Jak Kanye West z „poszukiwacza złota” stał się dzieckiem Bożym

Duch Pański wieje kędy chce. Czy Kanye West znany z rozwiązłego stylu życia rzeczywiście porzucił dawną pozę skandalisty, aby poświęcić się szerzeniu Dobrej Nowiny?

Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pod koniec września 2018 miał pojawić się dziewiąty studyjny album Kanyego Westa, który na szerokie wody sławy wypłynął za sprawą kawałka „Gold digger” wydanego dziesięć lat temu. Zapowiedzi krążka „Yandhi” były bardzo szumne, ale do tego fani Westa już się przyzwyczaili. Ku ich zdumieniu i krytyków muzycznych mąż Kim Kardashian wydaje płytę „JEZUS IS KING”, przybiera białą albę i wszędzie szerzy Królestwo Boże.

Ci, którzy od jakiegoś czasu obserwują karierę artysty wiedzą, że oprócz doskonałego zmysłu muzycznego swoją popularność zdobył wokół licznych skandali i kontrowersji.

 

Zabłądźmy dzisiejszej nocy

Jeszcze przed rokiem bohater tekstu promował rozwiązłość i bezpruderyjność. Przesłuchałem jeszcze raz kawałek „I love it”, który nagrał razem z Lil Pumpem. Żaden wers nie jest możliwy do zacytowania za sprawą szeregu wulgaryzmów oraz pejoratywnych określeń kobiet. Sam Kanye właśnie na opisach swoich „przygód” z kobietami zdobył swoją popularność. Tekst wspomnianej wcześniej piosenki „Gold digger” nie opowiada więc o poszukiwaczach złota. Jest to slangowe określenie kobiety „poszukującej złota” w kieszeniach bogatych i wpływowych mężczyzn. Aby pozyskać owe złoto posuwa się do wiadomych czynów.

Wiele kontrowersji wzbudził też teledysk do piosenki „Famous”, gdzie pojawiają się całkowicie nagie gwiazdy – Rihanna, Taylor Swift, Ray J, Bill Cosby, Kim Kardashian, a nawet Donald Trump. Lista skandali będąceych udziałem zarówno Westa jak i jego żony Kim Kardashian nie ma końca. Skupmy się jednak na tym, co sprawiło, że gwiazdor promujący rozwiązły styl życia niespodziewanie chwali Boga wraz z chórem gospel i zabrania swoim współpracownikom przedślubnego seksu?

 

Walka z „subtelnymi problemami”

Zalążek duchowej przemiany rapera można upatrywać w wydarzeniu, które miało miejsce w listopadzie 2016 roku. Wtedy to West próbował zaatakować pracownika siłowni należącej do jego trenera personalnego. Osobisty lekarz celebryty tłumaczył jego zachowanie tym, że „jest wycieńczony i obecnie boryka się z zaburzeniami snu” oraz „zmaga się z wieloma innymi, znacznie bardziej subtelnymi problemami”.

Niektórzy jako przyczynę wskazywali fakt, że West nie do końca uporał się ze stratą swojej matki i co roku w listopadzie mocno przeżywa wydarzenia z przeszłości. Zdaniem lekarza cierpiał również na „tymczasową psychozę”. Ostatecznie trudna do zniesienia presja i “wewnętrzne głosy” sprawiły, że trafił on do szpitala psychiatrycznego na leczenie.

 

 

Chrześcijanin Geniusz Miliarder Kanye West

Jeszcze na początku listopada raper w rozmowie z projektantem butów Yeezy Stevenem Smithem pół żartem, pół serio mówił, że zastanawia się nad zmianą nazwiska na „Christian Genius Billionaire Kanye West”.

– Kiedy ludzie mówią, że nazywanie siebie miliarderem jest idiotyczne, to ja odpowiadam, że zmienię sobie nazwisko na Chrześcijanin Geniusz Miliarder Kanye West i przez rok będziecie się uczyli, co to dosłownie znaczy… To będzie też na moich tablicach rejestracyjnych

– stwierdził. 

 

Kanye-megaloman to przeszłość?

Z jednej strony mamy powyższe deklaracje Westa, z drugiej zaś te opisane przez magazyn „People”. Opisuje on udział nawróconego rapera w specjalnym nabożeństwie prowadzonym przez pastora Joela Osteena w Teksasie. Podczas swojego wystąpienia mówił on o swojej duchowej przemianie:

– Wiem, że Bóg wzywał mnie od dawna, ale diabeł rozpraszał mnie przez wiele lat. Kiedy przeżywałem najgorsze momenty mojego życia Bóg był tam ze mną, wysyłał mi wizje i inspirował mnie. Pamiętam, jak siedziałem w szpitalu na UCLA po załamaniu nerwowym i narysowałem kościół, który chcę założyć w centrum Calabasas.

Dalej zapewniał, że ta zmiana jest stała:

–  Zniknęła ze mnie cała arogancja i zarozumiałość, teraz Bóg wykorzystuje te cechy w inny sposób. […] Ponieważ za każdym razem, gdy się budzę, mówię sobie: “Jestem tutaj w służbie Bogu i żadna broń skierowana w moją stronę nie będzie mi zagrażać”. […] Jezus zwyciężył. Już mówiłem o mojej arogancji i zarozumiałości. Teraz największy artysta, którego Bóg kiedykolwiek stworzył, pracuje dla niego.

 

„Z czego się śmiejecie?”

We wspomnianej wcześniej rozmowie ze Smithem West potwierdził plotki o tym, że będzie kandydował na prezydenta USA.

Kiedy w 2024 roku będę kandydował na prezydenta… Czemu się śmiejecie? Moglibyśmy stworzyć tak wiele miejsc pracy

mówił.

Polityka amerykańska w porównaniu z polską rządzi się zupełnie innymi prawami. Tam im wcześniej padnie deklaracja o starcie w wyborach prezydenckich, tym większe szanse, że dana osoba zasiądzie na fotelu w Gabinecie Owalnym. Amerykanów nie dziwi więc pora ogłoszenia przez gwiazdora politycznych planów. Niektórzy bardziej zastanawiają się, co kierowało Westem przy podjęciu takiej decyzji. Warto jeszcze wspomnieć o tym, że dobrym znajomym muzyka jest obecny prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Możliwe, że pomysł startu ma z tym związek.

 

Nagła przemiana Kanyego Westa jest dla niektórych mocno dyskusyjna. Same zapowiedzi startu w wyborach prezydenckich to raczej pobożne życzenia, nie realna chęć wpływu na politykę. Kolejnym jest zapewnienie o końcu megalomanii, by potem mówić o sobie jako geniuszu i miliarderze. Deklaracja o stworzeniu swojego kościoła jest również bardzo niepokojąca.

Uradowałbym się, jeśli zmiana czapek z daszkiem i luźnych ciuchów na jasną albę jest prawdziwa i szczera, że chce on iść przez życie z Jezusem. Bardzo często moment nawrócenia to czysto emocjonalne przeżycie, które po pewnym czasie mija. Czy West dołączy do nawróconych gwiazdorów pokroju rapera Lecrae czy Briana Welscha z zespołu Korn? Życzę mu tego z całego serca i będę o nim pamiętał w swojej modlitwie.

 

 

 

Maciej Skotnicki

Maciek Skotnicki

Social Media Evangelist Stacji7. Fan nowych technologii i nowoczesnych metod marketingu. Absolwent Wydziału Humanistycznego AGH na kierunku kulturoznawstwo. Były prezes stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej. Uzależniony od Netflixa oraz czytania Pisma Świętego.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >

Pokolenie Tamagotchi traci lajki na Instagramie

Po kilkunastu miesiącach testów Instagram podjął decyzję, aby globalnie ukryć liczbę polubień pod materiałami na swojej platformie. Czy ten zabieg coś zmieni w działaniu „pokolenia Tamagotchi"?

Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z każdym rokiem coraz więcej swoich aktywności przenosimy do sieci. Media społecznościowe są dla nad głównym kanałem wiedzy o świecie, ale także szukania akceptacji. Przełomowa decyzja Instagrama o ukryciu liczby reakcji pod materiałami może coś w tym temacie zmienić. 

 

Pić, jeść, spać

Tymi trzema podstawowymi aktywnościami duet raperski Taconafide charakteryzuje swoje pokolenia przyrównując je do japońskiej zabawki popularnej w latach 90. XX w. Sam kawałek „Tamagotchi” śpiewała cała Polska, radia puszczały go co godzinę, a jego przeróbek nie sposób zliczyć. Duet podczas koncertów wypełniał największe sale widowiskowe w Polsce w tym Stadion Narodowy. Czy jednak diagnoza o „pokoleniu Tamagotchi” jest trafiona?

Słuchając całej piosenki można stworzyć profil psychologiczny osoby należącej do owego pokolenia. Jest to osoba między 16 a 25 rokiem życia, z rówieśnikami kontaktuje się przy pomocy komunikatorów internetowych. Ogląda Netflixa oraz zamawia jedzenie przez Uber Eats. Relacje z innymi traktuje powierzchownie skrywając się  między „DM’ami”, czyli wiadomościami prywatnymi, gdzie swoje uczucia przekazuje za pomocą emotikonów. Często ma stany depresyjne, w tym hikikomori.

 

Cały tekst piosenki przesłuchasz poniżej:

 

Więzień własnego pokoju

Ten niepokojący „trend” został po raz pierwszy zauważony i opracowany w Japonii. Hikikomori jest określane przez wielu jako choroba społeczna. Objawia się głównie tym, że osoba dotknięta tym zaburzeniem izoluje się od społeczeństwa. Często przybiera to skrajną postać. Zamyka się ona w swoim pokoju rezygnując z kontaktów towarzyskich i hobby, które wymaga wyjścia na zewnątrz. Ogólnie rzecz ujmując, „wypisuje się” ze społeczeństwa. Jej głównym oknem na świat jest Internet.

 

Płatki śniegu

Źródłem kolejnego spostrzeżenia badaczy młodego pokolenia naszej populacji jest film „Fightclub”. Pada tam stwierdzenie: „Nie jesteś wyjątkowy. Nie jesteś pięknym i niepowtarzalnym płatkiem śniegu”.

„Płatki śniegu” są to osoby wchodzące w dorosłość po 2010 r. Ich głównym problemem są niewielkie umiejętności radzenia sobie ze stresem. To sprawia, że często chorują na depresję, nie potrafią sobie również radzić z problemami i krytyką. Zwracają one też uwagę na swoją indywidualność, co w sposób szczególny przejawia się pogonią za akceptacją przy pomocy mediów społecznościowych. 

 

Ślepa pogoń za fejmem

Żyjemy w kulturze cyfrowego narcyzmu. Wielu z nas chce w jakiś sposób zaistnieć, stać się wpływowym. Internet umożliwia szybkie rozwinięcie naszej „kariery”. Wystarczy założyć profil na jednym z kanałów społecznościowych i zrobić coś, co sprawi, że nasze treści będą miały duży zasięg.

Ale nawet gdy publikujemy zdjęcie na Facebooku lub Instagramie łapiemy się na tym, że zanim to zrobimy, kalkulujemy w głowie, czy owa treść spodoba się innym i zapewni nam choć niewielką popularność. A w czym się objawia szacunek w świecie social mediów? Oczywiście, że lajkami. Gdy ich nie mamy pod swoim postem czujemy podskórnie, że coś jest nie tak. Może to w skrajnych przypadkach doprowadzić do stanów depresyjnych. Znane są też przypadki, że właśnie z takiego powodu młoda osoba popełniła samobójstwo. 

 

 

To właśnie liczba łapek w górę, serduszek czy innych reakcji decyduje bardzo często o tym, czy i my zainteresujemy się daną treścią. I właśnie ta pogoń będzie teraz utrudniona, ponieważ w piątek (15.11) Instagram ukrył liczbę „serduszek” pod postami na swojej platformie.

Testy tego rozwiązania trwały już od 2018 roku. Na początku wprowadzono je m.in. we wspominanej wcześniej Japonii. Od teraz nie zobaczymy już ile lajków zdobyli nasi znajomi czy też popularne w serwisie osoby. To rozwiązanie ma też ukrócić opisywany szeroko proceder kupowania „lajków” przez Instagramerów.

 

Wygląda na to, że Taco Hemingway oraz Quebonafide mówiąc o „pokoleniu Tamagotchi” mieli po części rację. Coraz częściej szukamy akceptacji w odmętach sieci. Idziemy przez to życie nie wypuszczając smartfona z rąk. Coraz częściej nie potrafimy rozmawiać ze sobą na żywo, ponieważ potrafimy się bardzo dobrze komunikować przy pomocy emotikonów i gifów.

Czy zmiana Instagrama coś zmieni? Czas pokaże. Być może zmniejszy to liczbę depresji i w skrajnych wypadkach samobójstw. Jedno jest pewne. Jeśli sami nie zmienimy swojego stosunku do mediów społecznościowych, ukrycie reakcji nic nie da. 

Maciej Skotnicki

Maciek Skotnicki

Social Media Evangelist Stacji7. Fan nowych technologii i nowoczesnych metod marketingu. Absolwent Wydziału Humanistycznego AGH na kierunku kulturoznawstwo. Były prezes stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej. Uzależniony od Netflixa oraz czytania Pisma Świętego.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap