Zagrożone życie polskich misjonarzy

"Właśnie otrzymaliśmy alarm, że Seleka jedzie w naszą stronę, a więc ewakuacja..." - ten urwany post z dalekiej Republiki Środkowoafrykańskiej zmroził nam krew w żyłach.

Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Urwane zdanie o ewakuacji napisał polski misjonarz, kapucyn, o. Benedykt Pączka. A Seleka to rebelianci – bandyci, którzy topią we krwi Republikę Środkowoafrykańską, grabią i mordują. Czekamy niecierpliwie, na kolejny wpis o. Benedykta. Odezwie się ponownie, czy już nie…

Kobieta z przestrzelonym brzuchem leżała na ziemi. Ostatkiem sił trzymała się życia. Krew była wszędzie. O. Robert Wnuk pochylał się nad ranną Murzynką. Dał jej rozgrzeszenie, zdążył dosłownie w ostatniej chwili. Dwie sekundy później kobieta nie żyła. Zabili ją selekowcy. To był pierwszy atak na misję kapucyńską, w Bocaranga. 21 stycznia 2014 roku zginęło tam 8 osób. Tego samego dnia Seleka uderzyła w drugą misję, w Ngaoundaye, gdzie jest o. Benedykt.

Zagrożone życie polskich misjonarzy

“Zadzwońcie” –  krótki wpis od ojca Benedykta daje nadzieję, że wszystko jest w porządku. W słuchawce słyszymy młody głos misjonarza. Rozmowa trwa kilka minut, szybka wymiana zdań. Nasi misjonarze mają spakowane małe plecaczki z najpotrzebniejszym dobytkiem. W każdej chwili są gotowi do ucieczki. I tak teraz wygląda ich życie na misji. Gdy zbliżają się uzbrojeni rebelianci, siostry zakonne i zakonnicy razem z miejscową ludnością po prostu uciekają. “Nie mamy tu ochrony” – mówi nam o. Benedykt.

Potem uparcie wracają do kościoła, do swoich domów. I żyją tak w ciągłym zagrożeniu.

Republika Środkowej Afryki rozpadła się. Trawiona wojnami i konfliktami przestała istnieć – przynajmniej ONZ uznało ją za państwo upadłe. Ale w tym tyglu nienawiści zostali zwykli ludzie. Biedni i bezbronni. Wystawieni na żer uzbrojonych band, bezkarnie grasujących po całym terytorium. I w środku tego zamętu, w Bocaranga i Ngaoundaye przy granicy z Czadem i Kamerunem, są Polacy, misjonarki i misjonarze, razem ze swoimi podopiecznymi, a katolickie misje stały się dla biednej, miejscowej ludności (chrześcijańskiej i muzułmańskiej) ostatnim schronieniem. Dla nich są życiem. Dla Seleka – celem. “Misje zawsze są pierwszym celem. Mamy samochody. Ludzie u nas znajdują pracę – więc wiadomo, że tu są pieniądze. Misje to pierwszy front rebelii” – mówi o. Benedykt.

Ngaoundaye to niewielka, biedna miejscowość. Mieszka tu około 10 tysięcy ludzi. A siostry i bracia stworzyli tubylcom właściwie centrum życia.

Zagrożone życie polskich misjonarzy

– “Mamy pod opieką 100 niewidomych. Ślepotę u ludzi wywołuje pewien gatunek much. Opiekujemy się epileptykami. Dokarmiamy ponad 120 niedożywionych sierot. Pracujemy w szkole – uczymy 800 dzieci. To jedyna działająca tu szkoła w czasie tej rebelii. Otworzyłem szkółkę sportową. Gramy z dzieciakami w piłkę. Chcemy założyć szkółkę muzyczną. Mamy bibliotekę. Raz w tygodniu wyświetlamy filmy” – wylicza o. Benedykt. I to wszystko może zniszczyć wojna domowa.

Rebelianci z Seleki najpierw napadli Bocaranga – zostawili za sobą 8 zabitych. Potem pojawili się w  Ngaoundaye. Przyjechali motocyklami. Uzbrojeni w kałasznikowy i granatnik. Znali teren. Wiedzieli, że w misji są dwie siostry i jedna świecka misjonarka – Polki, i czterech zakonników, Polak, Włoch i dwóch Środkowoafrykańczyków. Najpierw wpadli do sióstr ze Zgromadzenia Służebnic Matki Dobrego Pasterza. Kapucyni ruszyli z pomocą. Ich domy dzieli zaledwie 600 metrów. Ale co mogą zrobić uzbrojeni tylko w habity zakonnicy wobec bandytów z kałasznikowami? A co mogą zrobić zakonnice? Selekowcy ograbili siedzibę sióstr. Z każdą chodzili do pokoju na przeszukanie, zabierali pieniądze, telefony, wszystko co przedstawiało dla nich jakąkolwiek wartość. Jeden z bandytów zaciągnął do pokoju świecką misjonarkę Ewelinę Krasnowską. “Pociągnął mnie za bluzkę, liczył na coś jeszcze…” – opowiada Ewelina. Tu wszyscy znają realia, wiedzą jak postępują selekowcy. Zabójstwa, gwałty, rabunek – to ich domena. Niedawno porwali dwie 14-latki, żeby gwałcić je w swojej bazie…  Misjonarka zdołała opuścić pokój i wyjść na podwórze. Selekowiec ruszył za nią i przeładował broń. Ewelina się bała. Ale jeszcze bardziej bała się zostać sama z bandytą w pokoju.

Po chwili wszyscy ruszyli do domu Kapucynów. Bandyci wiedzieli, co i gdzie można znaleźć. “Jeden z nich wcześniej tu przychodził. Częstowaliśmy go kawą i colą. Rozmawiał z nami o pokoju!’ – wspomina br. Benedykt.

Zagrożone życie polskich misjonarzy

Na szczęście skończyło się na rabunku. Telefony, ubrania, pieniądze, samochody, motocykle – rzeczy należące do misjonarzy i miejscowej ludności trafiły w ręce selekowców. Na razie im wystarczyło. Na szczęście co nieco przegapili. O. Benedykt włączył jakiś komputer z internetem. Zawiadamia świat, prosi o pomoc i modlitwę…

Ostatni atak był w środę, 22 stycznia. Misjonarze mieli minutę na ucieczkę. Bandyci strzelali w ich stronę. I tym razem się udało przeżyć.

“Nasze życie jest zagrożone. Dwa razy nas prowadzili i ładowali kałasznikowy. Jeżeli przyjadą i będą chcieli nas zabić – to nas zabiją” – mówi z prostotą o. Benedykt Pączka. Jednak dobry humor i nadzieja go nie opuszczają. – “W związku z moim nazwiskiem, na tłusty czwartek przygotowujemy specjalną akcję. Będzie o niej głośno” – zapewnia nas i śmiejąc się kończymy rozmowę. – “Jesteśmy w kontakcie” – rzuca jeszcze na pożegnanie. 

Jeśli chcesz pomóc Kapucynom zajrzyj na www.misje.kapucyni.pl


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Podwoiła się liczba ataków na chrześcijan w Indiach

Chrześcijanie w Indiach są traktowani przez nacjonalistów hinduistycznych jako wrogowie państwa. Ataki na chrześcijan i muzułmanów wzrastają od czasu przejęcia władzy przez nacjonalistyczną Indyjską Partię Ludową

Polub nas na Facebooku!

Liczba ataków na chrześcijan w Indiach w 2017 r. podwoiła się. – W ub.r. udokumentowano 736 przypadków, podczas gdy w 2016 r. było ich 348 – donosi azjatycka agencja katolicka “Ucanews”, powołując się na ekumeniczną organizację “Persecution Relief”. Wzrost agresji spowodowany jest m.in. traktowaniem przez nacjonalistów hinduistycznych chrześcijan jako wrogów państwa. W każdym przypadku chrześcijanie informowali policję o nietolerancji religijnej, dyskryminacji lub zbezczeszczeniu świętych miejsc.

“Obwinianie chrześcijan o poważne przestępstwa to nowy trend” – agencja “Ucanews” cytuje opinię Shibu Thomasa, założyciela organizacji “Persecution Relief”. W 2017 r. w 24 z 29 stanów indyjskich odnotowano przypadki prześladowania chrześcijan.

Ataki na chrześcijan i muzułmanów znacznie wzrosły od czasu przejęcia władzy przez Narendra Modiego i jego nacjonalistycznej Indyjskiej Partii Ludowej (BJP) w 2014 r.

W 2018 r. w ośmiu stanach odbędą się wybory do lokalnych parlamentów, w trzech z nich większość stanowią chrześcijanie: w Nagaland, Mizoram i Meghalaya. BJP rządzi w 18 z 29 indyjskich stanów. Wiosną 2019 r. odbędą się wybory do parlamentu krajowego.

KAI

Bł. biskup Michał Kozal – patron trudnych czasów

W piątek przypada setna rocznica święceń kapłańskich bł. bp. Michała Kozala, męczennika Dachau • Jako 36-latek został rektorem gnieźnieńskiego seminarium duchownego • 18 dni przed wybuchem II wojny światowej przyjął sakrę biskupią i został biskupem pomocniczym diecezji włocławskiej • Święcenia kapłańskie przyjął 23 lutego 1918 roku w katedrze gnieźnieńskiej z rąk bp. Wilhelma Kloske

Polub nas na Facebooku!

To jedna z najświatlejszych postaci ubiegłego wieku. Znakomity proboszcz wiejskiej parafii cieszący się niekłamanym szacunkiem i uznaniem wiernych. Następnie wieloletni duszpasterz młodzieży w Bydgoszczy, cieszący się powszechnym uznaniem swojego środowiska nie tyko nauczycielskiego, ale także społeczeństwa przedwojennej Bydgoszczy. Wreszcie wzorowy ojciec duchowny, a potem wieloletni rektor seminarium w Gnieźnie odpowiedzialny za kształcenie młodzieży z archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej. Jako kapłan bł. Michał Kozal jest związany z archidiecezją gnieźnieńską, jako biskup z diecezją włocławską, a jako duszpasterz z najmłodszą w metropolii diecezją bydgoską, której jest też głównym patronem.

Urodził się 25 września 1893 r. w rodzinie rolników, w niewielkiej wielkopolskiej wsi Nowy Folwark pod Krotoszynem. Wychował się w duchu głębokiej wiary. Już jako uczeń krotoszyńskiego gimnazjum odznaczał się głęboką pobożnością i patriotyzmem. Działał w zakazanym przez zaborców stowarzyszeniu filomatów i filaretów. Gdy po ukończonej z wyróżnieniem nauce władze pruskie zaproponowały mu stypendium rządowe na wybranym kierunku studiów, odmówił. Miał jasno sprecyzowany cel – kapłaństwo. Święcenia przyjął 23 lutego 1918 r. w Gnieźnie z rąk biskupa Wilhelma Kloske. Posługę duszpasterską rozpoczął jako wikariusz i katecheta w Bydgoszczy. Był też wikariuszem w Kościelcu, Pobiedziskach i administratorem w Krostkowie. Jako 36-latek został rektorem gnieźnieńskiego seminarium duchownego.

Przełożeni szybko doceniali jego intelekt i duchowe przymioty. W piśmie przekazującym Stolicy Apostolskiej prośbę o biskupa pomocniczego dla diecezji włocławskiej ówczesny nuncjusz apostolski w Polsce abp. Filippo Cortesi pisał: „(…) ks. Kozal jest doskonałym kandydatem na objęcie rządów diecezji (…) Dziesięć lat pełnienia delikatnej posługi rektora pozwoliły lepiej poznać jego zalety jako kapłana pobożnego, o dużej wiedzy, gorliwego, który nie zaniedbuje żadnego ze swoich obowiązków (…)”. A prymas Polski kard. August Hlond opiniował: „Okazuje zamiłowanie do życia duszpasterskiego. Wiele razy prosił mnie, by mu powierzyć parafię. Głosi bardzo głębokie homilie, z elegancją, zawsze dobrze przygotowany. Gdy chodzi o doktrynę, jest jak nikt inny głęboki. Okazuje żywy i głęboki szacunek dla Kościoła i Stolicy Apostolskiej (…) Ogólnie można powiedzieć, że ks. Kozal (…) jest jednym z najbardziej godnych kapłanów archidiecezji gnieźnieńskiej, wyróżniając się duchem kościelnym, systematyczną i solidną pracą, budującą głęboką pobożnością, zdrową i stroniącą od pozorowania”.

Nominację na biskupa pomocniczego we Włocławku ogłoszono 12 czerwca 1939 r. Sakrę biskupią ks. Michał Kozal przyjął 13 sierpnia – 18 dni przed wybuchem II wojny światowej. Nie zdążył nawet przygotować swojego herbu biskupiego. A pierwsza z czynności biskupich – bierzmowanie we włocławskiej parafii pw. św. Jana, okazała się ostatnią sprawowaną na wolności. Mimo rad stacjonujących w jego domu oficerów Wojska Polskiego nie wyjechał. W pierwszych tygodniach wojny widywano go na ulicach miasta, jak udzielał pomocy sanitarnej i duchowej. Długie godziny spędzał w konfesjonale w klasztorze franciszkanów. Załatwiał pracę ratując ludzi przed wywózką. W zastępstwie przebywającego na emigracji bp. Karola Radońskiego – biskupa włocławskiego, odrzucił żądania Niemców odnośnie sprawowania Mszy św. w języku niemieckim. Był nieugięty. 7 listopada 1939 r. przyszło po niego Gestapo. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy. Później, już z obozu w Dachau, pisał: „Z ubioru mam oczywiście to, co miałem na sobie, resztę rozdałem w Inowrocławiu”.

Inowrocław był trzecią stacją więziennej drogi krzyżowej bp. Michała Kozala. Pierwszą był areszt we Włocławku, gdzie został odizolowany od innych księży i tylko dlatego, że był biskupem, spał na betonie. Później, wraz z innymi, został wywieziony do Lądu, gdzie miejscowy klasztor hitlerowcy zamienili na obóz przejściowy dla duchowieństwa. Przebywał tam od stycznia 1940 do lipca 1941 r. Nie chciał, aby wnoszono jakieś prośby czy błagania o uwolnienie. Jak pisał w nocie wysłanej do Watykanu nuncjusz Cesare Orsenigo, biskup Kozal był pogodzony z internowaniem i pragnął tylko, aby stało się zadość sprawiedliwości.

Z Lądu przewieziono go do Inowrocławia. Skutki pobicia przez strażników odczuwał jeszcze długo, cierpiąc m.in. na ustawiczne zapalenie ucha środkowego. Później był Berlin, gdzie do miejscowego więzienia prowadzono go jak zbrodniarza, w kajdanach, i dalej Halle, Weimar, Norymberga i w końcu Dachau. W obozie spotkał wielu wychowanków. Jeden z nich, ks. Jan Wolniak, przypomniał mu pytanie, jakie jeszcze jako rektor zadał podczas rozmowy przed przyjęciem do seminarium: „Proszę pana, jeśli kard. Hlond przyjmie pana do seminarium, a potem przy pomocy łaski Bożej zostanie pan kapłanem, czy mógłby już dziś powiedzieć, że będzie gotowy dać dla Chrystusa wszystko, a nawet umrzeć jako męczennik?” – To wszystko się teraz wypełni” – odparł ze spokojem bp Kozal. Często też mówił do kapłanów: „Pamiętacie nasze piątkowe drogi krzyżowe. Tam wam przewodziłem w sutannie, w komży i stule. Dziś tu przewodniczę wam w pasiaku. To cała różnica. Trzeba byśmy to specjalnie przeżyli. Bóg ma specjalne zamiary”. I jeszcze: „Od przegranej orężnej bardziej przeraża upadek ducha. Wątpiący staje się mimo woli sojusznikiem wroga. Tchórzostwo, jako szczególny rodzaj zwątpienia jest matką wszelkich zaniechań, ucieczek i zdrad”.

Nigdy nie pozwalał się wyręczać w pracy, podsuwane mu jedzenie kazał oddawać innym, bardziej chorym. Przed Wielkanocą 1942 r. pisał w liście: „Przed rokiem przeżyłem Wielki Piątek i Święta Wielkanocne w Berlinie w więzieniu policyjnym na Pl. Aleksandra. Właśnie tam odczułem szczególnie, jak cierpienie zbliża nas do Zbawiciela i odczuć pozwala, co znaczy być kapłanem. Tym razem ten pełen tajemnic dzień spędzę w obozie koncentracyjnym. Mam nadzieję, że Zbawiciel nie odmówi mi swej łaski i będzie ze mną”. I jeszcze w maju tego samego roku stwierdził: „Życie byłoby niełatwe do zniesienia, gdybyśmy nie czerpali pociechy i sił z naszej całej postawy duchowej. Teraz rozumie się doskonale, co to znaczy zakotwiczyć swoją osobowość w Chrystusie i Jego kapłaństwo przeżywać w cierpieniu. Jest się Panu Bogu głęboko wdzięcznym właśnie za to”.

W listach z Dachau zawsze pytał o innych – o siostrę, krewnych, kapłanów, znajomych, diecezję. O sobie pisał niewiele, a jeśli już, to tyle, żeby się o niego nie martwić. „O mnie się nie troskajcie. Czuję się zdrowy i mogę jeszcze podołać pracy. Zresztą od samego początku tak się nastawiłem tutaj, żeby się na mnie spełniła wola Boża i czuję się przy tym całkowicie szczęśliwy. Byłbym Wam wdzięczny, jeśli byście modlitwą wspierali moje nastawienie” – pisał w czerwcu 1942 r. I dwa miesiące później: „Uspokój, proszę, moich krewnych, zwłaszcza siostrę, że nie potrzebuje martwić się o mnie. Na razie jestem zdrowy, reszta i przyszłość jest w ręku Boga. Pracy mogę jeszcze bez trudności podołać. Warunki atmosferyczne są w tym roku nieszczególne. Często mamy deszcz, a rano jest zimno jak w październiku. Do wszystkiego się można przyzwyczaić i wszystkiego można się nauczyć znosić”. Gdy to pisał, miał przed sobą niespełna pięć miesięcy życia.

Biskup Michał Kozal zmarł 26 stycznia 1943 r. w obozowym bloku chorych zwanym rewirem. Wraz z nim leżał tam jego stryjeczny brat o. Czesław Kozal. Był świadkiem, jak obozowy lekarz i jeden z sanitariuszy robią wycieńczonemu więźniowi zastrzyk. „Teraz będzie mu łatwiej na drodze do wieczności” – miał powiedzieć jeden z nich. W oficjalnym zawiadomieniu do rodziny napisano, że zmarł na tyfus, a jego ciało spalono w krematorium 30 stycznia. Powszechną praktyką było jednak dobijanie chorych zastrzykami z fenolu lub benzyny. Ojciec Czesław wspominał jeszcze: „Jego przyjaciel i powiernik, ks. Franciszek Korszyński, odprawił potajemnie na bloku Mszę św. i ujawnił tajemnicę, jaką mu powierzył jeszcze w Lądzie biskup Michał Kozal: złożyłem Bogu w ofierze swoje życie, ażeby przez to odwrócić klęski od Kościoła i Polski”.

Bernadeta Kruszyk / KAI Gniezno

Hiszpania: protest przeciwko ośmieszaniu religii

Kościół katolicki w Hiszpanii wraz z organizacjami reprezentującymi protestantów, muzułmanów oraz żydów w tym kraju wydał wspólny dokument domagający się szacunku wobec religii • W swoim apelu sygnatariusze odnotowali, że w ostatnim czasie kwestia wyznań religijnych jest przedmiotem ośmieszania w sferze publicznej.

Polub nas na Facebooku!

Dokument został podpisany przez hiszpański episkopat, a także Federację Związków Religijnych Ewangelickich Hiszpanii, Federacją Wspólnot Żydowskich w tym kraju, a także Hiszpańską Komisję Islamską.

Sygnatariusze listu napisali, że oczekują wzajemnego szacunku między osobami wierzącymi i niewierzącymi. Podkreślili, że ośmieszanie wiary uderza w istotę wolności religijnej. – Wolność słowa, jak wiemy, nie jest prawem nieograniczonym. Ma swoje limity – zaznaczyli autorzy komunikatu, dodając, że nadużycia pojawiały się m.in. podczas orszaków karnawałowych.

Odnotowali, że zdarzały się przypadki ośmieszania postaci kluczowych dla wyznawanych w Hiszpanii religii, takich jak Jezus, Maryja, świętych, a także sytuacje naigrywania się z tekstów biblijnych. – My, przedstawiciele wyznań religijnych, silnie zakorzenionych w Hiszpanii, wyrażamy naszą troskę oraz smutek z powodu nieustannego obrażania uczuć religijnych wiernych różnych wyznań. […] Obrażanie uczuć religijnych w naszym kraju cieszy się niezrozumiałym przyzwoleniem społecznym. W Hiszpanii profanuje się świątynie i symbole (…) ważne dla milionów osób, przy całkowitym przyzwoleniu i bezkarnie – napisali autorzy listu.

Choć hiszpański kodeks karny w swoim artykule 525 przewiduje sankcje dla osób ośmieszających wyznania religijne, to kary za te wykroczenia należą w tym iberyjskim kraju do rzadkości.

KAI

Krew męczenników nie może być kartą przetargową w politycznych sporach

Przelana krew i świadectwo heroicznego człowieczeństwa męczenników II wojny światowej, różnych wyznań i narodowości, nie może być kartą przetargową w politycznych sporach – mówił bp Damian Muskus OFM w Krakowie podczas Mszy św., której przewodniczył w 73. rocznicę śmierci bł. Julii Rodzińskiej OP. Należy ona do grona 108 błogosławionych męczenników II wojny światowej.

Polub nas na Facebooku!

W kaplicy Domu Generalnego Zgromadzenia Sióstr św. Dominika w Krakowie bp Muskus odprawił Mszę św. w rocznicę śmierci błogosławionej dominikanki, która zmarła męczeńską śmiercią w niemieckim obozie koncentracyjnym Stutthof. W homilii podkreślał, że s. Julia, a wraz z nią znani i nieznani męczennicy II wojny światowej, różnych wyznań i narodowości, są głosem, którego trzeba słuchać dziś, gdy „przeszłość znów rzuca swój cień na naszą rzeczywistość społeczną”.

„Przelana krew, świadectwo heroicznego człowieczeństwa i ufnego dziecięctwa Bożego siostry Julii i tylu tysięcy ludzkich istnień, nie może być kartą przetargową w politycznych sporach. Ich popioły nie mogą służyć jako budulec kolejnych murów między ludźmi” – zaapelował hierarcha. Podkreślił, że nie wolno pozwolić, by „zbrodnie przeszłości zwyciężyły, wydając po latach zatrute owoce kłótni i konfliktów”. „Nie można pozwolić na to, by pamięć o męczeństwie tylu istnień ludzkich została sprofanowana” – zaznaczył.

Kaznodzieja przypomniał, że okoliczności, w których s. Rodzińskiej przyszło zdawać egzamin z człowieczeństwa i zaufania Bogu, były nieludzkie, a stworzyło je „zło, które przybrało kształt zbrodniczego systemu, machiny do zabijania milionów istnień ludzkich, różnych wyznań, ras i narodowości”. Podkreślił, że oprzeć się tej machinie zdołali tylko ci, którzy nie zapomnieli o swoim człowieczeństwie, choć nie zawsze mogli ocalić swoje ziemskie życie.

Biskup zauważył również, że źródłem heroicznej postawy dominikanki była nieustanna modlitwa. „Siostra Julia czuła się Bożym dzieckiem nawet wtedy, gdy ją męczono, gdy przymierała głodem, nawet wtedy, gdy musiała bezradnie patrzeć na rozlewający się wokół ocean cierpień. Czuła się bezpiecznie w Bożych rękach i to dawało jej siłę, by w nieludzkich warunkach promieniować dobrem i nieść ulgę znękanym” – mówił krakowski biskup pomocniczy, dodając, że to właśnie jej modlitwa ocaliła niejedno życie.

Kaznodzieja podkreślił, że s. Julia obejmowała swoją modlitwą wszystkich, którzy znaleźli się za drutami niemieckiego obozu Stutthof: chrześcijan i Żydów, Polaków, Rosjan czy Łotyszów. „Za drutami obozu uczyła swoich cierpiących braci i siostry ufności, nadziei wbrew wszystkiemu i przebaczania oprawcom. Choć nie ocaliła swojego życia, to jednak ocaliła nadzieję” – stwierdził hierarcha.

Według niego, przebaczenie to jedyny sposób, by nie przerwać łączącej nas więzi dzieci Bożych. Dziś jej postawa jest źródłem nadziei, że w zjednoczeniu z Bogiem człowiek może odnieść zwycięstwo nawet w skrajnych okolicznościach.

Na zakończenie bp Muskus stwierdził, że s. Julia Rodzińska może być patronką pokoju i pojednania, oraz nauczycielką przebaczenia i braterstwa. Wezwał do modlitwy za jej wstawiennictwem o „nadzieję dla naszego podzielonego świata”.

Bł. s. Julia Rodzińska OP (1899-1945) swoją posługę realizowała w Mielżynie, Rawie Ruskiej i w Wilnie. Po wybuchu II wojny światowej brała udział w tajnym nauczaniu i prowadziła działalność humanitarną. Trafiła do niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof. Niosła pomoc współwięźniom niezależnie od wyznania i narodowości. Zmarła na tyfus, opiekując się konającymi więźniarkami. W 1999 r. została ogłoszona błogosławioną przez św. Jana Pawła II w gronie 108 męczenników II wojny światowej.

md (KAI)/ Kraków

Świętość na etat

Wielki Post to specjalny czas, kiedy mówi się i pisze o nawracaniu – o zmianie myślenia, zmianie kierunku, o powrocie do Źródła. Jest wiele sfer, w których podejmujemy postanowienia. Może warto zrobić rachunek sumienia z tego, jakim jestem pracownikiem?

Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Klasyczna etyka cnót (znana już od starożytności) często przedstawiana jest jako ideał, niemożliwy do osiągnięcia, w dodatku ideał niemodny, nieprzystający do współczesnych czasów. Zamiast niego cichutko, niepostrzeżenie wkrada się etyka sytuacyjna – głosząca, że dobre jest to, co w danej chwili jest pożyteczne. Dobre jest to, co jest legalne. Dobre jest to, co jest technicznie możliwe. Koniec końców dobre jest to, co uznamy za dobre. W krótkim artykule nie da się zaprezentować niuansów każdego z tych systemów, nie da się ich nawet w pełni zdefiniować ani opisać. Prawdopodobnie nie byłoby to dla czytelnika wystarczająco ciekawe. Siłą rzeczy trzeba będzie pewne sprawy uprościć i uogólnić, jednak to nie oznacza, że nie warto się tym tematem zająć. Punktem odniesienia dla naszych refleksji jest człowiek – pracownik.

 

 

Praca – drugi dom

Spędzamy w pracy wiele godzin. Niezależnie od tego, czy jest to praca w korporacji, w dużej firmie, w szkole, w sklepie czy pracuje się w wolnym zawodzie – pochłania to niezliczoną liczbę godzin. Niekiedy więcej czasu spędza się w pracy niż we własnym domu. Zwłaszcza, gdy doliczy się dojazdy, załatwianie spraw „po drodze”, albo czynności związane z obowiązkami rodzinno-domowymi. Niewątpliwie sfera pracy zajmuje istotne miejsce w życiu człowieka. Jan Paweł II w encyklice poświęconej temu tematowi napisał, że przez pracę człowiek staje się bardziej człowiekiem. Dzięki pracy ma możliwość głęboko doświadczać swojego człowieczeństwa, przeżywać je, kształtować, rozwijać kulturę, budować cywilizację, czynić świat lepszym. Niezależnie od tego, czy jest się odkrywcą leku na nieuleczalną chorobę, inżynierem, mechanikiem czy szewcem.

W wielkiej machinie świata wykonywana przez nas praca staje się potrzebna. Naturalną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest to, że przestrzeń pracy staje się polem do naszego rozwoju (intelektualnego, duchowego, ludzkiego) albo do degeneracji (umysłowej, wewnętrznej, osobistej). Innymi słowy – praca jest sferą do dawania świadectwa albo do bycia antyświadectwem.

 

 

Drobne rzeczy wiele znaczą

Prawdą jest, że niewiele rzeczy w życiu jest czarnych albo białych. Otacza nas mnóstwo barw, wielość kolorów, życie jest pełne niespodziewanych zwrotów i przenikających się splotów, z których można by ułożyć ciąg przyczynowo skutkowy. Równocześnie jednak nie można wpaść w pułapkę relatywizmu, stwierdzając, że w takim razie nic nie możemy powiedzieć „na pewno”. Bez wątpienia do czasów eschatologii wszyscy jesteśmy grzesznikami z przebłyskami świętości, a każde dobro w nas, to odbicie dobra z Boga. Mimo to Jezus zaprasza, żebyśmy chcieli być i byli doskonali jak Jego Ojciec. Skoro dostajemy taką propozycję, to znaczy, że mamy w sobie wszystko co jest potrzebne, aby jej sprostać. Pytanie, czy zechcemy z tego skorzystać? Pytanie, czy pociąga nas Jego wizja?

Skoro praca jest przestrzenią do dawania świadectwa, to w jaki sposób może się to wyrażać? Czy to oznacza, że mamy się obnosić ze swoją wiarą i pobożnością? Postawić na biurku krzyż albo święte obrazki? A może mamy manifestować swój post, opowiadać o nabożeństwach, w których bierzemy udział i krytykować każdego, kto żyje inaczej? Może mamy stać się inspektorem, który rozpozna każde niegodziwe zachowanie i ze szczerą dezaprobatą ogłosi, co na ten temat myśli?

Jezus w Ewangelii mówi uczniom, że ten, kto jest wierny w rzeczach małych, będzie wierny w rzeczach wielkich. W innym miejscu daje jasny przykład, by rzucać kamieniem tylko, gdy się jest bez grzechu. Poleca też zajmowanie się belką we własnym oku. Wydaje się zatem, że perspektywa Dobrej Nowiny jest najlepszą wskazówką do odkrywania, na czym polega „moralność w pracy”.

 

 

Rachunek sumienia

Codziennie przed snem przeglądamy swój dzień w odniesieniu do woli Boga. Widzimy rzeczy, które były dobre, udane i te, gdzie okazaliśmy się słabi. Może warto zapytać siebie, czy uczciwie spełniam swoje obowiązki? Czy jestem dobrym pracownikiem? Czy nie marnuję w pracy czasu na rzeczy niepotrzebne? Czy nie przywłaszczam sobie własności pracodawcy (długopisy, papier, xero itp.)? Czy nie uczestniczę w niewłaściwych rozmowach? Czy nie oszukuję klientów, żeby uzyskać lepsze wyniki? Czy nie utrudniam innym ich rozwoju? Czy jestem wdzięczny za pracę? Czy dobrze wypowiadam się o swojej firmie/osobach w niej pracujących? Czy reaguję na dziejącą się krzywdę? Czy dostrzegam innych pracowników? Czy widzę w nich Chrystusa? Takich i podobnych pytań można postawić wiele. Myślę, że w zależności od specyfiki pracy każdy postawi sobie własne. To co wydaje się ważne, to zauważenie, że w miejscu pracy również ma się odzwierciedlać codzienna świętość, w tych zwykłych, niepozornych sprawach. Choćby w tym, że nie wykorzystam samochodu służbowego do prywatnych spraw (chyba, że dzieje się to za wiedzą i zgodą przełożonych). Choćby w tym, że nie będę „naginać” rzeczywistości do własnych korzyści, tłumacząc tym, że mam zbyt niskie wynagrodzenie, więc „mi wolno”. Choćby tym, że stanę w obronie wyśmiewanego kolegi albo pomogę temu, komu dane zadanie nie najlepiej wychodzi. Okazji do kształtowania swojej świętości jest nieskończenie wiele. Wszystko zależy od osobistej wrażliwości i wyczulenia. Jeśli wpatrujemy się w Chrystusa, w Jego krzyż i czerpiemy siłę z Jego zmartwychwstania, to nasze oczy widzą ostrzej i jaśniej.

 

Projekt Niebo

Świętość nie jest przereklamowana. Świętość to normalność. I nie da się od niej odpocząć, zrezygnować z niej ani odstawić na bok. To nasze pierwsze powołanie. Pierwsze zaproszenie, jakie Bóg do nas kieruje. I nie zostawia nas z tym samych. Bez względu na okoliczności życia i pracy jest ona w zasięgu naszych możliwości. Bóg przyjmuje nas z całym bogactwem inwentarza – z zaletami i z wadami. Przed Nim możemy być w pełni sobą. To z relacji z Nim można czerpać siłę do zmian. To On jest Źródłem, gdzie należy weryfikować, czy moje postępowanie jest dobre i cnotliwe. To On jest Drogą, i Prawdą i Życiem.

Jeśli zmienię w sobie na lepsze choć jedno zachowanie, to mikro- i makro- świat stanie się lepszy. Jeśli powstrzymam krzywdzące słowo; jeśli spojrzę na kogoś życzliwie; jeśli nie ustąpię w fałszywym rozliczaniu podatków; jeśli wykonam zadanie zgodnie z zobowiązaniem; jeśli odkupię wykorzystaną do celów własnych ryzę papieru; jeśli przyznam się do błędu; jeśli nie pójdę na „lewe” zwolnienie; jeśli… .

Może ten Wielki Post będzie okazją do zaangażowania się w nowy projekt – w projekt Niebo, gdzie świętość nie będzie dzielona na etat, na te chwile, gdy jest wygodna i pożądana, ale stanie się pomysłem 24h?

Agata Rujner

Agata Rujner

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

14 tys. dzieci zagrożonych aborcją uratowanych dzięki 40 Days for Life

13 998 dzieci zagrożonych aborcją udało się uratować w latach 2007-2017 r. dzięki inicjatywie 40 Days for Life - informują jej koordynatorzy. Polega ona na nieustannej modlitwie w intencji ochrony życia, prowadzonej przez 40 dni i nocy m.in. przed klinikami aborcyjnymi.

Polub nas na Facebooku!

Jak wynika z najnowszych danych opublikowanych na stronie 40daysforlife.com, w ciągu 10 lat od powstania tej inicjatywy (tj. w latach 2007-2017) udało się uratować od aborcji 13 998 dzieci. W tym czasie przeprowadzono 5251 kampanii modlitewnych, polegających na nieustannej modlitwie, trwającej 40 dni i nocy i organizowanej najczęściej przed klinikami aborcyjnymi. Modlitwy organizowane były w 741 miastach w 47 krajach, a włączyło się w nie w sumie 750 tys. osób. Owocem tej inicjatywy jest też zamknięcie 90 klinik i gabinetów dokonujących aborcji i decyzja 170 aborterów o tym, by porzucić tę działalność.

Ostatnia zakończona kampania modlitewna, przeprowadzona jesienią ubiegłego roku z udziałem 100 tys. uczestników w 24 krajach, pomogła uratować przed aborcją 693 dzieci. Kolejna edycja wspólnej modlitwy w intencji nienarodzonych dzieci rozpoczęła się 14 lutego, w Środę Popielcową. “Nie wiemy, jakie niespodzianki przygotował Bóg dla nas w przyszłości. Ale z całkowitą pewnością mogliśmy obserwować Jego dzieło do tej pory, w odpowiedzi na nasze modlitwy” – piszą organizatorzy.

abd (KAI) / Waszyngton

Straszne rekolekcje 2. Odcinek 5: UCZTA BALTAZARA

Dlaczego król miałby pić wino na oczach tysięcy ludzi? Obejrzyj historię uczty Baltazara.

Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >
Marcin Jończyk
Marcin
Jończyk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Adam Szustak OP

Adam Szustak OP

Dominikanin, wędrowny kaznodzieja, były duszpasterz krakowskiej "Beczki". Jest autorem kilkunastu książek i audiobooków o tematyce religijnej, a także rekolekcji internetowych (Wilki Dwa, Plaster miodu, Jeszcze 5 Minutek). Prowadzi blog i kanał Langusta na Palmie, na którym można znaleźć wszystkie nagrania jego homilii i konferencji.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin Jończyk

Marcin Jończyk

Ekspert od form multimedialnych, operator i montażysta, zawsze ma ręce pełne roboty. Samouk, któremu umiejętności zazdroszczą zawodowcy z wieloletnim stażem.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >
Marcin Jończyk
Marcin
Jończyk
zobacz artykuly tego autora >

“Golgota Jasnogórska” w Warszawie

W ramach spotkań z cyklu "Duchowość dla Warszawy" Papieski Wydział Teologiczny zaprasza na wielkopostny koncert "Golgota Jasnogórska".

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W miejsce wykładu odbędzie się wielkopostny koncert poetycki pt.: „Golgota Jasnogórska”. Jest to koncert złożony z tekstów wielkiego poety Ernesta Brylla z muzyką i w wykonaniu Joanny LewandowskiejMarcina Stycznia, jednych z najpopularniejszych artystów z kręgu piosenki poetyckiej.

„Golgota Jasnogórska” to poemat napisany przez Ernesta Brylla do obrazów pasyjnych Jerzego Dudy-Gracza pod tym samym tytułem, które znajdują się nad Kaplicą Matki Boskiej Częstochowskiej na Jasnej Górze.


Koncert odbędzie się 5 marca (poniedziałek)
o godzinie 19.00,
w Centralnej Bibliotece Rolniczej
(ul. Krakowskie Przedmieście 66).
Wstęp wolny.


„Duchowość dla Warszawy” to cykl wykładów otwartych dla mieszkańców stolicy, jakie prowadzi Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie.

PWTW Collegium Joanneum jest uczelnią papieską, chcemy więc służyć zarówno diecezji jak i Warszawie organizując wykłady otwarte – podkreśla rektor PWTW, ks. prof. Krzysztof Pawlina. Kierowana przez niego uczelnia, chce nie tylko prowadzić badania naukowe ale również pomagać mieszkańcom stolicy znajdować odpowiedzi na pytania egzystencjalne. – Mieszkańców Warszawy nurtuje wiele pytań o sprawy duchowe, dlatego wykłady będą miały charakter popularyzatorski – podkreśla ks. Pawlina.

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

#AdopcjaJestOK. “Wystarczyło zmienić dwie litery”

Ruszyła akcja #AdopcjaJestOK. To odpowiedź na okładkę dodatku do "Gazety Wyborczej" "Wysokie Obcasy". Inicjatorzy akcji: "Zmiana dwóch liter w wyrazie „aBoRcja” zmienia kontekst dyskusji"

Polub nas na Facebooku!

Kobiecie, która stoi pod ścianą, której wydaje się – bo tak mówi ojciec dziecka albo sytuacja życiowa – że jest sama i ma tylko jedno wyjście, chcemy powiedzieć przez tę inicjatywę, że ma wybór i nie jest sama – powiedziała KAI Natalia Białobrzeska z „Drużyny B”. Wraz z męże zainicjowała ona akcję #AdopcjaJestOK. To odpowiedź na okładkę weekendowego dodatku do Gazety Wyborczej „Wysokie Obcasy”.

W zeszły weekend na okładce „Wysokich Obcasów” pojawiły się 3 kobiety na różowym tle w koszulkach z napisem „Aborcja jest ok” oraz podpisem „Aborcyjny Dream Team”. Na okładce napisano również „Nie jesteś sama. 1 z 3 twoich znajomych miała aborcję”.

Odpowiedzią internautów jest inicjatywa #AdopcjaJestOK zainicjowana przez Natalię i Macieja Białobrzeskich z „Drużyny B”. Hasztag promuje zdjęcie przypominające okładkę „Wysokich Obcasów”, na którym na różowym tle znajduje się kobieta w koszulce z napisem „Adopcja jest ok”. Towarzyszy mu hasło „Oddając swoje dziecko do adopcji, dajesz mu życie po raz drugi”.

Białobrzeska zwraca również uwagę na to, że na koszulce WO dymek z hasłem „aborcja jest OK” wychodzi z krzyczących ust, umiejscowionych na brzuchu. – Nasz dymek z hasłem „adopcja jest OK” wychodzi z serca. To bardzo mocno ukierunkowuje nasze intencje i adresatów – podkreśla.

– Nie chcieliśmy robić z tej grafiki, ani aktualnie mówić o niej, jak o jakiejś zorganizowanej „akcji”. To nasza odpowiedź, na naszym fanpage’u „Drużyna B” – mówi w rozmowie z KAI Białobrzeska. Strona prowadzona jest przez małżeństwo z trójką dzieci – jednym w drodze.

– Mieliśmy – jak się okazało – dobre przeczucie, że zmiana dwój liter w wyrazie „aBoRcja”, zmieni kontekst dyskusji. Że zwróci uwagę na pozytywne wspieranie kobiet, którego tak bardzo brakuje nam w Polsce. Na inną retorykę. Na przesunięcie akcentów. Nie chcieliśmy wchodzić w przepychanki na argumenty z okładką WO. Takich odpowiedzi jest cała masa w internecie. Mamy nieco inną wrażliwość – zaznacza Białobrzeska.

Jak podkreśliła, podjęcie decyzji o donoszeniu ciąży, urodzeniu i powierzeniu swojego dziecka innej rodzinie, wcale nie jest łatwe. – To niewyobrażalnie trudna decyzja. Bo procedury, bo niedomagania w funkcjonowaniu instytucji, które taką mamę powinny objąć całkowitą opieką – prawną, psychologiczną, medyczną, materialną – na czas ciąży i po niej, bo emocje, bo rodzina, z którą trzeba się skonfrontować i społeczeństwo, które stygmatyzuje. Ale mimo to: nadal jest to jedna z najbezpieczniejszych dróg, dla niej i dla tego nowego istnienia. Wybór, w którym nie ma niczego poza miłością – podkreśla.

Aby wesprzeć inicjatywę można m.in. udostępnić zdjęcie w mediach społecznościowych z hasztagiem #AdopcjaJestOK. – Można również dodać swój komentarz ze słowem wsparcia dla tych kobiet, którym dzisiaj świat zwalił się na głowę. Bo mają naście lat i „wpadły”, bo dowiedziały się, że ich nienarodzone dziecko jest chore, a one ledwo wiążą koniec z końcem – mówi Białobrzeska.

Białobrzeska zaznacza, że chodzi o realne osoby, z realnymi problemami, którym realnie możemy pomóc. – Możemy podlinkować w opisie stronę fundacji, która pomaga młodym mamom, adres, pod którym zjadą pomoc, możemy zaoferować własne wsparcie. Czasami wystarczy napisać: „jeśli mnie czytasz i czujesz się samotna, napisz do mnie”. Ludzie potrzebują ludzi. Kiedy nie są sami odzyskują wiarę w siebie i siły i nadzieję. A przecież tego potrzeba mamom, które bardziej czują się brzemienne, niż błogosławione – dodaje.

– Kobiecie, która stoi pod ścianą, której wydaje się – bo tak mówi ojciec dziecka albo sytuacja życiowa – że jest sama i ma tylko jedno wyjście, chcemy powiedzieć przez tę inicjatywę, że ma wybór i nie jest sama – podkreśla Białobrzeska.

Adopcję jako alternatywę dla aborcji wskazało również Prezydium Konferencji Episkopatu Polski 8 listopada 2017 roku w apelu w sprawie ochrony prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci.

„Kościół katolicki w Polsce stale wspiera rodziny w trudnych sytuacjach życiowych. Jeśli rodzice – pomimo dostępnej pomocy psychologicznej, medycznej i materialnej – nie zdecydują się na wychowywanie dziecka, zawsze mogą przekazać je do adopcji, tym bardziej, że tak wiele rodzin jest gotowych z otwartym sercem przyjąć je i otoczyć swoją opieką. Zabijanie dzieci nigdy nie powinno mieć miejsca. Zamiast aborcji – adopcja!” – czytamy w apelu.

KAI

Mirosław Baka zagra ks. Romana Kotlarza

Powstaje film fabularny o ks. Romanie Kotlarzu, zatytułowany "Klecha". Główną rolę zagra Mirosław Baka. Premiera obrazu zaplanowana została na 17 października 2018 roku

Polub nas na Facebooku!

W tym roku przypada 90. rocznica urodzin niezłomnego kapłana i męczennika czasów komunizmu.

Realizowane zdjęcia dotyczą wydarzeń z protestu Radomskich Robotników w czerwcu 1976 r. Jednym z bohaterów tego zrywu był ks. Roman Kotlarz, który był prześladowany przez Służbę Bezpieczeństwa i zmarł na skutek pobicia przez “nieznanych sprawców”.

Mirosław Baka przyznał, że pierwszy raz zagra księdza przed kamerą. – Wychowywałem się w rodzinie katolickiej. Cała moja młodość to było bycie ministrantem. A więc wiele chwil spędziłem przy ołtarzu. Poznałem wielu księży w swoim życiu. To obserwacje, które zapamiętałem. Nie jest trudno zagrać księdza, ale trudne jest zagrać tego konkretnego księdza, wspaniałego człowieka, jakim był Roman Kotlarz – mówił gość Radia Plus Radom.

Według niego ks. Kotlarz to postać nietuzinkowa. – Ten człowiek w sutannie był kimś, kto wyprzedził w czasie ks. Jerzego Popiełuszkę. Już w latach 70-tych ubiegłego wieku ks. Kotlarz stawał w obronie robotników. Trzeba tu również wspomnieć jego batalię ze Służbą Bezpieczeństwa. Oni nie przebierali w środkach. W tym filmie musimy tchnąć jak najwięcej życia i prawdy. Szersza widownia zasługuje, by poznać ks. Kotlarza – przekonywał Mirosław Baka.

Przed aktorem jest zagranie roli w największej scenie z udziałem tysiąca statystów. Będzie to moment błogosławienia protestujących robotników przez ks. Romana Kotlarza ze schodów kościoła św. Trójcy w Radomiu. – Najważniejsze to wejść w skórę mojego bohatera – mówi aktor.

Mirosław Baka jest kojarzony głównie z ról tzw. czarnych charakterów. – Tym bardziej rola ks. Romana Kotlarza będzie dla mnie wyzwaniem. Jest ciekawa dla mnie jako aktora – przyznał.

Reżyser filmu Jacek Gwizdała przyznał, że Mirosław Baka był jego pierwszym wyborem. – Spotkaliśmy się w marcu ubiegłego roku. Scenariusz filmu bardzo mu się spodobał. Okazało się, że miał zaplanowany duży serial i nie mógł wziąć udziału w naszym przedsięwzięciu. Cieszę się, że mogłem wrócić do Mirosława Baki. Mam nadzieję, że będzie to dobry ruch dla naszego filmu. Z kolei Ireneusz Czop musiał wrócić do wcześniejszych zobowiązań filmowych. Gra bowiem w filmie o polskich himalaistach. Po prostu nałożyły się terminy realizacji zdjęć do obu filmów – wyjaśnił reżyser „Klechy”.

Kuria Diecezji Radomskiej jest koproducentem filmu, który powstaje na bazie scenariusza autorstwa Wojciecha Pestki. W ostatnich tygodniach Polski Instytut Sztuki Filmowej podjął decyzję, ze przekaże 2 mln złotych na realizację filmu.

Ks. Roman Kotlarz w chwili śmierci miał 47 lat. Był inwigilowany przez ówczesne władze. W dniu protestu, 25 czerwca 1976 r., pobłogosławił idących w proteście. Był potem nachodzony i dotkliwie bity przez tzw. „nieznanych sprawców” na plebanii w Pelagowie-Trablicach, gdzie był proboszczem. Kapłan zmarł 18 sierpnia 1976 r.

KAI

Kard. Marx dementuje. “Nigdy o tym nie mówiłem”

Kilka tygodni temu pojawiły się informacje, jakoby kard. Marx opowiedział się za błogosławieniem związków homoseksualnych • Dziś zaprzeczył tym doniesieniom • "Nigdy publicznie nie mówiłem na ten temat"

Polub nas na Facebooku!

Kard. Reinhard Marx, zaprzeczył, jakoby opowiedział się za “błogosławieństwem” dla par homoseksualnych. „Nigdy publicznie nie mówiłem na ten temat” – oświadczył przewodniczący episkopatu Niemiec przed rozpoczęciem wczoraj w Ingolstadt wiosennego zebrania plenarnego Konferencji Biskupów tego kraju.

Metropolita Monachium i Fryzyngi tłumaczył, że „chodziło o towarzyszenie homoseksualistom, którzy chcą pozostać chrześcijanami i którzy poszukują pociechy i wsparcia w życiu”. Do zajęcia się tym tematem została upoważniona komisja biskupów do zadań duszpasterskich.

Informując o tym niemiecka agencja katolicka KNA przypomniała, że w wywiadzie dla niemieckiej rozgłośni Bayerische Rundfunk w lutym br. kard. Marx mówił o tym, że nowe warunki życia i nowe przekonania stanowią nowe wyzwania również dla Kościoła. Księża muszą z całą powagą podchodzić do każdego człowieka z osobna i roztoczyć nad nim opiekę duchową. „Należy więc zachęcać również do tego, aby księża i duszpasterze dawali pociechę ludziom w konkretnych sytuacjach życiowych” – powiedział wówczas kard. Marx.

KAI

1000 obrońców życia pobiegnie w półmaratonie paryskim

Niemal 1000 obrońców życia, ubranych w koszulki z hasłami pro-life weźmie udział w półmaratonie paryskim 4 marca. Inicjatywę biegu promującego życie koordynuje francuska Fundacja Jérôme Lejeune, opiekująca się osobami z zespołem Downa i ich rodzinami.

Polub nas na Facebooku!

Francuska Fundacja Jérôme Lejeune zachęca biegaczy, działaczy pro-life i osoby, którym bliskie są tematy obrony życia, do udziału w półmaratonie Fitbit, który 4 marca odbędzie się na ulicach Paryża. Biegacze pro-life wystąpią w biało-czerwonych koszulkach z napisem: “Ochraniać słabych – to wyraz mocy!” Udział w sportowym wydarzeniu ma być promocją postaw pro-life i publicznym wyrażeniem solidarności z osobami niepełnosprawnymi, a także zachętą do wsparcia finansowego fundacji, która ma pod opieką ponad 9 tys. osób dotkniętych trisomią 21 i innymi niepełnosprawnościami intelektualnymi.

Organizatorzy zachęcają także obcokrajowców do udziału w wydarzeniu. Zgłoszenia do półmaratonu przyjmowane są na stronie www.courirpourlavie.fr, na której znajdują się również szczegółowe informacje o projekcie. Przez ostatnie dwa lata uczestnicy biegu wspierali chrześcijan z Bliskiego Wschodu.

We Francji aborcji poddawanych jest 96 proc. dzieci u których zdiagnozowano podejrzenie zespołu Downa.

KAI