Życie na misji to nie scenariusz (11)

Nieodpowiedzialni ludzie, którzy chcą być ważni, a są śmieszni, którzy mają niby bronić i pilnować porządku, a jedyne co potrafią to bawić się i w sumie nic nie robić. Tak można określić zachowanie Antybalaki w ostatnich dniach.

Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >

Strzelają w dzień i w nocy, z różnego rodzaju broni. Tutejsi ludzie nie przejmują się tym zbytnio – już zdążyli się przyzwyczaić. Czekaliśmy na pomoc, ale już nie czekamy, bo nikt raczej tu nie przyjedzie. Jest spokój, nic się przecież nie dzieje, a jak coś się zacznie dziać, to nikt nie przyjedzie, bo podróż będzie zbyt niebezpieczna.

Życie na misji to nie scenariusz (11)

Ludzie z Antybalaki siedzą na bramkach w każdej wiosce. Zastanawiam się, jak długo można tak siedzieć bez pracy i w konsekwencji bez środków do życia (to nie jest armia, żołdu nie dostają). Wszyscy posprzedawali co mieli cennego i kupili broń do polowania na jelenie, tak teraz wygląda ich nowa praca.  Czekamy na to, co będzie dalej – na moje oko nic dobrego.

Życie na misji to nie scenariusz (11)

Jeden z chłopaków z Antybalaki

Tymczasem życie w Ngaoundaye powoli wraca do normy. Udało nam się zrobić zakupy w Kamerunie, a w związku z tym ruszył nasz punkt pomocy dzieciom niedożywionym. Poza tym działa nasza szkoła podstawowa, jako jedyna w mieście. Inne szkoły nie działają i w tym roku działać nie będą. Afrykańczycy nie śpieszą się generalnie nigdzie, a tym bardziej nie śpieszą się do szkoły. To dotyczy zarówno dzieci, jak i nauczycieli.

Na początku ten ich brak pośpiechu dziwił mnie bardzo, nie wiedziałam, że tak można żyć (przed wyjazdem mieszkałam w Warszawie, gdzie tempo życia jest bardzo szybkie). Na Mszy Świętej praktycznie codziennie ktoś przychodzi ostro spóźniony, potrafią przyjść po kazaniu, po komunii, na ostatnią pieśń. Mało kto potrafi przyjść na czas.

Życie na misji to nie scenariusz (11)

Jedno z niedożywionych dzieci

Aby się zbytnio tym nie denerwować, dobrze jest przyjąć to za pewnego rodzaju normę (oni po prostu tacy są), a także przyjąć ją jako swoją. Skoro oni się nie śpieszą i stać ich na spóźnienie, to i ja mogę sobie na to pozwolić (oczywiście nie zawsze i nie w każdej sytuacji).

Klimat też pośpiechowi tu nie sprzyja – wysokie temperatury, trochę wiatru (oczywiście ciepłego, nadciągającego z Czadu) i duże ilości kurzu powodują, iż naprawdę ruchy się zwalniają. Dlatego też od 12 do 15 trwa siesta, nie działają szkoły, urzędy, ludzie na polach przestają pracować. Trzeba przetrwać te 3 godziny, które naprawdę nie sprzyjają pracy, a później oczywiście wszyscy powoli wracają do swoich zajęć, które trwają mniej więcej do 17 albo 17.30, gdyż o godzinie 18.00 zapada zmrok i trzeba przed nim trafić do domu.

Obserwując tych ludzi już trochę stwierdzam, że my mamy zegarki, a oni mają czas.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Ewelina Krasnowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >

Życie na misji to nie scenariusz (10)

Afrykański posiłek to trzy garnki i miska. Miska jest z wodą do mycia rąk, a w garnkach jest: maniok lub mil (proso) - wszystko gotowane, podawane w formie dużej kuli, w drugim garnku jest mięso i sos (bądź sam sos), zaś w trzecim jest woda do picia. Trzeba na początku się przełamać, ale później jedzenie z jednej miski naprawdę łączy.

Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >
Życie na misji to nie scenariusz (10)

Dawid w ogrodzie

05.03.14

Wybrałam się ostatnio z naszym znajomym ogrodnikiem nad rzekę Lim, gdzie jest uprawiana ziemia, przez ludzi z okolic. Pracują tam również nasi niewidomi podopieczni, a radzą sobie naprawdę świetnie.

Piękne miejsce nad samą rzeką z widokiem na górę, którą wszyscy nazywają „Pana” od nazwy plemienia, które zajmowało i zajmuje nadal te tereny. Ogrody są prowadzone przez stowarzyszenie ogrodników (tak to można po polsku nazwać). Niegdyś byli oni nauczani od podstaw, jak uprawia się ziemię, teraz działa to samoistnie. Każdy zajmuję się swoim kawałkiem terenu, a nasza misja wspiera to dzieło. Co przyniesie uprawa, zostaje sprzedane bądź przeznaczone na własne potrzeby.

To była moja pierwsza tak daleka piesza wycieczka, ludzie byli zaskoczeni i zadowoleni widokiem białej kobiety nie poruszającej się jedynie samochodem. Na pewno wrócę tam jeszcze nie raz.

Życie na misji to nie scenariusz (10)

09.03.2014

W niedzielę wybraliśmy się z o. Benedyktem do Nzakun, aby odprawić tam Mszę Świętą. Ja oczywiście, aby pobyć między ludźmi i wesprzeć swoją obecnością. Ludzie z Ngaoundaye znają nas, ale już inne wioski, które są blisko nas, często nie wiedzą o istnieniu misji.

Życie na misji to nie scenariusz (10)

Kapliczka, w której była odprawiana Msza, jest bardzo malutka, zrobiona na tutejszą modę z glinianych cegieł, a dach z drzewa i trawy. Podłoga to ubita ziemia (klepisko) – jak wszędzie. Tak w Afryce wyglądają pierwsze kapliczki. Z czasem, jak wspólnota zaczyna prężnie działać, pojawia się więcej ludzi, którzy chcą przyjąć nasza wiarę, budowane są kościoły murowane z blaszanym dachem.

Życie na misji to nie scenariusz (10)

Ludzie bacznie się nam przyglądali. Trochę przywykłam do tych spojrzeń, ale nadal jest to trudne i krępujące. Po Mszy zostaliśmy zaproszeni na posiłek do jednego katechisty. Afrykański posiłek to trzy garnki i miska. Miska jest z wodą do mycia rąk, a w garnkach jest: maniok lub mil (proso) – wszystko gotowane, podawane w formie dużej kuli, w drugim garnku jest mięso i sos (bądź sam sos), zaś w trzecim jest woda do picia.  Na deser zostaliśmy poczęstowani trzciną cukrową, którą się najpierw gryzie, potem ssie, i jak zostaje w buzi suche drewno to się je po prostu wypluwa. To było moje pierwsze spotkanie z trzciną cukrową, resztę posiłku już miała okazję spróbować.

Życie na misji to nie scenariusz (10)

Trzeba na początku się przełamać, ale później jedzenie z jednej miski naprawdę łączy :). Potem zostałam oprowadzona po miejscach, gdzie Seleka zabiła 22 osoby i podpaliła 21 domów. Widziałam sterty popiołu po tym, co zostało w środku spalone. Te podpalone domy nadal nie są zamieszkałe.

Dzięki akcji „Wyślij pączka do Afryki” niedługo będzie można wesprzeć tych ludzi, obecnie trwają pracę przygotowujące drzwi i okna.

PS. W drodze powrotnej udało mi się odwiedzić naszą niewidomą podopieczną, która prosiła nas o wsparcie w budowie domu. Będzie trzeba pomyśleć, jakby można jej w tym pomóc.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Ewelina Krasnowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >