LUDZIE

Niecodzienny jubileusz. S. Adamina świętuje 106 lat życia

Urodziła się, gdy świat opanowała pierwsza wojna światowa. Kiedy wybuchła druga, ona składała profesję u Albertynek. S. Adamina Marii Koczur świętowała niezwykły jubileusz.

Polub nas na Facebooku!

– Serce s. Adaminy jest nie tylko mocne, o czym świadczy kolejny jubileusz, ale i pojemne, i każdy z bliskich, zarówno tu obecnych, jak i na wspólnym świętowaniu nieobecny, ma w tym sercu swoje wyjątkowe miejsce – tymi słowami przełożona wadowickiej wspólnoty sióstr albertynek, s. Urszula Zyzak, powitała zgromadzonych na niecodziennej uroczystości. 5 września w zakonnej kaplicy odprawiona została Eucharystia, której przewodniczył o. Leszek Stańczewski – przeor klasztoru ojców karmelitów w Wadowicach, a okolicznościową homilię wygłosił ks. prałat Stanisław Czernik z Andrychowa, rodzinnego miasta S. Adaminy. W trakcie liturgii wyśpiewano radosne “Te Deum” za tajemnicę powołania siostry Adaminy i tych wszystkich, którzy wraz z nią w minionym czasie doświadczali dobroci i miłości Boga, a jubilatka ponowiła śluby ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, które pierwszy raz złożyła 8 grudnia 1940 roku. 

 

 

W świętowaniu wzięli udział kapłani związani ze wspólnotą, przełożona generalna zgromadzenia, s. Teresa Maciuszek i przełożona prowincjalna Prowincji Krakowskiej – s. Kamila Laskowska, a także przedstawiciele rodziny jubilatki.

Wszyscy zgodnie przyznają, że pogodne znoszenie podeszłego wieku, cichość, pokój to niewątpliwie owoce jej ducha rozmodlenia, którym daje wymowne świadectwo wartości życia oddanego bez reszty Bogu.

Po zakończeniu liturgii wszyscy spotkali się w zakonnym refektarzu, aby złożyć siostrze Adaminie życzenia. 106 cm tortu na 106 urodziny – tak siostry z domowej wspólnoty podkreśliły niecodzienny jubileusz, a solenizantka pogodnie zdmuchnęła tegoroczne świece…

Siostra Adamina – Maria Koczur urodziła się w Andrychowie 6 września 1914 r. W roku 1937 wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim. Przez lata życia zakonnego posługiwała w kilkunastu domach zgromadzenia, m. in. Bochni, Zakopanem. Krakowie czy Przemyślu. Najdłużej związana była z domem w Wadowicach, gdzie mieszka do dziś. 

 

ah, archidiecezja krakowska/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Kapelani w okopach. Bitwa Warszawska

Biskupi odpowiadając na apel Józefa Piłsudskiego o „dobrych kapelanów”, którzy by "szli w szeregach razem z żołnierzami a w okopach podnosili ich na duchu", zgodzili się do wojska skierować 5 proc. spośród kapłanów w swoich diecezjach. W sumie w szeregach stanęło wówczas ponad 500 kapelanów.

Polub nas na Facebooku!

Około 25 tysięcy ochotników zasiliło walczące oddziały wojska podczas Bitwy Warszawskiej. Był to wynik szerokiej akcji agitacyjnej władz państwowych, samorządowych, organizacji społecznych oraz w dużej mierze wspólnot kościelnych i wyznaniowych. 

Głos Kościoła w tej powszechnej mobilizacji była najistotniejszy na wsi, gdyż warstwy chłopskie – poza Mazowszem i terenami bezpośredniego zagrożenia – do tej wojny odnosiły się z pewną rezerwą. Zaciąg ochotniczy był spontaniczny; najmłodszymi byli 15-letni uciekinierzy z domu, najstarszym 65-letni mężczyzna, którego trzej synowie byli już w wojsku.

Biskupi – zgromadzeni na swej kolejnej konferencji w Gnieźnie na początku sierpnia – odpowiadając na apel Józefa Piłsudskiego o „dobrych kapelanów”, którzy by “szli w szeregach razem z żołnierzami a w okopach podnosili go na duchu”, zgodzili się do wojska skierować 5 proc. spośród kapłanów w swoich diecezjach. Wielu prefektów wraz z młodzieżą ochotniczo zgłosiło się do służby. W sumie w szeregach stanęło wówczas ponad 500 kapelanów.

W odezwie z 9 lipca 1920 r. kard. Kakowski, metropolita warszawski, wzywał kapłanów: “Wobec powiększenia się kadrów wojskowych i płynącej stąd potrzeby obsługi duchowej, wzywam kapłanów archidiecezji do zgłaszania w Kurii Metropolitalnej swej kandydatury na kapelanów wojskowych, a tymczasem wszyscy pozostali kapłani powinni stać na powierzonych sobie przez władzę stanowiskach. Całemu podwładnemu duchowieństwu polecam z jak najbardziej wytężoną gorliwością spełniać wszystkie obowiązki pasterzowania nie tylko za siebie, lecz i za tych, co obsługiwać będą zastępy ochotnicze obrońców ojczyzny.”

Odpowiedział na ten apel m. in. ks. Ignacy Skorupka, 27-letni kapelan-ochotnik, który stał się symbolem „cudu nad Wisłą” i batalii z bolszewikami w 1920 r. Ignacy Skorupka został kapelanem 236. ochotniczego pułku piechoty (Legii Akademickiej), złożonego głównie z gimnazjalistów i studentów. Pełnił też m.in. funkcje notariusza warszawskiej kurii metropolitalnej oraz kapelana Ogniska Rodziny Maryi na Pradze.

31 lipca wypadały akurat imieniny Ignacego. Przyjmując w ognisku życzenia od podopiecznych zapewniał siostry i sieroty: – “Nie martwcie się. Bóg i Matka Boska Częstochowska, Królowa Korony Polskiej, nie opuści nas i ześle nam człowieka, jak ksiądz Kordecki, jak Joanna d’Arc we Francji. Człowiek ten stanie na czele armii, doda odwagi i nastąpi zwycięstwo. Bliskim jest ten dzień. Nie minie dzień 15-ty sierpnia, dzień Matki Boskiej Zielnej, a wróg będzie pobity”.

Ks. Skorupka wraz ze swym oddziałem stacjonował na warszawskiej Pradze. Późnym wieczorem 13 sierpnia, wyruszył z koszar na front – przez Ząbki i Rembertów przedostał się do Ossowa pod Wołominem. W nocy nieprzyjaciel był już pod wsią. 14 sierpnia, w czasie jednego z kontrataków na pozycje wroga, duchowny włączył się szeregów zagrzewając do boju.

Niedługo później, po bohaterskiej śmierci, ks. Skorupka był już postacią legendarną. Według relacji świadków, młody, 27-letni kapelan dodawał odwagi współtowarzyszom. W taki sposób opisywał to metropolita warszawski: „W bitwie pod Ossowem młodociany żołnierz nie wytrzymał ataku i zaczął się cofać. Cofali się oficerowie i dowódca pułku. wtedy ks. Skorupka zebrał koło siebie kilkunastu chłopców i z nimi poszedł naprzód. Widząc cofającego się dowódcę pułku, krzyknął do niego: +Panie pułkowniku, naprzód!+. +A ksiądz?+, zapytał pułkownik. +Panie pułkowniku, za mną!+. +Chłopcy za mną!”. Poszli naprzód. Wielu poległo; padł rażony granatem i ks. Skorupka” – pisał kard. Kakowski, który – jak podkreślił – po bitwie zbierał relacje u rannych pod Ossowem.

W rzeczywistości kapelan zginął od postrzału karabinowego w głowę. Przed pójściem do boju nałożył na szyję stułę. W zależności od przekazów, mógł mieć na sobie także komżę lub żołnierski płacz. Wiele relacji wskazuje, że dzierżył w ręce krzyż. Tak też utrwalił jego ostatnie chwile dwukrotnie Jerzy Kossak, autor obrazów: „Śmierć ks. Ignacego Skorupki” oraz „Cud nad Wisłą”. W obu przedstawieniach ksiądz jest centralną postacią w walce.

Chwila śmierci ks. Skorupki – w świetle rosnącej legendy – miała być punktem zwrotnym w bitwie pod Ossowem i w dziejach całej wojny 1920 r. Sowieci wzięci do niewoli opowiadali, że widzieli księdza w komży z krzyżem w ręku, a nad nim Matkę Boską. Jakżeż mogli strzelać do Matki Boskiej, która szła przeciwko nim. Do tej chwili – jak podawano – Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami.

Urzędowe pismo archidiecezji warszawskiej upowszechniło ten przekaz i historię śmierci kapelana: “Ten cichy i świętobliwy kapłan, którego tak świeżo jeszcze widzieliśmy między nami, powołany został do spełnienia w przełomowej chwili naszych dziejów z obecnej wojny posłannictwa Joanny d`Arc. (…) Niestety wielkie rzeczy nie dopełniają się bez wielkich ofiar. Ofiarą, którą wybrał Bóg przed innymi dla odkupienia wolności i zwycięstwa Polski, była świętobliwa dusza ks. Ignacego Skorupki. Zmarł z podniesionym w górę krzyżem z modlitwą na ustach, dając przykład wiary, patriotyzmu i zaparcia się siebie. Warszawa zrozumiała znaczenie tej śmierci. Umarłemu dla wyzwolenia milionów zgotowało wojsko i społeczeństwo hetmański pogrzeb.”

W podobnie patetycznym tonie pisały popularne czasopisma. Pierwsze wiadomości o śmierci kapelana pojawiły się w prasie zaraz po 14 sierpnia a następnie zostały przedrukowane w tytułach i dodatkach w niemal całym kraju. W kręgach kościelnych głoszono ponadto, że kapelan miał wizję Matki Boskiej Królowej Korony Polskiej i po tym widzeniu ks. Skorupka miał poderwać do kontrataku zaległych pod ogniem żołnierzy polskich i dzięki temu dokonać przełomu moralnego i militarnego w zmaganiach o stolicę.

Szczególny kult dla postaci ks. Ignacego Skorupki miał papież Pius XI, który jako nuncjusz apostolski w 1920 r. był w Warszawie, której nie opuścił – o czym pisaliśmy wcześniej – w chwili zagrożenia przez bolszewików. W Loreto, w sanktuarium NMP, na freskach w kaplicy polskiej polecił umieścić wizerunek Ikony Częstochowskiej, po lewej stronie obrazu – postać ks. Skorupki, po prawej – kardynałów Kakowskiego i Dalbora oraz swoją podobiznę, gdy był nuncjuszem w Polsce (nad jego głową umieszczono papieską tiarę). A w letniej rezydencji papieskiej w Castel Gandolfo Pius XI wyraził życzenie, by umieszczono imponujący fresk przedstawiający scenę spod Ossowa – wykonany przez polskiego malarza Jana Henryka Rosena – z ks. Skorupką w centralnej części.

Podobnie w świątyni na warszawskim Kamionku, gdzie w drewnianej podówczas kaplicy ks. Skorupka sprawował swoją ostatnią Eucharystię przed pójściem na front, a która od 1931 r. nosi wezwanie Matki Boskiej Zwycięskiej jako votum za zwycięstwo nad bolszewikami – jedno ze skrzydeł tryptyku głównego ołtarza przedstawia klęczącego nuncjusza abp. Achille Ratti i ks. Skorupkę w sutannie, komży, z krzyżem w ręku na polu bitwy.

Na Cmentarzu Powązkowskim rodzina bohatera wystawiła niebawem pomnik, poświęcony już rok po jego śmierci. A w 2005 r., w 85. rocznicę „Cudu nad Wisłą”, w Warszawie stanął spiżowy monument kapelana-ochotnika, ufundowany przez diecezję warszawsko-praską. Bohater spod Ossowa został pośmiertnie awansowany do stopnia majora, otrzymał też najwyższe polskie odznaczenie – Order Orła Białego. W miejscu, gdzie zginął, wznosi się dziś okazały krzyż – co roku, 15 sierpnia, odbywają się przy nim patriotyczne uroczystości.

 

al, KAI/Stacja7

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap