Polacy. Co nas łączy?

Kraj podzielił się na dwa obozy, programy informacyjne wybiera się jak wyznanie wiary a przy rodzinnym stole zejście na tematy społeczne, przypomina balet na polu minowym

Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Polacy. Co nas łączy?
Kraj podzielił się na dwa obozy, programy informacyjne wybiera się jak wyznanie wiary a przy rodzinnym stole zejście na tematy społeczne, przypomina balet na polu minowym

Polaków nic nie łączy? A może nie jest tak źle? Może zamiast ciągłego marudzenia należy skupić się na tym, co sprawia, że myślimy i czujemy podobnie?

 

Oto 10 rzeczy, w których Polacy się zgadzają

 

Troska o rodzinę

Niemal we wszystkich zestawieniach Polacy zgodnie potwierdzają, że najbardziej łączy ich troska o rodzinę i własne dzieci. Choć w większości przypadków najlepiej wychodzi się z nimi na zdjęciach, faktem jest, że przynajmniej w deklaracjach Polak żyje w cieple domowego ogniska, a rodzina jest jego priorytetem. Nawet pomimo zmieniających się warunków społecznych i emigracji, rozumiemy na czym polega jej nieprzemijająca wartość.

 

Kibicowanie

Bez znaczenia czy jest to turniej gier komputerowych w katowickim Spodku, mistrzostwa Europy w piłce ręcznej czy eliminacje do Ligi Mistrzów – Polacy zawsze stają na wysokości zadania. Poprzebierani w koszulki, wymalowani w barwy narodowe, z flagami i wuwuzelami bijemy się o ostatnie miejsca na stadionach. Efekt? Jak świat długi i szeroki, komentatorzy sportowi powtarzają opinię o Polakach, jako kibicach, którzy tworzą niezapomnianą atmosferę. Możemy marudzić na tzw. „Januszy”, którzy choć o dyscyplinie na którą przyszli dowiedzieli się wczoraj, są jej największymi znawcami. Możemy obruszać się na kibiców sezonowych, których miłość trwa tak długo, jak długo „nasi” wygrywają, ale nie zmienia to faktu, że gdy sportowcy słyszą o turniejach rozgrywanych w Polsce, mają ciarki na plecach. To nasza zasługa, kibicujemy jak zawodowcy.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

fot. Graeme Maclean / WikimediaCommons

 

Nieufność do władzy

Lata zaborów i utożsamianie każdej władzy z obcą i nadaną z zewnątrz, niezwykle mocno odcisnęły się na psychice Polaków. W PRL-u władza działała nietransparentnie, dlatego uczono się ją obłaskawiać, unikać, bądź koniunkturalnie wykorzystywać do własnych celów. Choć nie jest to cecha wybitnie pozytywna, łączy nas nieufność do wszelkiego rodzaju zwierzchności. Może dzięki temu da się nas od czasu do czasu militarnie pokonać, ale nigdy podbić i podporządkować?

 

Grillowanie i grzybobranie

Przychodzi maj, czerwiec i jak Polska długa i szeroka, naród wychodzi na rytualnego grilla. Próbujemy go rozpalać na balkonach, w lesie, przydomowym ogródku oraz trawniku pod blokiem. Ważne, aby było kilka rodzajów kiełbas, karkówek, parówek, boczków, warzyw, a do tego piwo, i pięć odmian sosów. Na grillowaniu każdy się zna, ma swoje sposoby i każdemu smakuje. A jak komuś dym węgla drzewnego nie odpowiada, zawsze może pójść na grzyby. Tą aktywność też uprawiamy masowo i z pasją, ścigając się na co większe okazy.

 

Zaangażowanie społeczne

Choć po różnych stronach barykady, od pewnego czasu Polacy coraz bardziej angażują się społecznie. Chodzimy na marsze, urządzamy manifestacje, podpisujemy listy otwarte i petycje. Nawet jeśli się przy tym nie zgadzamy i mamy różne wizje świata, samo zaangażowanie jest czymś, co nas łączy i sprawia, że nie traktujemy obojętnie otaczającej nas rzeczywistości.

 

Demonstracja_polska

 

Skłonność do improwizacji i kombinatorstwa

Życie w sytuacji ciągłego niedoboru, a dzisiaj w świecie niejasnych powiązań politycznych i skomplikowanej biurokracji sprawia, że do perfekcji opanowaliśmy sztukę kombinowania. Obchodzimy system, wymyślamy improwizorki, które trzymają się latami. Gdy trzeba, z każdym „potrafimy się dogadać”. Jak mawia psycholog prof. Zbigniew Nęcki: Polak nawet w ruletce wizowej w USA potrafi wygrywać częściej niż inni. No i widział ktoś gdziekolwiek poza Polską samochody osobowe z kratkami, jako homologacją ciężarową?

 

Kuchnia i alkohole

W każdym domu gołąbki robi się inaczej, a bigos smakuje po swojemu, ale kiedy przychodzi co do czego, nawet na antarktycznej stacji im. Henryka Arctowskiego ulubioną potrawą polarników są pierogi. Kuchnia polska, z nieodłącznym schabowym, ziemniakami i surówką jest czymś, do czego z przyjemnością wracamy. Podobnie jak do piwa, wódki i coraz częściej dobrego wina. Jest truizmem powiedzieć, że Polak lubi się dobrze najeść i napić, ale to przecież najprawdziwsza prawda. Znana jeszcze długo przed czasami poczciwego Zagłoby.

 

Fried dumplings with onion and bacon top view

 

Filmy i seriale

Każde święta z „Jak rozpętałem wojnę” i “Znachorem”. Wakacje – rano „Czterej Pancerni”, po południu „Sami swoi” a wieczorem “Vabank”. Kochamy stare polskie komedie, uwielbiamy setki razy oglądać te same filmy, a w telewizji swojskie seriale o szpitalach, plebaniach i perypetiach rodzinnych. W końcu inżynier Mamoń w „Rejsie” bez kozery mówił, że lubimy tylko te piosenki, które już znamy. Filmy i seriale również, i to się jakoś na szczęście nie zmienia.

 

Patriotyzm i wiara we własne bohaterstwo

Gdy wróg podchodzi do bram, nie ma dzielniejszego narodu niż Polacy. Gdy trzeba zdobyć wzgórze, które do tej pory było nie do zdobycia, dokonać straceńczej szarży albo pokonać przeważającego liczebnie przeciwnika – Polak stanie na wysokości zadania. Być może tylko dzięki temu, choć historia zawsze była przeciwko nam, jako naród nigdy nie zapomnieliśmy o własnej tradycji i nikt nie potrafił nas ujarzmić.

 

Polish soldiers

 

Wszystkowiedzenie

Na koniec powiem, że lista 10 rzeczy, w których jesteśmy zgodni jest ostateczna, kompletna, zweryfikowana naukowo i najlepsza. W końcu to normalne, że jak każdy Polak znam się na wszystkim. Na robieniu takich zestawień również. Wy chyba też, znacie się na wszystkim, prawda? I niech tak zostanie, nie ma niczego lepszego niż naród ekspertów.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


🔷 Jej bajka urzekła o. Adama Szustaka. Obejrzyj odcinek "Piernikowych Bajek"! ⤵️



 

 

Marcin Makowski

Marcin Makowski

Dziennikarz tygodnika "Do Rzeczy", publicysta Wirtualnej Polski, współpracownik "Dziennika Gazety Prawnej" - wcześniej wydawca w portalu Deon. Pisał do Onetu, Forward, "Rzeczpospolitej", "Tygodnika Powszechnego" i Stacji7. Prowadzi program "Nocna Zmiana" w Radiu Kraków. Laureat nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Adolfa Bocheńskiego (2016) oraz Stefana Myczkowskiego (2017) nominowany do nagrody im. Kazimierza Dziewanowskiego (2016) oraz Stefana Żeromskiego (2017).

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >

Sumienie uwierające, dręczące, bezcenne

Sumienie: nie ma bardziej ekskluzywnej, intymnej, unikatowej, cząstki naszej osobowości, a zarazem najbardziej niewygodnej, bo każe nam przeciwstawić się rozwiązaniom oczywistym, często wręcz naraża na niebezpieczeństwo. Bywa obojętne, zniewolone, zniekształcone, uwiera, a nawet dręczy. Właśnie ono czyni z nas ludzi.

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Sumienie uwierające, dręczące, bezcenne
Sumienie: nie ma bardziej ekskluzywnej, intymnej, unikatowej, cząstki naszej osobowości, a zarazem najbardziej niewygodnej, bo każe nam przeciwstawić się rozwiązaniom oczywistym, często wręcz naraża na niebezpieczeństwo. Bywa obojętne, zniewolone, zniekształcone, uwiera, a nawet dręczy. Właśnie ono czyni z nas ludzi.

Kalka językowa

Wyraz sumienie, bo o niego tu chodzi, jest – jak twierdzą historycy języka – kalką językową z łaciny. Kalka to przeniesienie z języka na język danego pojęcia przy użyciu rodzimego surowca. I tak, zapatrzeni w łacińskie conscientia, nasi przodkowie powołali do bytu słowo sumienie, które określa działanie ze świadomością, z wiedzą. Czego dotyczy ta wiedza? Najkrócej rzecz ujmując – naszego postępowania, czyli przypadków życia. Cokolwiek robimy – ta wiedza towarzyszy nam, przybiera kształt głosu, wrażliwego recenzenta, który może być wyraźnie słyszany lub też może być w zaniku. Ale bezspornie jest w każdym z nas.

Dzięki sumieniu – i tu popadnę w ton lekko mentorski – czujemy, co dobre a co złe, którędy i gdzie mamy iść, co robić, a czego w żadnym wypadku nie podejmować. Bardzo często wbrew wymiernym, konkretnym interesom i korzyściom, narażając się na straty materialne i wizerunkowe, domagając się odwagi na forum publicznym i w życiu prywatnym, w skrajnych przypadkach na śmiertelne niebezpieczeństwo.

Zwłaszcza te trudne scenariusze są niezaprzeczalnym dowodem na to, iż zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo.

Bo sumienie to po prostu niezależny głos Boga, dzięki któremu zbliżamy się do Niego.

Mam swoje osobiste doświadczenie z tym głosem, z którym spotkałam się w wieku lat kilku, gdy ukradłam sąsiadom piękne muszelki podczas wakacji spędzanych nad morzem. Leżały chyba na parapecie wspólnego balkonu. Były przepiękne, więc je zwinęłam, choć coś mówiło mi, że tak być nie powinno. Ta świadomość mnie niepokoiła. Nad ranem dyskretnie odniosłam muszelki na miejsce. Od razu poczułam, że znów wszystko jest na miejscu. Co za ulga! Ale z powodu tej ulgi zarówno ja, jak wielu ludzi potrafi wyczyniać niezłe kombinacje, szukając akceptacji tajemniczego głosu i to nazywa się potocznie faryzeizmem.

Szczerze przyznam, iż dzięki temu zdarzeniu z dzieciństwa wiem, że to, o czym mówią etycy moraliści i teologowie, jest najzupełniej realne, bo przeżyłam to już jako kilkuletnie dziecko w okresie sprzed lektur i teoretyzowania.

Sumienie istnieje, jest w każdym i każdy może zrobić z nim co zechce, ale trzeba uważać, bo to delikatna i wymagająca wiedza – wzmacnia się wyłącznie dzięki prawdzie. Człowiek wybiera: pielęgnować, kształtować, czy zagłuszać pokrętnościami, racjonalizacjami a w ostateczności zabić.

Sumienie sprawia, że tak potrzebujemy i kochamy wolność, gdyż tylko w takich warunkach się rozwija.

Literatura i samo życie przekazały nam cały wachlarz postaw, związanych z sumieniem. Bernadetta Soubirous na łożu śmierci płakała, gdy przypominała sobie, że bywała w dzieciństwie niegrzeczna.

Raskolnikow tygodniami obmyślał argumenty za zabiciem odrażającej staruchy, a gdy ją zamordował, dopadło go sumienie. Jest ono wielką tajemnicą, można się o tym przekonać słuchając wielkich zbrodniarzy wojennych w Norymberdze, którzy nie czuli żadnego dyskomfortu w związku z ich potwornymi czynami. Judasz i lady Makbet są zaś sztandarowymi przykładami ludzi, którzy nie potrafili wykorzystać jego działania, by rozpocząć pokutę i metamorfozę.

Sumienie uwierające, dręczące, bezcenne

Profesor odmawia

Tym, który stale mówił i przypominał nam o sumieniu był – jasna sprawa – Jan Paweł II. Być może dlatego, że widział morze mętnego kłamstwa i wiedział, że to sumienie jest jedynym realnym oraz ostatecznym punktem oporu – to prawda, ulokowana w najbardziej ukrytym zakamarku człowieka, która nie zawsze jest zgodna z opinią większości. On także przestrzegał, że śmierć sumienia jest gorsza od grzechu. Nie były to czcze teorie, bo Jan Paweł II w życiu spotykał ludzi, w których sumienie umarło. Przeżył okupację niemiecką i sowiecką w wersji rodzimej. Gdy został nauczycielem globalnym przestrzegał przed kłamstwami, które prowadzą do tej śmierci.

„Prawda nas zniewoli” – pisał przecież guru destrukcji i miał rację: prawda dyktuje, wręcz narzuca, określone wybory, nawet takie, które są skrajnie niekomfortowe czy niebezpieczne. Gdy się ją usłyszy, nie można już być starym człowiekiem, trzeba wszystko zostawić, żeby zacząć od nowa bez względu na straty. Ostatnio takiego wyboru dokonał dyrektor warszawskiego szpitala prof. Bogdan Chazan, który nie podał adresu placówki, gdzie pacjentka mogłaby abortować swoje niepełnosprawne dziecko. Zapłacił utratą spokoju, pozycją i stanowiskiem.

Jego historia pokazuje, jak działa sumienie – nieraz prowadzi do sytuacji, które z punktu widzenia kariery i wygody są katastrofą.

Bo sumienie jest szalone, idzie na żywioł jest skrajnie niewyrachowane i nie wie, co to kalkulacja.

Dlatego mówi się o nakazie sumienia, ponieważ jest potężnym imperatywem, opcją, w której przestaje się liczyć, czy ktoś uzna nas za ciemniaka, głupka, czy zostanę bez pracy, czy będę miał za co spłacać kredyt. Ale są przypadki skrajne, z gatunku heroicznych. Czy dać schronienie żydowskiej rodzinie, choć grozi za to natychmiastowa śmierć?

 

Czy są tu ludzie sumienia?

Święty już Jan Paweł po każdym pobycie w Polsce zostawiał kilka haseł i gestów, które wrzynały się w pamięć i drążyły. Mówił, że każdy ma swoje Westerplatte, czy też, że „Polska potrzebuje ludzi sumienia”. I jego wypowiedzi są jak wino – z biegiem czasu stają się bardziej cenne i esencjonalne. Prawie dwadzieścia lat po kilkugodzinnym pobycie w Skoczowie możemy się zastanawiać, czy dostrzegł nadciągający kryzys, te liczne banalne wybory, których codziennie jesteśmy świadkami?

Na razie Pan Bóg nie ustawia nam poprzeczki zbyt wysoko, a cena wierności wewnętrznemu głosowi, nie jest nadmiernie wygórowana. Karą – nagrodą jest wyszydzenie, kpina, opinia frajera, skromne życie.

Dzisiaj jeszcze testy na sumienie nie są trudne. Jest jednak pewna obawa: jeżeli będziemy wciąż banalnie oblewać ten nasz sprawdzian, kolejne zadania mogą okazać się zdecydowanie trudniejsze.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Alina Petrowa-Wasilewicz

Alina Petrowa-Wasilewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Alina Petrowa-Wasilewicz
Alina
Petrowa-Wasilewicz
zobacz artykuly tego autora >