video-jav.net
ROZMOWY

Maleo: Apokalipsa wypełnia się w Syrii

W biblijnej apokalipsie można przeczytać, że szósty anioł zrzuci czaszę gniewu na rzekę Eufrat, że Eufrat wyschnie - to się dzieje właśnie tam, w Syrii. Widać, że Apokalipsa się wypełnia - powiedział w rozmowie z KAI Dariusz "Maleo" Malejonek. który jako wolontariusz Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego przebywał na terenie pogrążonej wojną Syrii.

Polub nas na Facebooku!

Anna Rasińska (KAI): Skąd wziął się pomysł wyjazdu do Aleppo?

Dariusz “Maleo” Malejonek: Pojechałem tam jako wolontariusz Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego Młodzi Światu, z którym współpracuję już prawie 10 lat. Byliśmy razem w różnych miejscach na świecie. Ta organizacja zajmuje się pomocą głównie misjonarzom będącym za granicą, misjonarze natomiast, pomagają ludziom na miejscu. Tak samo było w Syrii, Damaszku i w Aleppo.

Z jednej strony był to wyjazd z pomocą humanitarną, ale chodziło też o zobaczenie czego tym ludziom potrzeba, jak oni żyją w tym piekle. Chcieliśmy też pokazać, że nie są sami, bo oni właśnie tak się czują – osamotnieni, opuszczeni przez świat. To był gest solidarności, pokazujący, że my jesteśmy z nimi, co było dla nich bardzo ważne, może nawet najważniejsze.

 

Jak wygląda życie w Aleppo? Czy można tam normalne funkcjonowanie?

Moim zdaniem nie. Tam wychodzisz rano z domu i nie masz pewności, czy wrócisz, czy na dom nie spadnie bomba, bo bomby spadają wszędzie, całkiem przypadkowo, wystrzeliwane z obu stron. Co jakiś czas się słyszy, że jakiś budynek zniknął albo ludzie na ulicy zostali postrzeleni, zabici przez odłamki, ale nawet w tych ciężkich warunkach, ludzie starają się żyć normalnie i to po obu stronach tego konfliktu. My byliśmy tylko po tej stornie Aleppo, która jest kontrolowana przez rząd, do tej drugiej części na wschodzie, kontrolowanej przez rebeliantów, nie da się dotrzeć.

W dzień naszego wyjazdu jedna siostra karmelitanka weszła do ogrodu i była w jednej chwili wbita w ziemię, bo znajdowała się tam trzymetrowa rakieta, która nie wybuchła, to był cud.

Naprawdę trudno wyobrazić sobie, jak ludzie mogą żyć od pięciu lat w takich warunkach, ale nie da się funkcjonować z ciągłą myślą o śmierci, więc mieszkańcy starają się normalnie prowadzić życie – są pootwierane sklepy, nie ma co prawda prądu, ale są generatory na ropę i przez kilka godzin dziennie jest prąd. Czasem nawet jest internet, chociaż teraz akurat go nie ma i nie mamy kontaktu z Aleppo, nie wiemy co się tam teraz dzieje. Akurat teraz trwa ofensywa rebeliantów na miasto. Zginęło kilkadziesiąt osób, a kilkaset zostało rannych – to jest codzienna proza życia tam w Aleppo.

 

Jak wygląda pomoc Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego w Syrii?

Ich praca to jest po prostu heroizm. Salezjanie opiekują się młodzieżą, codziennie wydają paczki żywnościowe: ryż, mąkę, olej, cukier, świece, bo nie ma światła. To jest ich codzienna działalność z narażeniem życia.

Byłem zbudowany postawą salezjanów, ale wychowankowie ich oratorium, też włączają się do tej pomocy. Tak jak Rita Basmajian, którą kojarzymy ze Światowych Dni Młodzieży, czy Rand Mittri, głosząca świadectwo przed papieżem Franciszkiem. To są ludzie, którzy tam pomagają cały czas i ciągle się gdzieś angażują.

Podobnie franciszkanie, jest też jedna polska franciszkanka siostra Urszula, która organizuje posiłki dla 10 tys. osób dziennie.

To wszystko między bombami, bo ta muzyka gra cały czas. Właściwie co kilka minut coś wybucha. Kiedy znalazłem się już w Bejrucie pomyślałem, że czegoś mi brakuje, coś jest nie tak – nie było już tych ostrzałów, które w Aleppo są w tle cały czas, raz bliżej raz dalej. Dla mieszkańców jest to normalność.

 

Kurdishstruggle 1

fot. Kurdishstruggle/flickr

 

W mediach widzimy jak wiele osób opuszcza tereny dotknięte wojną, a jednak są osoby, które zdecydowały się zostać, jak np. wspomniana Rita Basmajian. Co kieruje tymi osobami?

W zachodniej części mieszka ok. 1,5 mln. osób, 300 tys. w części kontrolowanej przez rebeliantów. Mnóstwo osób ucieka z Syrii, przez Liban i Turcję do Europy. Wielu młodych ludzi ucieka przed wojskiem, żeby nie dostać się do armii.

Kiedy pytano Ritę czy nie chce zostać za granicą, powiedziała, że chce wrócić do ojczyzny, bo tam jest jej miejsce, jej powołanie do pomocy i służby ludziom. Niesamowite, bo to młoda 20-letnia dziewczyna. Dla niej wyjazd na Światowe Dni Młodzieży, był najpiękniejszym wydarzeniem od pięciu lat. Mówiła nam, że nabrała tam wiary, napełniła duchowy akumulator i jest gotowa działać i faktycznie działa wszędzie gdzie się da, a wieczorami jeszcze spotykają się w piwnicy koło kościoła z młodymi i codziennie tańczą, bo bez tego człowiek by zwariował. Każdy potrzebuje choć odrobinę sztuki, piękna i odreagowania.

Wśród tych osób jest również pewien prawnik, który musi codziennie przechodzić przez aleję snajperów. Codziennie widzi kogoś kto ginie na tej ulicy. Po prostu pada koło niego. Ten mężczyzna musi pracować, dlatego każdego dnia żegna się z żoną, tak jakby już miał się z nią nie spotkać.

 

Co możemy zrobić, żeby pomóc tym ludziom?

Oprócz pomocy materialnej, którą staramy się zorganizować, potrzebna jest modlitwa.

Mieszkańcy Aleppo wierzą, że tylko modlitwa może pomóc w rozwiązaniu tego politycznego konfliktu. Oprócz dwóch wielkich mocarstw zaangażowana jest również Europa i lokalne państwa np. Turcja, Iran, Arabia Saudyjska, Katar, Liban… Każdy ma tam swoje interesy, w większości sprzeczne z interesami innych państwami i każdy chce ugrać coś dla siebie kosztem Syrii, to może być zarzewie trzeciej wojny światowej, tam są wszystkie potęgi militarne.

Ktoś może powiedzieć: co może pomóc modlitwa w obliczu takich nieszczęść? Wtedy ja odpowiadam: a co było w Polsce, kiedy Jan Paweł II powiedział: “Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze tej ziemi!” i ta ziemia faktycznie się zmieniła. Komunizm upadł, to możliwe.

To nie jest konflikt lokalny. W biblijnej apokalipsie można przeczytać, że szósty anioł zrzuci czaszę gniewu na rzekę Eufrat, że Eufrat wyschnie – to się dzieje właśnie tam, w Syrii. Według badań od 2016 r. Eufrat naprawdę wysycha. Susza powoduje ogromne straty i w najbliższym czasie może tam zapanować głód, to rzeka, która żywi cały rejon. Widać, że Apokalipsa się wypełnia.

 

Czy chrześcijanie w Syrii są prześladowani? Traktowani gorzej od innych?

Na terenach zajętych przez dżihadystów chrześcijan już praktycznie nie ma, bo albo zginęli, albo zostali wypędzeni (ok. 1,5 mln), to straszna tragedia, męczeństwo.

Biskup syryjski powiedział nam, że tamta ziemia jest ochrzczona krwią męczenników, w całej historii zginęło tam ok. 20 mln chrześcijan syryjskich. To kraina męczenników. Kościoły są zburzone – to jest fakt, bez politycznej oceny którejkolwiek ze stron konfliktu.

W Syrii widać też wyjątkową jedność chrześcijan, coś jak braterstwo krwi, bo wszyscy giną bez względu na to, jakiego chrześcijańskiego wyznania są. Ci ludzie żyją jak bracia, biskupi spotykają się ze sobą… Moim zdaniem to powinno być znakiem dla świata, że ekumenizm jest możliwy.

Widzieliśmy się też z Myrną Nazzour – stygmatyczką syryjską. Za wstawiennictwem Bożym, z jej ran wydziela się czysta oliwa z oliwek, o właściwościach uzdrawiających. Mistyczka była badana przez 5 niezależnych zespołów medycznych, które stwierdziły że medycyna nie jest w stanie tego wyjaśnić. Myrna opowiedziała o swoich spotkaniach z Matką Boską i prosiła by modlić się o jedność Kościoła na całym świecie. Według niej Kościół powinien być jeden, tak jak Chrystus jest jeden.

 

Poza pomocą poszkodowanym w Syrii, zajmuje się Pan również projektem “Nieśmiertelni”, na czym on polega?

To projekt o męczeństwie chrześcijan, ludziach którzy nie żywią nienawiści do oprawców przez, których zginęli ich bliscy. Dla mnie to jest niesamowite, że mają taką prawdziwą biblijną wiarę, są w stanie wybaczyć swoim wrogom.

Właśnie ci męczennicy zbawiają świat, biorąc na siebie całe zło. Oni ten świat zbawiają, będąc buforami zła, bo Chrystus umiera w swoich wyznawcach. Teologicznie Chrystus nie umiera ani nie cierpi już jako zmartwychwstały, ale umiera i zbawia świat poprzez męczeństwo swoich wyznawców.

Projekt nazywa się “Nieśmiertelni” dlatego, że chrześcijanie nie umierają, tylko idą do nieba i działają dalej, poprzez obcowanie świętych.

 

Czy mieszkańcy Aleppo mają jeszcze nadzieję na zawieszenie broni?

Wielu ludzi już nie ma nadziei, są przybici, zdołowani, wręcz w krytycznym stanie, psychicznym, ale jest też duże grono ludzi, takich jak np. Rita, Rand, czy członkowie oratorium salezjańskiego. To osoby, które działają, nie poddają się i proszą o modlitwę, bo wierzą, że pokój w Syrii, pokój na świecie, zależy od naszej modlitwy.


Dariusz “Maleo” Malejonek – polski kompozytor, wokalista i gitarzysta, członek zespołów: Kultura, Arka Noego, Izrael, Moskwa, Armia, Houk, 2Tm2,3. Założyciel i lider grupy Maleo Reggae Rockers. Członek wspólnoty neokatechumenalnej w Kościele rzymskokatolickim.

 

Pierwsze Msze w Świątyni Opatrzności już 11 listopada

Chciałbym, żeby parafia Opatrzności Bożej spełniła szczególne wymagania i oczekiwania mieszkańców - mówi KAI kard. Kazimierz Nycz. 11 listopada w górnym kościele budowanej świątyni zostaną odprawione pierwsze Msze a od 13 listopada liturgia będzie tam sprawowana już co tydzień - zapowiada metropolita warszawski.

Polub nas na Facebooku!

Tomasz Królak: Już wkrótce, 11 listopada, w górnym kościele Świątyni Opatrzności Bożej w Wilanowie zostanie odprawiona pierwsza Msza św. Co właściwie oznacza ten etap – bardzo ważny, choć nie ostatni – w procesie oddawania świątyni do pełnego użytku?

Kard. Kazimierz Nycz: Nigdy nie jest tak, że wprowadzamy ludzi do kościoła dopiero wraz z ostateczną konsekracją. Owszem, zdarzają się wyjątki. Tak na przykład było w Krakowie podczas konsekracji przez Jana Pawła II bazyliki Miłosierdzia. Chcieliśmy, aby papież, który w pewnym sensie „wymyślił” tę świątynię, dokonał także jej konsekracji. Ale i wtedy nie wszystko jeszcze było gotowe.

Zazwyczaj wchodzi się do kościoła na pewnym etapie prac, oczywiście wtedy, gdy jest to zgodne z przepisami państwowymi, wymaganymi przy oddawaniu do użytku tego typu do obiektów. Jest czymś zupełnie normalnym to, że jeszcze przez następny okres przeprowadza się dalsze prace wykończeniowe, które zmierzają do tak zwanego pierwszego poświęcenia. A od tego etapu mija jeszcze jakiś czas do momentu, w którym świątynia będzie w pełni ukończona, piękna i gotowa do właściwej konsekracji.

Obecnie jesteśmy na tym pierwszym etapie. Chcemy zaprosić ludzi, którzy wspierają budowę kościoła (a tych darczyńców jest około 100 tys.) i przyjeżdżają do Wilanowa na Dzień Dziękczynienia czy przy innych okazjach. Chcemy, by tym razem zobaczyli świątynię nie tylko z zewnątrz, ale weszli do jej wnętrza, zobaczyli okna, drzwi, piękną posadzkę, ołtarz, by uczestniczyli w Eucharystii w głównej przestrzeni sakralnej. Do tej pory jedynym miejscem sprawowania Mszy był kościół dolny, który jest też Panteonem Wielkich Polaków.

 

Po 11 listopada Msze św. w górnym kościele będą sprawowane co niedziela?

Tak, wyraźnie już widać taką potrzebę. W międzyczasie będziemy pracować nad wystrojem pięknie zaprojektowanej, wykrzywionej ściany ołtarzowej, a później nad witrażami. Kolejną cezurą będzie pierwsze poświęcenie świątyni.
Myślę, że powinno to nastąpić w Dzień Dziękczynienia, a więc w pierwszą niedzielę czerwca, zapewne za dwa lub trzy lata.

Bardzo długo pracowaliśmy na tę datę i chcemy, żeby to święto na stałe związało się ze Świątynią Opatrzności. Tak jak Kraków ma na Skałce majowe uroczystości ku czci św. Stanisława, Częstochowa ma 3 maja, Gniezno – kwietniową uroczystość św. Wojciecha, tak my, w Warszawie, chcielibyśmy utrwalić obchody Dnia Dziękczynienia przy Świątyni Opatrzności.

 

Natomiast 11 listopada ma być wyraźnym zamknięciem pewnego etapu prac.

Tak. Ukończenie tej fazy było wyzwaniem, które postawiliśmy przed sobą także dlatego, by się zmobilizować do zrobienia kolejnego kroku. A przy tej okazji pokażemy, że w ciągu 15 lat, licząc od momentu pracy nad projektem, zaszliśmy już bardzo daleko. Świątynia jest rzeczywiście gotowa do tego, żeby w niej celebrować Msze św.

Chodzi głównie o coraz liczniej pojawiających się pielgrzymów z Polski i zagranicy, ale także o parafię, która w międzyczasie powstała wokół świątyni.

 

To szczególna parafia na religijnej mapie Warszawy, bo zamieszkiwane przez szybko wzbogacającą się klasę średnią miasteczko Wilanów jest ogólnopolskim fenomenem. Jak pasterz diecezji ocenia religijną „temperaturę” tego miejsca? Czy będzie ono duchowo żywe?

Mam nadzieję. To jest wielkie zadanie i wyzwanie dla pasterzy tej parafii oraz ich świeckich współpracowników. Chciałbym, żeby parafia spełniła rzeczywiście szczególne wymagania i oczekiwania mieszkańców. Widzę też szansę na harmonijne współdziałanie ruchu pielgrzymkowego, związanego z dużymi uroczystościami przy świątyni, z parafianami, którzy są właściwymi współgospodarzami tego miejsca.

Muszę przyznać, że parę lat temu, gdy tworzyliśmy parafię i zaczynaliśmy odprawiać tam Msze św., miałem obawy, że będzie to trudna parafia, że wszystko będzie szło wolno. Rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. Uważam, że są to wspaniali ludzie. Dość powiedzieć, że po kilkunastu już latach odprawiania Mszy w dolnym kościele widać, że przybywa coraz więcej ludzi i rzeczywiście istnieje potrzeba otwarcia świątyni głównej. W niedziele liczba uczestników liturgii dochodzi do 3 tys., a to nie jest mało.

Nie jest też łatwo zadbać duszpastersko o tych ludzi. Liczba chrztów dochodzi do 500 rocznie, a warto zaznaczyć, że chrzcimy dzieci wyłącznie z tej parafii – Opatrzności Bożej, nie robimy „pospolitego ruszenia” całej Warszawy, gdyż nie chcemy burzyć porządku życia parafialnego w mieście. O czym świadczy taka liczba? O tym, że mieszkają tam młode małżeństwa, jeśli bowiem wziąć pod uwagę „średnią warszawską”, to chrztów powinno tam być maksimum 200. Jest dwukrotnie więcej, ponieważ nie ma tu starszych ludzi, nie ma też jeszcze pogrzebów.

 

Liczba chrztów potwierdzałaby również tezę o tym, że osobom ustabilizowanym finansowo łatwiej jest zdecydować się na potomstwo.

Myślę, że tak jest. Parafia Opatrzności Bożej mogłaby też świadczyć o tym, że nie jest prawdą twierdzenie, iż ludzie bogaci mają tylko jedno dziecko. To jest droga, którą powinny iść i państwo, i Kościół: stawiać na małżeństwa i rodzinę. Rodzina jest w wychowaniu nie do zastąpienia przez kogokolwiek.

 

Po chrzcie przychodzi czas na pierwszą komunię…

– W przyszłym roku do tego sakramentu przystąpi pierwsza grupa dzieci z parafii Opatrzności Bożej.

 

A kiedy nastąpi właściwa konsekracja?

– Wówczas gdy będą już wszystkie elementy wyposażenia przestrzeni sakralnej, włącznie z wizerunkami Drogi Krzyżowej. To już dłuższa perspektywa. Chcemy zostawić coś przyszłym pokoleniom… Pokolenie obecne, które pracuje przy świątyni i przekazuje na nią ofiary, zrobiło naprawdę bardzo dużo.

 

Świątynia Opatrzności Bożej ma być także ważnym miejscem na kulturalnej mapie Warszawy.

Tak. Chcemy, by sanktuarium – obok swojej podstawowej, sakralnej funkcji – prowadziło też działalność charytatywną, społeczną i właśnie kulturalną. Świątynię, która będzie bazyliką, przygotowujemy także od strony akustycznej. Dbamy o odpowiednią liczbę miejsc siedzących, tak by mogły się tam odbywać koncerty i wydarzenia kulturalne – oczywiście zgodne z charakterem tego miejsca.

Przypomnijmy, że w podziemiach usytuowany jest Panteon Wielkich Polaków, a na górze, na powierzchni ok. 2,5 tys. mkw., powstaje Muzeum Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego. Chcemy je otworzyć jako instytucję współprowadzoną przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego na 100. rocznicę odzyskania niepodległości, a więc za dwa lata.

Będzie to miejsce dające nie tylko możliwość zapoznania się z postaciami tych dwóch wielkich osobistości – a na kanwie ich życia, także z historią Polski – ale także kolejna przestrzeń działalności kulturalnej. Bardzo liczę na to, że Centrum Opatrzności Bożej tę funkcję podejmie, wzbogacając ściśle sakralny wymiar tego miejsca. W ten sposób będziemy wypełniać obietnicę twórców Konstytucji 3 maja. Chcemy dziękować Bogu za Konstytucję, ale też wszystko to, co dokonało się zarówno przed tym aktem, jak i po nim, aż do naszych dni. Chcemy „chwytać” także to, co będzie miało miejsce już po otwarciu świątyni.

 

PL_Warsaw_Temple_of_Divine_Providence_lower_church

 

Dużo wskazuje na to, że otwarcie Muzeum św. Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego bardziej czy mniej dokładnie zbiegnie się z beatyfikacją Prymasa Tysiąclecia. Zapewne wzbudziłoby to dodatkowe zainteresowanie tym miejscem?

Tak, wówczas byłoby to już Muzeum Świętego i Błogosławionego.

 

A kiedy można się spodziewać beatyfikacji kard. Wyszyńskiego?

Nie dam się namówić na spekulowanie co do terminów. Proces beatyfikacyjny jest procedurą długą i żmudną. Kościół bada życie kandydata na różnych szczeblach. Obecnie dokonuje się to już na etapie rzymskim. Trwa badanie sprawy zarówno przez teologów, jak i komisję kardynałów w Kongregacji ds. Świętych. Lepiej się w to nie wtrącać i pozostawić do obiektywnej oceny powołanym do tego gremiom.

Nawet więc gdybym wiedział, jaka jest bieżąca faza prac procesowych, to i tak nie podałbym tego do publicznej wiadomości. Ci, którzy nad tym pracują, a wśród nich jest i prefekt wspomnianej Kongregacji kard. Angelo Amato, mogliby bowiem odczuć jakąś presję. Ufam, że będzie to beatyfikacja rychła, ale nie powiem, czy nastąpi w roku przyszłym, czy może jeszcze następnym. Zostawmy to Rzymowi.

Nie ulega natomiast wątpliwości, że ta beatyfikacja byłaby rzeczywiście dużym wzmocnieniem Muzeum. Z każdym rokiem coraz mocniej uświadamiam sobie to, jak pilna jest potrzeba działań ukazujących obydwie te postacie. Trzeba to robić szybko, naprawdę, bo czas jest okrutny. Jeśli chodzi o kard. Wyszyńskiego, to wyrasta przecież kolejne pokolenie, które go nie widziało. W wypadku Jana Pawła II jest jeszcze o tę pamięć łatwo, gdyż od czasu jego śmierci upłynęło stosunkowo mało czasu, a poza tym był on wszechobecny w mediach. Natomiast kard. Wyszyński był w czasach komunistycznych objęty swoistym „embargiem”, stąd materiałów prasowych, telewizyjnych o jego postaci, uwięzieniu czy obchodach milenijnych jest dużo mniej. Młode pokolenie zna Prymasa jedynie z narracji pośredniej.

 

Zapewne czuje Ksiądz Kardynał satysfakcję: oto po latach, 11 listopada, stan świątyni umożliwia odprawienie tam pierwszej Mszy w głównym kościele?

– Na pewno jest satysfakcja. Ale przede wszystkim odczuwam wielką wdzięczność dla całego zespołu Centrum Opatrzności Bożej. To zaledwie kilkanaście osób. Wraz z nimi od dziesięciu lat, odkąd jestem w Warszawie, podejmuję dzieło po moim poprzedniku Prymasie Glempie.


Rozmawiał Tomasz Królak (KAI) / Warszawa