Nasze projekty

Alicia Oliveira – ocalona przez papieża

„Na pewno nie trzeba mi tłumaczyć, kto to jest Jorge Bergoglio. Sprawił – narażając swoje życie – że wielu prześladowanych mogło wyemigrować. Czego chcieć więcej?”.

Reklama

Alicia Oliveira – ocalona przez papieża

Fragment bestselerowej książki Nello Scavo „Lista Bergoglio. Ocaleni przez Franciszka w czasach dyktatury. Historie nigdy nie opowiedziane”.

 

Reklama
Reklama

Alicia Oliveira była pierwszą kobietą, która została sędzią karnym w Argentynie. Było to w 1973 roku. Wojskowi chcieli się jej pozbyć. Zaczęli ją niszczyć. Usunięto ją z urzędu, wydalono z Ministerstwa Sprawiedliwości, zaczęła jej poszukiwać policja. W 1976 roku została wyrzucona z rządu jako pierwszy sędzia kobieta – prymat, bez którego mogłaby się obyć, ale z którego jest w sumie dumna.

 

„Zostałam bezrobotna. Kiedy Jorge się dowiedział, że mnie zwolnili, przysłał mi śliczny bukiet róż” – wspominała.

Reklama
Reklama

 

Oliveira w długim wywiadzie dla Clarín, najpoczytniejszego argentyńskiego dziennika. Kilka minut po wyborze na papieża rozdzwonił się telefon Alicii. Wielu dziennikarzy pytało ją o opinię o nowym papieżu. Odpowiadała:

 

Reklama

„Moja opinia jest opinią koleżanki. Dla mnie Jorge jest kolegą, nie kardynałem czy papieżem. Mam o nim jak najlepsze zdanie. To wielki człowiek zatroskany o cierpiących ludzi”.

[textwidget title=” font=’14’]„Moja opinia jest opinią koleżanki. Dla mnie Jorge jest kolegą, nie kardynałem czy papieżem. Mam o nim jak najlepsze zdanie. To wielki człowiek zatroskany o cierpiących ludzi”[/textwidget]

Kiedy mniej więcej po dwóch miesiącach ponownie do niej zadzwoniłem, by porozmawiać o przejściach z czasów junty, z typowym dla siebie taktem poprosiła, Bergoglio opowiadała w licznych wywiadach i podczas przesłuchań. Poznała go w czasach prześladowań. Videla osobiście polecił, ażeby się jej pozbyto razem z innymi działaczami CELS, czyli Ośrodka Studiów Społecznych i Prawniczych, który stał się utrapieniem wojskowych. Przygotowano jej miejsce w kostnicy, ale dzięki ojcu Jorge reżym został wyprowadzony w pole.

 

Sygnałem był atak wojskowych. Kiedy wdarli się do biur, zabrali wszystkich obecnych. Nieobecnych zaczęto poszukiwać nawet w ich własnych domach. „Zdołałam uniknąć tego – opowiada Alicia – ponieważ tuż przed tym, jak do CELS wpadli wojskowi, wyszłam stamtąd na pociąg. Kiedy się dowiedziałam, co się stało, musiałam znaleźć jakąś kryjówkę i przebywać w niej ponad dwa miesiące, dopóki sytuacja nieco się nie uspokoiła”.

Alicia Oliveira – ocalona przez papieża
Alicia Oliveira

Ukrywanie się nie było zaplanowane, a do kłopotów z tym związanych doszły jeszcze inne, między innymi to, że Alicia Oliveira była matką trójki małych dzieci i jedno z nich czasami budziło się w nocy z krzykiem.

 

Powtarzający się koszmar: strach, że „źli ludzie” zabiorą mamę. Opuszczenie dzieci w czasie ukrywania się i ciągłe rozmyślanie, jak umknąć reżymowi – straszliwe dni. Jednocześnie Alicia starała się uspokajać dzieci, zapewniając je, że mama ich nie opuściła i że nie jest w więzieniu. Najbardziej obawiała się, że jej dzieci uznają ją za desaparecida. Myśl, że przeżywają tak okrutną traumę, spędzała jej sen z oczu.

 

Oliveira znała Bergoglio od jakichś czterech lat. Zaprzyjaźnili się, choć ona wcale nie była kobietą praktykującą. Ojciec Jorge był delikatny, ale szczery, jak zawsze w takich przypadkach. „Twoje życie jest w niebezpieczeństwie” – powiedział. Zaoferował rozwiązanie: „Przybądź do nas, do kolegium. Będziesz mogła zobaczyć swoje dzieci i będziesz bezpieczna. Tymczasem postaramy się pomyśleć, jak to wszystko rozwiązać”. „Raczej zamknę się w celi, niż bym miała zamieszkać z księżmi” – odpowiedziała Alicia. Nie było sposobu, aby ją przekonać. Wtedy ojciec Jorge mógł ją pożegnać, życzyć jej powodzenia i pamiętać o niej w modlitwie, a zająć się czym innym. Ale zrobił wszystko, co możliwe, aby jej pomóc, choć wcale nie musiał się do tego poczuwać – przecież odrzuciła pomoc z powodu antyklerykalnej nieufności. A byli w końcu inni – wielu innych – którym trzeba było zapewnić bezpieczeństwo. Nie musiał namawiać tej, która nie chciała się złapać rzuconego koła ratunkowego.

Ale nie. Ojciec Jorge z wszystkim sobie poradził. To on znalazł sposób, aby w tej sytuacji przynajmniej ulżyć cierpieniu. Dzięki tajnemu przejściu, korytarzowi, o którym wiedzieli tylko nieliczni, Alicia Oliveira mogła spotykać się ze swymi dziećmi na terenie instytutu.

 

Nie były to spotkania pozbawione ryzyka. Ojciec Jorge udawał się na umówione miejsce samochodem. Był bardzo dobrym kierowcą. Być może modlił się pomiędzy kolejnymi zakrętami, ale również bardzo roztropnie posługiwał się pedałem gazu. Czasami zmieniał kierunek, jak gdyby nie miał dokładnego celu.

 

Ciemna limuzyna, jaką jeździł, nie rzucała się w oczy, a on nie był typem kierowcy, który jeździ z piskiem opon po bitych drogach. Gdyby go zatrzymali agenci, nie tylko nie zrobiłby dobrego wrażenia, ale wręcz sprowokowałby niewygodne pytania. W owym czasie każdy, kto jechał na złamanie karku, budził podejrzenia. Tym bardziej jezuita. O tym wszystkim musiał myśleć ojciec Jorge. Tymczasem upewniał się, czy nie jest śledzony. Co by powiedziano, gdyby go złapano z kobietą w bagażniku czy też skuloną na tylnym siedzeniu? Nikt by nie uwierzył w opowieść o romantycznym czterdziestoletnim jezuicie złapanym na skoku w bok. Nie żeby rządzącym nie byłoby na rękę zdyskredytowanie go historią z kobietą w tle. Wyobraźcie sobie tytuły gazet czy wiadomości w telewizji kontrolowanej przez reżym: Przełożony argentyńskich jezuitów złapany z kobietą walczącą o prawa człowieka! Ale jego to nie obchodziło. Interesowało go tylko to, by nie narażać Alicii na niebezpieczeństwa i nie przestraszyć jej dzieci. Ileż to razy na widok ogrodzenia okalającego park Colegio Máximo musiał dziękować Bożej opatrzności, że wrócił bez przeszkód.

 

 „W ten sposób z mojego ukrycia przywoził mnie do kolegium”. Nawet dwa razy tygodniowo. W ciągu dwóch miesięcy ta niebezpieczna podróż powtarzała się przynajmniej dziesięć razy. Wystarczająco dużo, ażeby Alicia Oliveira nie miała więcej wątpliwości, kiedy się zastanawiała, po której stronie stoi Stwórca. Rekonstrukcję prawniczki może potwierdzić naoczny świadek, wiarygodny i niezależny, osoba z kręgów politycznych, działająca w partii prezydent Cristiny Fernández de Kirchner, o której powszechnie wiadomo, że nie żywi zbyt wiele sympatii do Bergoglio – Nilda Garré, która jest obecnie ministrem bezpieczeństwa.

 

To przyjaciółka Alicii z dawnych czasów, a przede wszystkim jej wspólniczka z okresu ukrywania się. Bowiem to Garré udzieliła jej schronienia, gdy została wyrzucona przez generałowie i była poszukiwana przez policję. „Jorge bardzo źle oceniał dyktaturę, zresztą tak samo jak ja” – przekonuje Alicia Oliveira. Ataki kierowane wobec niego i przed wyborem na Stolicę Piotrową, i potem były „prawdziwym zniesławianiem, oskarżeniem politycznym, ale on nigdy nie chciał podkręcać atmosfery”.

 

Alicia Oliveira – ocalona przez papieża[textwidget title=” font=’14’]„Jorge bardzo źle oceniał dyktaturę, zresztą tak samo jak ja”[/textwidget]

Kiedy sytuacja stała się mniej niebezpieczna, Alicia Oriveira mogła zacząć bywać w kręgach Bergoglio bez konieczności ciągłego ukrywania się. Wojskowi uważali, że odnieśli zwycięstwo. Alicia była tylko wykształconą, bezrobotną kobietą. A prowincjał jezuitów nie był wcale według nich głównym wrogiem publicznym.

 

Pewnego razu Horacio Verbitsky, jeden z wielkich oskarżycieli Bergoglio, dziennikarz i były montonero, powiedział, że jezuita „jest aktorem”. Miał rację, ale w innym sensie, niż zamierzał. Bowiem ojciec Bergoglio wyprowadził w pole wojskowych, udając, że siedzi zaszyty w Kolegium i czeka, aż powieją sprzyjające wiatry, gdy tak naprawdę przygotowywał tajną sieć, dzięki której udało się ukryć i ocalić kilkadziesiąt osób. „Spotykaliśmy się dwa razy w tygodniu – wspomina Alicia Oliveira. – Towarzyszyli mu inni księża. Miał do mnie zaufanie i opowiadał mi o tym, co się działo. Kiedy ktoś miał opuszczać kraj, gdyż nie mógł pozostawać w Argentynie ani chwili dłużej, żegnano go obiadem. A Bergoglio zawsze był wtedy obecny!”.

 

Ale jest coś jeszcze. Po latach odkrywamy szczegół, który wart jest kluczowej sceny w thrillerze rodem z Hollywood. Prezydent Videla snuł swoje diaboliczne plany na salonach Casa Rosada, niespełna dwieście metrów od katedry, od której dzieli go jedynie wspaniały Plaza de Mayo. Kilka kroków dalej, przy uliczce, która prowadzi do charakterystycznej dzielnicy Monserrat, znajduje się kościół św. Ignacego z Loyoli z przylegającą do niego siedzibą jezuitów i szkołą katolicką. I tam Bergoglio spotykał się z Alicią Oliveirą oraz z innymi prześladowanymi. Tam odbywały się obiady na pożegnanie tych, których oczekiwano na jednej z małych motorówek, by pod kocem razem z transportem owoców i różnych towarów mogli dotrzeć w godzinę z Buenos Aires do Urugwaju. Wojskowi nigdy nie przypuszczali, że Bergoglio mógł robić takie rzeczy tuż pod ich nosem. Zbyt aroganccy, aby uważać, że ojciec prowincjał i całe zastępy chronionych przez niego dysydentów mieli odwagę biesiadować tuż obok Casa Rosada. Nikt nie odważyłby się na takie zuchwalstwo. Należało odrzucić możliwość, że kościół św. Ignacego to kluczowy punkt dla „listy” Bergoglio.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę