video-jav.net

Franciszek: Abraham ojcem w nadziei

O Abrahamie jako ojcu nie tylko w wierze, ale także w nadziei mówił Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej. Papież nawiązując do fragmentu Listu św. Pawła do Rzymian (4,16-19a.22), wskazał, że w dziejach Abrahama możemy już znaleźć zapowiedź zmartwychwstania, które przezwycięża zło i samą śmierć. Słów Franciszka na placu św. Piotra wysłuchało dziś około 13 tys. wiernych.

Polub nas na Facebooku!

Charakteryzując doświadczenie wiary Abrahama Ojciec Święty podkreślił, że Bóg, który objawia się Abrahamowi jest Bogiem, który zbawia, Bogiem, który wyprowadza z rozpaczy i śmierci, Bogiem, który powołuje do życia. Nawiązując do Pawłowego stwierdzenia, że Abraham „wbrew nadziei uwierzył nadziei” (Rz 4,18) Franciszek podkreślił powiązanie wiary z nadzieją. Dodał, że nasza nadzieja przejawia się tam, gdzie nie ma już nadziei, a wielka nadzieja jest zakorzeniona w wierze. Nie opiera się ona bowiem na naszym słowie, ale na Słowie Boga, Boga zmartwychwstania i życia.

 

„Prośmy dziś Pana o łaskę trwania będąc opartymi nie tyle na naszych zabezpieczeniach, na naszych zdolnościach, ile na nadziei wypływającej z obietnicy Boga, jako prawdziwe dzieci Abrahama. Kiedy Bóg obiecuje, to wypełnia swoją obietnicę. Nigdy nie zabraknie Jego słowa. A wtedy nasze życie nabierze nowego światła, wiedząc, że Ten, kto wskrzesił swego Syna, wskrzesi również nas i uczyni nas naprawdę jedno z Nim, wraz ze wszystkimi naszymi braćmi w wierze. My wszyscy wierzmy, jesteśmy na placu św. Piotra, by wielbić Pana, będziemy śpiewali „Ojcze nasz” i przyjmiemy błogosławieństwo, ale to wszystko mija. Jeśli dzisiaj otworzymy nasze serce, to wówczas spotkamy się znowu wszyscy razem na placu w Niebie i otrzymamy obietnicę, jaką złożył nam Pan!” – zakończył swoją katechezę papież.

 

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Usłyszany przed chwilą fragment listu świętego Pawła do Rzymian jest dla nas wspaniałym darem. Jesteśmy bowiem przyzwyczajeni, by uznawać w Abrahamie naszego ojca w wierze. Dziś Apostoł uświadamia nam, że Abraham jest też dla nas ojcem w nadziei, a to dlatego, że w jego dziejach możemy już znaleźć zapowiedź zmartwychwstania, nowego życia, które przezwycięża zło i samą śmierć.

 

Mowa w tekście, że Abraham uwierzył w Boga „który ożywia umarłych i to, co nie istnieje, powołuje do istnienia” (Rz 4,17). Następnie mamy uściślenie: „Nie zachwiał się w wierze, choć stwierdził, że ciało jego jest już obumarłe … i że obumarłe jest łono Sary” (Rz 4,19). To jest właśnie owo doświadczenie, do którego przeżywania i my jesteśmy wezwani. Bóg, który objawia się Abrahamowi jest Bogiem, który zbawia, Bogiem, który wyprowadza z rozpaczy i śmierci, Bogiem, który powołuje do życia. W dziejach Abrahama wszystko staje się hymnem na cześć Boga, który wyzwala i odradza, wszystko staje się proroctwem. A staje się proroctwem dla nas, którzy teraz rozpoznajemy i celebrujemy spełnienie tego wszystkiego w tajemnicy paschalnej. Bóg rzeczywiście „wskrzesił z martwych Jezusa” (Rz 4,24), abyśmy i my mogli w Nim przejść ze śmierci do życia. I doprawdy wtedy Abraham może słusznie również być nazywany „ojcem wielu narodów”, ponieważ jaśnieje jako zapowiedź nowej ludzkości, odkupionej przez Chrystusa z grzechu i śmierci, wprowadzonej raz na zawsze w objęcia miłości Boga.

 

W tym momencie, Paweł pomaga nam skoncentrować się na ścisłej więzi między wiarą a nadzieją. Stwierdza on bowiem, że Abraham „wbrew nadziei uwierzył nadziei” (Rz 4,18). Nasza nadzieja nie opiera się na rozumowaniu, prognozach i ludzkich gwarancjach. Przejawia się ona tam, gdzie nie ma już nadziei, gdzie nie ma niczego, w czym można by pokładać nadzieję, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Abrahama, w obliczu jego bliskiej śmierci i bezpłodności jego żony, Sary. Dla nich nie było już wyjścia, nie mogli mieć dzieci i w tej sytuacji Abraham uwierzył i miał nadzieję wbrew wszelkiej nadziei, a to jest wspaniale! Wielka nadzieja jest zakorzeniona w wierze, i właśnie dlatego jest ona zdolna do wykroczenia poza wszelką nadzieję. Tak, ponieważ nie opiera się na naszym słowie, ale na Słowie Boga. Zatem również w tym sensie jesteśmy wezwani do pójścia za przykładem Abrahama, który pomimo oczywistości sytuacji zdającej się wieść ku śmierci, pokładał ufność w Bogu, „był przekonany, że mocen jest On również wypełnić, co obiecał” (Rz 4,21).

 

Chciałbym wam zadać pytanie: czy my wszyscy jesteśmy o tym przekonani? Czy jesteśmy przekonani, że Bóg nas miłuje? I że to wszystko, co nam obiecał gotów jest wypełnić? – Ależ Ojcze, ile za to musimy zapłacić? Jest pewna cena – trzeba otworzyć serce! Otwórzcie wasze serca, a ta moc Boga będzie was prowadziła naprzód i sprawi cudowne rzeczy! I nauczy was, czym jest nadzieja. To jest jedyna nadzieja: otworzyć serce na wiarę, a On uczyni resztę. Oto paradoks, a jednocześnie najmocniejszy, najwznioślejszy element naszej nadziei! Nadziei opartej na obietnicy, która z ludzkiego punktu widzenia wydaje się niepewna i niemożliwa do przewidzenia, ale której nie zabraknie nawet w obliczu śmierci, kiedy tym, który składa obietnicę jest Bóg zmartwychwstania i życia. Tego nie obiecuje byle kto, ale obiecującym jest Bóg zmartwychwstania i życia.

 

Drodzy bracia i siostry, prośmy dziś Pana o łaskę trwania będąc opartymi nie tyle na naszych zabezpieczeniach, na naszych zdolnościach, ile na nadziei wypływającej z obietnicy Boga, jako prawdziwe dzieci Abrahama. Kiedy Bóg obiecuje, to wypełnia swoją obietnicę. Nigdy nie zabraknie Jego słowa. A wtedy nasze życie nabierze nowego światła, wiedząc, że Ten, kto wskrzesił swego Syna, wskrzesi również nas i uczyni nas naprawdę jedno z Nim, wraz ze wszystkimi naszymi braćmi w wierze. My wszyscy wierzmy. Jesteśmy na placu św. Piotra, by wielbić Pana, będziemy śpiewali „Ojcze nasz” i przyjmiemy błogosławieństwo, ale to wszystko mija. Jeśli dzisiaj otworzymy nasze serce, to wówczas spotkamy się znowu wszyscy razem na placu w Niebie i otrzymamy obietnicę, jaką złożył nam Pan. Dziękuję!


st (KAI) / Watykan

Franciszek u św. Marty przestrzega przed lenistwem duchowym

Wiara w Jezusa pociąga za sobą akceptację życia takim, jakim jest i podążanie naprzód z radością, unikając narzekań, sparaliżowania brzydkim grzechem lenistwa duchowego - powiedział papież podczas porannej Mszy św. w Domu św. Marty.

Polub nas na Facebooku!

Ojciec Święty odniósł się do czytanego dziś fragmentu z Ewangelii św. Jana (J 5,1-3a.5-16), mówiącego o uzdrowieniu paralityka w sadzawce Betesda. Gromadziła się wokół niej wielka liczba osób chorych, niewidomych, chromych, sparaliżowanych. Mówiono, że kiedy anioł zstępuje z nieba i porusza jej wody, pierwszy, który się zanurzy zostanie uzdrowiony. Jezus widząc człowieka, który od 38 lat cierpiał na swoją chorobę, zapytał go: „Czy chcesz stać się zdrowym?”.

 

Franciszek zauważył, że Pan Jezus stale stawia nam pytanie: „Czy chcesz stać się zdrowym?”, „Czy chcesz być szczęśliwy?”, „Czy chcesz udoskonalić Twoje życie?”. Wszyscy inni powiedzieliby bez wahania: „Tak, Panie”. Natomiast ten człowiek odpowiada: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny schodzi przede mną”. Jego odpowiedź jest narzekaniem na niesprawiedliwe życie. Papież zaznaczył, że paralityk był jak drzewa rosnące nad brzegami potoku, o których mówi pierwsze dzisiejsze czytanie (Ez 47,1-9.12), ale o wyschniętych korzeniach, które nie dochodziły do wody.

 

„Rozumiemy to z postawy, z narzekań i usiłowania, aby zawsze winą obarczać innego: «Gdy ja sam już dochodzę, inny schodzi przede mną, jestem biedakiem tkwiącym tutaj od 38 lat…». To brzydki grzech, grzech lenistwa duchowego. Ten człowiek był chory, nie tyle na paraliż, ile na lenistwo duchowe, które jest gorsze niż posiadanie serca letniego. To życie, dlatego, że żyję i brak chęci, by iść naprzód, brak woli uczynienia czegoś w życiu, zatracenie pamięci o radości. Ten człowiek nawet nie znał radości z imienia, utracił ją. To jest grzech. To poważna choroba: «Ale dobrze mi tak, jestem przyzwyczajony… Ale życie było dla mnie niesprawiedliwe…». I widać niechęć, gorycz tego serca” – powiedział Ojciec Święty.

 

Franciszek zauważył, że Pan Jezus go nie karcił, ale powiedział: „Wstań, weź swoje łoże i chodź”. Paralityk wyzdrowiał, ale ponieważ był szabat uczeni w Prawie powiedzieli mu, że nie godzi się nosić łoża w dzień święty i zapytali, czy został uzdrowiony w szabat: „To sprzeczne z kodeksem, ten człowiek nie jest od Boga”.

 

Papież podkreślił, że paralityk nawet nie podziękował Jezusowi, nawet nie zapytał Go o imię: „Wstał z ową postawą lenistwa duchowego, która sprawia, że żyjemy patrząc na innych, ludzi którym powodzi się lepie ode mnie, gdyż w smutku zapominamy o radości.

 

Franciszek zaznaczył, że lenistwo duchowe jest grzechem paraliżującym nie pozwalającym chodzić. Podkreślił, że również dzisiaj Pan spogląda na każdego z nas. Wszyscy mamy grzechy, wszyscy jesteśmy grzesznikami, ale patrząc na ten nasz grzech Pan nam mówi „Wstań!”.

 

„Dzisiaj Pan do każdego z nas mówi: «Wstań, weź swoje życie, takim jakim jest: piękne, brzydkie, weź je i idź naprzód. Nie lękaj się iść do przodu z twoimi noszami». – «Tak Panie, ale to nie jest najnowszy model…». Ale idź do przodu! Z tymi noszami może brzydkimi, ale idź do przodu! A twoje życie niech będzie twoją radością. «Czy chcesz stać się zdrowym?» – to pierwsze pytanie jakie stawia nam dzisiaj Pan. «Tak, Panie». – «Wstań». A na początku Mszy św. była bardzo piękna antyfona: «Spragnieni, przyjdźcie do wody, chociaż nie macie pieniędzy, przyjdźcie i pijcie z radością». A jeśli mówimy do Pana: «Tak, chcę być uleczonym. Tak, Panie, pomóż mi, bo chcę wstać», to będziemy wiedzieli, jak smakuje radość zbawienia” – zapewnił na zakończenie swojej homilii Ojciec Święty.


st (KAI) / Watykan