Jan Paweł II – promotor małżeństwa i rodziny

W 2012 hasło Dnia Papieskiego brzmiało: "Jan Paweł II - papież rodziny". Wśród licznych tytułów, które nadano papieżowi Wojtyle, ten jest szczególnie uprawniony - małżeństwo, rodzina, obrona życia, były w centrum jego refleksji, nauczania i posługi.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Jako papież wydawał dokumenty, powołał Radę ds. Rodziny oraz Akademię Pro Vita, ale przede wszystkim, w każdym punkcie kuli ziemskiej, w trakcie ponad stu pielgrzymek, przemawiał do rodzin, spotykał się z nimi, odwiedzał ich nawet we własnych domach. Nie mógł tego nie robić, był to jego duszpasterski priorytet, gdyż, jak często powtarzał, przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę.

Krakowskie dziedzictwo

Problematyką rodziny zainteresował się ks. Karol Wojtyła jeszcze w latach, gdy był duszpasterzem przy kościele św. Floriana w Krakowie. Jego praca nie ograniczała się jednak tylko do posługi wiernym i spotkań z grupą młodych ludzi by dyskutować o małżeństwie, ojcostwie i macierzyństwie, rodzeniu i wychowaniu dzieci. Był on świadom, że Kościół powinien dać kompleksową odpowiedź na te zagadnienia.

Jego biograf George Weigel często podkreśla, że Karol Wojtyła miał niezwykłe wyczucie, jakie będą najważniejsze tematy nurtujące współczesnych. W efekcie debat z "Rodzinką", jak określali się jego młodzi przyjaciele oraz refleksji filozogiczno-teologicznej profesora KUL, powstało studium "Miłość i odpowiedzialność". Tematem studium są, jak określał to sam Autor we wstępie, "osoba poddana oddziaływaniu popędu seksualnego, następnie miłość, między mężczyzną i kobietą, która wzrasta na podłożu tego popędu, następnie cnota czystości, która jest koniecznym elementem tej miłości, i ostatecznie sprawa małżeństwa i powołania".

Duszpasterz, później biskup krakowski, nie ograniczał się jednak jedynie do naukowej refleksji. W tym samym roku wydał pod pseudonimem Andrzej Jawień utwór "Pod sklepem jubilera", który był, jak sam określił "medytacją o sakramencie małżeństwa przechodzącą chwilami w dramat".

Zabijanie dzieci w łonie matek stało się legalne w PRL od 1956 r. Odpowiedzią bp Wojtyły były nie tylko kazania i budzenie sumień. W archidiecezji krakowskiej powstał jeden z pierwszych w kraju Dom Samotnej Matki, prowadzony przez siostry nazaretanki.

Soborowe spojrzenie

Koncepcja ks. prof. Wojtyły idealnie współgrała z soborowym spojrzeniem na małżeństwo jako na przymierze mężczyzny i kobiety. Sobór Watykański II poświęcił wiele uwagi rodzinie. Konstytucja dogmatyczna o Kościele "Lumen gentium", podkreśla, że Bóg "uświęcił rzeczywistość rodziny, napełniając ją Bożą łaską i ukazując w pełni jej powołanie i misję". Małżonkowie zaś "są dla siebie wzajemnie i dla dzieci świadkami wiary i miłości Chrystusa", zaś "rodzina chrześcijańska uczestniczy (…) w proroczym powołaniu Kościoła: poprzez swój styl życia "pełnym głosem oznajmia zarówno obecne cnoty Królestwa Bożego, jak i nadzieję błogosławionego życia".

To spojrzenie musiało być głęboko akceptowane przez Jana Pawła II, który często powtarzał, w duchu dokumentów Soboru, że dobro osoby i społeczeństwa jest ściśle związane z "pomyślną sytuacją" rodziny.

Teologia ciała

Kard. Karol Wojtyła miał jasną wizję priorytetów, jakimi powinien poświęcić się papież w swym nauczaniu i działaniach. Gdy został wybrany na następcę św. Piotra z niespożytą energią zaczął ją realizować, korzystając z polskich doświadczeń – wydawał dokumenty i spotykał się z konkretnymi ludźmi, poznając ich życie i problemy.

Jest rzeczą znamienną, że krótko po wyborze za jeden z najpilniejszych tematów uznał teologię ciała. Jego cykl 129 katechez, poświęcony antropologii i teologicznej wizji ludzkiej płciowości "Mężczyzną i niewiastą stworzył ich" rozpoczął się w 1979 r.. Kontynuując swoje krakowskie refleksje, papież ukazuje personalistyczny wymiar ludzkiej miłości i podkreśla, że kobieta i mężczyzna zostali stworzeni na podobieństwo Boga, są wobec siebie komplementarni, a człowiek staje się odzwierciedleniem Boga nie tyle w akcie samotności, ile w akcie komunii. Ich miłość, która ma wymiar cielesny i duchowy pochodzi od Boga – a oni się miłują, ponieważ On ich umiłował, zaś Chrystus ukazał małżeństwo jako dar dla drugiej osoby. Seksualność nie jest źródłem grzechu czy pożądania, lecz przede wszystkim obdarowaniem, tworzeniem komunii życia i osób.

„Płeć (…) jest czymś więcej niż tajemniczą siłą ludzkiej somatyki, działającą jakby na prawach instynktu. Na poziomie człowieka i we wzajemnej relacji osób oznacza ona wciąż na nowo przekraczanie granicy samotności człowieka, wyrażonej w osobowej konstytucji ciała stanowiącej o pierwotnym jego sensie. Przekraczanie to ma w sobie zawsze coś z przejmowania za swoją samotności ciała drugiego ‘ja’” – stwierdził w jednej z katechez.

George Weigel z podziwem komentował papieski wykład teologii ciała – najbardziej twórczej odpowiedzi Kościoła na rewolucję seksualną, która odkrywa przed jej entuzjastami nieznane horyzonty, o których nawet nie przeczuwają. Zdaniem Weigla jest to "tykająca bomba", która dopiero w przyszłości wybuchnie w wielką siłą.

Jan Paweł II nie chciał być sam w swoich poszukiwaniach teoretycznych. W 1981 r. powołał Papieską Radę ds. Rodziny. Rada zajmuje się szczególnie: teologią i katechezą rodziny, duchowością małżeńską i rodzinną, prawami rodziny i dziecka, formacją świeckich odpowiedzialnych za duszpasterstwo rodzin oraz kursami przedmałżeńskimi.

Tym celom miał także służyć 1981 Instytut Studiów nad Małżeństwem i Rodziną przy Lateranum w Rzymie, który miał też koordynować wysiłki w obronie poczętego życia, gromadzić wiadomości na temat sytuacji rodzin oraz rozwijać współpracy z Papieską Radą do Spraw Świeckich i dykasteriami i urzędami Kurii Rzymskiej w zakresie problematyki rodziny.

Jan Paweł II uczestniczył w pierwszych trzech Światowych Spotkaniach Rodzin – dwukrotnie w Rzymie i w Rio de Janeiro. Już w pierwszym, rzymskim spotkaniu w 1994 r. mówiono o rodzinie jako o sercu cywilizacji miłości, w 1997 jako o darze, zobowiązaniu i nadziei ludzkości, zaś w 2000 ponownie w Rzymie zwracano uwagę, że dzieci są wiosną rodziny i społeczeństwa.

Miłość, małżeństwo i rodzina były więc "wielki temat Jana Pawła II", wciąż o nich mówił, o prawach rodzin i widział w nich remedium na najtrudniejsze problemy świata. W Liście na XVIII Międzynarodowy Kongres Rodziny w 1994 r. stwierdził, że „Rodzina jest prawdziwym fundamentem społeczeństwa i stanowi jedno z najcenniejszych dóbr ludzkości. Jest środowiskiem posiadającym najlepsze warunki do przekazywania wartości religijnych i kulturowych, które pomagają człowiekowi w ukształtowaniu własnej tożsamości. Dzisiaj instytucja rodziny przeżywa kryzys i jest także narażona na liczne niebezpieczeństwa, których celem jest pomniejszenie jej świętej godności i jej szczególnego znaczenia, jakie posiada w Kościele i społeczeństwie. Potrzeba więc odważnej i ofiarnej współpracy wszystkich ludzi dobrej woli, aby rodzinie współczesnej pomóc odkryć piękno i wielkość jej powołania: powołania do miłości i służby życiu”.

Rodzinie poświęcił w 1981 r. adhortację apostolską "Familiaris consortio", w której opisuje wyzwania, przed którymi stanęła ta bosko-ludzka rzeczywistość. Pisze o antykoncepcji, rozwodach i związkach niesakramentalnych i przyznaje, że wierne trwanie w tej wspólnocie nie jest dziś łatwe. We współczesnym świecie świadectwo rodzin staje się szczególną wartością – podkreśla Jan Paweł II, który pragnie też, aby wśród tych trudności wszyscy, także przeżywający kryzys, znajdowali oparcie w Kościele.

Z okazji Roku Rodziny, który obchodzony był w Kościele w 1994 roku pisząc "List do rodzin", Jan Paweł II "zapukał do ich drzwi" kierując do nich specjalne przesłanie – zaproszenie. W liście po raz pierwszy używa w tym dokumencie określenia "cywilizacja miłości" i "cywilizacja śmierci", które się ze sobą ścierają. Jan Paweł II wyjaśnia swe intencje: "Staraliśmy się w tym Liście ukazać, jak bardzo rodzina znajduje się pośrodku tego wielkiego zmagania pomiędzy dobrem a złem, między życiem a śmiercią, między miłością a wszystkim, co jest jej przeciwieństwem. Rodzinom powierzone jest zadanie walki przede wszystkim o to, ażeby wyzwolić siły dobra, których źródło znajduje się w Chrystusie Odkupicielu człowieka, aby te siły uczynić własnością wszystkich rodzin, ażeby — jak to powiedziano w polskim Milenium chrześcijaństwa — rodzina była «Bogiem silna»”.

Jako pierwszy papież Jan Paweł II wyniósł na ołtarze dwie pary – w 2001 r. włoskie małżeństwo Luigiego i Marii Guattrocchich oraz w roku 1994 Zelii i Ludwika Martinów, rodziców św. Teresy z Lisieux. Przeświadczenie, że małżeństwo jest drogą do świętości, sformułowali jeszcze jego przyjaciele z krakowskiej "Rodzinki".

Obrońca życia

Temat obrony życia także był stale obecny w jego nauczaniu. W 1994 r. powołał zespół ekspertów, którzy zajmowaliby się takimi zagadnieniami jak aborcja, eutanazja, klonowanie, komórki macierzyste, niepłodność i alternatywy dla zapłodnienia in vitro, konsekwencje aborcji dla kobiety.

Rok później powstała jego fundamentalna encyklika Evangelium vitae, w której Papież odnosi się do dramatycznych problemów, w które wikła się współczesna ludzkość. Dokument poświęcił, by użyć jego słów "wartości i nienaruszalności życia ludzkiego". Wylicza w nim Jan Paweł II wszelkie zagrożenia dla życia we współczesnym świecie, m.in. aborcję i eutanazję, które określa bezkompromisowo – nazywa je "okrutnymi zbrodniami". Apeluje, zwłaszcza do kobiet, aby zaangażowali się w obronę życia i budowę cywilizacji życia.

„W dziele kształtowania nowej kultury sprzyjającej życiu, kobiety mają do odegrania rolę wyjątkową, a może i decydującą, w sferze myśli i działania: mają stawać się promotorkami «nowego feminizmu», który nie ulega pokusie naśladowania wzorców «maskulinizmu», ale umie rozpoznać i wyrazić prawdziwy geniusz kobiecy we wszystkich przejawach życia społecznego, działając na rzecz przezwyciężania wszelkich form dyskryminacji, przemocy i wyzysku”.

W Roku Rodziny, w 1994 r. Jan Paweł II beatyfikował, a dekadę później kanonizował włoską lekarkę Giannę Berettę Mollę, matkę czwórki dzieci, która nie zgodziła się na aborcję, gdy wykryto u niej śmiertelną chorobę. Urodziła swoje najmłodsze dziecko, po czym zmarła.

Do rodaków

„Rodzina jest pierwszą i podstawową szkołą miłości społecznej. Trzeba uczynić wszystko, ażeby ta szkoła mogła pozostawać sobą. Równocześnie zaś rodzina musi być na tyle silna Bogiem – czyli miłością wzajemną wszystkich, którzy ją tworzą – że potrafi pozostać ostoją dla człowieka pośród wszystkich niszczycielskich prądów i bolesnych doświadczeń” – mówił Jan Paweł II w czasie nabożeństwa Maryjnego w Katowicach w 1983 r., w czasie drugiej pielgrzymki do Ojczyzny.

Najmocniej jednak wybrzmiały i brzmią nadal słowa z kazania, wygłoszonego w Kielcach w 1991 r. w trakcie IV pielgrzymki do Ojczyzny, którą sam określił wędrowaniem śladami Dekalogu. "Chciałbym tu zapytać tych wszystkich, którzy za tę moralność małżeńską, rodzinną mają odpowiedzialność, tych wszystkich: czy wolno lekkomyślnie narażać polskie rodziny na dalsze zniszczenie? Nie można tutaj mówić o wolności człowieka, bo to jest wolność, która zniewala. Tak, trzeba wychowania do wolności, trzeba dojrzałej wolności. Tylko na takiej może się opierać społeczeństwo, naród, wszystkie dziedziny jego życia, ale nie można stwarzać fikcji wolności, która rzekomo człowieka wyzwala, a właściwie go zniewala i znieprawia. Z tego trzeba zrobić rachunek sumienia u progu III Rzeczypospolitej! (…) Może dlatego mówię tak, jak mówię, ponieważ to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć! Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać! Nie można dalej lekkomyślnie niszczyć!"

W czasie pielgrzymek do Polski spotykał się z tysiącami rodzin. Miłość konkretnej rodzinie okazał Jan Paweł II, gdy spotkał się w 1999 r. z rodziną Milewskich. Było to swoiste zatoczenie kręgu Karola Wojtyły – po licznych i wielkich inicjatywach papieskich o charakterze doktrynalnym, po kazaniach i przemówieniach z milionami, spotkał się ze zwyczajną, ubogą rodziną z Leszczewa nad Wigrami.

Zamanifestował w ten sposób swoje głębokie przeświadczenie, że "promieniowanie ojcostwa", o którym pisał, polega na tym, że Bóg kocha bardzo konkretnie i pochyla się nad znanymi z imienia i nazwiska ludźmi.


Alina Petrowa-Wasilewicz / Warszawa (KAI)


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Nasza Mama!

Siedzimy we trójkę już którąś godzinę z kolei, przerzucając się anegdotami z naszego dzieciństwa. W tych wspomnieniach mama jest zarówno wyjątkowo ciepła, wspierająca i słuchająca, ale także wymagająca i konsekwentna.

Zawsze słucha!

Zawsze uważaliśmy, że najbardziej wyjątkowe w naszej mamie jest to, jak dużo z nami rozmawia. O wszystkim. Zawsze czuliśmy i czujemy, że ma do nas bardzo duże zaufanie i traktuje nasze problemy poważnie. Siadamy w hamaku, na kanapie, spacerujemy, a ona zadaje pytania, które nie mają końca.

Ale słucha, zawsze słucha. Zawsze „dostraja się” do naszych spraw. Zresztą, mama może rozmawiać bez przerwy i nigdy się nie nudzi! ;)

Koszmar wypracowań

Jednak to, że traktowała nas serio, nie miało wielkiego znaczenia, gdy pisaliśmy wypracowania z języka polskiego. Tutaj zawsze ostatnie zdanie należało do mamy, jako polonistki. Wszyscy dobrze pamiętamy wieczory, gdy z pewnym uczuciem ulgi po napisaniu pracy, ale także z dozą niepokoju zanosiliśmy mamie nasze „wypociny” licząc, że tym razem spojrzy na nie łaskawszym okiem. Badaliśmy skrupulatnie jej mimikę w trakcie lektury, by zorientować się, czy się jej podoba. Mama bardzo szybko czyta, więc ten stan napięcia nie trwał długo, jednak subiektywnie wydawał nam się nie mieć końca. Scenariusze były dwa: optymistyczny, kiedy mama zaznaczała w tekście miejsca do poprawienia, ale to się zdarzało niezwykle rzadko. I scenariusz drugi, kiedy zgnębieni wracaliśmy do swojego pokoju, by zacząć od nowa. Gdy wspominając to, pękamy ze śmiechu, Tomek nagle się rozpromienia: „pamiętam, że mi mama raz nie podarła wypracowania, ale to było akurat o piłce nożnej. Miałem opisać przebieg meczu na szkolnym boisku. Była precyzja, nie było lania wody. Dostałem od niej szóstkę”.

Nasza Mama!

