video-jav.net

Daleko raj

Gdzie znaleźć choćby cząstkę prawdy o Raju, skoro wciąż poruszamy się w królestwie hipotez? Czy nie tracimy Raju także i przez to, że zbyt dużo się o nim teoretyzuje?

Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„ Kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień, niech rzuci…” – śpiewał Stanisław Soyka. I zdawać by się mogło, że w tej miłej dla ucha nucie o ponadczasowej treści chodzi wyłącznie o tytułową tolerancję. „…daleko raj, gdy na człowieka się zamykam” –  dalsza część utworu nieoczekiwanie skręca na inny tor. I może słusznie, bo biednej tolerancji należy się chwila wytchnienia. Jest przecież tematem eksploatowanym na wszelkie możliwe sposoby. Nie to, co raj. On zalicza się już chyba do zagadnień wyeksploatowanych, które zasługują na wieczny odpoczynek. W końcu „daleko Raj”…

Niebo w lewym górnym rogu

Niebo to relikt przeszłości, który można odnaleźć w muzeach. Muzeum Narodowe w Gdańsku. Strome schody prowadzą na pierwsze piętro, gdzie znajduje się tryptyk niderlandzkiego malarza Hansa Memlinga. „Sąd Ostateczny”– taki jest tytuł dzieła, które przyciąga największą uwagę zwiedzających. Może ze względu na artystyczny kunszt, a może za sprawą jeszcze jednej z tych katastroficznych wizji, które inspirowały reżyserów z Hollywood w ostatnim dziesięcioleciu? Nie da się ukryć, że XV-wiecznemu artyście było nie po drodze z Los Angeles. W swoich apokaliptycznych fantazjach Memling pozostał tradycjonalistą. Z centralnej części dzieła spoglądają na widza dwie postacie: Chrystus – władca i sędzia o poważnym wyrazie twarzy oraz Archanioł Michał, który beznamiętnie oddziela sprawiedliwych od grzeszników. Potępieni spadają w ogień piekielnych czeluści, a po lewej  stronie ustawiła się już kolejka przed portykiem symbolizującym bramy Niebios. Goście odwiedzający muzeum w skupieniu podziwiają trzyczęściowy ołtarz. Czasami któremuś z obserwatorów uda się ukradkiem zrobić zdjęcie, bo zawsze miło mieć taką pamiątkę. Znawcy sztuki schyłku średniowiecza pewnie zanotują coś w swoich notesikach. Kierunek zwiedzania nakazuje opuścić salę „Sądu Ostatecznego” i przejść do kolejnych ekspozycji. A co z Niebem? Ono jest jednym z wielu motywów sztuki na dobre zadomowionym w historii. Popularnym obrazem zza szyby, który można podziwiać w starych galeriach. A od podziwu do posiadania daleka droga. Niebo pozostaje w lewym górnym rogu tryptyku Hansa Memlinga.

Daleko raj

Paradise lost

Innym, idealnym miejscem dla „dalekiego Raju” jest  biblioteka. Pierwsze strony starej Biblii informują, że człowiek już dawno temu pożegnał się z Rajem. Adam i Ewa pod drzewem w towarzystwie węża – kolejny, obok Sądu Ostatecznego, popularny motyw w sztuce. O jego popularności świadczą biblioteczne katalogi. M jak John Milton i jego „Raj utracony”. Angielski poemat jest cennym głosem w debacie na temat dobra i zła, a momentami bywa nawet próbą wczucia się w motywy działania Stwórcy, który stanął przed dramatyczną koniecznością wygnania swojego stworzenia z Ogrodu Eden. Dzieło życia Miltona wyraźnie pokazuje człowiekowi, gdzie jego miejsce. Poza Rajem. Widząc jego wschodnią granicę Adam i Ewa „kilka prostych łez wylali, lecz je otarli. Gdyż oto przed nimi świat cały leżał i mogli wybierać…”. Człowiek otarł „kilka prostych łez” z powodu utraconego Nieba i niepewnym krokiem ruszył w świat, jednak pytanie o możliwość powrotu nie dawało spokoju twórczym umysłom przyszłych pokoleń. Nie trzeba długo wertować katalogów, aby się o tym przekonać. Clive Staples Lewis i „Podział ostateczny”. Chrześcijański autor zaprasza swojego czytelnika na wycieczkę autobusem do Nieba przypominającego baśniową Narnię. W Raju Lewisa, do którego można powrócić po śmierci, człowiek staje się kimś zupełnie nowym. Nawet jego stopy muszą w odpowiedni sposób przystosować się do twardej powierzchni „nowej ziemi”. Cóż, pofantazjować zawsze można, ale skoro autor chrześcijański, to pewnie i jego baśnie mają mocne oparcie w teologii. W jednym z opasłych tomów pewnego słownika można odnaleźć enigmatycznie brzmiący termin: „eschatologia”. Nauka o rzeczach ostatecznych, których nikt nigdy nie widział i tym bardziej nie potrafi empirycznie udowodnić… Niebo znajduje się więc także w bibliotecznych katalogach. Mówi się o nim hermetycznym językiem teologii, a czasem językiem fantazji. Jednak znaki zapytania nie znikają. Gdzie znaleźć choćby cząstkę prawdy o Raju, skoro wciąż poruszamy się w królestwie hipotez? Czy nie tracimy Raju także i przez to, że zbyt dużo się o nim teoretyzuje?

Daleko raj

Raj pełen ludzkich twarzy

Zostawmy bibliotekę i muzeum. My ludzie nowocześni częściej odwiedzamy galerie handlowe i kina. Pełno nas w zatłoczonych centrach miast, w oknach biurowców, w kolejkach do sklepowych kas. Te miejsca pozornie nie sprzyjają refleksjom na temat Nieba. A jednak właśnie tam roi się od ludzi i ich twarzy. Każda twarz to oddzielna historia, czasem utrzymana w konwencji dramatu, czasem bardziej przypominająca romantyczną komedię. Raj na zawsze pozostanie daleko – na drugich planach malarskich dzieł i w ogniu żarliwych intelektualnych debat – jeśli przestaniemy zauważać człowieka. „Daleko raj” – śpiewa Stanisław Soyka. „Daleko Raj, gdy zamykam się na człowieka, dla którego ów Raj został przed wiekami stworzony.” Nie tak do końca wyrwane z kontekstu.

Marta Arbatowska

Marta Arbatowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

Szczęściarz. Wspomnienia o Jacku Woźniakowskim

„Klasę i arystokratyczną elegancję łączył w sobie z bezpośredniością, serdecznością i otwartością na ludzi, niezłomność zasad z poczuciem humoru, świadomość własnej wartości ze skromnością i dystansem do siebie. Tej wspaniałości nie sposób się było nauczyć, można ją było jedynie podziwiać i starać się nieudolnie naśladować".

Polub nas na Facebooku!

6 grudnia 2012 przyjaciele i bliscy współpracownicy wspominali prof. Jacka Woźniakowskiego, współzałożyciela Wydawnictwa Znak.

Wśród gości znaleźli się między innymi: Barbara Biernacka-Poźniak, prof. Karol Tarnowski (przyrodni brat Zmarłego), prof. Władysław Stróżewski, Stefan Wilkanowicz.

Wszyscy, którym dane było poznać profesora Jacka Woźniakowskiego, wspominali Go jako kogoś niesłychanie ważnego w ich życiu, świetnego szefa, człowieka, któremu wiele zawdzięczają, bo wspierał ich w najtrudniejszych momentach.

Jerzy Illg podkreślił: „Ważne było dla mnie to, że z tak wspaniałym człowiekiem mogłem obcować na co dzień, współpracować i uczyć się od Niego. Oczywiście świadom byłem, że niedostępny jest nam, Jego następcom,  format intelektualny, jaki prezentował, ogromna erudycja, przynależność do elity wielkich Europejczyków, swobodnie czujących się niemal w każdym europejskim języku i kulturze”.

Barbara Biernacka-Poźniak z wielkim sentymentem wspominała początki swojej pracy, gdy Wydawnictwo Znak mieściło się jeszcze przy ul. Wiślnej 12.

Maria Makuch, która została zatrudniona w Wydawnictwie jeszcze jako bardzo młoda dziewczyna, zaznaczyła, że ważne było dla niej wsparcie prof. Woźniakowskiego w czasie trwania stanu Wojennego. Profesor był wtedy dla swoich współpracowników prawdziwym oparciem i dawał im poczucie bezpieczeństwa.

Żeńska część Znaku (Barbara Poźniak, Maria Makuch, Anna Szulczyńska, Danuta Skóra) odważyła się zaznaczyć, że ich szef był niezwykle przystojnym i szarmanckim mężczyzną i takiego Go zapamiętają.

Przyjaciele podkreślali, że był dla nich autorytetem – imponował im wiedzą, biegłą znajomością języków obcych, pracowitością i stylem bycia.

Jak określił to Jerzy Illg, „Klasę i arystokratyczną elegancję łączył w sobie z bezpośredniością, serdecznością i otwartością na ludzi, niezłomność zasad z poczuciem humoru, świadomość własnej wartości ze skromnością i dystansem do siebie – które pozwoliło mu w wieku 80 lat wystąpić w kabarecie Znaku w stroju żebraczym i brawurowo wykonać pieśń dziada proszalnego. Tej wspaniałości nie sposób się było nauczyć, można ją było jedynie podziwiać i starać się nieudolnie naśladować”.

8 grudnia 2012 roku – w najbliższą sobotę – pożegnamy

prof. Jacka Woźniakowskiego

w czasie mszy żałobnej w Warszawie.

W naszych sercach pozostanie na zawsze.

W czasie spotkania Wojciech Bonowicz przeczytał fragment z Pism wybranych Jacka Woźniakowskiego,   w którym Profesor tak pisał o śmierci:

 Kiedy się znajdę w tym punkcie zerowym, chciałbym móc pa­miętać to, co mi powiedziała moja babka, która dożyła lat przeszło stu, kiedy leżała na łożu śmierci i od czasu do czasu dzieliła się spo­kojnie krótkimi refleksjami, doświadczeniem całego, długiego życia. Zdaje się, że ktoś pokazywał jej był fotografie w „Tygodniku” z jakie­goś ingresu – dość, że pamiętam to dokładnie – siedziałem przy stole i coś pisałem – kiedy moja babka, wychowana jeszcze w pozytywi­zmie, w ogóle małomówna, a już nigdy nie rozmawiająca o proble­mach religii, odezwała się nagle cichym głosem: wiesz, te wszystkie infuły, pastorały, to z pewnością ważne, dla ludzi to chyba koniecz­ne… ale właściwie jest tylko jedna rzecz ważna… móc powiedzieć: Jezu cichy i pokornego serca…

Tak mówiła, jakby w ostatnich chwilach życia dzieliła się waż­ną, bardzo ważną wiadomością. Ale bywają przecież takie dna, odar­cie tak całkowite, że i tego nie da się powiedzieć, pomyśleć. Jednak­że nawet wtedy, kiedy nie jesteśmy tego świadomi, tu jest właśnie ostatni, niewzruszalny fundament godności człowieka: Jezus cichy i pokornego serca.