Narzeczeństwo. Kiedyś było inaczej!

W dzisiejszych czasach mężczyzna chcący się oświadczyć ma zazwyczaj na głowie dwa problemy: pierścionek oraz okoliczności, w jakich powinien to zrobić, żeby było możliwie oryginalnie i romantycznie. Kiedyś było inaczej

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Minęły czasy, kiedy za swatanie młodych odpowiedzialni byli rodzice, kiedy funkcjonował nawet swoisty „urząd” swata, kiedy trzeba było wszystko zrealizować według przekazywanego z pokolenia na pokolenie rytuału.

Wybitny dziewiętnastowieczny polski etnograf, Oskar Kolberg, zbadał i spisał w kilkudziesięciu tomach kulturę różnych regionów, w tym zwyczaje związane z małżeństwem. Warto sięgnąć do jego dzieła, gdzie barwnym językiem atrakcyjnie opisuje przeróżne polskie tradycje,  przytacza teksty charakterystycznych dla danego miejsca i okoliczności pieśni, etc. Poniżej zaprezentuję kompilację obyczajów związanych z zaręczynami, starając się skupić się na elementach wspólnych dla większości regionów.

Zapewne czasem zdarzało się, że młodzi mogli sami zdecydować się na wspólne życie i udawało się uzyskać błogosławieństwo rodziców. Często jednak to rodzice dobierali dzieciom partnerów, w wielu miejscach korzystając z pomocy swatów

Swatami byli dojrzali, znający życie ludzie, którzy po ślubie byli przez zeswataną parę albo błogosławieni, albo przeklinani.

„Swatanie” przebiegało w kilku etapach:


Etap I: Wybór kandydatki


Swata i swatową odwiedza szukający żony kawaler z ojcem.

Narzeczeństwo. Kiedyś było inaczej!

Swata i swatową odwiedza szukający żony kawaler z ojcem.

Przez dwa czy trzy wieczory, obowiązkowo przy wódce, odbywają się narady dotyczące przyszłej żony swatanego.

Gdy zapadnie jakaś decyzja, swatowie razem z kawalerem i jego ojcem wybierają się (oczywiście zabierając ze sobą wódkę) do domu upatrzonej panny na zwiady. Koniecznie w dniu wolnym od postu (pamiętajmy, że dawniej postnych dni było dużo więcej niż dziś), najczęściej w czwartek wieczorem. Jeśli w okolicy nie ma instytucji swata, sam ojciec z synem udaje się do domu wybranki.


Etap II: Wizyta


Obowiązkowo najpierw pochwalą Pana Jezusa, po czym wygłaszają stosowną przemowę, bardziej lub mniej dowcipną. Kolberg przytacza takie zagajenia:

„Szukamy tego, czegośmy nie zgubili”.

„Chcemy się zapytać czy wasza jałoszka nie tęskni do byczka?”

„Czy nie macie towaru na przedaż, który młody kupi i dobrze zapłaci; kupisz nie kupisz, potargować nie zawadzi.”

„A gdzież wasza Antosia? co ma u nas ktosia!”

„Witajcież nam sąsiedzie,

gość tu do was przyjedzie,

 i coś z domu wywiedzie,

niechaj mu się powiedzie.

Witajcież nam sąsiadko,

skończymy tu na gładko;

dajcie tylko kielicha,

pan młody się uśmiecha."

Rodzice zazwyczaj odpowiadają poważniej, jednak również z adekwatną dozą humoru, jeśli chcą wydać córkę, np. tak:

„Znaleźliście co szukacie,

niedaleko, w naszej chacie.

Czas do baranka owieczka,

i do chłopaka dzieweczka.

Choć nasz towar nie dość tani.

ale go nikt nie pogani.

Kupcie; jeśli zapłacicie,

ucieszym się wyśmienicie.”

Znakiem, że goście będą dobrze przyjęci a rodzice panny są zainteresowani jej wydaniem, jest szybkie przygotowanie kieliszków do wódki. Jeśli gospodyni z podaniem kieliszków się ociąga, daje subtelny znak, że jeszcze dla ich córki nie czas, lub kawaler nie pasuje.


Etap III: Swaty


obraz: Rafail Sergeevich Levitsky

Panienka obowiązkowo cały czas jest schowana gdzieś w chałupie, zazwyczaj za piecem. Jeśli chce wyjść za młodego, gdy zebrani zaczynają pić i ona dołącza się do biesiady, przynosząc przekąskę. Jeśli nie podoba jej się przyszły narzeczony, płacze za piecem nad swoim losem…

W niektórych regionach pannę przyprowadza matka (funkcjonuje matczyne powiedzenie „Przecie to nosa dziewucha nie bydlę, abyśwa ją nieświadomo pozbywali”). Matka podaje córce wódkę, wychwalając jej urodę, pobożność, pracowitość i cnoty. Potem wychwalać ją zaczyna ojciec kawalera. Dziewczyna ze skromności nieśmiało  bagatelizuje komplementy. Przerywa komplementowanie jej ojciec, mówiąc np. „Nie psujta nam dziewuchy, a Bogu chwalą, ze wam tak dobrze wpadła”.


Etap IV: Oświadczyny i zaręczyny


Następnie starosta, swat, ojciec młodego lub sam kawaler (w zależności od zwyczaju) proszą rodziców panny o jej rękę. Ci zgadzają się, dziewczyna siłą rzeczy również (waga decyzji dziewczyny była różna w zależności od lokalnej tradycji czy rodzinnej sytuacji).

Kolberg wspomina, że „Jest zwyczaj, że [rodzice] nigdy do prośby tej zaraz się nie przychylą, bo by to (jak mówią) z ich córki było krzywdą, gdyćby to patrzało, ześwa ją radzi z domu pozbyć; dlatego zawsze wynajdą jakie przeszkody, a te najczęściej będąc wyrzutami przeciw postępowaniu dotychczasowemu młodzieńca, są zarazem napomnieniem i nauką, jak żyć nadal powinien, aby zyskał błogosławieństwo Boskie i przyjaźń ludzką”. Młodzieniec wtedy zapewnia, że się poprawi, po czym ojciec panny rzecze: „Mej taka wola Boga, otoć w imię Boże, bierzta ją sobie", wtedy oboje rzuciwszy się do nóg rodzicielskich, ściskając i całując je dziękują im, a rodzice złożywszy swoje ręce na głowach dzieci, błogosławiąc mówią: Błogosław Boże, scęść wam Boże!”

W niektórych miejscach znakiem przyjęcia oświadczyn jest wypicie przez dziewczynę podanego przez jej ojca kieliszka wódki, lub wypicie połowy i oddanie reszty przyszłemu mężowi, na znak wspólnego picia z kielicha, jaki im wola Boża przeznaczy.

Błogosławieństwo rodziców nie jest częścią oświadczyn, a zrękowin (zaręczyn).

Później ma miejsce wspólne biesiadowanie, któremu towarzyszy śpiewanie okolicznościowych piosenek. Podczas niego trwają też rozmowy o posagu, którym również towarzyszą często różne zwyczaje i stosowne przyśpiewki. Omawia się też wszelkie kwestie związane ze ślubem i weselem.


Etap V: Przygotowania do ślubu i wesela


Po zaręczynach zdarzają się typowe dla danego regionu sposoby zbierania na wesele.

Na przykład: młody daje wybrance kwiaty lub gotowe już wianki, w takiej ilości, by starczyło dla każdego domostwa w okolicy, albo przynajmniej dla każdej panny. Dziewczyna wianki roznosi po domach, zapraszając na zapowiedzi do kościoła. Przyjmujący zaproszenie biorą wianek, a dziewczynie w zamian ofiarowują jakieś jedzenie bądź napitek, którego uzbierać się powinno tyle, by urządzenie wesela nie stanowiło nadwyrężenia budżetu jej rodziny.

Najbliższej soboty młodzi idą do księdza dać na zapowiedzi, które będą odczytywane przez kolejne trzy niedziele. Ksiądz przy okazji wypytuje młodych o wolność decyzji oraz sprawdza ich wiedzę z katechizmu. Po wizycie u księdza młody wręcza przyszłej małżonce jakiś podarunek, np. chustę, w którą zawijał kilka srebrnych monet. Na dachu domu panny młodej wiesza się chorągiewkę o kolorach czerwonym i białym. Po zapowiedziach często ma miejsce pierwsza zabawa z muzyką, tańcami, i oczywiście wódką. Podczas niej mają miejsce okolicznościowe zabawy i specjalne tańce, np. w Małopolsce  taniec Zapraszalny (rodzaj krakowiaka).

Jak można łatwo wyliczyć, narzeczeństwo zazwyczaj nie trwało długo, bo około czterech tygodni.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

6 wymówek by nie brać ślubu

Usprawiedliwienia są jak wyjścia ewakuacyjne. Zawsze gotowe, gdyby trzeba uciekać. Nawet przed małżeństwem

Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >

Lubimy je i wciąż mamy w zanadrzu. Brzmią nie jak kapitulacja, lecz wynik racjonalnego namysłu. I dlatego właśnie mamy z nimi problem. Bardzo często kamuflują nasz brak zdecydowania, nieumiejętność podejmowania decyzji i lęk przed konsekwencjami.

Coraz częściej spotykam je, gdy słucham zakochanych i narzeczonych. Ale usprawiedliwienia są pierwszą widoczną warstwą. Pod spodem najczęściej są ukryte lęk i egoizm, które na dobre paraliżują.

Oto 6 najczęstszych powodów, dla których pary nie mogą zdecydować się na ślub

6 wymówek by nie brać ślubu

Nie wiem czy Bóg chce bym był/była z tą właśnie osobą…

Wola Boża – to brzmi dobrze jako usprawiedliwienie. Wtedy kompletnie zrzekamy się odpowiedzialności za nasze decyzje – za całość odpowiada Bóg, a gdy się coś nie uda winę zrzucimy na Niego. Czekamy na jakiś „magiczny” znak, orędzie lub objawienie, tak naprawdę wciąż nie wiedząc co by nas przekonało. Zachowujemy się trochę tak, jak uczniowie w czasie Wniebowstąpienia – nieruchomo stoimy wpatrzeni w niebo.

Panie oddaje Ci tę relację, rób z nią co chcesz…

Związek dla osoby wierzącej jest poniekąd jak projekt unijny. Musi być wkład własny. Nie da się trwać z założonymi rękoma, nie podejmując żadnych decyzji. Bóg od początku stworzenia człowieka oczekuje od niego działania. Będzie nas w tym wspierał swoją łaską, Darami Ducha Świętego, lecz wciąż na sterach są moje ręce. W miłości nie da się korzystać z boskiego autopilota.

Nie jestem gotów by z kimś być…

Gdy słyszę tego typu usprawiedliwienie (najczęściej z męskich ust), zastanawiam się jakim narzędziem można zmierzyć taką gotowość. Szczególnie gdy jestem sam lub decyduję się na odejście ze związku. Nie ma takich symulatorów, które nauczą mnie „na sucho” być z drugą osobą. Odejście, rozstanie, samotność nie może stać się lekcją budowania relacji z innymi. Dopiero gdy jest ktoś obok mnie, wiem co wymaga jeszcze mojej pracy w tym związku.

6 wymówek by nie brać ślubu

Nie jestem pewien…

Może to zabrzmi zbyt szekspirowsko, ale… czym jest pewność? Zbiorem argumentów „za”, zbiorem emocji jakie mi towarzyszą? Kiedy jest ten moment, że jestem na sto procent przekonany? Czy rzeczywiście miłość i przekonanie to nierozłączna para? Miłość jest zawsze szalonym ryzykiem. Nie da się jej zadekretować i opisać jej warunki jak w umowie . Pewność, podszyta pychą, znieczula i prowadzi związek na manowce. Jesteśmy siebie już tak pewni, że tracimy zaangażowanie i wtedy pewność nie tyle scala, lecz rozbija nasz związek.

Jak się ustabilizujemy….

Tym usprawiedliwieniem stawiamy wszystko na głowie. Nie małżeństwo, czy rodzina będzie najpewniejszą stabilizacją, lecz wykształcenie, umowa o pracę i oszczędności na koncie. Na tak grząskim i niepewnym gruncie nie da się zbudować żadnego małżeństwa. Myśląc w taki sposób z fundamentu robimy, jedynie ornament – zwieńczenie pseudo stabilnej konstrukcji.

6 wymówek by nie brać ślubu

Te koszty…

Całkiem zdroworozsądkowe usprawiedliwienie. Odkładamy decyzję o ślubie, bo nie jesteśmy przygotowani na wydatki z nim związane. Oczywiście chodzi nie tyle o sakrament, ile o związane z nim dodatki. Zaślepieni myślimy, że są one konieczne, nierozerwalnie złączone z tym co najważniejsze, że gdy ich zabraknie, to w naszym małżeństwie będzie „coś nie tak”.

Jednak tym usprawiedliwieniem, bardzo często kamuflujemy innego rodzaju koszty. Do głosu dochodzi egoistyczna ekonomia, która podpowiada, że małżeństwo to rachunek strat. Muszę oddać coś swojego: czas, racje, przyzwyczajenia. Bronię się tym samych przed dopuszczeniem do głosu myśli, że małżeństwo jest też ofiarą z mojego życia.

Przedstawiony przeze mnie zbiór „wymówek” powstał nad podstawie kilkudziesięciu rozmów z narzeczonymi lub parami myślącymi o narzeczeństwie. Nie jest z pewnością tak, że w podanych przeze mnie zdaniach nie ma słuszności. Jednak wspominam o nich dlatego, że maskują one zupełnie inne problemy – to lęk przed ostatecznymi wyborami, przed odpowiedzialnością za życie drugiej osoby. To niepewność czy jestem w stanie sam podejmować ważne decyzje, czy poradzę sobie z ich konsekwencjami.

Nie chodzi o to, by odseparować Boże natchnienie, by nie oceniać swojej dojrzałości czy nierozsądnie zadłużać się na resztę życia. To wszystko jest ważne – może jednak stać się wygodną formą ucieczki do której prowokuje nas, nasz własny egoizm.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Jacek Szymczak OP

Jacek Szymczak OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Szymczak OP
Jacek
Szymczak OP
zobacz artykuly tego autora >