video-jav.net

Papież był zachwycony polskimi krajobrazami

– Ojciec Święty podczas Światowych Dni Młodzieży ewangelizował nas nie swoją funkcją, ale sobą. Był księdzem ‘od a do z’. Był człowiekiem bez udawania, bez wiary w to co zewnętrzne, ale z ufnością w moc bliskości – powiedział w rozmowie z KAI ks. Robert Woźniak, doktor habilitowany teologii dogmatycznej z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, który podczas Światowych Dni Młodzieży pełnił funkcję osobistego tłumacza Ojca Świętego.

Polub nas na Facebooku!

Łukasz Kaczyński: Od ŚDM minęło już prawie pół roku. Jakie najbardziej żywe wspomnienia pozostały w księdzu z tamtego okresu?

Ks. Robert Woźniak: Moim najżywszym i najmocniejszym wspomnieniem ze Światowych Dni Młodzieży jest osoba papieża. Często powtarzam, że wspomnienia z samych ŚDM są jedynie cząstkowe. Natomiast nieustannie powracam pamięcią, w zasadzie sama pamięć powraca do papieża Franciszka. Mam wrażenie jakby cały czas był obok. W całej tej swojej ujmującej prostocie, delikatności i wrażliwości na drugiego człowieka. Powiem szczerze: nie mogę przestać myśleć o wyjątkowym świadectwie jakie pozostawił.

 

Jakie uczucia towarzyszą pełnieniu tak ważnej funkcji – tłumacza Ojca Świętego podczas spotkania z młodymi z całego świata?

Uczuciem, które dominowało były radość i wewnętrzny pokój. Papież swoim stylem bycia nie wprowadzał żadnego stresu. Wręcz odwrotnie tworzył wokół siebie atmosferę domową, która wszystkim domownikom krakowskiej kurii szybko się udzieliła. Poza tym tłumaczenia tekstów oficjalnych były przygotowane wcześniej. Ja tłumaczyłem jedynie te mniej oficjalne, często prywatne spotkania papieża. Jednak i podczas nich serdeczność i skromność papieża decydowały o miłej atmosferze. Poza tym papież uczy skromności i pokory – trudno przy nim przesadzać z odczuciami powagi swojej posługi. Akcent nie padał na perfekcję, ale na religijne przeżycie poszczególnych spotkań i wydarzeń. Papież liczył przede wszystkim na pomoc w spotkaniu drugiego człowieka. Niejednokrotnie dopuszczał nawet, ze tłumaczenie przekształcało się bardziej w formę rozmowy.

 

Jak papież zareagował na Polskę i Polaków – na co zwracał szczególną uwagę, gdy gasły światła kamer i kończyły się transmisję telewizyjne?

Na najprostsze rzeczy. Wspominał entuzjazm tłumów, szczery żar modlitwy i szlachetną wiarę tych, których spotykał. Czasami dzielił się swoimi zmartwieniami, przemyśleniami. Również zadawał pytania. Mam wrażenie, że był bardziej nastawiony na słuchanie niż mówienie. Zwracał uwagę na dużą ilość zieleni w Polsce, na piękno krajobrazu naszego kraju, który niejednokrotnie kontemplował przez okno samochodu. To niewątpliwie kontemplatyk, człowiek niezwykle wrażliwy na piękno.

 

Czy papież mówił co najbardziej podobało mu się podczas ŚDM w Polsce? Może był czymś zaskoczony, poruszony?

Był poruszony rozmachem i głębią centralnych wydarzeń. Doceniał często ogrom włożonej pracy. Wizyta w Oświęcimiu wywarła na nim duże wrażenie. W drodze powrotnej wielokrotnie wracał do zadziwienia jak mogło dojść do tak masowej zagłady i pogardy człowieka. Obserwując z bliska mogę również opisać jak dotknęło go pewne, dość przypadkowe spotkanie z młodym człowiekiem, chyba Brazylijczykiem. Biegł on w totalnej euforii za papamobile między sanktuariami Bożego Miłosierdzia i św. Jana Pawła II. Bardzo głośno krzyczał imię papieża, który w pewnej chwili poprosił, aby zatrzymać papamobile. Wymienili serdeczności, a kiedy odjechaliśmy papież odwrócił się do kard. Dziwisza i do mnie, żeby z ogromna radością stwierdzić, iż to właśnie teraz Pan Jezus nauczył go całej prawdy swojej ewangelicznej zachęty do nieustępliwej modlitwy.

 

Odnosząc się do wspomnianej wizyty w Auschwitz – często zarzucano, że papież nie miał tam nic do powiedzenia. Że tylko milczał. Jak to rozumieć i czy Ojciec Święty mówił coś po opuszczeniu obozu?

W samochodzie mówił o tragiczności zbrodni nazistowskiej, o niezliczonych i wielowarstwowych dramatach ludzkich oraz o współodpowiedzialności milczących. Jego własne milczenie nie było wyrazem nie posiadania niczego do powiedzenia. Przypomnijmy sobie chociażby przemówienie Franciszka z Jad Vashem, chyba jedno z najpiękniejszych i najmocniejszych przemówień papieskich. W Oświęcimiu papież wybrał milczenie, bo chciał zachować pokutny charakter tej wizyty. Mogę z pewnością zaświadczyć, że chciał zniknąć, żeby pozostawić miejsce na refleksje i przebłagalną modlitwę do Boga.

Papież przykładał ogromną wagę do tego, żeby ów piątek był przeżyty w atmosferze pokutnej i refleksyjnej. Chciał, żeby Bóg i tajemnica Jego zranionej miłości stanowiła sedno przeżyć tamtego dnia. Trzeba tu dodać, że w ten sposób papież zamanifestował swoją zwyczajną wiarę w Boga, która wyraża się w tym, ze widzi on potrzebę milczenia, słuchania i oddania głosu Bogu. Papież nie ma, wbrew temu co mówią niektórzy, przysłowiowego „parcia na ekrany”. Jemu w prosty sposób zależy na Bogu i na bosko-ludzkim spotkaniu. Traktuje swoją misję jako posługę. Franciszek bardzo dba o to, żeby nie być centrum, ale aby na żywe centrum w Bogu nieustannie wskazywać.

 

Media często komentowały, że Ojciec Święty wyglądał na zmęczonego podczas święta młodych w Polsce. Czy rzeczywiście tak było?

Tak, wydaje mi się, że przyjechał zmęczony. Ale to zmieniało się szybko. Unosił go wyraźnie entuzjazm wiary ludzi, którzy pokonywali tyle przeszkód i podejmowali tyle trudów, aby spotkać się z papieżem i ze sobą nawzajem. Miałem wrażenie, że Papież odzyskał wiele sił podczas wizyty w Częstochowie. Po modlitwie przed cudownym obrazem i Mszy świętej zdawał się być zupełnie wypoczętym, pełnym jeszcze głębszego pokoju. W tym wszystkim jedno jest ogromnie ważne: nie widziałem przed te cztery wyczerpujące dni, żeby papież myślał o sobie, o swojej wygodzie. Dla niego ważny jest Bóg i człowiek. On sam traktuje się dość marginalnie. Nie troszczy się o siebie. Jest wolny od siebie. Ten wymiar jego osobowości i duchowości jest wręcz heroiczny i nadprzyrodzony. Wiara przezwycięża zmęczenie.

 

Co tak naprawdę stało się w Częstochowie, kiedy papież upadł podczas Mszy św. w jasnogórskim sanktuarium?

Jak sam to opisał, zapatrzył się w Jej oczy, w których dojrzał miedzy innymi naszą Polską historię. To było wydarzenie z rodzaju mistycznych. Papież, jak wyznał, nie bronił się przed tym upadkiem, ale spokojnie osunął się na podłogę, a w zasadzie bardziej w ręce ceremoniarza. Z rozmowy po Mszy św. wnioskuję, że właśnie to wydarzenie zostawiło w nim ślad jakiegoś pogłębionego pokoju. Przyjął je tak naturalnie, bez troski, bez resentymentu, bez przejmowania się tym, co powiedzą inni, jak zareagują media. Tak jakby nic się nie stało, albo jakby coś innego w tym upadku przyciągało jego uwagę i wdzięczność.

 

Papież mówił wtedy na Jasnej Górze o tym, że Kościół powinien być jak Maryja – pokorny, pełen miłości i konkretnego dotyku. Czy podczas 4-dniowego przebywania z Ojcem Świętem dało się odczuć, że papież jest właśnie człowiekiem niezwykle maryjnym?

Powiedziałbym, że jego pobożność maryjna nie jest manifestacyjna, ale prawdziwa i głęboka. Jest częścią jego osobistej przygody z Bogiem. On bardzo ufa, że Maryja jest przewodniczką na naszej drodze. Jednak cała duchowość papieska jest w swojej istocie mocno teocentryczna.

 

Ten konkretny dotyk miłości papież pokazał chyba najbardziej wyraźnie odwiedzając przebywającego w szpitalu kard. Franciszka Macharskiego?

Tak, już dzień wcześniej poruszył serca obecnych w katedrze wawelskiej, kiedy poprosił o modlitwę za zmarłego abp. Zimowskiego i chorego kard. Macharskiego. Wyraził wtedy w ogromnej prostocie chęć odwiedzenia, jeśli będzie taka możliwość, szpitala, w którym przebywał kardynał. Kiedy weszliśmy do pokoju szpitalnego, papież delikatnie dotknął ręki kardynała Macharskiego, a następnie długo w ciszy się modlił.

 

Drugie takie świadectwo i zarazem jasne pokazanie, że to praktyczna miłość i bycie przy cierpiących powinno być drogą wierzących to wizyta Ojca Świętego w Szpitalu na Prokocimiu?

Ta wizyta była egzystencjalnie mocna. Papież mówił, że kto pełni dzieła miłosierdzia ten nie musi się bać śmierci. Moim skromnym zdaniem to jedna z najpiękniejszych wypowiedzi papieża w Polsce. Papież był ogromnie czuły i delikatny w stosunku do dzieciaków i ich rodziców. Widać było, że nie tyle chce tłumaczyć, co chociaż przez chwile być razem z nimi.

 

Czy zdarzyło się jakieś istotne wydarzenie, którego media nie pokazały, a o którym trzeba by było opowiedzieć? Coś co poprzez tak niezwykle bliskie przebywania z papieżem księdza poruszyło?

Chociażby obiad z młodymi reprezentantami wszystkich kontynentów. Rozmawiano wtedy o modlitwie, muzyce, papieskim powołaniu, więźniach i wielu innych sprawach. Papież był szczęśliwy przy stole, wyraźnie poruszony, odmłodzony… To spotkanie przebiegło bez poczucia żadnego dystansu. Jak papież się modli? Rozmawiam z Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Co by papież powiedział spotkanemu więźniowi? Że go kocham. We wszystkich spotkaniach z papieżem poruszała mnie wiara ludzi w posługę piotrową. Muszę wyznać, ze po raz pierwszy w życiu doświadczyłem tak wyraźnie jak głęboko Kościół wrasta w głębie człowieka, jak dalece ludzie wierzą w obecność Jezusa w posłudze papieskiej. Te spotkania tętniły Kościołem i przylgnięciem do niego. Powiem jeszcze coś – wzruszał mnie pewien zwyczaj papieża: w spotkaniach z matkami oczekującymi potomstwa papież zawsze wręczał dwa różańce i dwa obrazki!

 

Czy podczas tłumaczeń, a więc pewnie i swobodnym rozmów, papież Franciszek powiedział księdzu coś, co było dla księdza duchowo ważne, a czym może ksiądz podzielić się z innymi?

Całe cztery dni to dar rekolekcji dla mnie. Najważniejsze co papież mi dał to sposób w jaki mnie traktował, jak słuchał, jak nie bal się być bratem, nie tylko ojcem. Dawał odczuć, przy posiłku, w samochodzie, ramię w ramię, że najważniejsze jest to, co nas łączy: Chrystus i kapłaństwo. Nie stał kilka stopni wyżej ode mnie, nie zależało mu na tym, nie chciał. Ojciec Święty ewangelizował nas nie swoją funkcją, ale sobą. Był księdzem ‘od a do z’. Był człowiekiem bez udawania, bez wiary w to co zewnętrzne, ale z ufnością w moc bliskości. Tym wszystkim, Papież Franciszek nauczył mnie na nowo zaufania Bogu.

 

Tłumaczył ksiądz wiele prywatnych wypowiedzi Ojca Świętego. Co utkwiło księdzu jednak najbardziej z jego oficjalnych wypowiedzi?

Wspomniane już homilia o pokorze Maryi w Częstochowie i przemówienie w szpitalu dziecięcym. Fantastyczna była również rozmowa z biskupami w katedrze, szczególnie tej jej moment, kiedy papież prosił, aby parafie nadal były podstawową przestrzenią naszej duszpasterskiej działalności, aby nie przedkładać nad nie tzw. nowych ruchów. Fascynuje mnie także z jaką mocą papież krytykuje współczesny konformizm. Jego wizja życia duchowego jest w tym względzie bardzo ewangeliczna. Papież Franciszek, wbrew temu co niejednokrotnie można o nim usłyszeć, zachęca, aby chrześcijanie nie upodabniali się do ducha swoich czasów, krytykuje tym samym mentalność świeckiego chrześcijaństwa. Te watki były mocno obecne w przemówieniach na ŚDM. Dziwi mnie, że tak mało się je zauważa.

 

Jak ksiądz myśli, jak nie stracić duchowych owoców ŚDM?

To złożona i długofalowa praca. Myślę jednak, że jej centrum może się stać duchowa walka o, proszę wybaczyć, adopcję papieża i jego nauczania. Musimy mu zaufać. Modlić się za niego. Głębiej go zaakceptować duchowo. Poznać. Przejąć się tą wizją Kościoła, o jakiej mówi i jaką żyje. Owoc ŚDM może być tylko jeden: powrót do ewangelii, umocnienie w pragnieniu jej realizowania na serio. W tym względzie papież Franciszek ma nam wszystkim wiele do powiedzenia. Nie dlatego, że jest doskonały i perfekcyjnie jednoznaczny, ale dlatego, że prawdziwie wierzy w moc i prawdę Jezusa oraz że w istocie rzeczy ma tylko jedną rzecz do powiedzenia. Chodzi o bezwzględne i nieodwołalne zaufanie Bogu i jego prowadzeniu. W tym względzie Papież jest ideowcem, jak mawia pewien mój znajomy ksiądz. Niezachwianie wierzy, ze Kościół jest nie tylko w naszych ludzkich rękach, ale przede wszystkim w boskich. Myślę, że duchowe zbliżenie do papieża Franciszka i jego intuicji duchowych pomoże nam wszystkim przeżywać Kościół takim jakim on się ujawnił w Krakowie podczas ŚDM.


Rozmawał Łukasz Kaczyński (KAI) / Kraków

 

ROZMOWY

Ojca Leona sposób na jedność

Kluczem do budowania jedności jest uznawanie siebie, jako człowieka dobrego. Bez pychy i bez fałszywej pokory

Leon Knabit OSB
Leon
Knabit OSB
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

sekrety-mnichow


Z o. Leonem Knabitem OSB rozmawia Judyta Syrek

 

Co trzeba zrobić, żeby zbudować jedność?

Moje poglądy są zbieżne z zasadami Ruchu do którego należę od wielu lat. To Ruch Kultury Chrześcijańskiej „Odrodzenie”, którego mam zaszczyt być asystentem honorowym. Stawia sobie jako jedno z ważnych zadań  „duchowe odrodzenie narodu polskiego poprzez ewangeliczne odradzanie osób”. I o to właśnie chodzi w jedności! Zwartą całość tworzy  się z odpowiednio ukształtowanych, dojrzałych jednostek. W życiu kapłańskim i mniszym staram się o tym zawsze pamiętać. Mówię to ludziom, z którymi się spotykam, a także i sobie. Kluczem do budowania jedności jest uznawanie siebie, jako człowieka dobrego. Bez pychy i bez fałszywej pokory. Jeśli będę siebie miłował zgodnie z przykazaniem (zwróćmy uwagę: miłość własna i miłość siebie), to łatwiej mi będzie docierać do innych. Taki człowiek gromadzi przy sobie ludzi, którzy czegoś chcą. Jednoczy. Dawniej taką rolę odgrywali mistrzowie duchowi, profesorowie na uniwersytetach, czy mistrzowie w dziedzinie sztuki – oni właśnie jednoczyli wokół siebie ludzi. Mądra miłość siebie pociąga za sobą miłość bliźniego i buduje jedność. Podstawą więc do tworzenia jedności w społeczeństwie jest najpierw jedność w małych grupach i rodzinach, co nie jest takie łatwe. Poza tym trzeba się starać na co dzień być takim człowiekiem, który bez podlizywania się reszcie, robi wszystko zgodnie z chrześcijańskimi wartościami, nie irytując przy tym otoczenia swą ekscentrycznością wobec postaw, które są ogólnie przyjęte za normalne.

 

Czyli, żeby budować jedność, najpierw muszę kochać siebie?

Człowiek zły na innych nie będzie tworzył jedności.

Tak. Ale nie chodzi o miłość własną, tylko o kochanie siebie. Jeśli kocham siebie, to tę miłość dobrze pojętą rozlewam na innych. Natomiast jeżeli siebie nie kocham, wciąż się stresuję, wewnętrznie buntuję, nic mi się nie podoba, wszystkich krytykuję, to nie potrafię w takiej sytuacji kochać bliźnich. Człowiek zły na innych nie będzie tworzył jedności. Chyba, że ma władzę, to może innych wytresować. Nie chodzi nam jednak o jedność wymuszoną.

Bo my rozmawiamy o ludziach, którzy budując jedność, pociągają innych tak, że oni chcą iść w tym samym kierunku. Warto dla jednej miłości żyć.

 

DSC01756-2

fot. Patrycja Szczerbińska

 

Czyli podstawą budowania jedności jest wspólny cel?

Niedojrzali ludzi nie tworzą nigdy dojrzałego społeczeństwa.

Jak najbardziej. Bez celu niczego nie da się zbudować. Jeżeli się myśli o jedności, a tego wspólnego celu nie widać, to trzeba go szukać. Budowanie jedności w każdej dziedzinie wygląda tak samo, nawet w polityce. Jeżeli partie różnią się między sobą, a różnią się, bo zawsze jest koalicja i opozycja, to ważne by różnice świadczyły o pluralizmie, a nie prowadziły do konfliktu. Tam, gdzie koalicje się rozpadają, ludzie zmieniają poglądy mamy do czynienia z niedojrzałością. Niedojrzali ludzi nie tworzą nigdy dojrzałego społeczeństwa.

 

Ojciec wychodzi z założeń, które mają źródło w Ewangelii. A jak budować jedność jeżeli część osób nie przyjmuje takich zasad?

Wtedy szukamy płaszczyzny, na którą się wszyscy zgodzą. Uczciwość – każdy człowiek myślący chce być uczciwy. Prawdomówność, ochrona życia – problem wciąż aktualny. Nikt nie powie, że aborcja jest dobrem – nawet ci, którzy są za liberalizacją. Czyli trzeba wyjść od płaszczyzny, na którą wszyscy się zgadzają.

 

Myśli Ojciec, że dzisiaj wszyscy tak samo myślą o życiu i tak samo definiują prawdę? Gdyby myśleli tak samo nie byłoby awantur.

Utrapieniem dzisiejszych czasów w jest negowanie istnienia Prawdy obiektywnej. Wspólnoty różnego rodzaju tworzą sobie prywatne prawdy na własny użytek. Jeśli jeszcze każdy człowiek zapragnie mieć prawdę, która mu odpowiada, to ładnie się może dziać na świecie, gdzie jest ponad osiem miliardów ludzi. A więc osiem miliardów prawd? Absurd!

 

Ojciec wspomniał o jedności w rodzinie. Może tu jest klucz do budowania jedności? Zacznijmy od własnych rodzin. Tutaj nauczmy się żyć w zgodzie.

Na szczęście są małe grupy, które próbują się jednoczyć i miejmy nadzieję, że one powoli wychowają ludzi, którzy potrafią być ze sobą razem

Od rodziny wszystko się zaczyna. Choć w wielu rodzinach panuje teraz rozbicie, ale to zostało zapowiedziane przez Pismo święte. Jezus mówił o podziałach w rodzinie, nawet sprawę uogólnił, mówiąc: Będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy (Mt 10,36). A Jego misja polegała przecież na tym, by pojednał ludzi z Bogiem  i między sobą. Bliskość bycia z Jezusem, poznanie Jezusa, jako Tego, który jest we mnie i w Tobie, tworzy szansę na dogadanie się. Nie muszę jednak być zewnętrznie deklarującym się katolikiem, tylko muszę postępować zgodnie z etyką chrześcijańską, która jest jak najbardziej etyką ludzką. Arcybiskup Ignacy Tokarczuk, związany z Ruchem Odrodzenie, mawiał: „Wy się nie nazywajcie katolikami, tylko bądźcie katoliccy , „róbcie” katolicyzm”. Jeżeli zaś będą tylko ciągłe pretensje, złość, niechęć Polska kraj narzekający, tak się czasem o nas mówi, bo trochę jesteśmy specjalistami w produkowaniu bezinteresownej wzajemnej niechęci i zawiści – nie dojdziemy do pojednania. Ale na szczęście są małe grupy, które próbują się jednoczyć i miejmy nadzieję, że one powoli wychowają ludzi, którzy potrafią być ze sobą razem. Według prośby Jezusa : „Spraw, Ojcze, aby byli jedno”.

 


Serdecznie zapraszamy do oglądania programu „Sekrety mnichów. Ojca Leona sposób na szczęśliwe życie”, gdzie rozmawiają wspólnie z Judytą Syrek o różnych życiowych problemach. TVP1, w każdą niedzielę o godz. 11.35

DSC02462

fot. Patrycja Szczerbińska


Leon Knabit OSB

Leon Knabit OSB

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Leon Knabit OSB
Leon
Knabit OSB
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >