jezusa.

 

Anna Wojtas

Anna Wojtas

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >