RCA. Jezus jest naszym dowódcą

O tragedii wojny domowej i nadziei - rozmowa z arcybiskupem Dieudonne Nzapalaingą, przewodniczącym Episkopatu Republiki Środkowoafrykańskiej (RCA).

Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

RCA to państwo w środkowej Afryce, ogarnięte krwawą wojną domową i anarchią. To kraj, w którym palone są kościoły, zbory i meczety. Gdzie giną katolicy, protestanci i muzułmanie. To miejsce gdzie nie ma prostej odpowiedzi – kto jest winny. Ale to kraj, w którym, w kościołach katolickich schronienie przed bandytami znajdują ludzie wszystkich wyznań.

fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia

Abp Dieudonne Nzapalainga

Księże Arcybiskupie, czy konflikt w Republice Środkowoafrykańskiej jest wojną domową czy religijną?

Nieustannie to powtarzam: konflikt w Republice Środkowoafrykańskiej nie jest konfliktem religijnym. Od wieków muzułmanie i chrześcijanie żyli u nas w sposób harmonijny. POKÓJ – to zawsze była charakterystyka obydwu wspólnot. Teraz, z powodów politycznych, ludzie wyostrzyli poczucie przynależności religijnej. Warto jednak dobrze przyjrzeć się naszej sytuacji – na czele żadnego z ugrupowań nie stoi ani ksiądz katolicki, ani pastor, ani imam. Imam – przywódca wspólnoty muzułmańskiej, spędził u mnie ostatnio pięć miesięcy. Zaprosiłem go ze względu na jego bezpieczeństwo. Przecież gdyby to był konflikt religijny, on nigdy nie przyjąłby takiego zaproszenia. Jeszcze dzisiaj w niektórych kościołach katolickich muzułmanie znajdują schronienie.

Wprawdzie sytuacja w RCA powoli się uspokaja, to wciąż dochodzą do nas wiadomości o krwawych starciach Seleki i Anti-Balaki. Niedawno słyszeliśmy o krwawym zamachu w Bangi.

Od pewnego czasu czynione są wysiłki, żeby promować inicjatywy pokojowe. Jedną z nich był mecz między ugrupowaniami Seleka i Anti-Balaka. Wszystko poszło zgodnie z planem, ale po zakończeniu meczu Anti-Balaka schwytali trzech rebeliantów z Seleki, którzy byli muzułmanami. Rozpoczęło to kolejną falę potyczek między nimi. W wigilię Wniebowstąpienia Pańskiego bójki toczyły się nawet na terenie parafii. Anti-Balaka, którzy nie mieli już broni, schronili się w parafii. Ludzie Seleki, szukając ich, zaczęli strzelać do wszystkich. 11 osób zginęło na miejscu, 9 zostało poważnie rannych. Panował totalny chaos i panika.

Rozmawiamy o Anti-Balaka i Seleka. Ci pierwsi przedstawiani są najczęściej jako chrześcijanie, a drudzy – muzułmanie.

To skomplikowane, ale warto dokładnie to wyjaśnić: „Seleka” oznacza „przymierze”. W jej skład wchodzi wiele grup, które wspólnie postanowiły przejąć władzę w stolicy, w Bangi. Dwie z nich mają pochodzenie chrześcijańskie. Trzeba tu jeszcze dodać, że Seleka dodatkowo zatrudniła rebeliantów i najemników z Czadu i Sudanu. Ludzie ci nie mówią ani po francusku ani w języku sango, tylko po arabsku. Potrafią się porozumiewać tylko z ludźmi, którzy mówią w ich języku – a więc tylko z muzułmanami. Gdy wyruszają grabić, zdobycze przynoszą właśnie do rodzin muzułmańskich.

Od dawna naciskaliśmy, by nie utożsamiać Seleki z islamem – nie wszyscy członkowie Seleki to muzułmanie; i nie wszyscy muzułmanie popierają Selekę. Natomiast Anti-Balaka to odpowiedź, konsekwencja gwałtów, rozbojów i okrucieństw. Powstała jako samoobrona. Anti-Balaka chronili się w lasach i tam przechodzili formację wojskową. Wychodząc z lasów wyglądali jak partyzanci: w mundurach, z maczetami, nożami i kijami. A chrześcijanie noszą krzyże, a nie maczety… Trzeba też podkreślić, że politycy, którzy chcieli odzyskać władzę, wcielali dzieci z tego ugrupowania do swoich formacji wojskowych. Chrześcijanie tak nie robią! Bardzo cierpię widząc to młode pokolenie, które zostało złożone w ofierze. 14-15 letni chłopcy powinni być w szkole, w ławce, a nie na ulicy z bronią.

Kiedy odwiedzałem ofiary, zdałem sobie sprawę, że wśród pokrzywdzonych, których wykorzystano, zraniono, ograbiono, którym zabito bliskich –  są zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie. Na pewno brakuje przestrzeni, w której jedni i drudzy spotkają się i wspólnie określą, czego potrzebują, by odbudować swoje życie. I na jakim fundamencie je odbudować. Liderzy religijni – ja, pastor i imam – spotykamy się, żeby określić ramy poszukiwania pokoju.

Co robi Kościół katolicki, żeby zakończyć tę wojnę domową?

Oczywiście pokazujemy winy i potępiamy zbrodnie, ale co ważne – staramy się budować zgodę społeczną. Dzięki pomocy Caritas zorganizowaliśmy platformy porozumienia, gdzie zaprosiliśmy muzułmanów, katolików, protestantów,  Anti-Balaka oraz Seleka. W każdej sesji formacyjnej bierze udział 50 osób. Odkrywają, że okrucieństwo, agresja – nie są rozwiązaniem problemu. Zdajemy sobie sprawę, że można dojść do porozumienia, spotykając się i wspólnie dyskutując, szukając rozwiązań.

Jak jednak przekonać tych ludzi, że zemsta nie jest rozwiązaniem? Przecież to są ogromne emocje – strach, cierpienie, obawa o swoje życie i życie najbliższych. Jak to przerwać?

Zgadzam się, że to trudne, dlatego myślę, że tak ważne jest spotkanie z nieprzyjacielem twarzą w twarz. Trzeba mu spojrzeć w oczy i wyrzucić z siebie ból, pozbyć się trucizny, którą mam w sobie. Jeśli zbieram w sobie całe to cierpienie, staję się więźniem nienawiści i jest to przyczyną mojej duchowej śmierci. Trzeba przełamać to koło, które nas więzi. Dlatego prosimy, by ludzie z Seleki i Anti-Balaki spotkali się i wytłumaczyli sobie do końca, o co im chodzi. Moją rolą jest przekonywanie ludzi, że agresja napędza agresję i trzeba wyjść z tego zaklętego kręgu. Przypominamy, że jesteśmy osobami wierzącymi i naszym szefem, przywódcą jest Jezus! On przebaczył na Krzyżu. "Ojcze! Przebacz im, bo nie wiedzą co czynią!" Ten, kto chce być chrześcijaninem musi patrzeć na Jezusa. Bóg da mu siłę. Nawet jeśli ktoś jest pełen nienawiści, agresji i przemocy – Bóg może zmienić jego serce, wypełnić je pokorą i przebaczeniem. Taką drogę proponujemy – po ludzku to nierealne, ale z pomocą Bożą – wszystko jest możliwe.

Czy te problemy chcecie rozwiązać sami, czy potrzebujecie pomocy z zewnątrz?

 Sami na pewno nie uporamy się z tym problemem. Wielokrotnie, wraz z imamem i pastorem, prosiliśmy o mediacje międzynarodowe. Mamy świadomość, że ani Anti-Balaka ani Seleka nie zapewnią nam pokoju. Polska stanowi część europejskich sił pokojowych. Jeżeli polscy żołnierze przyjadą do nas, również będą tworzyć ten element pomocy międzynarodowej. Tu chodzi o życie, o przetrwanie. Chcemy bronić ludzkiego życia.

Tylko wojsko może pomóc?

Nie tylko! Pierwsza broń – dla chrześcijan i dla muzułmanów – to modlitwa. Jeśli każdy z nas modląc się, będzie posłańcem pokoju i poniesie słowo, które ukoi serce drugiego człowieka – to będzie dzieło pojednania. Mamy czasem wrażenie, że niektórzy – z powodu interesów finansowych – dokładają drew do ognia. Przecież RCA za sprawą diamentów i złota jest bogatym krajem. W tej chwili nasze złoto przechodzi przez Sudan do krajów Bliskiego Wschodu. Ci, którzy maczają w tym palce – nie chcą zakończenia konfliktu, dlatego prawdziwi przywódcy ludu powinni się podnieść i utworzyć zjednoczony front w obronie życia ludzkiego.

W czasie kulminacji konfliktu zbrojnego w RCA, pojawiły się próby ewakuacji misjonarzy z Waszego kraju. Co ksiądz Arcybiskup o tym sądzi? Byłoby to dobre rozwiązanie?

Odpowiem tylko w swoim imieniu. Niektórzy z kapłanów opuścili swoje placówki i przenieśli się do stolicy, bo czuli zagrożenie życia. Zebrałem ich wszystkich i przypomniałem, że gdy angażowali się w pracę misyjną, zaangażowali się na całe życie, zaangażowali się dla Chrystusa. Mówiłem wtedy : "Chrystus dał swoje życie w sposób wolny, nikt Go do tego nie zmusił. Chrystus zdecydował, że odda życie za swoje owce. Wy zdecydowaliście, że oddajecie Mu swoje życie i oddajecie Mu siebie do dyspozycji. Macie w wolności podjąć decyzję, ja za was nie mogę tego zrobić".

Ja sam, będąc w Paryżu, dowiedziałem się,  że szykuje się zamach stanu i natychmiast wróciłem do kraju.  Wiedziałem,  że chcę być z moim ludem i jeśli znajdę tam śmierć – chcę umrzeć pośród mojego ludu. Powiedziałem moim kapłanom: "Jeśli chcecie wyjechać, możecie to zrobić, jesteście wolni, ale jeżeli zostaniecie – uczynicie o wiele więcej dobra, będziecie liderami, zbierzecie wokół siebie ludzi,  będziecie skałą".

Jeden z kapłanów, którzy schronili się w stolicy – wrócił do swojej parafii i zgromadził wokół siebie 700 osób – była Anti-Balaka i zaproszeni muzułmanie. Byłem wtedy w Paryżu, zadzwoniłem do niego i powiedziałem: ”Jestem z Ciebie dumny. To jest droga, którą Chrystus nam wytyczył”. Ja nikogo nie zmuszam, ja tylko przygotowuję sumienia, żeby ludzie w wolności dokonali wyboru. Po tym, jak jeden z młodych kapłanów wrócił do swojej parafii, wszyscy inni zrobili to samo.


Arcybiskup Dieudonne Nzapalainga jest obecny w Polsce w dniach 12 – 23 czerwca. W tym czasie odwiedzi wiele miast i parafii. Pierwszego dnia wizyty (12.06.2014) odprawił Mszę Świętą w kościele Opatrzności Bożej na warszawskiej Ochocie. Kościół był pełen, a na zakończenie, po świadectwie z wojny i prośbie o modlitwę, arcybiskup otrzymał potężne brawa.

Program wizyty abp. Dieudonne Nzapalaingi:

15 czerwca – Sanktuarium MB Bolesnej Królowej Polski w Licheniu

16 czerwca – Bazylika pw. Imienia NMP w Inowrocławiu

17 czerwca – Msza Święta w Trzemesznie w parafii pw. Wniebowzięcia NMP

18 czerwca – Parafia pw. Chrystusa Wieczystego Kapłana w Gnieźnie

19 czerwca – Msza Święta z procesją Bożego Ciała w Katedrze we Wrocławiu; Msza Święta w parafii św. Faustyny we Wrocławiu

20 czerwca – Parafia Świętej Bożej Rodzicielki w Bielawie, parafia NMP Matki Kościoła w Dzierżoniowie

21 czerwca – Parafia NMP Nieustającej Pomocy w Bolesławcu

22 czerwca – Parafia Miłosierdzia Bożego w Oławie, Parafia św. Michała Archanioła we Wrocławiu

23 czerwca –  Parafia św. Wawrzyńca w Wołowie



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >

Sławomir Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir
Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Krajobraz po bitwie

Na początku chciałem zatytułować ten list „Krajobraz po wojnie”, ale pomyślałem, że byłoby to nieadekwatne: żadnego zawieszenia broni, ani podpisania traktatu wojennego nie było… Tak więc końca wojny jeszcze nie ma, a do prawdziwego pokoju daleka droga. To, co mamy teraz, to cisza (na dodatek bardzo relatywna) po burzy, a mamy nadzieję (nie za bardzo solidną), że nie jest jednocześnie ciszą przed kolejną burzą… - pisze w depeszy z RCA o. Piotr Michalik.

Czytając różne artykuły, które pojawiały sie w massmediach na temat RCA zauważyłem, że czytelnicy mieli kłopoty z połapaniem sie w tym, co tu się dzieje. Np. czy to chrześcijanie mordują muzułmanów, czy muzułmanie chrześcijan? Nie mówiąc juz o tym, że to «muzułmanie» czy «chrześcijanie» nie za bardzo trafnie określa «linię podziału» i głębsze (dlatego prawdziwe) przyczyny konfliktu.

Problem tkwi w tym, że w RCA nie ma linii frontu, jak w klasycznej wojnie, gdzie można sprecyzować, w którym miejscu aktualnie odbywają sie walki, po której stronie frontu są tereny pod kontrolą «złych», a po której pod kontrolą «dobrych». Nadto, w regionie, który przez kilka miesięcy był w miarę spokojny, nagle przez kilka tygodni przeżywa się koszmar. Później to samo wybucha w zupełnie innym regionie itp.

Mapa ognisk zapalnych cały czas sie zmienia. Jaka jest aktualna mapa bezpieczeństwa RCA? Zaznaczam: dzisiejsza, jutro może być już inna. Można wydzielić kilka stref:

1. Tam, gdzie są obecne siły Sangaris i Misca. Anty-balaka pochowali broń, są dyskretni, nie afiszują się i nie za bardzo rozrabiają. Ex-faca próbuje destabilizować sytuację (w nocy strzelają, mordują pojedynczych muzułmanów, robią prowokacje wobec sił pokojowych). Taką sytuację mamy w Bouar.

2. Tam, gdzie są obecni tylko i wyłącznie Anty-balaka. Wprowadzają swoje rządy: stawianie barier na drogach, dokańczanie plądrowania mienia porzuconego, okradanie domostw zamieszkanych, samosądy. Nie są to akty częste, ale z większym lub mniejszym nasileniem ma to miejsce tam, gdzie są sami. Taka sytuacja jest w Bocaranga, Ndim i od niedawna w Ngaoundaye.

3. Tam, gdzie są obecni Anty-balaka, ale w buszu grasują «wrogie siły» typu: ludzie Baba Ladé, eks-Séleka, agresywne podgrupy etniczne Mbororo (ich nazwa wyleciała mi z głowy). W tych regionach rolnicy nie mogą iść na pole (a jeśli już, to tylko kobiety), ich plony są niszczone lub kradzione, od czasu do czasu dochodzi do starć Anty-balaka z nimi. Ludzie Baba Ladé przenieśli sie z okolic Ngaoundaye w kierunku Paoua, do walk miedzy Anty-balaka i Mbororo dochodziło np. w okolicach Yaloké.

4. Tam, gdzie skoncentrowały sie siły eks-Séleka. To północny-wschód kraju. Czy jest tam obecna Misca – nie wiem, ale wątpię. Chcą zrobić secesję tej części kraju i utworzyć niezależne, muzułmańskie państwo. Np. dali ultimatum w Ndélé, by wszyscy mieszkańcy, którzy nie pochodzą z tego regionu, i wszystkie organizacje pozarządowe opuściły miasto.

5. Bangui – zupełnie osobny przypadek. Wszyscy tam są obecni. Na razie wydaje się, że sytuacja jest mniej więcej opanowana, ale obozy uchodźców nadal istnieją, w żadnej dzielnicy nie chcą przyjąć obozu skoszarowanych eks-Séleka i gwałtownie przeciw temu protestują (i w pełni ich rozumiem). Pierwsze, podstawowe zadanie sił międzynarodowych – rozbrojenie wszystkich milicji – nadal nie jest zrealizowane….

6. Do tego dochodzi fenomen znany tu z przeszłości, który już się zaczął pojawiać (np. na drodze Baboua-granica z Kamerunem) – zargina – dobrze uzbrojone bandy, grasujące w buszu, napadające na samochody, wioski itp. Znając życie – będzie ich coraz więcej.

7. W końcu muzułmanie, którzy wyemigrowali. Jakie są ich intencje? Niektórzy wyraźnie mówią: wrócą tu, ale nie pokojowo, z bronią w ręku…

Krajobraz po bitwie

Ponieważ handel załamał sie w tym kraju, ostatnio sporo podróżowałem jako zaopatrzeniowiec i transportowiec dla mojej misji, ale także dla innych. I miałem okazję obserwować «krajobraz po bitwie».

– Sterty manioku na skraju drogi, czekające na kupca, ale nikt nie kupuje, bo nie ma komu… To na drodze Bouar – granica państwowa z Kamerunem (najważniejsza arteria kraju…).

– Odwoziłem siostry do Ngaoundaye. 230 km drogi i nie mijałem ani jednego (dosłownie, nic z przesady) samochodu. Ledwie kilka motorów.

– Popalone domy, albo i całe wioski. W większości przez eks-Séleka, niekiedy przez Anty-balaka.

– Wioski bez jednego mieszkańca, albo z małą częścią mieszkańców. Widoki raczej smutne i deprymujące. Są jednak i jaskółki zapowiadające zbliżająca sie wiosnę (akurat ostatnio widziałem inne zwiastunów wiosny – bociany czarne).

– Dzieci (i dorośli) w wioskach już nie maja odruchu ucieczki, jak tylko usłyszą odgłos zbliżającego sie samochodu. Choć jak w ostatni weekend byłem w jednej z wiosek i wieczorem puszczałem film w plenerze, gdy nadjechała kolumna 3 samochodów, niektóre dzieci poderwały się i schowały za narożnikiem kaplicy…

– Szkoły zaczynają działać (fakt – nie wszystkie – we wioskach, które najbardziej ucierpiały, nie ma jeszcze ku temu warunków).

– Mnóstwo organizacji pozarządowych zaczyna z coraz większym rozmachem działać. A wiadomo – jak jest niebezpiecznie, to oni pierwsi o tym wiedzą i zwijają w większości wypadków żagle…

– Miasto zdaje się wracać do normalności (ludzie, którzy zostawili u nas rzeczy na przechowanie, przychodzą je zabrać – to znak, że jest już minimum poczucia bezpieczeństwa).

Oczywiście wiele jest jeszcze do zrobienia: jak na razie nie widać żadnej wizji politycznej kraju – są tylko militarne rozwiązania. Wiele instytucji państwowych nadal nie funkcjonuje – w tym policja i żandarmeria… Broń ukryta jest po domach.

Kościół jak może, stara sie pomóc ludziom przejść przez tę traumę. Serca ludzkie są poranione: gniew, żal, smutek, zniechęcenie… I chyba w tej dziedzinie będzie najwięcej pracy, i to długofalowej. Np. w ten weekend karmelici organizują w Baoro pojednanie całej społeczności miasta. A muszę tutaj zaznaczyć, że jeszcze 1,5 miesiąca temu były tu straszliwe walki, zginęło ponad 100 osob, w zasadzie wszystkie domostwa w mieście zostały zniszczone. Kolejne spotkania w rożnych miejscowościach na pewno też będą miały miejsce. Nie mówiąc o rozmowach prywatnych lub półprywatnych i kapłanów, i sióstr zakonnych, katechistów i zwykłych świeckich, np. przy wieczornym ognisku przed domem, gdzie Dobrą Nowinę przebaczenia i miłości będziemy próbowali sobie nawzajem przekazać…

Pozdrawiam serdecznie

o. Piotr Michalik 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas