Daleko raj

Gdzie znaleźć choćby cząstkę prawdy o Raju, skoro wciąż poruszamy się w królestwie hipotez? Czy nie tracimy Raju także i przez to, że zbyt dużo się o nim teoretyzuje?

Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

„ Kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień, niech rzuci…” – śpiewał Stanisław Soyka. I zdawać by się mogło, że w tej miłej dla ucha nucie o ponadczasowej treści chodzi wyłącznie o tytułową tolerancję. „…daleko raj, gdy na człowieka się zamykam” –  dalsza część utworu nieoczekiwanie skręca na inny tor. I może słusznie, bo biednej tolerancji należy się chwila wytchnienia. Jest przecież tematem eksploatowanym na wszelkie możliwe sposoby. Nie to, co raj. On zalicza się już chyba do zagadnień wyeksploatowanych, które zasługują na wieczny odpoczynek. W końcu „daleko Raj”…

Niebo w lewym górnym rogu

Niebo to relikt przeszłości, który można odnaleźć w muzeach. Muzeum Narodowe w Gdańsku. Strome schody prowadzą na pierwsze piętro, gdzie znajduje się tryptyk niderlandzkiego malarza Hansa Memlinga. „Sąd Ostateczny”– taki jest tytuł dzieła, które przyciąga największą uwagę zwiedzających. Może ze względu na artystyczny kunszt, a może za sprawą jeszcze jednej z tych katastroficznych wizji, które inspirowały reżyserów z Hollywood w ostatnim dziesięcioleciu? Nie da się ukryć, że XV-wiecznemu artyście było nie po drodze z Los Angeles. W swoich apokaliptycznych fantazjach Memling pozostał tradycjonalistą. Z centralnej części dzieła spoglądają na widza dwie postacie: Chrystus – władca i sędzia o poważnym wyrazie twarzy oraz Archanioł Michał, który beznamiętnie oddziela sprawiedliwych od grzeszników. Potępieni spadają w ogień piekielnych czeluści, a po lewej  stronie ustawiła się już kolejka przed portykiem symbolizującym bramy Niebios. Goście odwiedzający muzeum w skupieniu podziwiają trzyczęściowy ołtarz. Czasami któremuś z obserwatorów uda się ukradkiem zrobić zdjęcie, bo zawsze miło mieć taką pamiątkę. Znawcy sztuki schyłku średniowiecza pewnie zanotują coś w swoich notesikach. Kierunek zwiedzania nakazuje opuścić salę „Sądu Ostatecznego” i przejść do kolejnych ekspozycji. A co z Niebem? Ono jest jednym z wielu motywów sztuki na dobre zadomowionym w historii. Popularnym obrazem zza szyby, który można podziwiać w starych galeriach. A od podziwu do posiadania daleka droga. Niebo pozostaje w lewym górnym rogu tryptyku Hansa Memlinga.

Daleko raj

Paradise lost

Innym, idealnym miejscem dla „dalekiego Raju” jest  biblioteka. Pierwsze strony starej Biblii informują, że człowiek już dawno temu pożegnał się z Rajem. Adam i Ewa pod drzewem w towarzystwie węża – kolejny, obok Sądu Ostatecznego, popularny motyw w sztuce. O jego popularności świadczą biblioteczne katalogi. M jak John Milton i jego „Raj utracony”. Angielski poemat jest cennym głosem w debacie na temat dobra i zła, a momentami bywa nawet próbą wczucia się w motywy działania Stwórcy, który stanął przed dramatyczną koniecznością wygnania swojego stworzenia z Ogrodu Eden. Dzieło życia Miltona wyraźnie pokazuje człowiekowi, gdzie jego miejsce. Poza Rajem. Widząc jego wschodnią granicę Adam i Ewa „kilka prostych łez wylali, lecz je otarli. Gdyż oto przed nimi świat cały leżał i mogli wybierać…”. Człowiek otarł „kilka prostych łez” z powodu utraconego Nieba i niepewnym krokiem ruszył w świat, jednak pytanie o możliwość powrotu nie dawało spokoju twórczym umysłom przyszłych pokoleń. Nie trzeba długo wertować katalogów, aby się o tym przekonać. Clive Staples Lewis i „Podział ostateczny”. Chrześcijański autor zaprasza swojego czytelnika na wycieczkę autobusem do Nieba przypominającego baśniową Narnię. W Raju Lewisa, do którego można powrócić po śmierci, człowiek staje się kimś zupełnie nowym. Nawet jego stopy muszą w odpowiedni sposób przystosować się do twardej powierzchni „nowej ziemi”. Cóż, pofantazjować zawsze można, ale skoro autor chrześcijański, to pewnie i jego baśnie mają mocne oparcie w teologii. W jednym z opasłych tomów pewnego słownika można odnaleźć enigmatycznie brzmiący termin: „eschatologia”. Nauka o rzeczach ostatecznych, których nikt nigdy nie widział i tym bardziej nie potrafi empirycznie udowodnić… Niebo znajduje się więc także w bibliotecznych katalogach. Mówi się o nim hermetycznym językiem teologii, a czasem językiem fantazji. Jednak znaki zapytania nie znikają. Gdzie znaleźć choćby cząstkę prawdy o Raju, skoro wciąż poruszamy się w królestwie hipotez? Czy nie tracimy Raju także i przez to, że zbyt dużo się o nim teoretyzuje?

Daleko raj

Raj pełen ludzkich twarzy

Zostawmy bibliotekę i muzeum. My ludzie nowocześni częściej odwiedzamy galerie handlowe i kina. Pełno nas w zatłoczonych centrach miast, w oknach biurowców, w kolejkach do sklepowych kas. Te miejsca pozornie nie sprzyjają refleksjom na temat Nieba. A jednak właśnie tam roi się od ludzi i ich twarzy. Każda twarz to oddzielna historia, czasem utrzymana w konwencji dramatu, czasem bardziej przypominająca romantyczną komedię. Raj na zawsze pozostanie daleko – na drugich planach malarskich dzieł i w ogniu żarliwych intelektualnych debat – jeśli przestaniemy zauważać człowieka. „Daleko raj” – śpiewa Stanisław Soyka. „Daleko Raj, gdy zamykam się na człowieka, dla którego ów Raj został przed wiekami stworzony.” Nie tak do końca wyrwane z kontekstu.


Wesprzyj nas
Marta Arbatowska

Marta Arbatowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

Lucy Phere – na dobre i złe

Kiedy pierwszy raz słuchałam nowego hitu T. Love, pomyślałam, że Muniek Staszczyk mógłby głosić rekolekcje w Kościele.

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Ale Muniek nie pcha się na ambony, za to od dłuższego czasu próbuje nam wyśpiewać swoją duchową autobiografię. Na kolejnych płytach, razem z T. Love, wypuszcza utwory dotyczące spraw wiary – ostatnio tych najtrudniejszych, w których Boga można pomylić z diabłem.

W hitowym dzisiaj utworze Lucy Phere z płyty Old is Gold (z końcem listopada 2012 pojawił się na szczycie Trójkowej Listy Przebojów) – opisuje jak wygląda wewnętrzna walka w człowieku – realna, nie udawana. I nie sięga przy tym po zbyt bogate środki: nie dobiera słów jak ks. Natanek, nie każe porzucić świata i nie straszy piekłem. Przeciwnie. Spokojną nutą śpiewa opowieść o tym, jak diabeł prowadzi z nim dialog, pokazując jego przebiegłość.

Lucy – tak nazywa demona Muniek Staszczyk – kusi go pod postacią dobra. Zachęca do wspólnej drogi, w której będzie mógł mówić nawet o Bogu i nazywać go Darem, Wodzem. Tytułowy Lucy Pher chętnie też zaprowadzi człowieka do konfesjonału, pomodli się czy przywoła obraz z Biblii, taki jak ten: „Nawet Jezus pił wino – pada hasło w dialogu – więc się napij z dziewczyną… a po kłótni najlepszy jest seks…”. Dobrze wpadają w ucho też inne słowa, w których Lucy obiecuje fantastyczny PR, gwarantuje swój dyskretny udział w karierze i skutecznie wysuwa człowieka na pierwszy plan, tak by mógł być – Big Star!

To nie jest artystyczna kreacja. To prosta i szczera opowieść pokazująca co dzieje się z człowiekiem, kiedy wchodzi w pokusy Lucy. I ta przygoda nie kończy się szczęśliwie, bo diabeł daje wybór tylko na chwilę, potem odbiera wszystko, co pomógł człowiekowi osiągnąć. Zmęczony Muniek mówi w końcu w utworze do Lucy Phera, żeby dał mu już spokój, bo on chyba woli iść z Bogiem i słyszy odpowiedź: „Nie wymiękaj dziecino, jesteś moją ptaszyną, będę z tobą na dobre i złe”.

Niewiele jest osób, które potrafią przedstawić dialog duszy ludzkiej z diabłem, choć chętnych do demonizowania rzeczywistości – wręcz przeciwnie. Muniek pokazuje swój prosty rachunek i przypomina to, co mówił św. Paweł w Liście do Rzymian: Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka (Rz 7,19). Staszczyk pokazuje, jak Lucy potrafi zamieszać, jak potrafi być przyjemny i tak właśnie sięga do duszy człowieka, do wnętrza, bo to tam rozgrywa się cały dramat.

Popularne jest dzisiaj tropienie diabła, nawet na etykietach z napojami. Ja osobiście bardziej boję się tego, który niszczy relacje między ludźmi, niż postaci, która patrzy na mnie z reklamy. Taki jest Lucy Pher, o którym śpiewa Staszczyk – zawsze blisko człowieka. Nie są mu potrzebne przedmioty, w których mógłby się schować. Bo niby po co miałby to robić, skoro znacznie skuteczniej posługuje się bardziej subtelnymi metodami.


Wesprzyj nas
Judyta Syrek

Judyta Syrek

PR Manager i z-ca dyrektora portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Ma głowę pełną pomysłów i... anegdotek z zakonnikami w tle. Niekiedy mamy wrażenie, że za jej plecami widać cień śp. o. Joachima Badeniego OP, który nawet po śmierci wspiera ją w zmaganiach zawodowych i prywatnych.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >