video-jav.net

Rozmowa przed wizytą Papieża w Auschwitz

Są miejsca i tragedie, w obliczu których trudno jest cokolwiek powiedzieć – mówi KAI Piotr M. A. Cywiński, dyrektor Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Polub nas na Facebooku!

W ten sposób odniósł się do zapowiedzi Franciszka, że odwiedzając 28 lipca teren b. hitlerowskiego obozu, nie wygłosi tam żadnego przemówienia. Cywiński poinformował, że chęć odwiedzenia terenu b. obozu zadeklarowało już ponad 300 tys. uczestników Światowych Dni Młodzieży, z czego ponad połowa – z zagranicy.

 

Tomasz Królak (KAI): Czego spodziewa się Pan i oczekuje w związku z wizytą Franciszka, papieża z Ameryki Południowej, na terenie byłego obozu Auschwitz?
Piotr M.A. Cywiński: –
Myślę, że papieska obecność w Auschwitz i Birkenau będzie bardzo ważnym elementem jego obecności w Polsce, być może najbardziej zauważonym z perspektywy całego świata.

 

Dwaj poprzedni papieże, którzy tu przybywali, byli papieżami mocno wpisanymi w tę historię, choć z dosyć różnych perspektyw. Najpierw Jan Paweł II, dla którego to miejsce zawsze było bardzo ważne, bo przyjeżdżał tu wielokrotnie zanim został papieżem. Później przybył na teren byłego obozu Benedykt XVI, z trudną wizytą, podczas której szedł dosyć starannie śladami Jana Pawła II.

 

Obecny papież przyjeżdża z doświadczeniem z jednej strony spoza geografii II wojny światowej i Zagłady a z drugiej – z Ameryki Południowej, która w wielu krajach przez całe dekady przeżywała – a w niektórych przeżywa i dziś – problemy z demokracją, prawami człowieka, dyktaturą. W związku z tym, o ile ta konkretna geografia nie jest geografią życiowego doświadczenia obecnego papieża, o tyle te problemy czy zagadnienia są mu wyjątkowo bliskie.

 

Papież odwiedzi obie części obozu: Auschwitz I, gdzie przejdzie przez bramę “Arbeit macht frei”, spotka się z więźniami, odda hołd przed Ścianą Śmierci i zejdzie do celi, w której zastrzykiem fenolu został zamordowany o. Kolbe. Następnie uda się do Birkenau, gdzie przemieści się wzdłuż całej rampy, od Bramy Śmierci aż po pomnik, przejdzie wzdłuż tablic upamiętniających ofiary.

 

Wspomniani papieże wypowiadali tu ważne słowa. Papież Franciszek postanowił jednak, że w Auschwitz przemawiać nie będzie. Podobnie jak nie przemawiał w kompleksie pomnikowym Cicernakaberd w Armenii wzniesionym ku czci ofiar tureckiego ludobójstwa czy we włoskim Redipuglia przy pomniku ofiar I wojny światowej.
To bardzo wymowny wybór. Są miejsca i tragedie, w obliczu których trudno jest cokolwiek powiedzieć, gdyż słów najczęściej nie starcza, by wyrazić to, co tak wielu wydaje się nadal w pewien sposób niewyobrażalne.

 

Przemówienia papieży na temat Auschwitz i Zagłady były w przeszłości różne, w miarę jak historia była odkrywana, pogłębiana. Jej rozumienie w ciągu powojennych dekad nieco się zmieniało. Pamiętamy przemówienie Jana Pawła II z 1979 roku. Było ono bardzo refleksyjne. Papież zastanawiał się w nim nad kondycją cywilizacji, nad naszą ludzką zdolnością do zabijania i nad szukaniem również dróg wybaczenia. Z kolei główną osią przemówienia Benedykta XVI było wielokrotnie powtarzane pytanie do Boga o to, jak mógł do tego dopuścić.

 

Franciszek, trzeci papież, który odwiedzi Auschwitz, podobnie jak poprzednicy ma głębokie doświadczenie dialogu chrześcijańsko-żydowskiego i także kilkakrotnie zabierał głos na temat Zagłady. Myślę głównie o bardzo mocnym przemówieniu w Instytucie Yad Vashem w Jerozolimie. Jego osią była perspektywa bardzo odmienna od tego, co powiedział Benedykt. O ile papież Ratzinger pytał, jak w ogóle mogło do tego dojść, jak Bóg mógł do tego dopuścić, o tyle Franciszek przyjął perspektywę międzyludzką tej tragedii, przywołując ból Adama po tym, jak jeden z jego synów zamordował drugiego. Jest to więc perspektywa dużo bardziej antropocentryczna.

 

Papież nie będzie przemawiał, ale sama jego obecność w tym miejscu powinna skłaniać do spojrzenia w perspektywie Auschwitz na dzisiejsze niepokoje świata…
Na pewno świat dzisiejszy jest inny niż ten w roku 1979 i inny niż w 2006 roku, kiedy to odwiedzali to miejsce poprzednicy Franciszka. Świat kulturowo przyspiesza, jest coraz mocniej skonfliktowany wewnętrznie, zagrożony terroryzmem i osłabieniem praw człowieka. Jest światem, w którym zanika poczucie ogólnoludzkiej solidarności.

 

Gdyby 15 lat temu ktoś powiedział, że będziemy tak histerycznie reagować na niesienie pomocy ludziom uciekającym z obszarów wojny, to absolutnie bym w to nie uwierzył. To jest świat, który bardzo potrzebuje mądrego przesłania, przypomnienia podstawowych, ogólnoludzkich prawd. Auschwitz i tragedia Zagłady w sposób niezwykle czytelny, boleśnie “wyśrubowany” na te tematy uwrażliwiają.

 

Dobrze więc, że przybywają tu wciąż nowe pokolenia ludzi z całego świata.
Dziś Auschwitz odwiedza prawie 2 miliony osób rocznie. Są to w większości ludzie młodzi, którzy przyjeżdżają ze szkołami czy w ramach różnych programów edukacyjnych dotyczących tego miejsca. Ich liczba wciąż wzrasta. W bardzo wielu krajach uznano bowiem, że młodzież, która staje u progu dorosłości musi zadać sobie pewne fundamentalne pytania.

 

Uświadomienie, do czego doprowadza uśpienie sumień staje się w tym miejscu czymś namacalnym. I do takiego Auschwitz przyjeżdża papież

 

A o czym mówi fakt, że aż kilkaset tysięcy uczestników ŚDM wyraziło wolę odwiedzenia Auschwitz?
Do chwili obecnej chęć odwiedzenia terenów b. obozu zadeklarowało ponad 300 tys. uczestników ŚDM, z czego ponad połowa – z zagranicy. To liczba dotyczy jedynie grup zorganizowanych, nie uwzględnia więc tych, którzy przybędą tu indywidualnie. Oznacza to, że przyjazd na ŚDM traktują nie tylko jako czystą kontemplację lecz o zadanie sobie bardzo konkretnych pytań.

 

Takie miejsce pamięci jak Auschwitz służy temu, żeby człowieka trochę ‘ściągnąć do parteru’, poprzez namacalne zetknięcie z rampą, z blokami dla więźniów, z pozostałościami baraków i wieżyczek, a także ruin komór gazowych. Chodzi o to, aby doświadczenie przejścia przez ten obszar wzbudziło w młodych ludziach odpowiedzialność za dzisiejszy świat.

 

Wizyta tak ogromnej liczby zwiedzających musi być dla Muzeum ogromnym wyzwaniem?
Owszem, bo to oznacza wielokrotność najwyższej występującej u nas frekwencji. Musieliśmy się przygotować w specjalny sposób, uwzględniając zarówno bezpieczeństwo tych osób jak i z powodów technicznych.

 

29 lipca, w dniu wizyty papieża Franciszka, Muzeum będzie całkowicie niedostępne dla odwiedzających. Natomiast w dniach 20-28 lipca oraz 1-3 sierpnia 2016 r. teren byłego obozu będą mogli zwiedzać wyłącznie uczestnicy ŚDM.

 

W okresie tym zwiedzanie odbywać się będzie specjalnie przygotowaną trasą. Ze względów na ogromne zainteresowanie i wymogi ochrony konserwatorskiej, zwiedzanie nie obejmie wnętrz historycznych budynków.
Sama trasa została jednak zaplanowana w taki sposób, aby młodzi pielgrzymi mogli poznać najważniejsze miejsca zarówno na terenie byłego obozu Auschwitz I, jak i Auschwitz II-Birkenau. Najistotniejsze zagadnienia z historii obozu przybliży specjalnie przygotowana na tę okazję wystawa plenerowa.

 

Bycie dyrektorem tak niezwykłej placówki jaką jest Miejsce Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau nie może polegać na zwykłym administrowaniu. Czym jest to dla Pana?
Miałem to wielkie szczęście, że wcześniej przez sześć lat w całą problematykę Auschwitz wprowadzali mnie byli więźniowie, w tym takie postacie jak prof. Władysław Bartoszewski, prof. Israel Gutman, Józef Szajna i wiele innych osób z całego świata, z którymi miałem kontakt jako sekretarz Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej.

 

To, co mnie najbardziej zastanawiało kiedy prawie dziesięć lat temu obejmowałem tę funkcję, to to, jak niezwykle złożone jest to zagadnienie. Musi się bowiem dbać o jak najbardziej techniczne rzeczy a po drugie budować zespół na miejscu, co wcale nie jest łatwe w niewielkim mieście, oddalonym od wielkich ośrodków akademickich. Ponadto musi się dbać o niezwykle dużą przestrzeń zachowanego autentyzmu, budować rozwiązania konserwatorskie na rzadko spotykaną skalę. Być może łatwiej dbać o Machu Picchu czy piramidy egipskie, niż o 155 budynków – kruchych, budowanych na chwilę. Kwestie konserwatorskie w przypadku Miejsca pamięci są bardzo trudne: żadna szkoła nie uczy konserwacji lichych budowli sprzed 70 lat…

 

Kolejnym problemem jest absolutna konieczność zaangażowania się w głęboki dialog z bardzo różnymi stronami, dla których to miejsce jest nadal bardzo wymownie bolesne: to rodziny ofiar, różne grupy religijne, narodowe, wyznaniowe. Wyobrażenie o tym, czym to miejsce jest lub być powinno bywa sprzeczne – i to jest zupełnie naturalne. Wymaga to bardzo dużego zaangażowania w rozmowy i wsłuchania się w samo miejsce: w jaki sposób przemawia, jaka jest jego naturalna spuścizna. Wymaga też dbania o to, by nie zamącić go jakąkolwiek ideologią, przesłaniem politycznym czy innym.

 

Główne zadania, które tam spotkałem to po pierwsze zbudowanie jakiegoś modelu finansowania prac konserwatorskich, bo tego się nie da oprzeć na rokrocznie odnawianym budżecie Miejsca Pamięci. Mówimy tu o zapewnieniu finansowania na całe dekady. Z tego względu sześć lat temu powstała Fundacja Auschwitz-Birkenau.

 

Z drugiej strony bardzo istotnym elementem jest rozwój edukacji. Przybywają tu coraz młodsze pokolenia. To są najczęściej 16-17-latkowie, a więc osoby, których dziadkowie urodzili się już po wojnie. Konieczne było rozwinięcie pracy z nauczycielami, którzy pochodzą przecież z bardzo wielu krajów, kultur, tradycji. Wymagają więc pomocy, aby odpowiednio tę klasę mogli przygotować.

 

Jest Pan autorem książki: “Sny obozowe w pamięci ocalałych z Auschwitz”. Skąd pomysł?
Na temat tragedii Auschwitz i Zagłady powstają oczywiście liczne książki. Można je pogrupować w trzy zasadnicze zbiory. Pierwszy to wspomnienia byłych więźniów, niekiedy bardzo mocne – siłą rzeczy jest to zbiór bardzo autentyczny, ale też bardzo subiektywny: każdy widział swoją historię, bo więzień Auschwitz nie wiedział, co się działo w Birkenau, opisywał realia tylko swojego komanda itd. Drugi zbiór to książki typowo historyczne, które dla większości ludzi są niestrawne w czytaniu, bo operują naukowym językiem, masą przypisów, odwołań itp. Są wreszcie książki popularyzujące wiedzą o Auschwitz dla szerszego grona odbiorców, opowiadają historie obozu w sposób bardziej przystępny.

 

Tymczasem mamy w Auschwitz tysiące różnych, krótszych bądź dłuższych relacji osób, które przeżyły obóz. Są to wspomnienia w formie nagrań czy tekstów będących ich zapisem. Gromadzenie takich wspomnień odbywa się w Muzeum od dekad, w zasadzie od jego zaistnienia. Jakieś półtora roku temu doszedłem do wniosku, że o ile jest prawie nierealne wydać to wszystko w postaci książkowej, o tyle dobrze byłoby zebrać i przedstawić pewne wątki w osobnych tomach.

 

Opracowałem kilka różnych wątków, wydarzeń czy fenomenów obozowych, takich jak marsz śmierci czy przybycie pierwszego transportu do Auschwitz. W pewnym momencie natrafiłem na dosyć duży zbiór dotyczący snów. W 1973 roku, były więzień, doktor medycyny, Stanisław Kłodziński rozesłał do około pół tysiąca współtowarzyszy niedoli ankietę dotycząca ich snów: zarówno obozowych jak i tych, które mieli po wyjściu na wolność.

 

Na ankietę odpowiedziało ponad 120 więźniów. Niektórzy odpisali dość krótko, kiedy indziej są to opisy bardzo obszerne, cytujące wiele tych snów. Powstał na ten temat jeden artykuł w specjalistycznym czasopiśmie medycznym w 1975 roku. Od tego czasu teczka z tymi opisami spokojnie leżała sobie w muzealnym archiwum. Wydawało mi się, że temat jest niezwykle ważny, bo pokazuje, że historia Auschwitz nie kończy się wyzwoleniem, tak jak się tego uczymy.

 

W umysłach osób ocalałych obóz trwa nadal, w sposób bardzo niechciany i brutalny. Są to osoby, które częściej lub rzadziej, śnią wydarzenia związane z obozem, przeżywają te sny boleśnie, budzą się z podobnymi objawami bardzo przyspieszonego tętna, potu, lęku, niemożliwości dojścia do siebie na jawie przez dobrych parę minut. Okazało się, że sny więźniów są jakoś porównywalne, że ta trauma ma jakiś wspólny rdzeń i że można je podzielić na kilka zbiorów. Występuje tam np. motyw ucieczki, powtórnego osadzenia w obozie, makabry i terroru obozu, prowadzenie na rozstrzelanie itd.

 

Okazało się też, że te sny są dosyć odmienne od tych, jakie występowały podczas przebywania w obozie. Sny obozowe były próbą wyobrażenia sobie powrotu do domu, świata na wolności, przebywania wśród najbliższych. Ci ludzie płakali po przebudzeniu, bo uświadomili sobie, że to był tylko sen, że oto leżą na pryczy i słyszą wrzask blokowego, który zrywa ich do pracy. O ile podczas wojny śnił im się dom, o tyle w snach domowych powracali do wyobrażeń wojennych.

 

Rozmawiał Tomasz Królak

 

Franciszek odwiedzi tereny byłego hitlerowskiego obozu Auschwitz i Auschwitz-Birkenau w piątek, 29 lipca. Zgodnie z życzeniem samego papieża, jego wizyta będzie miała charakter modlitwy w milczeniu. Papież spotka się z grupą więźniów obozu i ocalałych z Zagłady. Nie zostaną wygłoszone żadne przemówienia, zaplanowano jedynie recytację przez naczelnego rabina Polski Psalmu 130, zatytułowanego „Z otchłani grzechu ku Bożemu miłosierdziu”.

 

Wizyta papieża odbywać się będzie w dniu, w którym najprawdopodobniej przypada 75. rocznica apelu, podczas którego o. Maksymilian Kolbe ofiarował swoje życie za Franciszka Gajowniczka, wybranego przez Niemców na śmierć głodową po ucieczce jednego z więźniów.


rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa

Kard. Nycz: Przyjeżdżajcie na ŚDM, nie bójcie się, nie będziecie zawiedzeni!

Wierzę, że to, co zostanie wyniesione ze spotkań z Franciszkiem - oraz z tej radosnej wspólnoty jaka budowana jest podczas ŚDM - nie będzie tylko jakimś ulotnym wspomnieniem, ale że będzie kształtować nasz kraj

Polub nas na Facebooku!

Z kardynałem Kazimierzem Nyczem, metropolitą warszawskim, rozmawia Rafał Łączny i Marcin Przeciszewski (KAI)

 

Kardynał NyczKsięże Kardynale, wszyscy pytają o nadzieje i oczekiwania związane ze Światowymi Dniami Młodzieży. A może odwróćmy pytanie: czy nie wydarzyło się już coś bardzo ważnego dla Kościoła w Polsce? Mam na myśli okres przygotowań, nowe kręgi duszpasterskie jakie powstały w parafiach i diecezjach, centra ŚDM czy ponad 40 tys. wolontariuszy, którzy się już zgłosili.

Najważniejszą sprawą jest przygotowanie duchowe i duszpasterskie do ŚDM. Warto jest spojrzeć na to, co dzieje się wokół Światowych Dni Młodzieży nie tylko poprzez pryzmat Krakowa, gdyż Kraków ma za sobą 3 lata ciężkiej pracy, ale całej Polski. We wszystkich 44 diecezjach od 3 lat przygotowujemy młodych na to, aby mogli pojechać do Krakowa. Przygotowania do ŚDM są impulsem, często wnoszącym wiele nowego w życie parafii. W zdecydowanej większości z nich właśnie z tej okazji powstały nowe grupy młodych. Są to ci, którzy oprócz tego, że pojadą do Krakowa, chcą coś dobrego zrobić dla innych. Zbierają się w grupach wolonatariackich. Jest to pewne pozytywne poruszenie, którego nie da się łatwo wymierzyć ani ocenić.

 

Oprócz tego parafie przygotowują się na przyjęcie młodych z innych krajów, nieraz z bardzo odległych. Przyjedzie ich ok. 120 tys. Parafie znajdują rodziny, które chcą otworzyć swoje domy i będą gościć przybyszów. W diecezjach jest przygotowywany ciekawy, wielowątkowy program kulturalny, religijny, duchowy i taki, który pozwoli młodzieży poznać nasze regiony. Z tych spotkań na pewno pozostaną więzi, które przetrwają. Młodzi z Brazylii, USA czy z Ukrainy będą później pisać listy i podtrzymywać więzi. W wielu wypadkach dojdzie do ponownych odwiedzin lub rewizyty gości z Polski.

Ważne jest, żeby ta aktywność nie miała charakteru pojedynczej akcji, lecz by ją kontynuować w różnych formach. Musimy być świadomi, że przy okazji przygotowań do ŚDM uaktywnia się w całej Polsce kilkaset tysięcy ludzi, głównie młodzieży. Jest to znaczące środowisko. Jeśli proboszczowie, księża i zespół parafialny będą potrafili tych ludzi zatrzymać by się nie rozpierzchli, to życie w takiej parafii powinno odmłodnieć. Przecież ci młodzi mogą zasilić wkrótce radę parafialną, zespół charytatywny, odmłodzić grupy modlitewne, wspólnoty i inne kościelne inicjatywy. To jest olbrzymia szansa i mam nadzieję, że będziemy potrafili z niej skorzystać.

 

Kolejna sprawa, dotyczy tego, co pozostanie w ludzkich sercach wtedy, kiedy Papież wsiądzie do samolotu i odleci do Rzymu?

– Doświadczenie poprzednich Światowych Dni Młodzieży mówi, że pozostawało bardzo dużo. Następowało jakieś znaczące ożywienie zarówno wśród tych milionów które przyjeżdżały jak i w kraju, w którym się to odbywało.

Wielu młodych mówiło mi, że gdy pojechało z narzeczonym czy narzeczoną na ŚDM, to coś takiego się tam stało, że podjęli ostateczną decyzję o ślubie. Wielu księży opowiadało, że ta “kropka nad i” co do ich powołania zapadła właśnie podczas Światowych Dni Młodzieży, w Częstochowie, Rzymie czy Kolonii. Tego, co się będzie działo w sercach ludzkich, w żaden sposób nie da się wymierzyć.

 

Jest to sytuacja pewnego poruszenia duchowego, być może nieco podobna do tej, jaką pamiętam z 1979 r. z czasów pierwszej wizyty Jana Pawła II do Polski. Jako młody ksiądz byłem przy nim wówczas w Krakowie na Błoniach wraz z 1,5 milionem ludzi. Czuliśmy, że jest coś w powietrzu… Ci ludzie odzyskali swoją tożsamość i poczuli się wolni. Przestali się bać setek tysięcy milicjantów, którzy byli wokół aby ich pilnować. Przy Papieżu, podczas Eucharystii jaką on sprawował, poczuli się wolni i to dało im moc. A po roku zaowocowało powstaniem „Solidarności” i późniejszymi przemianami.

 

Czy dziś możemy spodziewać się przełomu?

– Może dzisiaj trudno liczyć na takie spektakularne konkrety, zresztą sytuacja jest zupełnie inna. ŚDM to doświadczenie wiary i Kościoła powszechnego, jednego Kościoła we wszystkich narodach. To jest doświadczenie potrzebne dla każdego pokolenia.

Jestem przekonany, że duchowe poruszenie, budujące na nowo wspólnotę, z pewnością jest także bardzo potrzebne nam tu w Polsce. Chodzi mi o sferę pojednania narodowego, z czym mamy dziś olbrzymi kłopot. Bo niestety, gdy polski katolik po Eucharystii wraca do swej pracy, życia społecznego czy polityki, często gubi to, co otrzymał przy ołtarzu. Mam nadzieję, że po Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie oraz po spotkaniu nieco starszych Polaków z Papieżem w Częstochowie, pozostanie duch wspólnoty i jedności. Wierzę, że to, co zostanie wyniesione ze spotkań z Franciszkiem – oraz tej radosnej wspólnoty jaka budowana jest podczas ŚDM – nie będzie tylko jakimś ulotnym wspomnieniem, ale że w jakiejś mierze będzie kształtować nasz kraj.

 

Trudno nam prorokować co powie Franciszek do Polaków oraz do młodych z innych krajów, którzy tu przybędą. Jednak pewne tematy można chyba wywnioskować z dotychczasowego nauczania Papieża. Mamy przecież Rok Miłosierdzia, a ŚDM w Krakowie odbywają się pod hasłem: „Błogosławieni miłosierni!”. W swych niedawnych katechezach Franciszek mówił wiele o wertykalnym wymiarze miłosierdzia. Może teraz czas, aby mówił bardziej o wymiarze horyzontalnym?

– Jan Paweł II w encyklice „Dives in misericordia” – jak i później w wielu przemówieniach i dokumentach – bardzo mocno ukazywał teologiczny wymiar miłosierdzia. Natomiast Franciszek bardziej kładzie nacisk na otwartość na miłosierdzie Boże jako podstawę naszej wiary. Zwraca też uwagę na horyzontalny wymiar miłosierdzia i przypomina, że każdy z nas jest powołany do okazania postawy miłosierdzia wobec innych. Na początku Roku Miłosierdzia przypomniał rzecz ważną, ale o której katolicy często sami nie pamiętają, mianowicie o potrzebie uczynków miłosierdzia co do duszy i co do ciała.

 

Franciszek zdaje sobie sprawę, że dla budowania teologicznego, wertykalnego fundamentu miłosierdzia, Jan Paweł II i Benedykt XVI zrobili bardzo dużo. On to ich nauczanie kontynuuje, wyrażając to w sposób niezwykle komunikatywny. Jednak nieco inaczej rozkłada akcenty. Przypomina nam wciąż, że Bóg czeka na nas z otwartymi ramionami – niezależnie od stopnia naszej grzeszności czy pogubienia. Jest przekonany, że doświadczenie Bożego miłosierdzia powołuje cały Kościół, nas wszystkich do postawy miłosierdzia, do okazywania go każdemu potrzebującemu. Jego zdaniem epoka współczesna winna być czasem szczególnego zaufania Bożemu miłosierdziu. Bowiem człowiek współczesny wydaje się na tyle zraniony przez różne ideologie, konsumizm, itd., że wydaje się odporny na „odgórne” nauczanie, natomiast nadzwyczaj spragniony jest nadziei i miłości. Dlatego Franciszek często mówi o Kościele jako o „szpitalu polowym”, który te rany powinien opatrzyć, który powinien być tam, gdzie jest najtrudniej.

 

Do tych wątków Franciszek nawiąże zapewne w Krakowie i w Łagiewnikach, a w innych punktach pewnie nas zaskoczy. Sądzę, że kwestia miłosierdzia będzie jednym z ważnych elementów ŚDM, spinających to wydarzenie. Mam nadzieję, że młodzież wyjedzie z Krakowa z poczuciem, że trzeba być wrażliwym na konkretnego człowieka, który tego potrzebuje. Mam nadzieję, że z tego narodzą się też i konkrety w zakresie tej całkiem konkretnej wyobraźni miłosierdzia, o którą apelował do nas Jan Paweł II.

W papieskim przesłaniu z Krakowa pojawią się zapewne i najbardziej palące, bolesne problemy dzisiejszego świata: kwestia pokoju, sprawiedliwości czy uchodźców. Pojawi się z pewnością wezwanie do dzielenia dóbr z potrzebującymi i przestroga przed egoistyczną postawą, jaka w obecnym świecie, także w sferze gospodarczej, jest silnie obecna. Z pewnością Papież zaapeluje o otwartość wobec uchodźców, bo o tym mówi od samego początku pontyfikatu. Wierzę, że wymiar horyzontalny połączy z wertykalnym i będzie też mówić o krzyżu, który łączy oba te wymiary.

 

Chcielibyśmy zapytać o nadzieje związane z dwoma innymi wydarzeniami papieskiej wizyty. Zacznijmy od Częstochowy. Czy obecność Franciszka jest tam rodzajem dziejowej sprawiedliwości wobec uniemożliwienia przez komunistów przyjazdu Pawłowi VI na uroczystości milenium w 1966 r.?

– Jest to podwójna rekompensata. Z pewnością nieobecność Pawła VI zostanie dopełniona przez obecność Franciszka. Wtedy też planowany był pobyt papieża na Jasnej Górze, wobec czego Poznań i Gniezno, gdzie tym razem były główne uroczystości, nie powinny mieć żalu. Papież nie pojechał do Gniezna i Poznania, aby nie odwrócić uwagi od Światowych Dni Młodzieży jako głównego celu jego przyjazdu. Ale bardzo dobrze, że jubileusz 1050. rocznicy chrztu Polski zostanie dopełniony właśnie w Częstochowie. Nada mu to nowy wymiar. A przesłanie stamtąd – skoro pada z racji jubileuszu naszego chrztu – skierowane będzie w szczególny sposób do Polski. Warto, abyśmy je potem dokładnie przeanalizowali.

 

I jest jeszcze kolejny etap tej wizyty: Auschwitz-Birkenau…

– Powiem, że Oświęcim jest to takie miejsce, w którym Papież nie może nie być. Są na świecie takie miejsca, które w sposób wymowny i tragiczny zarazem pokazują, czym grozi budowanie świata bez wartości. Kończy się to totalitaryzmem i traktowaniem człowieka w sposób instrumentalny. Widzieliśmy to zarówno w hitleryzmie jak i w komunizmie rosyjskim. Były obóz jest miejscem zadumy i refleksji nad tym, co się stało, i modlitwy za tych ludzi. Jest to przede wszystkim miejsce przestrogi i refleksji nad przyczynami: dlaczego tak się stało?

 

Jan Paweł II i Benedykt XVI przestrzegali – co nieraz było nawet kontestowane – że państwo, że demokracja bez wartości z łatwością przeradza się w totalitaryzm. Okazało się, że 70 lat temu tak się właśnie stało, a i dziś mamy takie miejsca na świecie, które to pokazują.

Obecność Franciszka w Auschwitz-Birkenau jest bardzo ważna, także z tego względu, że jest papieżem pochodzącym spoza Europy. Ktoś mógłby powiedzieć, że to co się stało w Oświęcimiu jest problemem europejskim, a więc Europejczycy winni z tym sobie radzić. Nie. Jest to problem światowy, gdyż chodzi tu o godność człowieka, dla której brak szacunku rodzi dla człowieka takie skutki. Spodziewam się bardzo wiele po tej, cichej wizycie, chociaż jest to wizyta mocno prywatna. Nie będzie on cicha w wymiarze medialnym i głośno będzie o niej na całym świecie.

 

Mówi się, że Światowe Dni Młodzieży to błogosławiony pomysł Jana Pawła II. Młodzież ma okazję policzyć się w świecie, w którym wyznawanie wiary jest przecież coraz trudniejsze.

Ja bym bardzo zaapelował, by zaufać Panu Bogu, a także ludziom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo. Inaczej będzie to sukces tych, którzy chcą nas zastraszyć.

– Wprawdzie policzenie się nie jest najważniejsze, ale nie znaczy to, że nie jest ono ważne. Człowiek potrzebuje takiego potwierdzenia, że jest nas przy Chrystusie dużo. To jest ważne tym bardziej, że w czasie ŚDM jesteśmy bardzo mocno uwarunkowani strachem, który został w nas obudzony. Z tego co słyszę od rodziców, w Polsce i nie tylko w Polsce, to niektórzy boją się wysłać swoje dzieci do Krakowa ze względu na zagrożenia terrorystyczne. Ja bym bardzo zaapelował, by zaufać Panu Bogu, a także ludziom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo. Inaczej będzie to sukces tych, którzy chcą nas zastraszyć.

 

Chciałbym powiedzieć do młodych z całego świata: przyjeżdżajcie, nie bójcie się, na pewno nie będziecie zawiedzeni.

A jeśli chodzi o „policzenie się młodych”, to porusza Pan problem, o którym często mówi się dyskutując o priorytetach duszpasterstwa: czy ważne jest aby ono było liczne, masowe, czy ważniejsze jest kształtowanie grup i wspólnot? Tymczasem i jedno i drugie jest potrzebne. Jan Paweł II kiedy inicjował Światowe Dni Młodzieży doskonale zdawał sobie sprawę, że bardzo ważny jest w życiu młodego człowieka taki moment, kiedy on poczuje się blisko przy ołtarzu, przy papieżu, wśród młodego Kościele i we wspólnocie.

 

Zapraszajmy wiec młodzież, na Tydzień Misyjny w diecezjach i na centralne uroczystości do Krakowa. Zapraszajmy młodzież do Krakowa, na katechezy, na Błonia, na drogę krzyżową, ale przede wszystkim na sobotę i niedzielę, na finalny wieczór czuwania z Papieżem i potem na Eucharystię wieńczącą Światowe Dni Młodzieży.

 

Bardzo dziękujemy Księdzu Kardynałowi za rozmowę.


Rafał Łączny, Marcin Przeciszewski / Warszawa