video-jav.net

Słowa Franciszka na XXV Światowy Dzień Chorego

Dzień Chorego jest okazją do znalezienia nowego bodźca do upowszechnienia kultury szacunku dla życia, zdrowia i środowiska; do walki o poszanowanie integralności i godności osoby, m.in. przez właściwe podejście do zagadnień bioetycznych, ochrony najsłabszych i troski o środowisko naturalne. Zwrócił na to uwagę Franciszek w orędziu na XXV Światowy Dzień Chorego, który tradycyjnie będzie obchodzony 11 lutego – we wspomnienie objawień Matki Bożej z Lourdes.

Polub nas na Facebooku!

Oto polski tekst tego dokumentu:

 

„Zdumienie tym, czego dokonuje Bóg: «wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny» (Łk 1,49)”.

Drodzy Bracia i Siostry!

 

11 lutego będzie obchodzony w całym Kościele, a zwłaszcza w Lourdes, XXV Światowy Dzień Chorego, na temat: „Zdumienie tym, czego dokonuje Bóg: «wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny» (Łk 1,49)”.

 

Ustanowiony przez mojego poprzednika św. Jana Pawła II w 1992 roku i obchodzony po raz pierwszy właśnie w Lourdes 11 lutego 1993 roku, dzień ten jest okazją do zwrócenia szczególnej uwagi na sytuację chorych, a ogólniej rzecz biorąc cierpiących. Jednocześnie zachęca tych, którzy poświęcają się na ich rzecz, począwszy od ich rodzin, pracowników służby zdrowia i wolontariuszy, do dziękowania za otrzymane od Pana powołanie towarzyszenia chorym braciom. Ponadto obchody te odnawiają w Kościele dynamikę duchową, aby coraz lepiej wypełniać tę zasadniczą część jego misji, która obejmuje posługę ostatnim, chorym, cierpiącym, wykluczonym i usuwanym na margines (por. JAN PAWEŁ II, Motu proprio, Dolentium hominum, 11 luty 1985, 1).

 

Z pewnością czas modlitwy, liturgii eucharystycznej i namaszczenia chorych, dzielenie się z chorymi a także pogłębienie wiedzy bioetycznej i teologiczno-pastoralnej, które będą miały miejsce w tych dniach w Lourdes wniosą nowy ważny wkład w tę posługę.

 

Już teraz, stając duchowo w Grocie Massabielskiej przed wizerunkiem Niepokalanej Dziewicy, w której Wszechmocny dokonał wielkich rzeczy dla odkupienia ludzkości, pragnę wyrazić moją bliskość względem was wszystkich, bracia i siostry, którzy przeżywacie doświadczenie cierpienia oraz wobec waszych rodzin.

 

Pragnę też wyrazić moje uznanie dla tych wszystkich, którzy w różnych funkcjach i we wszystkich placówkach służby zdrowia na całym świecie kompetentnie, odpowiedzialnie i z poświęceniem działają, by wam ulżyć, uleczyć was i zapewnić wam codzienne dobre samopoczucie. Chciałbym was wszystkich chorych, cierpiących, lekarzy, pielęgniarki, członków rodzin, wolontariuszy zachęcić do kontemplowania w Maryi, Uzdrowieniu Chorych, tej, która zapewnia czułość Boga wobec każdego człowieka i wzór powierzenia się Jego woli, a także do znajdowania zawsze w wierze karmiącej się Słowem Bożym i sakramentami mocy, by miłować Boga i braci, również w doświadczeniu choroby.

 

Podobnie jak na świętą Bernadetę, spogląda na nas Maryja. Pokorna dziewczyna z Lourdes opowiadała, że Dziewica, którą nazwała „Piękną Panią”, spojrzała na nią, tak jak się patrzy na osobę. Te proste słowa opisują pełnię relacji. Bernadeta uboga, niepiśmienna i chora czuje, że Maryja spogląda na nią jako na osobę. Piękna Pani mówi do niej z wielkim szacunkiem, bez politowania. Przypomina to nam, że każdy chory jest i pozostaje istotą ludzką i musi być traktowany jako taka. Ludzie chorzy, podobnie jak osoby niepełnosprawne, nawet bardzo poważnie, posiadają swoją niezbywalną godność i swoją misję w życiu i nigdy nie mogą stawać się jedynie przedmiotami, nawet jeśli czasami mogą się wydawać jedynie biernymi, choć w rzeczywistości nigdy tak nie jest.

 

Bernadeta po pobycie w grocie, dzięki modlitwie przekształciła swoją kruchość we wsparcie dla innych, dzięki miłości stała się zdolna do ubogacenia swego bliźniego, a przede wszystkim poświęciła swoje życie dla zbawienia ludzkości. Fakt, że Piękna Pani poprosiła ją, aby modliła się za grzeszników przypomina nam, że chorzy, cierpiący noszą w sobie nie tylko pragnienie uleczenia, ale także przeżywania po chrześcijańsku swego życia, dochodząc do oddawania go jako autentyczni uczniowie-misjonarze Chrystusa. Maryja dała Bernadecie powołanie służenia chorym i wezwała ją do tego, by stała się siostrą miłosierdzia, do misji którą wyraża Ona w stopniu tak wzniosłym, by stać się wzorem, do którego może się odnieść każdy pracownik służby zdrowia. Prośmy zatem Niepokalane Poczęcie o łaskę, byśmy umieli zawsze odnosić się do chorego jak do osoby, która z pewnością potrzebuje pomocy, czasami nawet w rzeczach najbardziej elementarnych, ale która nosi w sobie swój dar, którym powinna dzielić się z innymi.

 

Spojrzenie Maryi, Pocieszycielki strapionych, rozświetla oblicze Kościoła w jego codziennym zaangażowaniu na rzecz potrzebujących i cierpiących. Cenne owoce tej troski Kościoła dla świata cierpienia i choroby są powodem do dziękczynienia Panu Jezusowi, który stał się solidarny z nami, będąc posłusznym woli Ojca, aż do śmierci na krzyżu, aby ludzkość została odkupiona. Solidarność Chrystusa, Syna Bożego narodzonego z Maryi, jest wyrazem miłosiernej wszechmocy Boga, która przejawia się w naszym życiu – szczególnie gdy jest ono kruche, zranione, upokorzone, usunięte na margines, naznaczone cierpieniem – zaszczepiając w nim moc nadziei, która nas podnosi i wspiera.

 

Tak wiele bogactwa humanizmu i wiary nie może zostać zmarnowane, lecz powinno nam raczej pomóc w zmierzeniu się z naszymi ludzkimi słabościami, a jednocześnie z wyzwaniami istniejącymi w dziedzinie opieki zdrowotnej i technologii. Z okazji Światowego Dnia Chorego możemy odnaleźć nowy impuls, aby przyczynić się do upowszechnienia kultury szacunku dla życia, zdrowia i środowiska; nowy impuls do walki o poszanowanie integralności i godności osoby, w tym poprzez właściwe podejście do kwestii bioetycznych, ochrony najsłabszych i troski o środowisko naturalne.

 

Z okazji XXV Światowy Dzień Chorego ponawiam moją modlitewną solidarność i poparcie dla lekarzy, pielęgniarek, wolontariuszy i wszystkich mężczyzn i kobiet konsekrowanych zaangażowanych w posługę chorym i cierpiącym; dla instytucji kościelnych i świeckich, które działają w tym obszarze; a także dla rodzin, które z miłością opiekują się swoimi chorymi krewnymi. Wszystkim życzę, aby byli zawsze radosnymi znakami obecności i miłości Boga, naśladując wspaniałe świadectwo tak wielu przyjaciół i przyjaciółek Boga, wśród których wspomnę św. Jana Bożego i św. Kamila de Lellis, patronów szpitali i pracowników służby zdrowia, a także świętą Matkę Teresę z Kalkuty, misjonarkę czułości Boga.

 

Bracia i siostry, wszyscy chorzy, pracownicy służby zdrowia i wolontariusze, razem wznieśmy naszą modlitwę do Maryi, aby Jej macierzyńskie wstawiennictwo wspierało i towarzyszyło naszej wierze i wyjednało nam u Chrystusa, Jej Syna, nadzieję na drodze uzdrowienia i zdrowia, poczucie braterstwa i odpowiedzialności, zaangażowania na rzecz integralnego rozwoju człowieka oraz radość wdzięczności, za każdym razem, kiedy zaskakuje nas Swoją wiernością i miłosierdziem.

 

Maryjo, nasza Matko,

która w Chrystusie przygarniasz każdego z nas jako dziecko,

podtrzymuj ufne oczekiwanie naszych serc,

spiesz nam z pomocą w naszych chorobach i cierpieniach,

Prowadź nas do Chrystusa, Twojego Syna a naszego Brata,

i pomóż nam powierzyć się Ojcu, który dokonuje wielkich rzeczy.

Zapewniam was wszystkich o mojej stałej pamięci w modlitwie i z serca udzielam wam Apostolskiego Błogosławieństwa.

Watykan, 8 grudnia 2016, w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny


(KAI) tłum. st / Watykan

„Trzeba wychować serca do nadziei w zmartwychwstanie”

O potrzebie wychowywania naszych serc do nadziei w zmartwychwstanie mówił dziś papież podczas audiencji ogólnej. W swojej katechezie Ojciec Święty komentował fragment z Pierwszego Listu do Tesaloniczan (1Tes 5, 4-11). Jego słów w auli Pawła VI wysłuchało około 6 tys. wiernych

Polub nas na Facebooku!

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy Bracia i Siostry!

W poprzednich katechezach rozpoczęliśmy nasz cykl rozważań na temat nadziei, odczytując w tej perspektywie pewne fragmenty Starego Testamentu. Teraz chcemy przejść do podkreślenia niezwykłej doniosłości, jaką ta cnota nabiera w Nowym Testamencie, kiedy spotyka nowość reprezentowaną przez Jezusa Chrystusa i wydarzenie paschalne. Istnieje nadzieja. My chrześcijanie jesteśmy mężczyznami i kobietami nadziei.

Ukazuje się to wyraźnie począwszy od pierwszego napisanego tekstu, czyli Pierwszego Listu świętego Pawła Apostoła do Tesaloniczan. W wysłuchanym przez nas fragmencie można dostrzec całą świeżość i piękno pierwszego chrześcijańskiego przepowiadania. Wspólnota w Salonikach była wspólnotą młodą, niedawno założoną. A jednak pomimo trudności i wielu prób, jest zakorzeniona w wierze, i z entuzjazmem i radością celebruje zmartwychwstanie Pana Jezusa. Zatem Apostoł raduje się z całego serca, razem ze wszystkimi, ponieważ ci, którzy odradzają się w wydarzeniu paschalnym stają się naprawdę „synami światłości i synami dnia”(5, 5), z racji pełnej komunii z Chrystusem.

Kiedy Paweł pisze do wspólnoty w Salonikach, została ona dopiero co założona i niewiele lat dzieli ją od Zmartwychwstania Chrystusa. Dlatego Apostoł stara się uświadomić wszystkie skutki i konsekwencje, jakie to wydarzenie wyjątkowe i decydujące, to znaczy Zmartwychwstanie Pańskie, pociąga za sobą dla historii i życia każdego. Trudnością wspólnoty było szczególnie nie tyle uznanie zmartwychwstania Jezusa – wszyscy w nie wierzyli – ile uwierzenie w zmartwychwstanie umarłych. „Tak, Jezus zmartwychwstał, ale zmarli?”. Mieli trochę trudności. W tym sensie, list ten okazuje się wyjątkowo aktualny. Za każdym razem, kiedy stajemy w obliczu naszej śmierci, albo śmierci kogoś bliskiego, czujemy, że nasza wiara poddawana jest próbie. Ujawniają się wszystkie nasze wątpliwości, wszystkie nasze słabości i pytamy: „Czy rzeczywiście będzie życie po śmierci? Czy będą jeszcze mógł zobaczyć i uścisnąć na nowo osoby, które kochałem?”. To pytanie postawiła mi niedawno pewna pani podczas audiencji. „Czy spotkam moich bliskich?”. Wątpliwość. Także my, w obecnej sytuacji, musimy powrócić do korzeni i fundamentów naszej wiary, aby uświadomić sobie, co Bóg uczynił dla nas w Chrystusie Jezusie. I co oznacza nasza śmierć. Wszyscy trochę obawiamy się śmierci z powodu tej niepewności. I tutaj pojawia się słowo Pawła. Przychodzi mi na myśl pewien staruszek, dzielny, który mówił: „Ja nie boję się śmierci. Trochę się boję, jak będę widział, że się zbliża”. A zatem jednak się jej bał.

Paweł w obliczu lęków i niepewności wspólnoty zachęcał, by trzymać się nadziei, wkładając na głowę jak hełm, zwłaszcza w najtrudniejszych doświadczeniach i chwilach naszego życia „nadzieję zbawienia”. To jest właśnie nadzieja chrześcijańska. Mówiąc o nadziei, możemy mieć skłonność, by rozumieć ją zgodnie z potocznym znaczeniem tego słowa, a mianowicie w odniesieniu do czegoś pięknego, czego pragniemy, ale może się spełnić, albo też i nie. Mamy nadzieję, że się spełni, ale… mamy nadzieję. Jest to jakby pewne pragnienie. Mówi się na przykład: „Mam nadzieję, że jutro będzie piękna pogoda!”; ale wiemy, że następnego dnia może być przeciwnie kiepska pogoda. Nie taką jest nadzieja chrześcijańska. Nadzieja chrześcijańska jest oczekiwaniem na coś, co już zostało dokonane. Jest tam brama i mam nadzieję, że dotrę do bramy! Co mam czynić? Iść ku bramie! Jestem pewien, że dotrę do bramy. Taka jest nadzieja chrześcijańska. Trzeba mieć pewność, że podążam ku czemuś, co istnieje, a nie ku czemuś, co chciałbym, aby było. Taka jest nadzieja chrześcijańska. Nadzieja chrześcijańska jest oczekiwaniem na coś, co już zostało dokonane i co na pewno dokona się dla każdego z nas. Również nasze zmartwychwstanie oraz zmartwychwstanie bliskich zmarłych nie jest czymś, co może się stać, albo i nie, ale jest to rzeczywistość pewna, ponieważ zakorzeniona w wydarzeniu zmartwychwstania Chrystusa. Żywienie nadziei oznacza zatem nauczenie się życia w oczekiwaniu. Uczyć się żyć w oczekiwaniu i znaleźć życie. Gdy kobieta zdaje sobie sprawę, że jest w ciąży, każdego dnia uczy się żyć w oczekiwaniu, że zobaczy spojrzenie tego dziecka, które przyjdzie na świat… Także my musimy żyć i uczyć się z tych ludzkich oczekiwań oraz żyć w oczekiwaniu, że będziemy widzieli Pana, że spotkamy Pana. Nie jest to łatwe, ale można się nauczyć: żyć w oczekiwaniu. Żywienie nadziei oznacza i pociąga za sobą serce pokorne, ubogie. Tylko ubogi potrafi oczekiwać. Kto jest już pełen siebie i swoich posiadłości, nie potrafi pokładać swojej ufności w nikim oprócz siebie.

Paweł pisze dalej: „[Jezus] za nas umarł, abyśmy, czy żywi, czy umarli, razem z Nim żyli” (1 Tes 5,10). Słowa te są zawsze źródłem wielkiej pociechy i pokoju. Jesteśmy zatem wezwani do modlitwy również za osoby, które kochaliśmy, a które nas opuściły, aby mogły żyć w Chrystusie i być w pełnej komunii z nami. Poruszają mnie i wzruszają moje serce słowa św. Pawła skierowane do Tesaloniczan. Dla mnie to wypełnia bezpieczeństwo nadziei. Jest takie wyrażenie św. Pawła, skierowane nadal do Tesaloniczan. Napełniają mnie one pewnością nadziei. Mówi on: „w ten sposób zawsze będziemy z Panem” (1 Tes 4,17). Jakże to piękne. Wszystko przemija. Ale po śmierci, zawsze będziemy z Panem. Jest to całkowita pewność nadziei, taka sama, która znacznie wcześniej sprawiła, iż Hiob wykrzyknął: „Ja wiem: Wybawca mój żyje […] Ja sam go zobaczę, nie ktoś obcy, będę Go widział na własne oczy” (Hi 19,25.27).

W ten sposób zawsze będziemy z Panem. Czy wierzycie w to? Pytam was: czy w to wierzycie? [„Tak”]. Mniej więcej! Ale, by mieć nieco siły zachęcam was by powiedzieć to trzykrotnie wraz ze mną: „W ten sposób zawsze będziemy z Panem”. Wszyscy razem: „W ten sposób zawsze będziemy z Panem” [powtarzają]. I tam spotkamy się z Panem. Dziękuję.


tłum.st (KAI) / Watykan