Łaciate w Afryce

Do Afryki dotarł wojskowy samolot z pomocą humanitarną dla ludności cywilnej w Republice Środkowej Afryki. Na pokładzie Casy znalazło się dwie i pół tony pomocy, w tym także pomoc zgromadzona przez Fundację Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio”.

Za wpłacone do tej pory na konto pieniądze zakupiliśmy blisko tonę mleka w proszku. Już w najbliższych dniach do matek małych dzieci trafi polskie „Łaciate”.  Wśród wysłanych rzeczy znalazły się również leki, witaminy, środki czystości, środki opatrunkowe , rękawice jednorazowe i żywność w proszku.

Do ostatniej chwili nie było wiadomo, kiedy wyruszy samolot, ani gdzie wyląduje. Ze względu na bezpieczeństwo, ostatecznie wylądował wczoraj w stolicy pobliskiego Czadu – Ndżamenie. Stamtąd pomoc rusza konwojem do Republiki Środkowej Afryki.

Łaciate w Afryce

Na miejscu paczki będą dzielone między misjonarzy –  stosownie do potrzeb ich podopiecznych – tak jak odbywało się to do tej pory. Wokół polskich misji zgromadziły się tysiące uchodźców w poszukiwaniu schronienia. Są wśród nich zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie –  ludzie, którzy opuścili swe domostwa w obawie przed uzbrojonymi oddziałami rebeliantów. W tej chwili sytuacja jest względnie spokojna, ale około miliona osób zostało pozbawionych dachu nad głową i środków do życia.

Misje to nie tylko kościoły. Przy misjach zawsze powstają szkoły, przedszkola, przytułki lub punkty medyczne. Często są to jedyne sprawnie działające instytucje w pogrążonych w chaosie krajach.

Misjonarze nie tylko głoszą Ewangelię, ale głównie świadczą o niej swoimi czynami. Przywiązują się do swoich podopiecznych i nie zostawiają ich w potrzebie. Dzięki temu, że zdecydowali się zostać udało im się zwrócić uwagę Europejczyków na problemy poszkodowanych w wyniku wojny podopiecznych. Według danych z 2007 r. Kościół katolicki prowadzi w RŚA 220 szkół i 168 innych placówek – sierocińców, szpitali, klinik.

Łaciate w Afryce

Wraz z braćmi Kapucynami, którzy koordynują akcję  pomocową, mamy nadzieję, że nie jest to ostatni samolot z pomocą humanitarną. Kolejne polecą już w najbliższych  miesiącach.  Polski Kontyngent Wojskowy w Republice Środkowej Afryki rozpoczął swoją misję 1 lutego. Nie ustajemy w swoich  staraniach o gromadzenie pieniędzy na rzecz potrzebujących.  Wczoraj w zbiórce prowadzonej u kościele u Dominikanów wolontariusze Fundacji zebrali aż 13 355,12 zł.

Kolejne pieniądze spływają codziennie na konto Fundacji. Wśród darowizn zdarzały się rekordowe kwoty – trzy osoby wpłaciły po 2 tysiące złotych . Dwie z nich to rodzice adopcyjni z programu „Adopcji na odległość”, a trzecia to ksiądz z Lubonia.

Nadal można pomóc wpłacając pieniądze na konto (dopisek „Pomoc misjonarzom w RŚA” 09 1090 2255 0000 0005 8000 0192) lub  kupując i dostarczając do Fundacji: środki opatrunkowe, plastry, leki przeciwbólowe, witaminy, mleko i żywność w proszku. Rzeczy można dostarczać na Grunwaldzką 86 w Poznaniu.

www.medicus.ump.edu.pl

www.facebook.com/fundacja.redemptorismissio


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Życie na misji to nie scenariusz (11)

Nieodpowiedzialni ludzie, którzy chcą być ważni, a są śmieszni, którzy mają niby bronić i pilnować porządku, a jedyne co potrafią to bawić się i w sumie nic nie robić. Tak można określić zachowanie Antybalaki w ostatnich dniach.

Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >

Strzelają w dzień i w nocy, z różnego rodzaju broni. Tutejsi ludzie nie przejmują się tym zbytnio – już zdążyli się przyzwyczaić. Czekaliśmy na pomoc, ale już nie czekamy, bo nikt raczej tu nie przyjedzie. Jest spokój, nic się przecież nie dzieje, a jak coś się zacznie dziać, to nikt nie przyjedzie, bo podróż będzie zbyt niebezpieczna.

Życie na misji to nie scenariusz (11)

Ludzie z Antybalaki siedzą na bramkach w każdej wiosce. Zastanawiam się, jak długo można tak siedzieć bez pracy i w konsekwencji bez środków do życia (to nie jest armia, żołdu nie dostają). Wszyscy posprzedawali co mieli cennego i kupili broń do polowania na jelenie, tak teraz wygląda ich nowa praca.  Czekamy na to, co będzie dalej – na moje oko nic dobrego.

Życie na misji to nie scenariusz (11)

Jeden z chłopaków z Antybalaki

Tymczasem życie w Ngaoundaye powoli wraca do normy. Udało nam się zrobić zakupy w Kamerunie, a w związku z tym ruszył nasz punkt pomocy dzieciom niedożywionym. Poza tym działa nasza szkoła podstawowa, jako jedyna w mieście. Inne szkoły nie działają i w tym roku działać nie będą. Afrykańczycy nie śpieszą się generalnie nigdzie, a tym bardziej nie śpieszą się do szkoły. To dotyczy zarówno dzieci, jak i nauczycieli.

Na początku ten ich brak pośpiechu dziwił mnie bardzo, nie wiedziałam, że tak można żyć (przed wyjazdem mieszkałam w Warszawie, gdzie tempo życia jest bardzo szybkie). Na Mszy Świętej praktycznie codziennie ktoś przychodzi ostro spóźniony, potrafią przyjść po kazaniu, po komunii, na ostatnią pieśń. Mało kto potrafi przyjść na czas.

Życie na misji to nie scenariusz (11)

Jedno z niedożywionych dzieci

Aby się zbytnio tym nie denerwować, dobrze jest przyjąć to za pewnego rodzaju normę (oni po prostu tacy są), a także przyjąć ją jako swoją. Skoro oni się nie śpieszą i stać ich na spóźnienie, to i ja mogę sobie na to pozwolić (oczywiście nie zawsze i nie w każdej sytuacji).

Klimat też pośpiechowi tu nie sprzyja – wysokie temperatury, trochę wiatru (oczywiście ciepłego, nadciągającego z Czadu) i duże ilości kurzu powodują, iż naprawdę ruchy się zwalniają. Dlatego też od 12 do 15 trwa siesta, nie działają szkoły, urzędy, ludzie na polach przestają pracować. Trzeba przetrwać te 3 godziny, które naprawdę nie sprzyjają pracy, a później oczywiście wszyscy powoli wracają do swoich zajęć, które trwają mniej więcej do 17 albo 17.30, gdyż o godzinie 18.00 zapada zmrok i trzeba przed nim trafić do domu.

Obserwując tych ludzi już trochę stwierdzam, że my mamy zegarki, a oni mają czas.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Ewelina Krasnowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >