Pojutrze szary pył – nowa piosenka Natalii Niemen

Zobacz najnowszy teledysk Natalii Niemen do piosenki "Pojutrze szary pył" zapowiadający nową płytę artystki pt. "Niemen mniej znany". Autorem słów i muzyki jest ojciec artystki, Czesław Niemen

Polub nas na Facebooku!

Pojutrze szary pył - nowa piosenka Natalii Niemen
Zobacz najnowszy teledysk Natalii Niemen do piosenki "Pojutrze szary pył" zapowiadający nową płytę artystki pt. "Niemen mniej znany". Autorem słów i muzyki jest ojciec artystki, Czesław Niemen

 

Płyta “Niemen mniej znany” w sprzedaży ukaże 24 lutego. Krążek zawiera wybrane przez Natalię piosenki z dwóch ostatnich płyt studyjnych Niemena, “Terra Deflorata” oraz “spodchmurykapelusza”.

 

D14

 

O powstawaniu teledysku do “Pojutrze szary pył” Natalia mówi tak:

Mając w głowie kilka pomysłów na zobrazowanie pięknego i życiowego wiersza mojego taty “Pojutrze szary pył”, spotkałam się z Bartkiem Piotrowskim, świetnym operatorem, reżyserem, malarzem i muzykiem w jednym. Do moich pomysłów Bartek dokładał swoje, na której to bazie stworzył później scenariusz do tej przejmującej historii. Historii syna marnotrawnego, który (inaczej niż w wierszu mojego taty, gdzie autor konstatuje, że synowie choćby nie wiem co, nie zawracają ze swoich złych dróg i potem, jako dojrzali mężczyźni muszą borykać się z poczuciem winy) zmienia się na lepsze. Jest to syn, który wraca do ojca i co chyba najważniejsze, zostaje przyjęty z kompletnie bezwarunkową miłością. Pragnę, aby moja muzyka dawała nadzieję“.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dlaczego tłusty i dlaczego czwartek?

"Kiej ostatki, to ostatki, Niech się trzęsą babskie zadki!”.

Iwona Podgórska
Iwona
Podgórska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dlaczego tłusty i dlaczego czwartek?
"Kiej ostatki, to ostatki, Niech się trzęsą babskie zadki!”.

Czytając słowa jednej z ludowych przyśpiewek można się spodziewać, że Tłusty Czwartek kiedyś obchodzony był z większym, i to nie tylko kulinarnym, rozmachem. Dziś jemy pączki i chrust zapominając o jeszcze niedawno poczynionych noworocznych postanowieniach: „będę jeść mniej”, „zacznę żyć zdrowo i ćwiczyć regularnie”.

No dobrze, a skąd właściwie pomysł na Tłusty Czwartek? Okazuje się, że w niektórych krajach na odrobinę szaleństwa ludzie pozwalają sobie tylko we wtorek poprzedzający Środę Popielcową, a zwyczaje Tłustego Czwartku są im zupełnie obce.

Rzeczywiście, pierwotnie hucznie obchodzono pożegnanie z karnawałem we wtorek. Ale jak to bywa, i dziś, gdy zabawa zaczęła się rozkręcać, trzeba było ją kończyć bo wybijała północ. Dlatego nasi pomysłowi dziadowie zaczęli żegnać karnawał od poniedziałku. Niestety, ale i to co bardziej zabawowo nastawionym przodkom, wydawało się zbyt krótkim czasem na „godne” rozstanie z pląsami i wykwintniejszym menu. No więc… może od niedzieli? Z niedzielą problem był taki, że jako dzień święty wymagała należnej świątecznej oprawy i przygotowania, które rozpoczynało się już od sobotniego popołudnia. No więc również źle! Piątek? Piątek na pamiątkę dnia śmierci Jezusa wymagał powagi, więc hulanek trzeba było w ten dzień zaprzestać.

Został więc czwartek jako najodpowiedniejszy dzień na rozpoczęcie rozstawania się z karnawałem. Oj, nasi dziadowie mieli fantazję!

A właściwie fantazję miały nasze babki, bo do XIX wieku Tłusty Czwartek zwany też Combrem, był dniem zarezerwowanym dla kobiet, w którym to właśnie one przejmowały rządy.

Tańcom i przyśpiewkom nie było końca.

Nazwa Comber nie została zaczerpnięta od przyprawy jakiej używamy w kuchni – czyli od cząbru (co mogłoby pchać nasze rozumowanie w kierunku kobiecych rewirów, czyli kuchni), ani od części półtuszy z okolicy lędźwiowej – o czym mogłyby świadczyć trzęsące się zadki z cytowanej przyśpiewki.

Nazwę zaczerpnięto od niemieckich określeń zampern, schampern lub schempern, oznaczających dosłownie „swawolenie w maskach na ulicy”.

 

 

Swawoliły dodajmy kobiety, a „w skórę” dostawali przede wszystkim kawalerowie. Tych, którym nie udało się umknąć przywiązywały do drewnianej belki, którą młodzi mężczyźni mieli za sobą ciągnąć po wiosce lub miasteczku. Była to „delikatna” sugestia, by mężczyźni porzucili kawalerski stan, gdyż w małżeństwie będzie im lżej i nikt im combrów – bo tak nazywano również ciągnięte belki – wiązać nie będzie. Trzeba przyznać, że nasze prababki może najsubtelniejsze nie były, ale działania perswazyjne wychodziły im nieźle!

 

W niektórych regionach w tym dniu przygotowywano kukłę zwaną również Combrem lub Judaszem, a uosabiającą wszelkie wady ducha i ciała mężów, ojców, braci czy narzeczonych. Gdy zabawa sięgała zenitu, kobiety wśród śpiewów i tańców niszczyły kukłę, co miało symbolizować zwycięstwo kobiecego wdzięku, sprytu i powabu nad męskim nieokrzesanym światem.

 

Ale wróćmy do pączków, bo przecież to one na dzień dzisiejszy wygrywają historyczno-obyczajową batalię o symbol Tłustego Czwartku! Nieustające spory o pierwszeństwo w „wynalezieniu” pączków nie prowadzą do jakichkolwiek pewnych ustaleń.

O kreplach (czyli o pączkach właśnie) pisał już Mikołaj Rej w „Żywocie człowieka poczciwego”:

 

„Mnieysi stanowie pieką kreple, więtsi torty”.

 

Pączki znajdujemy też w „Opisie obyczajów i dziejów za panowania Augusta III” ks. Jędrzeja Kitowicza (1727-1804), pamiętnikarza i historyka, który odnotował:

 

„Staroświeckim pączkiem trafiwszy w oko mógłby go podsinić.”

 

Zwolennicy rzymskiej teorii pochodzenia pączka odnajdą recepturę do jego przygotowania w dziele Marka Porcjusza Katona „O gospodarstwie wiejskim” datowanym na 149 r. p.n.e.!!!!

 

Obecnie nie zdajemy sobie sprawy, ale kończące post, odbywające się z dyskretnym przyzwoleniem Kościoła obżarstwo, miało również wymiar ekonomiczny. Pączki, faworki oraz tłuste racuchy były doskonałym sposobem pozbycia się zmagazynowanego na zimę tłuszczu i innych produktów pochodzenia zwierzęcego.

 

Dlaczego tłusty i dlaczego czwartek?

 

„Kto z pogardy dla chrześcijaństwa nie zachowuje czterdziestodniowego postu, winien umrzeć” – czytamy w średniowiecznych pismach.

Te gromiące lud słowa niewątpliwie mobilizowały do tego, by zrezygnować z jedzenia mięsa, ale i pozostałych produktów, takich jak:  jajka, mleko, ser, masło, smalec, zalegających w spiżarniach i wodzących na pokuszenie słabe ciało.

Na kilka dni przed Popielcem rozpoczynało się więc wielkie smażenie i gotowanie. Nie można się najeść na zapas, ale spróbować zawsze warto, stąd kilkudniowy maraton kulinarny urządzany przed nastaniem postu.

Dziś pewnie żadna z pań nie przyczepi koledze lub bratu belki, by ją ciągnął za sobą po mieście (oczywiście tylko z tego powodu, że nie ma jej aktualnie pod ręką).

Prawdopodobnie też żadna nie zrobi kukły symbolizującej wady męskiej połowy świata.

 

Świat się zmienia, my mamy nową przyśpiewkę:

 „2 minuty w ustach, 2 godziny w  żołądku i całe życie w biodrach”.

 

Ale pączki są niezmiennie pyszne!

Smacznego!

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

Iwona Podgórska

Iwona Podgórska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Iwona Podgórska
Iwona
Podgórska
zobacz artykuly tego autora >