„Niecne” zamiary

Kiedy rodziców wieczorami nie było w domu, przeświadczeni o swoim sprycie i przebiegłości, stosowaliśmy następującą taktykę. Jak tylko upewnialiśmy się, że rodzice nareszcie pojechali, z rozkoszą rozsiadaliśmy się w fotelach i włączaliśmy telewizor. Gdy chcieliśmy iść na całość zabieraliśmy ze sobą także wypasioną kolację, choć wiadomo było, że gdybyśmy się musieli ewakuować, zabierze nam to więcej czasu. Tomek był wyczulony na najdrobniejszy szmer, który kojarzył z otwieraniem bramy. W takich chwilach bez ostrzeżenia zrywał się pędem z kanapy i uciekał na górę do swojego pokoju. A my byłyśmy wolniejsze, więc korzystając z planu B biegłyśmy do kuchni i udawałyśmy, że o 23 mamy ogromną potrzebę wspólnie zrobić porządek w kuchni. Czasem jednak Tomek wszczynał fałszywy alarm i wtedy wszyscy, starając się nie tupać, biegliśmy każdy do swojego pokoju, a po 10 minutach wracaliśmy do salonu. Sytuacja powtarzała się  wielokrotnie, a my żyliśmy w błogim choć naiwnym przekonaniu, że nasza strategia jest skuteczna. Dopiero po latach rodzice wyjawili nam, że mieli niezły ubaw, po powrocie, gdy okazywało się, że telewizor jest rozgrzany do czerwoności, a my niby śpimy już snem kamiennym.

Nasza Mama!

Małe słabostki

Wakacje to rodzinne wyjazdy, przeróżne.

Mama ma jedną wielką słabość, gdy wracamy z górskiej eskapady i mijamy jakikolwiek strumyczek, wszyscy już wiemy, że nie przepuści takiej okazji. Choćby było zimno i wietrznie, zrzuca buty (nie wiadomo nawet, kiedy!) i moczy stopy w lodowatym strumieniu. My zaś oglądamy to szczękając zębami, ale już bez zdziwienia. Podobnie sytuacja wygląda nad morzem. Mama uwielbia się opalać i może to robić w nieskończoność (tak nam się zawsze wydawało), ale może też całymi dniami spacerować brzegiem morza na bosaka, nawet w maju czy we wrześniu, nad Bałtykiem.

Rower z tatą. Koniecznie po równym. Najlepiej Zamojszczyzna, Lubelszczyzna, Suwalszczyzna, Białowieża. Drogi przez las, małe nieznane miejscowości. Borówki, jeżyny. Rekord dzienny 57km.

Logistyczne centrum dowodzenia

Wakacje kojarzą nam się także z dorocznymi przygotowaniami przetworów na zimę. Mama jest mistrzynią organizacji i potrafi z naszą pomocą „przerobić” 20 kg ogórków, pomidorów czy śliwek w jedno popołudnie. Z tego przecieru nasza mama robi najlepszą zupę pomidorową z lanymi kluskami na świecie i uważamy tak nie tylko my. W zasadzie jej czarowi i smakowi ulega każdy, kto spróbuje. Pomidorówka jest gęsta i pachnie latem. Wystarczy, że przekraczamy próg domu i czujemy ten zapach, a Jonasz od drzwi już krzyczy: „Babuniu, jaka zupa jest dzisiaj na objadek?”.

Nasza Mama!

Mama jest też w naszym domu logistycznym centrum dowodzenia. Gdy jest sytuacja, która zawiera wiele zmiennych sprawiających wrażenie niemożliwych do pogodzenia, śmiejemy się, że tylko ona może rozwikłać tę zagadkę. Wtedy milknie na chwilkę, myśli, a za moment… rozwiązanie jest gotowe, ba! Wydaje się proste, a nawet oczywiste. Jednak nie dotyczy to tylko planowania i organizowania. Mama znakomicie przewiduje przyszłość. Prawda jest taka, że jeśli mama powiedziała już, że coś się stanie, to przepadło. Tak musi być. Tak jakby zaginała rzeczywistość, bo w momencie wypowiadania przez nią danych słów, losy świata się zmieniają ;) Dziś jednak myślimy, że jest to bardzo ściśle związane z tym, że mama ma niewiarygodną intuicję do ludzi. Ma taki dar.

Może dlatego, że na każdego patrzy wnikliwie i widzi więcej niż reszta osób.

Dlaczego? Bo ludzie ją ciekawią, frapują i fascynują.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas