video-jav.net

Najdziwniejszy ze światów. Recenzja “Dziennika watykańskiego”

Gdzie ukryto urządzenie zagłuszające podczas konklawe w 2005 roku? Co odkryto podczas budowy podziemnego parkingu w Watykanie? - na te i wiele innych pytań w swojej najnowszej książce odpowiada watykanista John Thavis

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Najdziwniejszy ze światów. Recenzja

Odpowiedzi tych udziela tonem eksperta, ale nie mentora – ma świadomość, że przygniatająca większość czytelników jego książki znaczną część nazw własnych, miejsc, nazwisk i wydarzeń dopiero poznaje, dlatego z cierpliwością dobrotliwego specjalisty pochyla się i przybliża tajemniczość Watykanu prostym ciekawskim. Po ponad trzech dekadach pracy w najdziwniejszym ze światów – jak sam określa Watykan – wie o nim wszystko i takie też sprawia wrażenie. Widać w tej książce mocne przekonanie o swojej racji.

Opowieść Thavisa – jak sam twierdzi – jest w pełni autentyczna i nic nie jest w niej wytworem ludzkiej wyobraźni, a wszystko stanowi jedynie wypadkową ludzkich błędów i ambicji. W dużej mierze jest to jednak historia fabularyzowana. Ma się wrażenie jakby swada, poszukiwanie sensacji, lekka ironiczność Dana Browna, połączone zostały z dziennikarską rzetelnością autorów takich jak np. John Allen (skądinąd wspomniany w tekście kilkukrotnie jako uczestnik wydarzeń).

Narracja prowadzona jest bardzo szczegółowo – precyzyjny opis drogi pracownika Bazyliki Świętego Piotra, pedantyczna relacja z obiadu dla dziennikarzy podczas lotu z Benedyktem XVI do Brazylii, czy po prostu sama mnogość nazwisk mogą zawrócić w głowie i całej książce dodają autentyzmu. Podczas lektury łatwo zapomnieć o podstawowym dualizmie, który unosi się nad każdą pracą dziennikarską. Dualizmie faktów i interpretacji.

Najdziwniejszy ze światów. Recenzja

Czytelnik, dla którego lektura Dziennika watykańskiego będzie pierwszą w temacie szczegółów życia za Spiżową Bramą, może mieć tendencję do odwieszania na kołek krytycznego spojrzenia i wciągnąć się w porywającą opowieść starego wyjadacza, dla którego nic już w Watykanie nie jest zaskoczeniem. Jest to proces spontaniczny, ale nie do końca rozsądny.

By nie pozostać gołosłownym wystarczy przytoczyć, co o konklawe, na którym wybrano kard. Ratzingera, pisze Thavis i porównać to z dziełami innych, nie mniej doświadczonych autorów. Wg podawanych przez watykanistę z Minnesoty informacji, wybór ten był do tego stopnia naturalny i oczywisty, że zakrawał o dopełnienie formalności i spodziewali się go nawet szeregowi gwardziści szwajcarscy. Tymczasem wielu dziennikarzy udowadniało, że nim wskazano Benedykta XVI, silnym konkurentem (choć brzmi to wybitnie niestosownie) był… jego następca – kard. Bergoglio. Ze środowiska kardynałów elektorów wyszły nawet głosy, że argentyński duchowny po trzecim głosowaniu sam zrezygnował, aby dać pierwszeństwo niemieckiemu prefektowi Kongregacji.

A to tylko jeden z przykładów, który pokazuje, że część interpretacji Thavisa to zawsze jedna z hipotez specjalisty, który mimo wszystkich swoich zalet, nie posiada monopolu na prawdę, ale stara się zrozumieć wydarzenia i ułożyć ze strzępków informacji mozaikę. Szalenie wiarygodną, ale tylko jedną z możliwych.

Książka bywa tendencyjna – ze swoimi sympatiami i niechęcią do poszczególnych osób autor niespecjalnie się kryje, więc uważny czytelnik zwróci na to uwagę i prędko zrozumie, w których miejscach wzmocnić czujność lektury. To oczywiście spory minus, ale da się nad nim przejść do porządku dziennego. Głównie dzięki czytelności tej postawy, bo Thavis na kartach swojego dzieła nie próbuje się maskować.

Najdziwniejszy ze światów. Recenzja

Autor nie unika trudnych tematów, nie ucieka od tabu, ale próbuje się z nim zmierzyć. Z jednej strony należy go za dziennikarską odwagę podziwiać i docenić zniuansowanie spraw zawiłych, wymagających nakreślenia szerokiego kontekstu, z drugiej – można odnieść wrażenie, jakby w jego opinii tylko używana przez niego narracja była uprawomocniona. Niby nie stawia ostrych tez (choć są wyjątki), jest wyważony w ocenach, ale między wierszami czai się nieznoszący sprzeciwu ton charakterystyczny dla średniego sortu przewodników wycieczek.

Można jednak wierzyć w dobre intencje watykanisty. Nie potępia, nie strzela na oślep oskarżeniami, potrafi być umiarkowany. Negatywny ton wielu wypowiedzi raczej nie wynika z jawnej niechęci wobec Kościoła, do czego czytelnik polskiej prasy zdołał przywyknąć. Krytykę generuje zawód wobec zachowań poszczególnych osób, instytucji mających nierzadko wielki wpływ na Kościół powszechny. Jest to krytyka z zasady konstruktywna, dostrzegająca więcej odcieni niż typowa dla wielu medialnych ekspertów tendencyjna monochromatyczność.

Zresztą tył książki zdobi pochwała autora za to, że udowadnia, że rzeczywistość ma niewiele wspólnego z medialnymi doniesieniami. Z tą tezą nie sposób nie zgodzić się już od pierwszych chwil lektury.

W czasach licealnych marzyło mi się zostanie watykanistą. Książka Thavisa przypomniała mi dlaczego.


Książka "Dziennik watykański. Serce Kościoła Katolickiego od kuchni: władza, ludzie, polityka" autorstwa Johna Thavisa ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

Fragment wstępu:

„Niniejsza książka jest dokumentem, nie wytworem wyobraźni. Wydarzenia w niej opisane naprawdę miały miejsce. […] Wszystkie postaci, bardziej i mniej znaczące, są prawdziwe. I chociaż niektóre historie mogą się wydawać lekko surrealistyczne, zapewniam, że żadna nie zrodziła się w mojej wyobraźni – całość stanowi rzetelną kronikę pewnego wycinka czasów na tym najdziwniejszym ze światów.




Przeczytaj również:


Nowoczesne papiestwo

Wywiad z Johnem Thavisem



Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Warszawskie wielkopostne kościoły stacyjne

Kard. Kazimierz Nycz i abp Henryk Hoser w liście na Wielki Post skierowali specjalne zaproszenie do wiernych do udziału w tzw. liturgii stacyjnej

Polub nas na Facebooku!

„Pragniemy w tym roku rozpocząć warszawską liturgię stacyjną Wielkiego Postu. Przez kolejne 40 dni Wielkiego Postu, od Środy Popielcowej do Niedzieli Palmowej włącznie, w wyznaczonych kościołach obu diecezji na terenie miasta Warszawy będziemy gromadzili się, aby uczestniczyć indywidualnie i wspólnotowo w przygotowywanych na ten dzień specjalnych nabożeństwach”

List był odczytywany w niedzielę 15 lutego w kościołach obu warszawskich diecezji.

Gdzie, kiedy i jak

W obu diecezjach wybrano czterdzieści świątyń, tyle ile jest dni Wielkiego Postu: 25 kościołów z archidiecezji warszawskiej i 15 z diecezji warszawsko-praskiej. Wybrano kościoły o szczególnej historii i wyjątkowym znaczeniu dla miasta. Każdy kościół będzie „stacją” jednego dnia Wielkiego Postu, co roku tego samego. Na przykład, kościołem stacyjnym dla Środy Popielcowej jest kościół Najświętszego Zbawiciela, a dla czwartku po popielcu  kościół Bogurodzicy Maryi przy Powstańców Śląskich. Każdego dnia w wyznaczonym kościele będzie obowiązywał ten sam program. Kościół otwarty będzie od 6 do 21. Przez cały dzień będzie możliwość spowiedzi, do 15 potrwa adoracja Najświętszego Sakramentu. Poza tym, o godz. 12 wspólna modlitwa Anioł Pański i Różaniec, o 15 Koronka do Miłosierdzia bądź Droga Krzyżowa, o 19. Gorzkie Żale. Na zakończenie Msza Św. o godz. 20.00.

Warszawskie wielkopostne kościoły stacyjne

Z Rzymu do Warszawy

Tradycja kościołów stacyjnych narodziła się w Rzymie. W poszczególne dni Wielkiego Postu wierni spotykali się – i spotykają – każdego dnia w innym kościele na specjalnej liturgii. Do dziś najbardziej wymownym znakiem w Rzymie jest pierwszy kościół stacyjny, w Środę Popielcową, którym jest bazylika św. Sabiny na Awentynie. To tam przeważnie papież odprawia Mszę św. rozpoczynającą Wielki Post i posypuje głowy wiernych popiołem.  Zwyczaj codziennego nawiedzania kościołów stacyjnych jest w Wiecznym Mieście bardzo żywy i dziś. Jemu poświęciła wydaną przed dwoma laty książkę „Rzymskie pasje” była ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej Hanna Suchocka.

Środa Popielcowa

Warszawskim kościołem stacyjnym w Środę Popielcową jest kościół Najświętszego Zbawiciela. Wybór kościoła ma związek z tragicznymi wydarzeniami z sierpnia 1946 r. Wydobyto wtedy z warszawskiego krematorium 6 ton prochów spalonych ludzkich zwłok i zgromadzono je w śródmiejskim kościele, a warszawiacy opłakiwać i żegnali tam prochy pomordowanych mieszkańców.

Kościoły stacyjne Starego Miasta

Idea kościołów stacyjnych nie jest w Warszawie nowa. To tu powstało i upowszechniło się pasyjne nabożeństwo Gorzkich Żali, które przez dziesięciolecia odprawiane było stacyjnie w poszczególnych kościołach Starego Miasta w kolejne dni tygodnia. To między innymi z tego powodu wśród kościołów stacyjnych nie ma – z wyjątkiem bazyliki św. Krzyża – świątyń z Krakowskiego Przedmieścia. Kościoły Starego Miasta będą kościołami stacyjnymi podczas następującego po Wielkim Poście Wielkiego Tygodnia.

Strona Archidiecezji Warszawskiej uruchomiła specjalny serwis, poświęcony kościołom stacyjnym. Znajdą się tam aktualne informacje, materiały multimedialne, a przede wszystkim przypomnienie, w którym kościele danego dnia Kościół warszawski zatrzymuje się na liturgii stacyjnej:


SERWIS ARCHIDIECEZJI WARSZAWSKIEJ:

KOŚCIOŁY STACYJNE