кредиты онлайн в Казахстане кредит на карту онлайн кредит наличными

Zagrożone życie polskich misjonarzy

"Właśnie otrzymaliśmy alarm, że Seleka jedzie w naszą stronę, a więc ewakuacja..." - ten urwany post z dalekiej Republiki Środkowoafrykańskiej zmroził nam krew w żyłach.

Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Urwane zdanie o ewakuacji napisał polski misjonarz, kapucyn, o. Benedykt Pączka. A Seleka to rebelianci – bandyci, którzy topią we krwi Republikę Środkowoafrykańską, grabią i mordują. Czekamy niecierpliwie, na kolejny wpis o. Benedykta. Odezwie się ponownie, czy już nie…

Kobieta z przestrzelonym brzuchem leżała na ziemi. Ostatkiem sił trzymała się życia. Krew była wszędzie. O. Robert Wnuk pochylał się nad ranną Murzynką. Dał jej rozgrzeszenie, zdążył dosłownie w ostatniej chwili. Dwie sekundy później kobieta nie żyła. Zabili ją selekowcy. To był pierwszy atak na misję kapucyńską, w Bocaranga. 21 stycznia 2014 roku zginęło tam 8 osób. Tego samego dnia Seleka uderzyła w drugą misję, w Ngaoundaye, gdzie jest o. Benedykt.

Zagrożone życie polskich misjonarzy

“Zadzwońcie” –  krótki wpis od ojca Benedykta daje nadzieję, że wszystko jest w porządku. W słuchawce słyszymy młody głos misjonarza. Rozmowa trwa kilka minut, szybka wymiana zdań. Nasi misjonarze mają spakowane małe plecaczki z najpotrzebniejszym dobytkiem. W każdej chwili są gotowi do ucieczki. I tak teraz wygląda ich życie na misji. Gdy zbliżają się uzbrojeni rebelianci, siostry zakonne i zakonnicy razem z miejscową ludnością po prostu uciekają. “Nie mamy tu ochrony” – mówi nam o. Benedykt.

Potem uparcie wracają do kościoła, do swoich domów. I żyją tak w ciągłym zagrożeniu.

Republika Środkowej Afryki rozpadła się. Trawiona wojnami i konfliktami przestała istnieć – przynajmniej ONZ uznało ją za państwo upadłe. Ale w tym tyglu nienawiści zostali zwykli ludzie. Biedni i bezbronni. Wystawieni na żer uzbrojonych band, bezkarnie grasujących po całym terytorium. I w środku tego zamętu, w Bocaranga i Ngaoundaye przy granicy z Czadem i Kamerunem, są Polacy, misjonarki i misjonarze, razem ze swoimi podopiecznymi, a katolickie misje stały się dla biednej, miejscowej ludności (chrześcijańskiej i muzułmańskiej) ostatnim schronieniem. Dla nich są życiem. Dla Seleka – celem. “Misje zawsze są pierwszym celem. Mamy samochody. Ludzie u nas znajdują pracę – więc wiadomo, że tu są pieniądze. Misje to pierwszy front rebelii” – mówi o. Benedykt.

Ngaoundaye to niewielka, biedna miejscowość. Mieszka tu około 10 tysięcy ludzi. A siostry i bracia stworzyli tubylcom właściwie centrum życia.

Zagrożone życie polskich misjonarzy

– “Mamy pod opieką 100 niewidomych. Ślepotę u ludzi wywołuje pewien gatunek much. Opiekujemy się epileptykami. Dokarmiamy ponad 120 niedożywionych sierot. Pracujemy w szkole – uczymy 800 dzieci. To jedyna działająca tu szkoła w czasie tej rebelii. Otworzyłem szkółkę sportową. Gramy z dzieciakami w piłkę. Chcemy założyć szkółkę muzyczną. Mamy bibliotekę. Raz w tygodniu wyświetlamy filmy” – wylicza o. Benedykt. I to wszystko może zniszczyć wojna domowa.

Rebelianci z Seleki najpierw napadli Bocaranga – zostawili za sobą 8 zabitych. Potem pojawili się w  Ngaoundaye. Przyjechali motocyklami. Uzbrojeni w kałasznikowy i granatnik. Znali teren. Wiedzieli, że w misji są dwie siostry i jedna świecka misjonarka – Polki, i czterech zakonników, Polak, Włoch i dwóch Środkowoafrykańczyków. Najpierw wpadli do sióstr ze Zgromadzenia Służebnic Matki Dobrego Pasterza. Kapucyni ruszyli z pomocą. Ich domy dzieli zaledwie 600 metrów. Ale co mogą zrobić uzbrojeni tylko w habity zakonnicy wobec bandytów z kałasznikowami? A co mogą zrobić zakonnice? Selekowcy ograbili siedzibę sióstr. Z każdą chodzili do pokoju na przeszukanie, zabierali pieniądze, telefony, wszystko co przedstawiało dla nich jakąkolwiek wartość. Jeden z bandytów zaciągnął do pokoju świecką misjonarkę Ewelinę Krasnowską. “Pociągnął mnie za bluzkę, liczył na coś jeszcze…” – opowiada Ewelina. Tu wszyscy znają realia, wiedzą jak postępują selekowcy. Zabójstwa, gwałty, rabunek – to ich domena. Niedawno porwali dwie 14-latki, żeby gwałcić je w swojej bazie…  Misjonarka zdołała opuścić pokój i wyjść na podwórze. Selekowiec ruszył za nią i przeładował broń. Ewelina się bała. Ale jeszcze bardziej bała się zostać sama z bandytą w pokoju.

Po chwili wszyscy ruszyli do domu Kapucynów. Bandyci wiedzieli, co i gdzie można znaleźć. “Jeden z nich wcześniej tu przychodził. Częstowaliśmy go kawą i colą. Rozmawiał z nami o pokoju!’ – wspomina br. Benedykt.

Zagrożone życie polskich misjonarzy

Na szczęście skończyło się na rabunku. Telefony, ubrania, pieniądze, samochody, motocykle – rzeczy należące do misjonarzy i miejscowej ludności trafiły w ręce selekowców. Na razie im wystarczyło. Na szczęście co nieco przegapili. O. Benedykt włączył jakiś komputer z internetem. Zawiadamia świat, prosi o pomoc i modlitwę…

Ostatni atak był w środę, 22 stycznia. Misjonarze mieli minutę na ucieczkę. Bandyci strzelali w ich stronę. I tym razem się udało przeżyć.

“Nasze życie jest zagrożone. Dwa razy nas prowadzili i ładowali kałasznikowy. Jeżeli przyjadą i będą chcieli nas zabić – to nas zabiją” – mówi z prostotą o. Benedykt Pączka. Jednak dobry humor i nadzieja go nie opuszczają. – “W związku z moim nazwiskiem, na tłusty czwartek przygotowujemy specjalną akcję. Będzie o niej głośno” – zapewnia nas i śmiejąc się kończymy rozmowę. – “Jesteśmy w kontakcie” – rzuca jeszcze na pożegnanie. 

Jeśli chcesz pomóc Kapucynom zajrzyj na www.misje.kapucyni.pl


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Ilu jest obecnie katolików na świecie? [INFOGRAFIKA]

W ciągu ostatnich 2 lat liczba katolików na świecie nieznacznie wzrosła - wynika z najnowszych danych statystycznych Kościoła opublikowanych w ubiegłym tygodniu w Roczniku Papieskim Annuario Pontificio 2018. Najdynamiczniej Kościół rozwijał się w Afryce, najsłabiej - w Europie i Ameryce Północnej.

Polub nas na Facebooku!

Dyktatury zaczynają się od oszczerczego przekazu

Komentując w poniedziałek czytania liturgiczne papież Franciszek mówił o destrukcyjnej mocy kłamstwa i manipulacji w przekazach medialnych. Wszystkie dyktatury zaczynały się od zafałszowania przekazu - powiedział w porannej homilii Mszy św. w Domu św. Marty.

Polub nas na Facebooku!

Ojciec Święty nawiązał do pierwszego czytania dzisiejszej liturgii (1 Krl 21, 1b-16), opowiadającego o oszczerstwie, którym posłużył się król Achab, aby zamordować Nabota i przywłaszczyć sobie jego winnicę.

Papież przypomniał historię winnicy, której Nabot nie chciał sprzedać królowi Achabowi. Wobec tego monarcha przystał na radę swej żony Izebel, i zgodził się, aby Nabot został fałszywie oskarżony i ukamienowany, stając się męczennikiem, gdyż pragnął ocalić swe dziedzictwo. Franciszek dodał, że historia ta powtarza się w Jezusie, a następnie w pierwszym męczenniku Kościoła – św. Szczepanie i wreszcie we wszystkich męczennikach, wobec których stosowano oszczerstwa. Paradygmat ten pojawia się także w działaniach wielu szefów państw. Zaczyna się od kłamstwa, a zniszczywszy daną osobę doprowadza się do jej osądzenia i potępienia.

„Także dziś, w wielu krajach, stosuje się tę metodę: niszczenie wolnej komunikacji” – stwierdził Ojciec Święty. Wskazał na przykład monopolizacji środków przekazu i ich zafałszowania, co prowadzi z kolei do osłabienia demokracji. Następnie sędziowie osądzają i skazują ofiary tego oszczerstwa. W ten sposób rodzi się i narasta dyktatura.

„Wszystkie dyktatury zaczynały w ten sposób, poprzez zafałszowanie przekazu, umieszczanie środków przekazu w rękach ludzi bez skrupułów, czy rządu pozbawionego skrupułów” – powiedział papież. Dodał, że podobne mechanizmy mają miejsce w życiu codziennym, kiedy rodzi się chęć zniszczenia danej osoby – zaczyna się od obmowy, oszczerstwa, rozpowiadania skandali.

Franciszek zauważył, że często obserwujemy w mediach pogoń za skandalami, a osoby które padły ofiarą oszczerstwa nie mogą się bronić. Przykładem tego są dyktatury minionego wieku i prześladowanie Żydów, które zaczęło się od oszczerstw i obmowy.

„Oszczerczy przekaz wymierzony w Żydów, a oni byli wykańczani w Auschwitz, bo nie zasługiwali na życie. Och… to horror, ale horror, który dzieje się dzisiaj: w małych społeczeństwach, między ludźmi i w wielu krajach. Pierwszym krokiem jest zawłaszczenie przekazu, a następnie zniszczenie, osądzenie i śmierć” – stwierdził Ojciec Święty.

Papież przypomniał słowa apostoła Jakuba, który w rozdziale 3 swego listu mówi o grzechach języka. Zachęcił też do ponownego przeczytania 21 rozdziału 1 Księgi Królewskiej oraz do pomyślenia o wielu zniszczonych osobach, krajach, o wielu dyktaturach, które zniszczyły państwa.

KAI/ad

100 dni trzeźwości na 100-lecie niepodległości

100 dni trzeźwości na 100-lecie niepodległości - to propozycja uczestników Pielgrzymki Apostolstwa Trzeźwości na Jasną Górę, która odbyła się w miniony weekend. Post od alkoholu rozpocznie się w pierwszą sobotę sierpnia. 

Polub nas na Facebooku!

– Od pierwszej soboty sierpnia do 11 listopada mija dokładnie sto dni. Proponujemy rodakom sto dni całkowitej abstynencji na stulecie niepodległości. To jest taki test dla każdej, każdego z nas, czy jesteśmy naprawdę w stanie ponieść jakąś ofiarę, aby zatroszczyć się o prawdziwą, wewnętrzną wolność –mówił podczas pielgrzymki biskup Tadeusz Bronakowski, przewodniczący Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości.

Dwudniowa pielgrzymka zgromadziła na Jasnej Górze osoby uzależnione od alkoholu, ich rodziny terapeutów, psychologów, diecezjalnych duszpasterzy trzeźwości oraz zakonnych referentów trzeźwości, a także przedstawicieli różnorakich środowisk zaangażowanych w posługę na rzecz trzeźwości .

Spotkanie rozpoczęło się od prezentacji i świadectw zaproszonych gości w ramach społecznego Ruchu „Ku trzeźwości Narodu”, był to także czas wymiany doświadczeń i propozycji realizacji Narodowego Programu Trzeźwości. W programie znalazł się wykład o działalności trzeźwościowej jako walce o niepodległość Polski Mariana Romaniuka, autora książek o kard. Stefanie Wyszyńskim. Rafał Porzeziński prowadzący w Polskim Radiu program „Ocaleni” mówił o „uzależnieniach i szansie ocalenia”.

Po sobotnim Apelu Jasnogórskim uczestnicy pielgrzymki i pozostali na całonocnym czuwaniu przed Najświętszym Sakramentem, podczas którego modlono się o uzdrowienie rodzin z nałogów pijaństwa oraz innych uzależnień, a także jako wynagrodzenie za grzechy pijaństwa.

Centralnym punktem modlitwy o trzeźwość była Msza św. odprawiona w niedzielę, 17 czerwca, pod przewodnictwem bp. Tadeusza Bronakowskiego. Pielgrzymkę zakończyło spotkanie Diecezjalnych Duszpasterzy Trzeźwości i Zakonnych Referentów Trzeźwości.

Ks. Henryk Grządko, diecezjalny duszpasterz trzeźwości diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, od 34 lat w ruchu trzeźwościowym, zwrócił uwagę na wielka potrzebę budowy szerokiego społecznego Ruchu ku Trzeźwości Narodu, konsolidacji wszystkich zajmujących się problemem alkoholowym, także władze na wszystkich szczeblach. – Skala problemów jest ogromna i zatrważająca, potrzebna jest też rzetelna diagnoza – ocenia ks. Grządko.

Podkreślił, że często za główną przyczynę pijaństwa uważa się ludzką słabość, tymczasem jest to „chciwość całej finansjery alkoholowo–narkotykowej, która wykorzystuje ludzkie słabości”.

Wśród bolączek wymienił m.in. wadliwe prawo, które nie chroni rodzin i dzieci, tu ważne byłoby np. podwyższenie wieku dostępu do alkoholu czy tworzoną głównie przez reklamy kulturę, modę „życia z kieliszkiem”.

Zdaniem kapłana, wręcz absurdalne jest pokazywanie sportowców czy ludzi związanych ze sportem z kuflem piwa. „Porażką myślenia ludzkiego” nazwał kapłan sponsorowanie narodowej reprezentacji w piłce nożnej przez browary. – Jakimi wzorami maja się kierować młodzi ludzi rozpoczynający swoja przygodę ze sportem? – pytał retorycznie diecezjalny duszpasterz trzeźwości.

– Dziś nie wystarczy naprawiać gospodarczo Polski, trzeba dzisiaj naprawiać też moralnie Polskę, bo inaczej nie odniesiemy sukcesu. Nasze rodziny, parafie to musza być miejsca, gdzie ludzie mogą obronić swoja wolność wewnętrzną. Dzisiaj trzeba bronić wolności wewnętrznej, bo to jest warunek wolności zewnętrznej – podkreślił ks. Grządko.

Z danych Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych wynika, że w Polsce uzależnionych od alkoholu jest ponad osiemset tysięcy osób. W sposób szkodliwy pije około trzech milionów osób. Na leczenie uzależnionych wydaje się rocznie co najmniej pól miliarda złotych.

KAI/ad

Tunezja. Starcie z potęgami europejskimi

Reprezentacja Tunezji znalazła się w grupie G, co oznacza że przy ewentualnym awansie mogłaby trafić na Polskę

Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Taki scenariusz należy jednak włożyć między bajki – Tunezja nie ma żadnych szans na awans grupy. Rywalizacja toczyć się będzie między Belgią i Anglią o pierwsze miejsce, między Tunezją i Panamą o trzecie.

 

Mieli szczęście

Trudno wyobrazić sobie wyrwanie choćby punktu którejś z europejskich potęg zbudowanych na bazie zawodników z najlepszej ligi świata – brytyjskiej Premier League. Udział Tunezyjczyków w tegorocznym turnieju jest wielką niespodzianką. Mogą go oni zawdzięczać głównie losowi. W afrykańskiej grupie eliminacyjnej trafili na słabe drużyny Libii, Gwinei i Demokratycznej Republiki Konga. Z tymi ostatnimi zagrali najważniejszy mecz w grupie, de facto decydujący o awansie. Tunezja cudem uratowała remis w tym spotkaniu, strzelając 2 gole w ostatnim kwadransie meczu. Ostatecznie drużyna wygrała grupę przewagą jednego punktu nad DR Konga.

 

Łatwo w eliminacjach, trudniej wyjść z grupy

Mistrzostwa w Rosji będą piątymi w historii tego kraju, jednak ani razu nie udało się wywalczyć awansu z grupy. Nic nie zapowiada zmiany sytuacji w tym roku, tym bardziej że najlepszy zawodnik reprezentacji, Youssef Msakni zerwał w marcu więzadła w kolanie i do Rosji nie pojedzie. Poza nim, próżno szukać wielkich gwiazd w kadrze. Fani ligi angielskiej mogą kojarzyć Yohana Benalouane, rezerwowego stopera Leicester, który wobec awansu Tunezji na mundial dopiero niedawno zadeklarował chęć gry dla reprezentacji. Największy wpływ na grę będą mieli z pewnością dwaj pomocnicy z ligi francuskiej. Pierwszy to grający w ubiegłym sezonie dla Stade Rennais Wahbi Khazri, który strzelił w zakończonych rozgrywkach 11 goli i był jedną z najważniejszych zawodników swojego klubu. Z kolei zawodnik Marsylii, Saif-Eddine Khaoui, spisywał się bardzo dobrze na wypożyczeniu w Troyes i pomimo spadku swojej drużyny sezon może zaliczyć do udanych. Na uwagę zasługuje również młody Dylan Bronn, podstawowy obrońca czwartej siły ligi belgijskiej, KAA Gent.

 

Mundial – okno wystawowe na świat

Dla wszystkich tych zawodników mistrzostwa będą oknem wystawowym na świat i być może pomogą im wywalczyć transfer do lepszego zespołu, jednak ich przygoda z tym turniejem zakończy się najprawdopodobniej na trzech meczach grupowych. W starciu z europejskimi siłami głównym celem Tunezyjczyków będzie powstrzymywanie ataków przeciwników i rozgrywanie kontr przez swoich najlepszych zawodników, czyli rozgrywających. Szans na strzelenie gola mogą szukać również po stałych fragmentach – dośrodkowania z rzutów wolnych i rożnych to najmocniejszy element w grze Wahbiego Khazriego. Defensywna taktyka przynosiła efekty w czerwcowym sparingu z Hiszpanią, mistrzowie sprzed 8 lat długo nie mogli znaleźć sposobu na sforsowanie obrony przeciwników, udało im się to dopiero w końcówce meczu.

Jacek Liberacki

Jacek Liberacki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Tunezja. Papierowa wolność

Jedna z najstarszych republik na świecie uchodzi za jedno z najbardziej liberalnych państw islamu. To jednak nie oznacza, że wyznawcy innych religii mogą cieszyć się w tym turystycznym raju pełną swobodą

Andrzej
Mitek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Tunezja to niegdyś jeden z najchętniej odwiedzanych krajów przez Polaków marzących o zobaczeniu Afryki. Po politycznej odwilży w ramach Arabskiej Wiosny (2010-2011) na pierwszy rzut oka wydaje się państwem, w którym chrześcijanie nie muszą lękać się o swoje życie. Ten zdominowany przez wyznawców islamu (99% populacji) kraj nie jest jednak oazą spokoju dla tych, którzy chcieliby otwarcie wyznawać wiarę w Jezusa.

Chrześcijanie w Tunezji stanowią ułamek procenta wszystkich mieszkańców – na 11,5 mln obywateli jest ich niewiele ponad 20 tys. Kościół katolicki na terenie kraju prowadzi 12 kościołów, 9 szkół oraz dwie kliniki. Sercem  Kościoła dla tunezyjskich katolików jest katedra św. Wincentego a Paulo w Tunisie, którą w 1998 roku odwiedził Jan Paweł II. Patron tej świątyni, francuski orędownik miłosierdzia, miał w latach 1605-1607 przebywać w stolicy Tunezji w niewoli arabskiej.

Praktykowanie religii innej niż islam nie jest zabronione ani powszechnie szykanowane, przynajmniej jeżeli chodzi o obcokrajowców. W trudniejszej sytuacji pozostają rodowici chrześcijanie. Są narażeni na dyskryminację i ataki, często ukrywane przed wzrokiem opinii publicznej. Otwarte wyznawanie wiary w Jezusa oznacza dla nich szykany, możliwość utraty pracy, przemoc oraz dyskryminację społeczną.

 

Utrata pracy to najniższy “wymiar kary”
Dla muzułmanina-Tunezyjczyka, który postanowi nawrócić się na chrześcijaństwo i otwarcie do tego przyznać, utrata pracy przez niego i jego bliskich to najniższy wymiar kary. Bywa, że od nawróconego odwraca się cała rodzina i przyjaciele, zrywając wieloletnie więzi. Miewa on problemy z uzyskaniem paszportu, służeniem w armii czy dostępem do świadczeń społecznych.

Mimo historii islamu sięgającej VII wieku kraj ten uchodzi za jedno z najbardziej liberalnych muzułmańskich państw. Choć islam Tunezyjczycy mają wpisany zarówno w konstytucję, jak i obowiązkową edukację, w ich kraju w minionych latach chrześcijanie nie tracili życia za wiarę w Jezusa, tak jak to miało miejsce w sąsiedniej Libii. Warty uwagi jest także fakt, że obok finansowanych przez administrację rządową meczetów na terenie Tunezji funkcjonują nieliczne katolickie świątynie (wspomniana katedra św. Wincentego a Paulo), żydowskie synagogi, prawosławne cerkwie i kościoły protestanckie.

Andrzej Mitek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Andrzej
Mitek
zobacz artykuly tego autora >

Amazonki pielgrzymowały do Matki Bożej

200 pań-amazonek z całej Małopolski wzięło udział w pielgrzymce do Matki Bożej Ludźmierskiej, Gaździny Podhala, której zawierzyły życie swoje i swoich rodzin.

Polub nas na Facebooku!

Jak zawsze najważniejszym punktem pielgrzymki była Msza św., której przewodniczył ks. Jerzy Filek, ludźmierski kustosz. – Cieszę się zawsze z waszego przyjazdu. Wybrałyście, drogie panie, piękne miejsce, aby zanosić przed Boże oblicze wszystkie prośby, dziękczynienia – zaznaczył ks. Filek.

Amazonki na zakończenie liturgii odczytały akt zawierzenia siebie i swoich rodzin Matce Najświętszej. Potem przeszły do ogrodu różańcowego, gdzie przy figurze św. Jana Pawła II odbyła się dalsza część pielgrzymki. Panie złożyły kwiaty przy pomniku Ojca świętego. Były okolicznościowe przemówienia i gratulacje od wicestarosty nowotarskiego Władysława Tylki, który podziękował amazonkom za zaangażowanie na rzecz profilaktyki badania piersi, szczególnie u osób młodych.

Ostatnia część sobotniego spotkania amazonek miała miejsce w jednej z nowotarskich restauracji. Panie podziękowały radnemu wojewódzkiemu Stanisławowi Barnasiowi i radnej powiatowej Grażynie Tylce za wsparcie w działaniach związanych z profilaktyką raka piersi. Wiele razy samorządowcy pomogli w uzyskaniu bezpłatnych zaproszeń na badanie piersi, zwanych popularnie – mammografią.

Była to kolejna już pielgrzymka Podhalańskich Amazonek do Ludźmierza. Panie przyjechały na nią z Krakowa, Nowego Sącza, Brzeszcz, Tarnowa, Oświęcimia, Rabki, Zakopanego, a nawet ze słowackiego Popradu. Podhalańskie Amazonki, które zorganizowały pielgrzymkę, działają już od sześciu lat. To grupa kilkudziesięciu kobiet prężnie działających na rzecz zdrowego trybu życia. Panie przeprowadzają szereg akcji, np. wśród podhalańskiej młodzieży, rozdając bezpłatne zaproszenia na badania USG piersi. Współpracują z różnymi organizacjami, samorządami oraz placówkami medycznymi.

KAI/ad

Misja Kościoła to nie sukcesy, lecz powierzenie się Bogu

Autentyczność misji Kościoła zależy nie od sukcesu lub satysfakcjonujących rezultatów, ale od pójścia naprzód z odwagą zaufania i pokorą powierzenia się Bogu. Jest to świadomość, że jesteśmy małymi i słabymi narzędziami, które w rękach Boga i z Jego łaską mogą dokonywać wielkich dzieł, sprawiając rozwój Jego Królestwa - tłumaczył papież Franciszek w rozważaniu poprzedzającym modlitwę „Anioł Pański” na placu św. Piotra w Watykanie.

Polub nas na Facebooku!

Komentując dwie przypowieści o królestwie Bożym i dynamice jego wzrostu, Ojciec Święty wskazał, że „przez głoszenie i działanie Jezusa, królestwo Boże jest głoszone, wtargnęło na pole świata i, podobnie jak ziarno, rośnie i rozwija się samo z siebie, własną mocą i zgodnie z kryteriami, których po ludzku nie da się odczytać. W swoim rozwoju i kiełkowaniu w dziejach zależy ono nie tyle od pracy człowieka, ile przede wszystkim jest wyrazem mocy i dobroci Boga”.

A gdy „historia ze swoimi wydarzeniami i protagonistami wydaje się zmierzać w kierunku przeciwnym planom Ojca Niebieskiego, który chce dla wszystkich swoich dzieci sprawiedliwości, braterstwa i pokoju”, mamy „przeżywać te okresy jako czas próby, nadziei i czujnego oczekiwania na żniwo”.

– Rzeczywiście, wczoraj podobnie jak i dziś, Królestwo Boże rośnie na świecie w sposób tajemniczy i zaskakujący, ujawniając ukrytą moc małego ziarna, jego zwycięską żywotność. Gdy gromadzą się wydarzenia osobiste i społeczne, które zdają się niekiedy oznaczać katastrofę nadziei, trzeba trwać, ufając w ciche, ale możne działanie Boga. Dlatego w chwilach mroku i trudności nie możemy się załamywać, ale powinniśmy trwać zakotwiczeni w wierności Boga, w Jego obecności, która zawsze zbawia – mówił papież.

Zwrócił uwagę, że Jezus porównuje Królestwo Boże do ziarnka gorczycy, które jest „bardzo małe, ale rozwija się tak bardzo, że staje się największą ze wszystkich roślin w ogrodzie: jest to rozwój nieprzewidywalny, zaskakujący”. – Niełatwo nam wejść w tę logikę nieprzewidywalności Boga i przyjąć ją w naszym życiu. Ale dzisiaj Pan zachęca nas do postawy wiary, która przekracza nasze plany, nasze kalkulacje, nasze prognozy. Jest to zaproszenie do bardziej szczodrego otwarcia się na plany Boga, zarówno na płaszczyźnie osobistej, jak i wspólnotowej. W naszych wspólnotach musimy zwracać uwagę na małe i wielkie okazje czynienia dobra, jakie daje nam Pan, pozwalając się nam zaangażować w Jego dynamikę miłości, gościnności i miłosierdzia wobec wszystkich – zachęcał Franciszek.

Wskazał, że „autentyczność misji Kościoła zależy nie od sukcesu lub satysfakcjonujących rezultatów, ale od pójścia naprzód z odwagą zaufania i pokorą powierzenia się Bogu”. – Jest to świadomość, że jesteśmy małymi i słabymi narzędziami, które w rękach Boga i z Jego łaską mogą dokonywać wielkich dzieł, sprawiając rozwój Jego Królestwa, które jest „sprawiedliwością, pokojem i radością w Duchu Świętym” – stwierdził papież.


st, pb (KAI) / Watykan

W czwartek papież leci do Genewy

Już w czwartek papież Franciszek odbędzie jednodniową pielgrzymkę do Genewy, gdzie odwiedzi siedzibę Światowej Rady Kościołów i odprawi Mszę świętą dla szwajcarskich katolików. Będzie to piąta w historii papieska wizyta w Szwajcarii.

Polub nas na Facebooku!

Dziesięciogodzinna „pielgrzymka ekumeniczna” Franciszka do Genewy rozpocznie się o godz. 10.00 powitaniem na lotnisku przez władze Konferederacji Szwajcarskiej. Obecny będzie prezydent Alain Berset, a także dwoje radców federalnych: Doris Leuthard i Ignazio Cassis, przewodniczący Rady Narodowej Dominique de Buman oraz delegacja władz Genewy. Po uroczystym powitaniu przewidziano spotkanie prywatne z prezydentem Konfederacji Szwajcarskiej w sali lotniska.

Po ceremonii powitania papież uda się do siedziby Światowej Rady Kościołów, gdzie na godz. 11.15 zaplanowano modlitwę ekumeniczną z homilią Ojca Świętego.

Kolejnym punktem programu będzie obiad z kierownictwem Światowej Rady Kościołów w Instytucie Ekumenicznym w Bossey koło Genewy. Powstał on w 1946 r. z inicjatywy ówczesnego sekretarza generalnego Światowej Rady Kościołów Willema Visser’t Hoofta, jako zaplecze intelektualne dla jej działalności.

O 15.45 ponownie w Ośrodku Światowej Rady Kościołów odbędzie się spotkanie ekumeniczne. W jego trakcie Franciszek wygłosi przemówienie.

Podczas wizyty w siedzibie ŚRK Ojciec Święty spotka się z delegacją chrześcijan Korei Północnej. Chrześcijanie obydwu części Korei obecni będę w Genewie podczas wizyty Papieża Franciszka. Od 1984 roku zarówno Korea Północna jak i Korea Południowa należą do Światowej Rady Kościołów.

Znak dla ekumenizmu

Były prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Ludwig Müller ma nadzieję, że wizyta papieża Franciszka w siedzibie Światowej Rady Kościołów w Genewie będzie dobrym znakiem dla ekumenizmu. Podkreśla, że spotkanie papieża w ŚRK musi służyć jedności, nie ograniczając się do zwykłej wymiany uprzejmości. Powinny zostać na nim poruszone różnice, jakie jeszcze należy przezwyciężyć. – Przyjacielskie spotkanie jest dobre, ale nie wystarczające! – stwierdza niemiecki purpurat.

Przypomina, że z Kościołami i wspólnotami kościelnymi, należącymi do ŚRK „możemy wspólnie się modlić i mamy wiele wspólnego: Biblię, wzajemnie uznawany chrzest, «Ojcze nasz»…”. „Ale o ile w przypadku prawosławia mówimy o Kościołach, to nie jest tak w przypadku protestantyzmu, gdyż te wspólnoty kościelne nie mają sukcesji apostolskiej, a anglikanie ją utracili. Istnieją też bardzo głębokie różnice, szczególnie z protestantami, dotyczące sakramentów, sakramentalnego charakteru Kościoła i wspomnianej sukcesji apostolskiej” – mówi kardynał.

Szwajcarzy czekają na papieża

Następnie papież będzie przewodniczył Mszy św. w Pałacu Wystaw i Kongresów Palexpo. W jej trakcie Ojciec Święty wygłosi homilię. Udział w papieskiej Mszy potwierdzili wszyscy członkowie Konferencji Biskupów Szwajcarii. Obok biskupów szwajcarskich w papieskiej Mszy św. będą też uczestniczyć trzej biskupi z Francji. Ponadto zapowiedziało swój udział ponad 500 księży i diakonów, głównie ze Szwajcarii.

Ogółem na Mszę z Franciszkiem wydano 41 tys. kart wstępu. Darmowe bilety na liturgię, rozprowadzane przez internet, rozeszły się w ciągu jednego dnia. W rozmowie z włoską agencją SIR ordynariusz Lozanny, Genewy i Fryburga bp Charles Morerod OP mówi, że jest to „znak iż wielu Szwajcarów lubi Franciszka”.

Przyznał, że Szwajcaria oczekuje od papieża przesłania nadziei i radości. Franciszek przyjeżdża bowiem do kraju z najwyższym procentem samobójstw na świecie. “Kiedy od strony materialnej ma się wszystko, czego się chce, kiedy nie ma się kłopotów finansowych, gdzie i czego się jeszcze szuka” – zapytał retorycznie bp Morerod. Dodał jednocześnie, że „wielu ludzi nawet nie szuka możliwości innego życia, bo nigdy o nim nie słyszeli”.

Aby zorganizować uroczystość w hali Palexpo, potrzebne są niemal dwa miliony franków szwajcarskich, a więc około 7,5 mln złotych. Biskup pomocniczy Alain de Raemy polecił proboszczom, by umieszczali numer konta bankowego na rozdawanych wiernym kartkach z tekstem niedzielnej liturgii mszalnej. – Diecezja nie ma wystarczająco dużo pieniędzy – wyjaśnił jej ekonom Jean-Baptiste Henry de Diesbach. Msza św. odprawiana przez papieża wymaga nie tylko wielkich wysiłków organizacyjnych, ale także np. odpowiednich środków bezpieczeństwa.

O godz. 20.00, po pożegnaniu oficjalnym, samolot z Ojcem Świętym na pokładzie wyruszy w drogę powrotną do Rzymu.

Ekumenia i pokój

Papież przyjeżdża do Genewy na zaproszenie obchodzącej swe 70-lecie Światowej Rady Kościołów. Celem wizyty są także rozmowy na temat inicjatywy pokojowej dla Syrii.

Mottem podróży jest greckie słowo «oikoumene», od którego wywodzi się słowo «ekumeniczny», a które dosłownie oznacza ziemię zaludnioną. Słowo to pojawia się na początku drugiego rozdziału Ewangelii Łukasza, kiedy Cezar August rozkazał «przeprowadzić spis ludności w całym państwie» (Łk 2,1), tzn. w całym ówcześnie znanym, zamieszkałym świecie.

Papieskiej wizycie w Genewie towarzyszy również logo. Kościół jest na nim przedstawiony jako łódź z masztem w formie krzyża. Łódź unosi się na falach morza, które symbolizuje świat. Te wczesnochrześcijańskie symbole oznaczać mają wiarę i jedność. Swoje źródło czerpią z biblijnego powołania uczniów oraz uciszenia Jeziora Galilejskiego.

Będzie to 23 pielgrzymka zagraniczna papieża Franciszka, a zarazem piąta w historii papieska wizyta w Szwajcarii, którą w 1982, 1984 i 2004 r. odwiedził św. Jan Paweł II, a wcześniej w 1969 r. bł. Paweł VI.

Światowa Rada Kościołów powstała na I zgromadzeniu ogólnym w Amsterdamie w sierpniu 1948 i obecnie skupia 348 wspólnot wyznaniowych – protestanckich, anglikańskich, prawosławnych, starokatolickich i niechalcedońskich – z ponad 120 krajów, liczących przeszło 550 mln chrześcijan. Kościół katolicki nie należy do Rady, ale od czasów Soboru Watykańskiego II utrzymuje z nią bliskie kontakty, a od 1965 istnieje Wspólna Grupa Robocza, złożona z przedstawicieli Stolicy Apostolskiej i ŚRK.

Na czele Rady – największej międzynarodowej organizacji ekumenicznej – stoi 150-osobowy Komitet Naczelny, a na co dzień jej pracami kieruje sekretarz generalny Rady, którym od 1 stycznia 2010 jest 56-letni obecnie norweski pastor luterański Olav Fykse Tveit (wybrany ponownie na drugą 5-letnią kadencją w lipcu 2014).


(KAI) / Genewa

“Aborcja to dzieciobójstwo” – Papież Franciszek

"Nazizm nas gorszył. Dziś robimy to samo, tylko białych rękawiczkach"

Polub nas na Facebooku!

Ojciec Święty Franciszek przyjął w sobotę na audiencji rodziny, z okazji dorocznego Forum Włoskich Rodzin. Podczas spotkania, papież w bardzo mocnych słowach przypomniał nauczanie Kościoła Katolickiego dotyczące aborcji:

– W zeszłym stuleciu cały świat był zgorszony tym, co robili naziści, by doprowadzić do czystości rasy. Dziś robimy to samo, tylko w białych rękawiczkach  – powiedział papież

– Aby zapewnić sobie spokojne życie, zabija się niewinnego – stwierdził kategorycznie Ojciec Święty, przy okazji poruszenia kwestii badania dzieci w pierwszych miesiącach ciąży.

Papież przypomniał ewangeliczne nauczanie, że każdego człowieka przyjmuje się takim jaki jest: – dzieci przyjmuje się takie, jakie przychodzą na świat, jakie przysyła je Bóg. – Największym darem są dzieci także wtedy, gdy są chore.

W swoim wystąpieniu papież odniósł się także do „różnych typów rodziny”, o jakich „obecnie się mówi i przypomniał, że:  – Rodzina na obraz Boga jest jedna, ta mężczyzny i kobiety.

Ojciec Święty zwrócił się także do małżeństw w sprawie przebaczania zdrady, powiedział: małżeństwo to jest świętość, która wybacza wszystko, bo kocha, – rodzina jest największym darem, jaki Bóg dał człowiekowi.

Stacja7/al

Nie “mam męża”, ale “jestem żoną”

Naprawdę nienawidzę jego uporu, wszechwiedzy i arogancji. Denerwuje mnie ta chłopina zdecydowanie zbyt często. Jednak - ciężko wzdychając - dochodzę do wniosku, że ten „zespół cech denerwujących” jest mi do zbawienia koniecznie potrzebny.

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Zebraliśmy się tutaj, aby pożegnać moją serdeczną przyjaciółkę. Była moim wsparciem i podporą od zawsze. Kiedy tylko obudziła się we mnie świadomość, właśnie ją obrałam sobie za przewodniczkę. To ona wiodła mnie przez meandry relacji rodzinnych, to ona czyniła wszystko prostym i klarownym. Tak bardzo ją kochałam…. A jednak wiem, że nie ma innego wyjścia. Dlatego żegnaj, moja najwierniejsza towarzyszko! Żegnaj najświętsza! Żegnaj, do tej pory, zawsze pierwsza! Moja Racjo!”.

Gdyby po przysiędze małżeńskiej, nowożeńcy odczytywali taką „Elegię o swojej racji”, nie byłoby na ziemi prawdopodobnie żadnego rozwodu. Bo jeśli istnieje najgroźniejsza harpia niszcząca miłość, jeśli istnieje nieuleczalna gangrena tocząca bezlitośnie związki, to jest nią właśnie ona – przeklęta moja racja.

Bronimy jej jak Stalingradu: choć osaczona, choć zmuszona do kapitulacji – trwa pomimo i wbrew. Gdyby to jeszcze chodziło o sprawy dużej wagi, ale niestety, są to zwykle drobiazgi i głupoty. Bo sam kupił krawat, a miał ze mną, bo ona czyści okna szmatką, a on woli gazetą, bo ona jest pewna, że dzieci naprawdę tym razem nie ruszały tych płyt, a on wręcz przeciwnie. To, co w tej niekończącej się batalii jest najgorsze, to drugie dno. Przecież o krawacie można by jednak pomówić spokojniej, a te płyty podniesione z podłogi powinny zamknąć sprawę, a my jednak walczymy. Czasem wręcz okrutnie. Błahostka rozpala w nas jakieś poukrywane pokłady agresji. Aż sami się dziwimy, skąd w nas tyle złości. Co się za nią kryje? Dlaczego zawsze musimy udowadniać swoją rację? Dlaczego za każdym razem, nawet za cenę manipulacji, cichych dni i kłamstwa musimy wygrywać? Może dlatego, że boimy się co się stanie jeśli odpuścimy? Skąd mamy mieć pewność, że druga strona nas wtedy nie wykorzysta, nie odbierze godności? Już lepiej strzelać do upadłego…

Aż dochodzimy do punktu, w którym już nie mamy sił. Za nami wiele bezsennych nocy, kiedy patrzyliśmy w sufit myśląc jak wielki błąd popełniliśmy wychodząc za siebie, a świadomość nieodwracalności tej decyzji dosłownie odbierała nam oddech. Rozczarowani, rozgoryczeni, poranieni wywieszamy nad naszym małżeństwem czarną flagę. Nie udało się. Nie wyjdziemy z tego żywi. Nim jednak ostatecznie ogłosimy światu, że także i my zapadliśmy na nieuleczalną „niezgodność charakterów”, możemy zrobić jedną, ostatnią rzecz. Możemy podarować sobie nasze wyobrażenia o małżeństwie i przeczytać Bożą instrukcję do tej „gry”. Bo nagle może się okazać, że nasze egoistyczne oczekiwania uczyniły z nas dwójkę podobną do uczniów z Emaus. Tak bardzo jesteśmy rozczarowani sobą, tak uparcie tkwimy w naszej wizji miłości, że powtarzając w kółko „A myśmy się spodziewali” dosłownie przegapiamy cud zmartwychwstania.

 

 

Kiedy miałam 14 lat przeczytałam, przez przypadek, „Noc ciemną” Jana od Krzyża i bardzo zapragnęłam cierpieć dla Chrystusa. O słodka pycho! Nie zapomnę moich wielkodusznych marzeń o śmiertelnej chorobie wśród trędowatych w Kalkucie, lub o całkowitym oddaniu dzieciom w sierocińcu w Nairobi. Ku mojemu „rozczarowaniu” największy krzyż życia, z jakim – do tej pory – przyszło mi się zmierzyć, nie miał nic z tej wielkiej i chwalebnej egzotyki. Nie był gdzieś daleko i z pewnością nie musiałam go szukać wśród trędowatych. Nie… ciężar krzyża poznałam najmocniej w małżeństwie. I nie był nim bynajmniej mój mąż. O nie! Krzyż mojego życia ma 180 cm wzrostu, od dziecka kręcone włosy i sporą wadę wzroku. Krzyż mojego życia to po prostu ja. To z siebie samej musiałam wreszcie zacząć rezygnować. Z moich zachcianek, z mojego widzimisię i – przede wszystkim – z mojej świętej racji. Po kilku latach bezprawnego zawłaszczenia miałam oddać Bogu „mojego męża”, który tak naprawdę nigdy nie był moją własnością. Miałam zacząć dorastać do roli, jaką mi przeznaczono; przestać „mieć męża”, a zacząć „być żoną”. I Bóg mi świadkiem, że wcale na taką zamianę nie miałam ochoty.

Często mówimy i słyszymy o „skoku wiary”. O tym, że pójście za Chrystusem to krok w przepaść. Kilkakrotnie wchodziłam za Jezusem w taką ciemność, gdzie jedyną nadzieją był On i Jego Słowo. Pamiętam, jak bałam się kolejnych cesarskich cięć, jak umierałam ze strachu o bardzo chorą córeczkę, ale żadna z tych sytuacji nie może się równać ze strachem, jaki poczułam w dniu, w którym zaczęło się nasze małżeństwo. Nie, nie był to bynajmniej dzień ślubu. Nasze małżeństwo zaczęło się siedem trudnych lat później. Pewnej nocy dotarło do mnie z całą brutalnością, że nie zmienię mojego męża. Nawet o milimetr. Nie mam na to żadnych szans. Że powtarzana w kółko mantra „Wszystko byłoby dobrze, gdyby on się zmienił” nie ma żadnego sensu. Jedyną osobą, nad którą mam władzę jestem ja. Tylko siebie mogę zmienić. Poranek, kiedy po raz pierwszy zapytałam siebie „Co ja mogę dzisiaj zrobić dla niego?” był krokiem w przepaść, był skokiem bez spadochronu. Bo po raz pierwszy zapytałam nie kalkulując, co, i czy w ogóle, dostanę w zamian.

Zapytałam, bo wreszcie po latach czytania Pisma Świętego, dotarło do mnie, że nie ma innej drogi, innego sposobu na kochanie drugiego człowieka jak służenie mu. Zabawne, jak bardzo nasze serce potrafi słuchać wybiórczo! Ile razy słyszałam, czytałam, medytowałam scenę Zwiastowania, ale dopiero po kilkunastu latach usłyszałam słowo „służebnica”. Wstrząsnęło mną, że właśnie tak przedstawia się światu Maryja. Nie wymienia swojego imienia, nie wspomina o swoim pochodzeniu… Ona całe swoje jestestwo zamyka w służbie. Możesz wiedzieć wszystko o Kenozie, możesz czytać traktaty o bosko-ludzkiej naturze Syna Bożego, a dopiero po latach poczuć na własnych stopach dotyk dłoni Pana Jezusa i nie usłyszeć z Jego ust ani jednego słowa. Chrystus myje nasze nogi w milczeniu, Chrystus umiera za nas w milczeniu. Nie spisuje umowy na wdzięczność, nie zobowiązuje nas do wzajemności. Zatem, skoro „Syn Człowieczy nie przyszedł po to, aby mu służono, lecz, aby służyć”, to ja nie wyszłam za mąż po to, aby mi służono, lecz aby służyć. Bez fanfarów, bez wielkich gestów.

 

 

Co się stanie, kiedy rzucimy się w tę przepaść? Co jest dalej? Dalej jest wieczność pośrodku życia. Dalej jest żar i śmiałość miłości*. Chrześcijaństwo daje nam nie tylko obietnicę wiecznego poranka, chrześcijaństwo to jest doświadczanie Nieba na ziemi! Tam, gdzie kocha się bez asekuracji, tam, gdzie rezygnuje się ze swoich zachcianek, tam, gdzie miłość rodzi rozwój, a rozwój coraz większą miłość, tam małżeństwo smakuje jak buzujące, rozsadzające bukłaki wino. Tam dosłownie przelewa się dobroć. Tam szczęście zjawia się najzwyczajniej w świecie i zostaje już na zawsze. I to nie szczęście, które potrzebuje wakacji na Zanzibarze, ale szczęście, które rodzi się gdzieś pomiędzy „Herbatę Ci zrobiłem” a „Wow! Dzieciaki! Chodźcie zobaczyć, co Tatuś dla was wymyślił!”.

Oczywiście to wszystko nie jest ani łatwe, ani nie wydarza się z dnia na dzień. My wciąż potrafimy szarpać się o swoje i z galanterią, i wdziękiem wymierzać sobie ciosy poniżej pasa. I prawdopodobnie będzie tak do końca. Ale jedno jest pewne; tam, gdzie ziarno pszenicy zaczyna obumierać, tam plon rozsadza spichlerze, a połowy ryb notorycznie rozrywają sieci. Chrześcijańska wizja małżeństwa dosłownie odbiera mowę. Chociaż z każdym rokiem staję się coraz bardziej niezależna, nie mogę wyjść ze zdumienia jak bardzo potrzebuję mojego męża. Nawet nie mam zamiaru udawać, że jest inaczej: jestem i chcę być od niego zależna. Ale bynajmniej nie dlatego, aby mnie kochał. Bo chociaż codziennie stara się dla mnie pokonywać swój wrodzony pesymizm i nikt nie akceptuje mnie tak, jak on. I chociaż wiem, że gdy popełnię setny raz tę samą głupotę, to on mi ją po prostu wybaczy, a jego oczy będą mi znowu mówić „Wierzę w ciebie. W tę najlepszą wersję ciebie”, to jednak ja go nie potrzebuję przede wszystkim po to, żeby mnie kochał. Ja potrzebuję go, żeby mu służyć. Potrzebuję go, żeby móc go kochać.

Wszystko wskazuje na to, że rację ma nasz wrocławski ks. Maliński „Malina”, kiedy twierdzi, że Bóg jest poznaniakiem i jest po prostu praktyczny. Nie tylko zawołał nas do świętości, ale wyposażył we wszelkie ku temu narzędzia. Naprawdę nienawidzę uporu mojego męża, jego wszechwiedzy i arogancji. Denerwuje mnie ta chłopina zdecydowanie zbyt często. Jednak, ciężko wzdychając, dochodzę do wniosku, że ten „zespół cech denerwujących” jest mi do zbawienia koniecznie potrzebny. Tak jak moja wszechwiedza, mściwość i ocenianie wszystkiego i wszystkich, są niestety potrzebne mojemu mężowi. Miło i przyjemnie jest się zachwycać swoim „awersem”, ale to tak naprawdę o ten nie za ładny „rewers” tu chodzi.

Przypatrzmy się zatem powołaniu naszemu, zdejmijmy wreszcie ten spadochron i skaczmy w przepaść! Niedorzeczne? Ryzykowne? Przerastające nasze siły? Witajcie w chrześcijaństwie!


*”Przebywanie w nurcie Bożej miłości, obranie w niej stałego mieszkania jest warunkiem, aby sprawić, żeby nasza miłość nie utraciła po drodze swego żaru i swej śmiałości”. Papież Franciszek

Anna Hazuka

Anna Hazuka

Mama Marysi, Ulci, Elenki, Basi i Jasia. Siostra Kasi, Agaty i Wojtka. Z życiowej pomyłki - prawnik, z naprawionego błędu - dziennikarz. Niezmiennie od lat zakochana w Wojtku, psach i zupie ogórkowej swojej Mamy. Abolwentka pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa i autorka bloga budujemymosty.pl

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Kostaryka. Dała dowód na świętość Jana Pawła II

To niewielkie państwo otoczone opieką Matki Bożej Anielskiej dało dowód na świętość Jana Pawła II.

Maciej Skotnicki
Maciej
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kostaryka to niewielki kraj położony w Ameryce Środkowej. Od północy graniczy z Nikaraguą, na południu zaś z Panamą, gdzie odbędą się najbliższe Światowe Dni Młodzieży. Katolicy stanowią tutaj przeszło 66%. Drugą najliczniejszą grupą wyznaniową są protestanci stanowiący prawie 23% (głównie zielonoświątkowcy).

 

Kostaryka – Kościół w liczbach

Według danych Około 84% ludności stanowi ludność biała i Metysi, 6,7% stanowią Mulaci, 2,4% Indianie, a Murzyni 1,1% populacji. Podział religijny kraju:

  • katolicyzm – 66,7%
  • protestantyzm – 22,7% (głównie: zielonoświątkowcy)
  • brak religii – 7,9%
  • mormoni – 1%
  • tradycyjne religie plemienne – 0,8%
  • Świadkowie Jehowy – 0,6%

Patronka kraju

Według tradycji 2 sierpnia 1635 r. wykonaną z jadeitu 18-centymetrową rzeźbę znalazła na skale indiańska dziewczynka Juana Pereira. Przedstawiała ona Matkę Bożą z Dzieciątkiem. Kilka razy dziecko zabierało ją do domu. Figurka jednak – w identyczny sposób jak nasza Matka Boża Lipska – zawsze wracała na swoje miejsce, gdzie została znaleziona. Dla posługujących tam wówczas księży był to oczywisty znak, że należy tam wybudować kościół.

Z tego powodu Matka Boża Anielska jest niekwestionowaną patronką kraju. Do jej sanktuarium znajdującego się w Cartago pielgrzymuje rocznie ponad milion Kostarykańczyków. Jest to przeszło ¼ obywateli tego niewielkiego państwa. Cudowna figura Maryi, potocznie nazywana „Negrita”, słynie z cudów i uzdrowień dokonanych za Jej przyczyną.

 

Negrita na Mundialu

Również piłkarska reprezentacja Kostaryki, udająca się na mistrzostwa świata do Rosji, zabierze ze sobą wizerunek Matki Bożej Anielskiej, patronki tego kraju. Figurkę przekazał na ręce trenera Oscara Ramireza arcybiskup San José, głównej diecezji kraju, José Rafael Quirós. Selekcjoner, były uczestnik piłkarskiego mundialu z 1990 r., nie tylko obiecał zabrać na turniej w Rosji wizerunek Maryi, ale też zapewnił, że osobiście będzie go strzegł.

 

Dowód na świętość Papieża Polaka

Floribeth Mora Diaz, prawniczka z Kostaryki, w kwietniu 2011 zaczęła się uskarżać na silny ból głowy. W tym samym miesiącu doznała intensywnego, krwotocznego udaru mózgu. Po natychmiastowym przewiezieniu do szpitala i intensywnym, trzygodzinnym zabiegu lekarze stwierdzili u niej nowotwór – tętniaka mózgu. Jednocześnie zakomunikowali Floribeth, że nowotwór usadowił się w bardzo wrażliwej części mózgu i nie sposób go usunąć.

W trakcie zabiegu obok łóżka Floribeth stał obrazek z podobizną Jana Pawła II. Lekarze obwieścili rodzinie, że Floribeth pozostał miesiąc życia i dalsza terapia nie ma sensu, gdyż uczynili już wszystko, co w ich mocy, by wyleczyć kobietę. Możliwa była seria operacji w Meksyku, ale rodziny Diaz nie było na to stać.

Wkrótce potem Floribeth wróciła do domu. Była już wówczas sparaliżowana. 1 maja 2011 obejrzała telewizyjną transmisję z beatyfikacji Jana Pawła II. Niedługo potem zasnęła, a gdy się obudziła, usłyszała głos: „Podnieś się. Nie lękaj się”. Ujrzała też ręce wysuwające się do niej z wiszącego na ścianie obrazu Jana Pawła II. Odpowiedziała: „Tak, Panie”. Stwierdziła natychmiast, że czuje się znacznie lepiej, a ból głowy już jej tak nie dokucza. Mogła nawet o własnych siłach wstać z łóżka.

Maciej Skotnicki

Maciej Skotnicki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej Skotnicki
Maciej
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >

Kostaryka. Największa rewelacja poprzedniego Mundialu

Ciekawie byłoby znowu zobaczyć outsidera spuszczającego łomot faworytom turnieju

Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Reprezentacja Kostaryki to największa rewelacja mistrzostw w Brazylii. Skazywana na pożarcie w grupie śmierci z Anglią, Włochami i Urugwajem, ostatecznie zajęła w niej pierwsze miejsce. Dzięki zwycięstwu z Grekami w rzutach karnych Kostarykanie znaleźli się w najlepszej ósemce turnieju, co udało się wszystkim drużynom z Ameryki Północnej łącznie 6 razy w 88-letniej historii mundialu.

 

Kilku skorzystało

Kostarykanie jednak mimo rozgrywania turnieju życia musieli wrócić do domu. Ten turniej pozwolił kilku wyróżniającym się zawodnikom wybić się do lepszych klubów. Do Europy po mistrzostwach przyjechali choćby Yeltsin Tejeda, czy Cristian Gamboa, obu zobaczymy również w Rosji. Największy awans sportowy zaliczył jednak bramkarz Keylor Navas, którego kupił sam Real Madryt. Dla zawodnika, którego jeszcze 3 lata wcześniej odrzuciła Wisła Kraków była to wielka sprawa. Navasa nie zjadła jednak presja i po roku wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie wielkiego Realu. W Brazylii był solidnym punktem reprezentacji, dzisiaj jest jej niekwestionowaną gwiazdą.

 

Czy spuszczą “łomot” faworytom?

Na mistrzostwach w Rosji drużynie Kostaryki ciężko będzie powtórzyć sukces z 2014 roku. Najważniejsi zawodnicy z pola to dalej Joel Campbell i Bryan Ruiz, jednak do mistrzostw w Rosji przyjadą w zupełnie innych momentach kariery niż do Brazylii. Wtedy Campbell przyjeżdżał po udanym wypożyczeniu do Olympiakosu, liczył że dzięki dobrym występom dostanie wreszcie szansę w Arsenalu. Dzisiaj wiemy już, że tej szansy nie wykorzystał i dalej tuła się na wypożyczeniach. Ruiz w Brazylii był w najlepszym dla piłkarza wieku, do Rosji jedzie jako 32-latek niepotrafiący wywalczyć sobie miejsca w pierwszym składzie Sportingu Lizbona.

W ostatnim sparingu z Anglią Kostarykanie wyglądali bardzo słabo, porażka 2:0 to najniższy wymiar kary od Anglików, którzy całą drugą połowę de facto klepali piłkę między sobą. Bukmacherzy nie dają tej drużynie większych szans w Rosji, za złotówkę postawioną na awans Kostaryki z grupy płacą aż 5 zł. Ciekawie byłoby znowu zobaczyć outsidera spuszczającego łomot faworytom turnieju, jednak wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie to bardzo trudne.

Jacek Liberacki

Jacek Liberacki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jacek Liberacki
Jacek
Liberacki
zobacz artykuly tego autora >