Nowi doradcy papieża Franciszka

Poznaj sylwetki ośmiu kardynałów, przedstawicieli wszystkich kontynentów, których Papież Franciszek wybrał na swoich doradców.

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >
Dominik Kołodziej
Dominik
Kołodziej
zobacz artykuly tego autora >
poprzednie
następne
Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dominik Kołodziej

Dominik Kołodziej

Szczęśliwy mąż i ojciec, specjalista ds. zarządzania stronami internetowymi w portalu Stacja7.pl. Były szef krakowskiego Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego "Beczka".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >
Dominik Kołodziej
Dominik
Kołodziej
zobacz artykuly tego autora >

Najbardziej franciszkański jezuita

Papież Franciszek: najbardziej franciszkański jezuita, czy najbardziej jezuicki franciszkanin? A może alternatywa ta w ogóle nie ma sensu i chodzi zwyczajnie o katolickość i głębię chrześcijańskiej duchowości? Jaki wpływ na ten pontyfikat mogą mieć jezuickie korzenie papieża oraz jego franciszkańskie inklinacje?

Marek
Rosłoń SJ
zobacz artykuly tego autora >

Przeciwstawianie sobie duchowości franciszkańskiej i jezuickiej (czy szerzej, ignacjańskiej) oczywiście nie ma sensu, tak jak nie ma sensu w ogóle wzajemne przeciwstawianie sobie jakichkolwiek tradycji duchowych w chrześcijaństwie. Mają one zawsze charakter dopełniający się, nigdy wykluczający. A duchowy związek Ignacego z Franciszkiem jest bardzo znaczący.

Inigo Lopez Nuños de Loyola, czyli późniejszy Ignacy, podczas rocznej rekonwalescencji po trafieniu francuską kulą armatnią, zapragnął być jak św. Dominik (ukłon w stronę Zakonu Kaznodziejskiego) i właśnie jak św. Franciszek…, a nawet bardziej.

Idąc śladem założyciela swego zakonu, również pierwszy papież jezuita pragnie być jak Franciszek. Podczas pierwszej audiencji w auli Pawła VI tak tłumaczył motywy wyboru swego patrona:

Franciszek jest człowiekiem pokoju, kochającym i strzegącym stworzenia. W tym czasie, kiedy nasza relacja ze rzeczywistością stworzoną nie jest zbyt dobra, jest człowiekiem dającym nam tego ducha pokoju, człowiekiem ubogim… Och, jakże bardzo chciałbym Kościoła ubogiego i dla ubogich.

Najbardziej franciszkański jezuita

Docenienie „stworzenia” – o którym wspomniał Papież – jest cechą duchowości zarówno franciszkańskiej jak i ignacjańskiej. Jest to uznanie, że świat taki jaki jest – nie inny, jest miejscem objawienia Boga i jest przez Boga chciany i kochany. Nie ucieczka więc od świata, ale miłość do niego, wraz za całym bólem, grzechem, biedą i kruchością jest drogą zbawienia. Duchowość franciszkańska cała jest przepojona przyjaźnią ze stworzeniem, w duchowości ignacjańskiej zaś najpełniejszy jej wyraz jest w ostatniej kontemplacji Ćwiczeń Duchownych św. Ignacego, czyli tzw. Kontemplacji dla Uzyskania Miłości. Szczytem tej duchowości jest zauważanie obecności Boga we wszystkim co stworzone.

Zbawienie nie dokonuje się więc poprzez odrzucenie czegokolwiek, nie poprzez walkę i zniszczenie, ale poprzez akceptację i szacunek, które prowadzą ku przemianie wewnętrznej i osiągnięciu pełni istnienia. Na drodze duchowości chrześcijańskiej człowiek osiąga harmonię z samym sobą, z resztą świata i wreszcie z Bogiem – Stwórcą. A harmonia wewnętrzna jest czymś, o czym świat zachodni już dawno chyba zapomniał – wiedzą to chyba najlepiej psychoterapeuci, którzy właśnie w zachodnim świecie mają najwięcej pracy.

Najbardziej franciszkański jezuita

Papież Franciszek, jak się zdaje pragnie powrotu Kościoła Zachodniego do głębi duchowej i do etosu człowieczeństwa, jakiego nie zastąpi ani technika, ani moralność. Jedynie odkrycie duchowej świadomości tego, kim każdy z nas jest naprawdę.

Wraz z nowym pontyfikatem pojawia się też wiele głosów o potrzebie reformy struktur Kościoła, Kurii Rzymskiej etc… Czy papież okaże się reformatorem? Trudno powiedzieć, ale gdy przyglądamy się historii Kościoła, to uderza fakt, że właściwie nigdy głębokie reformy nie dokonywały się za sprawą oficjalnych dekretów.

Prawdziwa przemiana w Kościele rozpoczynała się od jakiegoś ruchu Ducha. Pojawia się ktoś, kto jest Duchem poruszony i często wbrew istniejącej strukturze rozpoczyna ferment.

Tak było ze św. Dominikiem i św. Franciszkiem, którzy inicjują w Kościele tradycję żebraczą, odrzucając radykalnie bogactwo i władzę. Tak było ze św. Teresą z Àvila i Janem od Krzyża, którzy odnawiają Karmel. Również ze św. Ignacym, który rozpoczyna tradycję duchowości apostolskiej – coś nieznanego przed XVI w. Żadna z tych reform nie była zadekretowana, a wiele z nich długo musiało czekać na akceptację oficjalnych struktur. Tak samo ostatnie wielka reforma w Kościele, odkrycie orędzia o Bogu miłosiernym jest inspirowana poruszeniem duchowym, na które wrażliwa okazała się Faustyna Kowalska. W takich momentach dochodzi do przedziwnego spotkania struktury z czymś, co tę strukturę uwalnia. Te dwa ruchy są obecne w Kościele od czasów Piotra i Pawła. Z jednej strony wzmacnianie, struktur, które spontanicznie mają skłonność do kostnienia oraz ruch odnowy duchowej, który  je dekonstruuje i wyprowadza na wolność. Obydwa te ruchy są niezbędne, pozostają w napięciu i podtrzymują rozwój.

Najbardziej franciszkański jezuita

Kardynał Bergoglio przyjmując imię Franciszka łączy niejako obydwa elementy. Będąc głową Kościoła jest równocześnie pierwszym przedstawicielem struktur, utożsamiając się jednak ze św. Franciszkiem oraz odwołując się do jezuickich korzeni, wskazuje na pragnienie wielkiej reformy. Nie reformy zewnętrznej i powierzchownej, ale głębokiej duchowej reformy, która prowadzi ku większej wolności. Nie do odrzucenia kogokolwiek i czegokolwiek w akcie buntu i niezadowolenia, ale do zbawienia w akcie przyjęcia i otwarcia na przemianę.

Marek Rosłoń SJ

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marek
Rosłoń SJ
zobacz artykuly tego autora >