Miłosierna 14. Supermoc #2. Głód z nieba rodem

Co jest trudniejsze - dawanie czy branie?

Noworoczne świętowanie za nami, zimne ognie zdążyły ostygnąć, czego nie można powiedzieć – mam nadzieję – o Twoim zapale do realizacji noworocznego postanowienia. Być może zastanawiasz się, kiedy przystąpić do jego wypełniania. Jeżeli pozwolisz, chciałbym coś zasugerować – hic et nunc, jak mawiali starożytni – tu i teraz. Chwila! A może jeszcze nie zdążyłeś podjąć żadnego postanowienia. Szał sylwestrowego wieczoru, gdy balowe kreacje usiłują przekrzyczeć huk pokazów pirotechnicznych, nie sprzyja refleksji. Muszę przyznać, że mi nie udało się jeszcze niczego postanowić. Spróbujmy zatem razem znaleźć jakieś dobro, którego spełnienia można by sobie życzyć w dopiero co rozpoczętym roku 2016.

 

Ziemia ujrzała swego zbawiciela – śpiewa się dzisiaj w kościołach w refrenie psalmu responsoryjnego na melodię Gdy się Chrystus rodzi albo innej kolędy. Spróbujmy potraktować tę zbieżność jako nieprzypadkową. Święty Josemaría Escrivá napisał kiedyś, że gdy przygląda się wizerunkom Dzieciątka Jezus, rozmyśla nad tajemnicą uniżenia Syna Bożego – Wszechmocny zechciał ukazać się nam jako bezbronny, zechciał potrzebować ludzi (To Chrystus przechodzi, n. 18). Jak wielki szacunek okazał Bóg Maryi i Józefowi przez to, że włączył ich w swój zbawczy plan. Jak wielkim szacunkiem oraz ogromnym zaufaniem obdarza Ciebie i mnie powierzając się pod osłoną chleba i wina, byśmy nieśli Go innym. W tym geście miłosierdzia karmi nas, głodnych Jego obecności, i jednocześnie przynagla, byśmy i my karmili Jego ciało – Kościół – uczynkami miłości wobec bliźnich.

 

Gerard_van_Honthorst_001

 

Dziecię Jezus leżące w żłóbku uczy nas postawy pokornej akceptacji, umiejętności przyjmowania darów. Nie chodzi o mirrę, kadzidło, złoto albo inne błyskotki, ale kłujące siano posłane pieczołowicie przez Józefa czy ciepły oddech oślęcia ogrzewający stópki Bożego Syna. Bywa, że dawanie jest trudne, choć przecież mówi się, że sprawia ono wiele szczęścia, czego dowodem jest choinka obwarowana w wigilijny wieczór stosem kolorowych pakunków. Jednak to branie, tzn. przyjmowanie – w pokorze, z godnością i nieudawaną wdzięcznością – stanowi wyczyn godny bohatera.

 

Wracając do naszego postanowienia, czy nie sądzisz, że warto popracować odrobinę nad postawą wdzięczności, porzuceniem przekonania, że sam sobie wystarczysz. Czemu nie zaryzykować sprawienia bratu/siostrze autentycznej radości, której źródłem może być spełnienie pierwszego uczynku miłosierdzia wobec Ciebie. Myślę o jakiejś drobnej czynności, którą zwykłeś robić samemu, a z jakiegoś powodu obawiasz lub wstydzisz się poprosić kogoś o pomoc. Postanowienie noworoczne to w tym miejscu trochę patetyczne określenie. Może lepiej:


Trening #2

A żeby go wykonać wystarczy, że np. poprosisz kogoś o poradę, opinię czy drobną przysługę. Niekoniecznie musi to być najlepszy przyjaciel. Jako partnera treningowego warto dobrać osobę, która czuje się słabsza, zależna, może popadła w kompleksy albo sama nie może odnaleźć się w gąszczu życiowych wyborów. Zobaczysz, że gdy okażesz jej, że jest potrzebna, oboje na tym skorzystacie, a suma dobra na świecie wzrośnie. W razie problemów polecam wstawiennictwo św. Jana Chrzciciela, który nie będąc godzien odwiązać rzemyka u sandała Mesjasza, na Boże wezwanie głosił Słowo i to z radością, która kazała mu zaspokajać głód miodem i szarańczą. Takiego głodu życzmy sobie u progu Nowego Roku.

 

Paweł Zagórski, alumn II roku WSD w Pelplinie

 

Show comments

Miłosierna 14: Supermoc #1. Ręce Bożej Mocy

W tym miesiącu na tapetę bierzemy Superbohatera o imieniu „Głodnych nakarmić”

Jest 1 stycznia 2016 roku. Jaki ten rok będzie? Zależy tylko od Ciebie. Nowe postanowienia, marzenia, plany, ambicje. Jednym słowem: nowy początek. Mam zatem dla Ciebie propozycję nowego rozdania, jak w pokerze. Dotychczasowe partie są już za Tobą i czas na następną. Pewnie sobie myślisz, że nie wiem o czym mówię i powtarzam wyświechtane zwroty i frazesy, z których nic nie wynika. Otóż doskonale wiem. I wiem też, że po ludzku podejmiemy kolejne postanowienia noworoczne i już po tygodniu przeżyjemy kolejne frustracje z powodu ich niedotrzymania. Ale! Dzisiejsza liturgia słowa wprowadza nas doskonale w to, czym chcemy się z Wami dzielić przez ten rok. Psalmista bowiem mówi: „Bóg miłosierny niech nam błogosławi” (Ps 67,2). I rzeczywiście Bóg nie zaprzestaje nam dawać ani swojego miłosierdzia, ani błogosławieństwa. Pokażę Ci teraz jak to się ma do pierwszego uczynku miłosierdzia względem ciała „Głodnych nakarmić”.

 

Myślę, że znasz doskonale scenę rozmnożenia chleba. Nie jest ważne którą, ani z której Ewangelii, ale zasadniczo masz pojęcie, że coś takiego jest gdzieś opisane. Jest tam taki moment, w którym Jezus mówi do Apostołów: „Wy dajcie im jeść”. Wyobrażasz sobie, co pomyśleli ci faceci? Oszalał, zwariował, że niby jak mamy nakarmić tysiące ludzi jak to, co jest do jedzenia nie wystarczy nawet dla naszej trzynastki? A Jezus, w przeciwieństwie do Apostołów, doskonale wiedział co robi. Oczywiście na pierwszy rzut oka i całkiem słusznie stwierdzisz, że: no tak, chciał okazać miłosierdzie tym zebranym tłumom, bo byli głodni, więc ich nakarmił. A prawda jest taka, że większe miłosierdzie okazał tym Apostołom, którzy właśnie osądzili Go w sercu, że jest wariatem. Oni byli blisko Niego. Doskonale widzieli ile jest chlebów i ile ryb. Wydawało im się, że wiedzą więcej. I właśnie to ich zgubiło. Bo ten z numerem 4793 to już niewiele widział. Może jakiś kontur Jezusa stojącego na wzniesieniu. A potem to już tylko się cieszył, że się najadł. A oni czuli, że dzieje się coś niemożliwego. To był taki teścik na ufność. I oni skutecznie go oblali, a potem jeszcze nie zaliczyli poprawki (czy to płynąc łodzią z Jezusem, kiedy im powiedział, że nie rozumieją na podstawie chlebów tego, co zaszło, czy też przy drugim rozmnożeniu) potem nie zdali warunku w Ogrójcu i dopiero poprawa warunku przy Zesłaniu Ducha Świętego była skuteczna.

 

rozmnozenie

 

To właśnie wobec nich Jezus okazał największe miłosierdzie, pozwolił im fizycznie go dotknąć. Wyobraź sobie jakie musiało być ich zdziwienie, kiedy Jezus tak im podawał te chleby i podawał, i to podawanie niemalże nie miało końca. Oni widzieli, że dzieje się cud, na ich oczach i zapewniam Cię, że patrzyli na twarze tych karmionych i widzieli uśmiech zadowolenia z powodu napełnionego brzucha. Oni byli rękami Boga, choć może nie do końca zdawali sobie z tego sprawię.

 

Pomyśl sobie, że Twoje dłonie też są dłońmi Boga, którymi spełniając Jego zadania możesz uszczęśliwić innych. I ja mam dla Ciebie taką misję treningową, która pozwoli Ci wykształcić supermoc Rąk Bożej Mocy.


Trening #1

Przygotuj swojej rodzinie śniadanie. Wstań rano. I tak, jak najlepiej umiesz przygotuj dla nich to, co lubią. A potem zjedzcie śniadanie razem. Poczuj się tak, jak Apostołowie. Popatrz na uśmiechy Twoich bliskich i bądź z siebie dumny. Należy Ci się! A jeśli mieszkasz sam i nie masz możliwości przygotowania śniadania komuś innemu, to zrób dla siebie wykwintną ucztę ;) taką, na którą nigdy nie masz czasu, albo zwyczajnie nie chce Ci się jej robić. Pamiętaj, dobre śniadanie to podstawa funkcjonowania przez cały dzień. I uśmiechaj się. A kiedy już przejdziesz ten trening, nigdy nie zapominaj, że dysponujesz Rękoma Bożej Mocy.

Smacznego!


 

Karolina Olszewska, II rok studiów doktoranckich WT UMK w Toruniu

 

Show comments