video-jav.net

Franciszek porwie serca Polaków. Kardynał Nycz w RMF FM

Jak się dzieje coś dobrego, to wtedy narasta napięcie. Rzeczywiście chyba są to pierwsze ŚDM, kiedy będziemy musieli się zmierzyć z problemem nie tylko terroryzmu, ale też naszym problemem mentalnym - mówił Kardynał Kazimierz Nycz, gość dzisiejszego Kontrwywiadu RMF FM

Kard. Kazimierz Nycz
Kard. Kazimierz
Nycz
zobacz artykuly tego autora >
Mariusz
Piekarski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Rozmowa Mariusza Piekarskiego (RMF FM) z Kardynałem Kazimierzem Nyczem, metropolitą warszawskim

 

Mariusz Piekarski: Tysiące osób czekają na spotkanie z papieżem. Coraz więcej osób dociera do Polski, ale też docierają do nas coraz gorsze informacje o atmosferze w Europie. Strach, terror, kolejne ofiary. Nigdy do tej pory Światowe Dni Młodzieży nie odbywały się w tak niesprzyjających okolicznościach. Liczy ksiądz kardynał, że wizyta papieża ma szansę przełamać ten nasz lęk?

Kardynał Kazimierz Nycz: Najpierw powiedziałbym nieco kolokwialnie, że tam, gdzie dzieje się wielkie dobro, tam diabeł działa w sposób szczególny. Myślę, że te słowa można odnieść do tego, co się dzieje. Z jednej strony przez ostatnich pięć dni, kilkanaście tysięcy zagranicznej młodzieży, kilkanaście tysięcy naszej, koncert, msza święta przy Świątyni Opatrzności, ludzie z entuzjazmem zmierzają do Krakowa, jadą na ŚDM, a z drugiej strony w mediach mamy wiadomości, które są wiadomościami przykrymi. I w tym znaczeniu jak się dzieje coś dobrego, to wtedy narasta to napięcie i rzeczywiście chyba są to pierwsze ŚDM, kiedy będziemy musieli się zmierzyć z tym problemem. To jest problem nie tylko terrorystyczny, czy taki który dzieje się na ulicach Niemiec, czy Francji, ale to jest także nasz problem mentalny. Wydaję mi się, że…

 

Kardynał Nycz

fot. Archidiecezja Warszawska

… przełamać strach?

Tak, przełamać strach, bo jeżeli  nawet przyjmiemy, że założeniem tych ludzi jest przyjść tutaj do nas i zrobić nam przykrość – w jakimś sensie nas zastraszyć – to nasza uległość, nasz strach, będzie ich zwycięstwem.

 

To jak odpowiedzieć? Jak nie przejmować się? Nie można.

Nie, to byłoby nieodpowiedzialne. Z jednej strony każdy pojedynczy człowiek musi być ostrożny wszędzie. I na ŚDM również. Obserwować i widzieć wszystko. Przecież mamy dobre służby. One muszą czuwać, aby nie wydarzyły się takie wypadki, jak ten w Nicei, kiedy wielki samochód wjedzie w tłum.

 

Jak mentalnie się przygotować? Jak sobie z tym poradzić? Jak odpowiedzieć na pytanie jak się cieszyć, być w grupie, kiedy towarzyszy nam strach.

Jeżeli chodzi o mentalną postawę, to w tej chwili powiem górnolotnie, ale prawdziwie. Jest potrzebna nadzieja i to, nadzieja nie tylko ludzka, ale nadzieja, którą daje Bóg i to spotkanie całe Kościoła, które przeżywamy. Myślę, że tutaj apelowałbym o to, żebyśmy uwierzyli i zawierzyli, że jesteśmy mocni przy Chrystusie, jesteśmy mocni na tych ŚDM i jesteśmy mocni przy papieżu Franciszku, który  tyle wspaniałych, pozytywnych, pięknych rzeczy mówi i będzie mówił do młodzieży.

 

A spodziewa się ksiądz kardynał, że ta sprawa uchodźców, tych niesprawiedliwości, różnic kulturowych to może być to, na co nacisk położy Papież Franciszek?

Myślę, że generalnie rzecz biorąc pewnie tak będzie. Nie wiem tego na pewno. Kontekst przemówień papieskich, kontekst spotkań, jednak pozytywnym wymiarem Światowych Dni Młodzieży zawsze będzie głoszenie Słowa Bożego, budowanie Kościoła, budowanie tej nadziei, o której powiedziałem.

 

Ale zawsze są jakieś akcenty.

Nie da się tego zrobić bez kontekstu. Ponieważ kontekst światowy jest taki jaki jest, a kontekst dotyczący Europy jest, chciałoby się powiedzieć, że chyba jeszcze trudniejszy niż światowy, więc moim zdaniem – tak jak dobry malarz, który maluje rzeczywistość – papież nie wymaże tego tła, tylko będzie się w tym tle obracał. Ale będzie się obracał ze swoim słowem, ze słowem Boga, które będzie nam wskazywało co zrobić, żeby z jednej strony takich rzeczy nie było, a z drugiej strony – ponieważ zło zawsze jest i będzie – co zrobić, żeby człowiek mocny wiarą potrafił to zło pokonywać na co dzień.

 

A czy słowa papieża, to przesłanie, mogą być gorzkie dla nas, Polaków, jeśli papież przypomni nam o tolerancji, równości, wyciąganiu ręki do innych. Czy to może być gorzka lekcja?

Nie wiem. Lekarstwa są czasem takie, że pomagają bardzo skutecznie, ale są nieprzyjemne w użyciu i są gorzkie. Więc jeśli pan użył tej analogii to, rzeczywiście jeżeli papież coś nam powie, powie o tym kim jesteśmy, jacy jesteśmy, no to nie jest to powód do tego, żeby się obrażać na papieża, tylko to jest powód, do tego aby słuchać, przyjąć i zrobić sobie rachunek sumienia. Tylko bardzo ważną rzeczą będzie, czy będziemy robić rachunek sumienia sobie, czy będziemy się uderzać po cudzych piersiach, bo to wydaje mi się potrafimy robić. Niestety.

 

Pytam również oto, księże kardynale, w kontekście komunikatu Watykanu, o którym pisze dziennik “La Stampa”, że papież przyjedzie tutaj do nas, do Polski, bardzo dobrze poinformowany o tym wszystkich złych incydentach, o pewnych incydentach ksenofobicznych, rasistowskich, o tym, że – jak to ujęto w tym komunikacie – jest tu w Polsce podsycany pewien rodzaj lęku, przez polityków, ale także przez Kościół.

Znaczy ja myślę, że dzisiaj w globalnym świecie, w którym żyjemy, wszystkie wiadomości stają się własnością całego świata w jednym momencie i to nie jest dla mnie zaskoczeniem. Tylko czasem się obawiam, że niektóre przekazy, także medialne, wasze, one są troszkę z natury mediów jednostronne. To znaczy, dokonują pewnego uogólnienia rzeczy jednostkowych i obraz który z tego później wychodzi jest obrazem, jakby cały świat był taki.

 

A najważniejsze to, co będzie miał do powiedzenia papież Franciszek.

Tak mi się wydaje, że papież nad tym wszystkim potrafi uwzględniwszy to oczywiście w przemówieniach, przejść ponad i przyjść z orędziem pokoju, z orędziem miłości, takim orędziem, które by poruszyło serca, ale także przeniknęło rozum i sprawiło jakieś konkretne zmiany.

 

EN_01207601_0015

 

Ale to będzie przesłanie dotyczące właśnie ubóstwa, biedy, niesprawiedliwości – to, o czym tak głośno za każdym razem mówi papież Franciszek?

Z pewnością będzie to przesłanie miłosierdzia, wezwanie do miłosierdzia, ponieważ nie tylko jesteśmy w Roku Miłosierdzia, ale te dni światowe są pod hasłem “Błogosławieni miłosierni” i pod tym względem papież jest bardzo konsekwentny. Będzie zwracał naszą uwagę na wszystkich wykluczonych, potrzebujących, biednych. Ludzi, którzy potrzebują naszej pomocy. Bo odpowiedzią najważniejszą na Miłosierdzie Boże jest ufność, ale odpowiedzią równie ważną jest być miłosiernym.

 

A my z tym miłosierdziem mamy problem jako Polacy?

Myślę, że nie mamy. Kiedy widzę dzieła, które się dzieją i w Kościele, i w świecie, organizacje społeczne rozmaitego rodzaju, które są w Polsce – bardzo dużo się tego miłosierdzia dzieje. Boję się tylko, że my jesteśmy jakoś wstydliwi w tym, żeby mówić o tym. Trzeba to pokazać, bo to jest świadectwo, które zachęca innych do tego, żeby też być miłosiernym.

 

Czy ksiądz kardynał czeka szczególnie na spotkanie hierarchów polskiego Kościoła z papieżem Franciszkiem i to, co tam padnie?

Czekam, choć muszę powiedzieć, że najbardziej na takie spotkania zamknięte czekamy wtedy, kiedy profesjonalnie idziemy do Rzymu na wizytę ad limina, kiedy następuje podsumowanie 5 lat działalności Kościoła w Polsce. Tutaj też to będzie ważne, zwłaszcza ze względu na to, że jest to symboliczne miejsce – Wawel. Sądzę, że będzie to po prostu rozmowa, w której Ojciec Święty wyartykułuje swoje oczekiwania wobec Kościoła w Polsce…

 

Postawi drogowskaz? Przekręci ten drogowskaz?

Myślę, że wytyczy pewne kierunki, które mu leżą bardzo na sercu, czyli te punkty główne jego pontyfikatu, a my będziemy mu sprawozdawać, mówić i podejmować dialog na ten temat, jak to widać ze strony polskiej i jak mianowicie te rzeczy powinny być prowadzone…

 

EN_01217965_0144

 

Bo padają takie głosy, księże kardynale, że polski kościół nie słucha Franciszka, nie podąża jego śladami. Wytycza swoją ścieżkę i te ścieżki trochę się rozchodzą.

Myślę, że to jest duże uogólnienie, uproszczenie. Kiedy słucham, rozmawiam ze świeckimi, z ludźmi, to jest to papież, który jest przyjmowany entuzjastycznie. A skąd się biorą te setki tysięcy ludzi w ciągu roku, w ciągu tygodnia na modlitwie Anioł Pański, na środowej audiencji? Wśród tych ludzi jest tylu Polaków, którzy tam jeżdżą. Myślę, że papież jest słuchany. Oczywiście, że są pewne kręgi, znowu nagłośnione. Najczęściej są to kręgi jakichś środowisk dziennikarskich, które artykułuję swoje poglądy, mają do tego prawo, tylko nie bierzmy tego za powszechny sposób patrzenia i odbioru papieża Franciszka.

 

Wszyscy w tym tygodniu – i duchowieństwo, i wierzący, i wszyscy Polacy – muszą nastawić się na słuchanie.

Na słuchanie. Ja to widziałem w Rio. Zobaczymy potężne możliwości tego papieża, kiedy stanie przed milionem młodych ludzi…

 

Porwie serca?

I porwie serca. Jestem tego pewny.

 

Dziękuję pięknie, ksiądz kardynał Kazimierz Nycz był naszym gościem. Dziękuję serdecznie za wizytę.

Wszystkich zapraszam i błogosławię na drogę.

 


Serwis o ŚDM tworzymy wspólnie z Interia.pl i RMF FM

Materiał z portalu

rmf24rmf-fm


Kard. Kazimierz Nycz

Kard. Kazimierz Nycz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Mariusz Piekarski

Redaktor RMF FM

Zobacz inne artykuły tego autora >
Kard. Kazimierz Nycz
Kard. Kazimierz
Nycz
zobacz artykuly tego autora >
Mariusz
Piekarski
zobacz artykuly tego autora >

Odpowiedzią na Auschwitz są Łagiewniki

Odpowiedzią na dramat Auschwitz jest przesłanie z Łagiewnik - zauważa w rozmowie z KAI ks. Manfred Deselaers. Niemiecki kapłan, wiceprezes Krakowskiej Fundacji Centrum Modlitwy i Dialogu w Oświęcimiu mówi też czym ma być zwiedzenie byłego obozu przez uczestników ŚDM, o uniwersalnym znaczeniu Auschwitz, zwycięstwie św. Maksymiliana oraz o Łagiewnikach, z których na cały świat płynie przesłanie o Bożym Miłosierdziu.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Alina Petrowa-Wasilewicz (KAI): Podczas pielgrzymki do Polski papież Franciszek odwiedzi niemiecki nazistowski obóz zagłady Auschwitz-Birkenau. To już trzeci papież, który tu przybywa. W 1979 roku Jan Paweł II powiedział, że był tu wcześniej i że “nie mogłem tutaj nie przybyć jako papież”. W 2006 r. Benedykt XVI wypowiedział te same słowa. Co takiego jest w Auschwitz, że papieże muszą tu przybywać? Co to za miejsce?

Ks. Manfred Deselaers: Karol Wojtyła był biskupem miejsca, w którym znajduje się były obóz w Auschwitz. Benedykt XVI poprzez historię swojego życia był z nim pośrednio związany. Dla nich w jakiś sposób łączy się to z ich przeżyciami wojennymi. Na pewno dla papieży istotny jest fakt, że dialog chrześcijańsko-żydowski jest ważnym tematem dla Kościoła po Soborze Watykańskim II, gdzie, pod wpływem szoku, jaki spowodował holokaust, odnowiono tę relację.

Z kolei papież Franciszek jako arcybiskup Buenos Aires miał znakomite kontakty ze społecznością żydowską tego miasta i nawet w bocznej kaplicy tamtejszej katedry znajduje się tablica, która jest upamiętnieniem Szoah. Dla obecnego papieża nie jest to temat teoretyczny, jest on z nim osobiście głęboko związany także dzięki przyjaźni z rabinem Skórką. Jest oczywiste, że odnowa relacji chrześcijańsko-żydowskiej, która dokonuje się w Kościele jest dla niego bardzo ważna.

Franciszek przybywa też z powodu ogromnej tragedii, która się tu dokonała, a jest niezwykle wrażliwy na cierpienie, na tragedię wielu ludzi, z powodu tego, co się stało z narodem żydowskim. Holokaust jest głęboką tragedią i Franciszek to czuje.

Wymieniłem główne powody, dla których papieże “muszą tu być”, ale poza bezpośrednią przyczyną, związaną z zagładą narodu żydowskiego, Auschwitz stawia przed każdym człowiekiem najważniejsze pytania, dotyczące ludzkiej egzystencji – dziś, w przyszłości i na zawsze.

 

Jakie to pytania?

To najpierw pytania o kulturę europejską, która ma chrześcijańskie korzenie – czemu coś takiego mogło się wydarzyć w jej obrębie?

 

Czy można twierdzić, że Auschwitz jest efektem chrześcijaństwa, czy był możliwy, bo chrześcijaństwo w owym czasie zanikło?

Auschwitz to efekt zaniku chrześcijaństwa, ale i jego słabości. Ideologia nazistowska była antychrześcijańska, rasistowska. Hitler wyraźnie mówił swoim esesmanom: nie jesteśmy ateistami, wierzymy w Opatrzność, Bóg wybrał naród niemiecki, posłał nam Hitlera. Ale używał tego pojęcia w kontekście rasistowskim, to nie był biblijny Bóg, to był powrót do germańskich bogów, których człowiek spotyka współdziałając z siłami natury. Dlatego Hitler mówił i pisał w “Mein Kampf”: “Uważam, że wypełniam wolę Boga, walcząc z Żydami”.

Ale to pytanie, dlaczego kultura europejska stała się tak słaba, że tak idiotyczna ideologia mogła się rozwinąć i opanować umysły milionów? To ważny temat dziś i będzie istotny też jutro. To pytanie o to, kim jest człowiek.

Dlatego Auschwitz to miejsce głębokiego rachunku sumienia chrześcijan, bo choć to był efekt nazistowskiej, antychrześcijańskiej ideologii, trzeba pytać czemu hasło, że Żydzi są winni wszystkim nieszczęściom świata, zostało zaakceptowane? Stary stereotyp, że Żydzi zabili Chrystusa, a ta tradycja była żywotna, pomagał Hitlerowi “sprzedać” tę antyżydowską ideologię, która została kupiona. Ja sam jeszcze wiele lat po wojnie słyszałem, że to, co się stało z Żydami podczas wojny, było jakąś karą Boga, gdyż odrzucili oni Chrystusa. Przeciwko temu negatywnemu obrazowi świata żydowskiego w świecie chrześcijańskim była cała odnowa w Kościele katolickim od czasu Soboru Watykańskiego II i trwa do dziś.

 

auschwitz-506660_1920

 

Czym jest Auschwitz dla Żydów?

Miejscem zagłady ich narodu. Świat żydowski mieszkał głownie na terenach Polski. Tego świata już nie ma. Jeżeli ktokolwiek, szczególnie Żydzi, wędrują śladami żydowskiego życia w Polsce, w rzeczywistości i tak idą śladami zagłady i śmierci. Jest głęboką tragedią, że to Polska, a nie Niemcy, są krajem ich zagłady.

Gdy Żydzi przyjeżdżają do Polski, są w kraju śmierci swojego narodu. A ja zawsze i wszędzie powtarzam, że stało się to nie z winy Polaków, że nie ma to nic wspólnego z polskim antysemityzmem, a z antysemityzmem niemieckim. To Niemcy wymordowali Żydów w Polsce. I niezależnie od sprawców każdy Żyd będzie czuł, że właśnie tu są prochy jego narodu. Polacy tego nie zrobili, ale byli obok i nie każdy zdał egzamin, nie każdy był “sprawiedliwym wśród narodów świata”. Z powodu zagłady Żydów Polska, także Polska katolicka, ma także ranę czy traumę, z którą ciężko żyć. Spotykam się nieraz z opinią, że lepiej tego nie dotykać.

 

Jak reagują przybysze z innych krajów?

Często pytają mnie: dlaczego przyjeżdżają tu Japończycy i praktycznie cały świat? Auschwitz autentycznie wzrusza cały świat i każdy, kto tu przyjeżdża, myśli też o dniu dzisiejszym. A zaledwie kilka dni temu był kolejny atak terrorystyczny, w Nicei. Ludzie pytają, co się dzieje ze światem? Polacy i narody, które to przeżyły, wspominają też komunizm, co się stało i co się dzieje, myślimy o obecnych wojnach, o uchodźcach, którzy giną na morzu, o biedzie, która pociąga dramatyczne skutki. To miejsce prowokuje pytania czym jest człowiek i jak organizujemy swój świat i swoje życie – razem lub jedni przeciwko drugim.

 

Auschwitz to miejsce ostrzeżenia?

Przestrogi, dokąd może nas zaprowadzić wzajemna wrogość. To miejsce głębokiego odczuwania, że Auschwitz, holokaust, minęły, ale że to nie musi być prawdziwy koniec, bo to może się powtórzyć – tego nie wiemy. Na pewno widzimy, że antysemityzm może się odradzać, ale że są też inne sposoby zniszczenia narodów, które komuś “przeszkadzają”. Pytanie i przestroga, które tu się rodzą, przemawiają do ludzi na całym świecie.

Ale wielkim cudem jest to, że Auschwitz, Oświęcim, nie jest jedynie miejscem, które odstrasza. W ostatnich dziesięciu latach stał się miejscem pojednania i pracy na rzecz pokoju i świat to widzi. Powstało Centrum Dialogu i Modlitwy, Centrum Edukacji przy Muzeum Auschwitz, Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży, a także wiele inicjatyw, które nie mają swojego domu i adresu, ale ich inicjatorzy regularnie przyjeżdżają na dni skupienia, rekolekcje, pobyty studyjne.

Jest jakaś pozytywna siła, która płynie z tego miejsca, dla mnie symbolem była tęcza, która pojawiła się nad papieżem Benedyktem XVI, gdy przybył tu jako pielgrzym w 2006 roku. I był to znak, że siła zła nie ma ostatniego słowa. Ta prawda też wciąga, dlatego warto tu przyjechać.

W naszym Centrum Modlitwy i Dialogu przynajmniej dwa razy do roku gościmy grupy japońskie. Oni mają w pamięci Hiroszimę i Nagasaki i chcą się dowiedzieć, co zrobić z tą pamięcią tak, żeby zbudować coś dobrego. Jest to dla mnie wielkim znakiem nadziei, ale wszystko zaczyna się od uświadomienia sobie, co konkretnie tu się wydarzyło i że było to realne wydarzenie, które miało konkretnych sprawców. Od tego należy zacząć aby zrozumieć, czego możemy nauczyć się w Auschwitz.

 

Modlitwy w 70. rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau

 

Papież w Auschwitz-Birkenau będzie milczeć. Dużo mówi się o jego milczeniu. Żydzi twierdzą, że to miejsce, w którym można jedynie milczeć, w psalmach czytamy o śnie, o chwilowej nieobecności Boga. Jak rozumieć milczenie Franciszka?

Przypuszczam, że Ojciec Święty o Auschwitz powie coś w Krakowie. Już Benedykt chciał milczeć, gdy tu przybył. Świadkowie jego wizyty o tym wiedzą. Gdy się zdecydował coś powiedzieć, zaczął od stwierdzenia, że wolałby milczeć. Później media skupiły się tylko na tym, co mówił, czy dobrze mówił, czy źle mówił. Teraz główną wiadomością, jaką podadzą media na całym świecie, będzie milczenie i wydaje mi się to czymś dobrym.

 

Dlaczego to będzie dobre?

Ponieważ słowa do końca tego nie ogarniają. Najpierw trzeba milczeć i słuchać, wsłuchać się w tę ziemię. Papież Franciszek będzie tu po raz pierwszy i chyba nie chciał zabić powagi tego wydarzenia poprzez jego, być może nieporadne, nieodpowiednie słowa, ponieważ jakie słowa mogą być w takim miejscu odpowiednie? Lepiej milczeć żeby uszanować ogrom tej tragedii.

Na dłuższą metę trzeba coś powiedzieć, aby nie pozwolić na zapomnienie i odpowiedzieć na ważne pytania. Musimy szukać odpowiedzi, ponieważ coś musimy robić, uzasadniać swoje działania. Ale na początku trzeba milczeć i wsłuchać się w głos tej ziemi.

 

Ojciec Święty będzie też w celi, w której został zamordowany o. Maksymilian Kolbe. W tym roku upływa 75 lat od jego śmierci. Kim jest św. Maksymilian?

Św. Maksymilian ma długą historię. Ostatnim jego czynem była miłość. Jego miłość przetrwała w świecie nienawiści. I to jest jego zwycięstwo, które jest wymowne dla wszystkich ludzi – Polaków, cudzoziemców, wierzących czy niewierzących. Że jest to możliwe i trzeba próbować żeby w świecie nienawiści samemu nie zacząć nienawidzić, ale zachować zdolność do współczucia, nie skupiać się tylko na sobie, ale widzieć cierpienie innych. Być zdolnym do miłości i solidarności – ten aspekt zawsze podkreślał Jan Paweł II, gdy o nim mówił.

Wiem od byłych więźniów, że św. Maksymilian zwrócił im ludzką godność. On zginął w celi śmierci głodowej, ale to on zwyciężył, a współwięźniowie to odczuli. I esesmani, którzy mieli władzę, którzy mogli go zabić, tak naprawdę go nie zabili. To oni przegrali poprzez ten czyn, nie o. Kolbe. I to był powrót poczucia godności – że jest coś ważniejszego niż sama wola przeżycia – miłość, współczucie, są ważniejsze. Oby im się nie udało zabić w nas człowieczeństwa. Słyszałem także od wielu więźniów żydowskich coś podobnego: Nie chcemy nienawidzić, ponieważ jeśli nienawidzimy, nasi oprawcy nadal mają władzę nad nami. I nie pozwolimy, by odbierali nam nasze człowieczeństwo.

Wszystko to Maksymilian Kolbe reprezentuje. Oczywiście, Kościół katolicki może ogłosić kogoś świętym i pokazać go całemu światu. Dlatego Jan Paweł, będąc w Birkenau i mówiąc o zwycięstwie Maksymiliana pytał też, ile było takich zwycięstw w tym piekle? Każde z nich może być dla nas wzorem, niezależnie od tego, czy ci zwycięzcy wierzyli i niezależnie od tego, czy my jesteśmy ludźmi wierzącymi. – Jan Paweł II miał bardzo antropologiczną wizję wiary. Dlatego św. Maksymilian stał się symbolem humanizmu antropologicznego, uniwersalnym symbolem, bo każdemu człowiekowi, niezależnie od tego, skąd przychodzi, pokazuje, co to znaczy być człowiekiem.

 

Święty Maksymilian Kolbe. Zwyczajny, niezwyczajnyBył zjednoczony z Bogiem.

To było jego źródło. W procesie kanonizacyjnym pojawił się problem – wcześniej, przy beatyfikacji, był uznany za świadka wiary, a Jan Paweł II chciał ogłosić go męczennikiem. I trzeba było uzasadnić, dlaczego ofiarując swoje życie z miłości do bliźniego, jest się świadkiem wiary i że jeśli ktoś umiera z tego powodu, umiera z powodu wiary, która wyraziła się w czynie miłości. Obecnie ta formuła jest powszechnie akceptowana, wówczas to było rozstrzygnięcie precedensowe.

 

Pytam o wiarę, bo św. Maksymilian stawia nam twarde pytanie o naszą wiarę, o stan chrześcijaństwa.

Z okazji 50-lecia wybuchu II wojny światowej Jan Paweł II napisał list zadając pytanie o stan chrześcijaństwa. O to, jakimi jesteśmy chrześcijanami. Patrząc na chrześcijaństwo na świecie, możemy powiedzieć, że na pewno nie jest z nim tak źle, ale chrześcijaństwo w Europie jest w kryzysie i zanika. I dopóki istnieje jeszcze w Europie tolerancja i wzajemny szacunek, jest dobrze, ale na dłuższą metę zanik chrześcijaństwa nie uchroni nas od wielu problemów. Obecnie na horyzoncie jest islam i terroryzm, ale nie jestem pewien, że to główne niebezpieczeństwo.

 

Co jest głównym niebezpieczeństwem?

Pustka, która wszędzie się wciska, utrata poczucia sensu życia. Mam dużo grup niemieckich, w których są także młodzi muzułmanie. Odnoszę wrażenie, a potwierdzają mi to także ich nauczyciele, że szukają swojej tożsamości. Wśród młodych muzułmanów też są osoby, które chcą być religijne i są bardziej otwarci na Boga.

I dlatego, poprzez ich wrażliwość na sprawy religijne, wraca w ogóle wymiar religijny także wśród młodzieży chrześcijańskiej. Ale na kogo trafią, kto mógłby ich wychować? Mam też kontakty z Rosjanami i Ukraińcami. I ludzie stamtąd opowiadają, że pod koniec komunizmu i upadku ideologii komunistycznej, wielu szukało sensu i celu w kościołach. Państwo finansowało i nadal finansuje budowę i odbudowę kościołów, ale ludzie, którzy tam szli, niczego nie znaleźli, bo duchowieństwo nie potrafiło do nich mówić, dotrzeć do nich. Ale ci księża przez całe dziesięciolecia mieli zakaz kontaktu z wiernymi, głoszenia kazań. I dlatego kościoły na Wschodzie znów opustoszały.

Czuję, że pod względem duchowym zarówno Zachód jak i Wschód Europy, są w podobnym punkcie. Dlatego dialog Wschodu i Zachodu jest pod tym względem tak ważny.

 

Czy młodzi znajdą w swoich Kościołach odpowiedź, czy ich głód egzystencjalny zostanie nasycony?

Kościół w Polsce ma konkretne zadanie. Kościół w Polsce ma tradycję obrońcy narodu. To zawsze będzie potrzebne, ale dziś nie to jest jego głównym zadaniem.

 

Co jest głównym zadaniem?

Ludzie przychodzą do kościoła szukając sensu swojego życia. Albo go już nie szukają. Trzeba zatroszczyć się o młodzież tak, żeby poczuli się tam dobrze, u siebie, ale żeby poczuli się też wolni. Właśnie dlatego Światowe Dni Młodzieży są wielką szansą.

 

Bardzo wielu uczestników ŚDM chce odwiedzić Auschwitz, miejsce śmierci. Jakie dobro ma z tego wynikać, co powinni wynieść dla siebie, swojego życia, dla swoich wspólnot, po tym pobycie? Muzeum przygotowało dla uczestników ŚDM specjalny program. A to przecież gigantyczne cmentarzysko…

Ludzie na całym świecie słyszeli o Auschwitz i chcą tu być. Słyszę o tym, że obchody, spotkanie młodych chrześcijan, mają być radosne. Ale czym jest chrześcijaństwo bez krzyża? Światowe Dni Młodzieży to nie tylko festiwal rockowy, na którym tylko się bawimy, chodzi o to, żeby dotknąć istoty chrześcijaństwa, przeżyć radość, nie uciekając od bólu świata. I znaleźć odpowiedź na sens cierpienia, bo o to chodzi w chrześcijaństwie. Nie można oddzielić zmartwychwstania od krzyża, najpierw jest krzyż.

 

Rozpoczyna się peregrynacja symboli ŚDM po Polsce

 

Jak powinien to przeżyć młody człowiek spoza Europy?

Odwiedzający powinien wcześniej się przygotować, dlatego stworzyliśmy dla młodych specjalną stronę internetową (sdm2016.cdim.pl). Jest wprowadzenie, które każdy powinien przeczytać, później sam może znaleźć informacje, jest ogromna literatura na ten temat. Idealny byłby dłuższy pobyt. Z tego powodu grupy z diecezji niemieckich, w ramach przygotowań do ŚDM, przybywały tu wcześniej na kilka dni, na tydzień. To ma sens, gdyż podczas samych obchodów najważniejsze będą spotkania z młodzieżą z całego świata i z papieżem i inne tematy zejdą na dalszy plan. Ale to ważny temat, szczególnie dla Niemców, dlatego specjalnie tu przyjechali, żeby móc się na nim skupić.

Ale ich pobyt nie będzie owocny jeśli tylko to przeżyją głęboko, a potem powiedzą, że ich to nie dotyczy. Ich pobyt będzie miał sens tylko wówczas, gdy poczują, że to ich dotyczy, bo Auschwitz każdemu mówi: To nadal jest możliwe. I prowokuje trudne pytanie o własną odpowiedzialność. Niezależnie od tego, kto z jakiej części świata przybył.

Jestem przekonany, że co najmniej co drugi z biskupów spośród tysiąca, którzy tu przybędą, poruszą w swoich kazaniach Auschwitz. Auschwitz jako miejsca całkowicie pozbawionego miłosierdzia i jako miejsca miłosierdzia. I że naszym zadaniem jest być miłosiernym.

Niezależnie od tego, czy to jest w programie, czy nie, duch Auschwitz będzie obecny też w Łagiewnikach. Czuję, że opatrznościowo orędzie o Bożym Miłosierdziu, płynące z Łagiewnik, jest odpowiedzią na Auschwitz. Więź z Łagiewnikami można tłumaczyć biografią Jana Pawła II. Gdy zawierzył świat Bożemu Miłosierdziu mówił ze zdziwieniem, że nigdy nie przypuszczał, że ten chłopak, który przychodził tu w czasie niemieckiej okupacji w drewnianych butach, zawierzy świat Bożemu Miłosierdziu. Ale tu jest coś więcej.

Siostra Faustyna Kowalska miała objawienia Jezusa Miłosiernego, dosłownie kilka lat przed wybuchem wojny w czasie, gdy w Niemczech pisano książki o Jezusie jako o typowym Aryjczyku, który wyrzucał Żydów ze świątyni. Popatrzmy na postać Jezusa, który jej się objawił, On nie ma koron, On nic nie ma, nawet sandałów na stopach. Ma tylko tunikę, nie siedzi, a idzie naprzeciw, robi krok w kierunku widza, idzie do człowieka. Jedną ręką wskazuje swoje serce, z którego wypływają promienie, drugą ręką błogosławi i mówi: Powiedz światu, że można Mi ufać, nie bójcie się. Nieprawdopodobne jest orędzie tego obrazu. Nie potrafię sobie wyobrazić obrazu, w którym tak całkowicie nieobecna jest przemoc. Tu jest sama dobroć. I ten obraz powstał w 1934 r., rok po zwycięstwie Hitlera w wyborach, gdy w powietrzu wisiała już groza nadciągającej wojny.

Gdy w Auschwitz pytamy: Gdzie był Bóg? – pytamy też o Jego obraz. Czy potrzebujemy Boga, który jest silny, zaprowadza sprawiedliwość, jest Królem świata, robi porządki? Zupełnie inny obraz Boga powstał w Wilnie, a później w Łagiewnikach.

Odpowiedzią na Auschwitz jest całkowicie miłosierny, “ludzki” Bóg, który wychodzi ze swoim miłosierdziem do człowieka, wprost się do niego spieszy żeby Mu to miłosierdzie okazać. Nie żeby karać, a wzbudzać ufność i nadzieję.

 

 

Trzeba więc połączyć te dwie “stacje” papieskiej pielgrzymki – papież w Auschwitz i papież w Łagiewnikach?

Tak. Tajemnica zła jest niewyobrażalna, ale tajemnica dobra jest większa.

 

Jan Paweł II zawierzył świat Bożemu Miłosierdziu w 2002. Prosił, żeby każdy, kto przybędzie do Łagiewnik, stał się apostołem Bożego Miłosierdzia.

I niech tak będzie. Niech ci młodzi ludzie zrozumieją, że Boże Miłosierdzie jest odpowiedzią na Auschwitz, który był całkowitym zaprzeczeniem miłosierdzia. Drugi miał w tej nieludzkiej wizji albo służyć, albo zniknąć. Dlatego naszym zadaniem jest inaczej organizować ten świat – razem z drugim, co jest niemożliwe bez ofiarnej miłości, ale jest to możliwe, choć ofiarna miłość kosztuje. A to było możliwe nawet w Auschwitz i symbolem tego jest św. Maksymilian. Jeżeli on już wtedy zwyciężył, to my też musimy zwyciężać miłosierdziem.


Ks. dr Manfred Deselaers (ur. 1955) jest wiceprezesem Krakowskiej Fundacji Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu oraz odpowiada za dział programowy. W 1989 r. rozpoczął w Polsce służbę na rzecz pojednania polsko-niemieckiego. Na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie obronił pracę doktorską „Bóg a zło w świetle biografii i wypowiedzi Rudolfa Hössa komendanta Auschwitz”.
Jest m.in. wykładowcą teologii fundamentalnej na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, członkiem Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej.
Uhonorowany m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, Krzyżem Zasługi I Klasy Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec oraz tytułem Człowieka Pojednania przyznawanym przez Polską Radę Chrześcijan i Żydów.

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >