video-jav.net

Dobra Kościoła a dobro Kościoła

W starym dowcipie umierający milioner mówi swojemu synowi: „Pamiętaj, że pieniądze to nie wszystko“. Po chwili milczenia dodaje: „ważne są też papiery wartościowe, złoto, a przede wszystkim nieruchomości“.

ks.Stanisław Adamiak
ks.Stanisław
Adamiak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kiedy mówimy o „dobrach Kościoła“ jest podobnie: tym, co przedstawia największą wartość, przynajmniej finansową, a w związku z tym budzi największe emocje, były i są nieruchomości – ziemia i budynki.

Początki 

Na „finanse“ pierwszych gmin chrześcijańskich patrzymy najczęściej przez pryzmat opisanej w Dziejach Apostolskich gminy jerozolimskiej, w której „jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. (…) Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze uzyskaneze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów” (Dz 4, 32-35). 

Wygląda to, jakby Kościół pierwotny stawiał wyłącznie na gotówkę i co więcej, chciał ją jak najszybciej wydawać. Z samego Nowego Testamentu widać jednak dwa problemy z tym związane: po pierwsze, niesnaski związane z samą dystrybucją uzyskanych w ten sposób pieniędzy (związany z tym jest wybór pierwszych diakonów), a po drugie kiepskie perspektywy takiego „modelu biznesowego“. Środki gromadzone w ten sposób szybko się kończyły i to właśnie dlatego święty Paweł organizował w założonych przez siebie Kościołach składkę na rzecz Kościoła w Jerozolimie.

Trzeba tu zauważyć niezwykle ważną rzecz: opisana w Dziejach Apostolskich wspólnota dóbr miała miejsce tylko w Jerozolimie. Inne Kościoły działały w sposób w dużej mierze przypominający Kościół naszych czasów (przynajmniej w Polsce): opierając się na składkach wiernych.

W jednym z pierwszych zachowanych opisów Eucharystii (z drugiej połowy II wieku) św. Justyn Męczennik pisze tak: „Ci, którzy są zamożni i chcą, każdy według własnej woli daje to, co chce, a wszystko co się zbierze, składa się przełożonemu. On zaś wspomaga sieroty, wdowy, chorych lub z innej przyczyny cierpiących niedostatek, więźniów, obcych, gości, krótko mówiąc, wszystkich potrzebujących bez wyjątku“. Można by z tego opisu wnioskować, że Kościół dbał o to, by bilans w kasie wynosił stale zero, jednak przynajmniej w trzecim wieku (więc jeszcze w czasie prześladowań) widać, że poszczególne Kościoły są już instytucjami utrzymującymi wielu ludzi, przede wszystkim duchownych (którym wypłacane są pensje), ale również ubogich będących pod ich stałą opieką. Widać też, że kontrolę nad wspólną kasą sprawują duchowni.

W tym samym czasie Kościół nabywa też pierwsze nieruchomości. Do tego momentu chrześcijanie gromadzili się na modlitwie najprawdopodobniej w domach bogatych współwyznawców. Także pochówek wiernych odbywał się, przynajmniej w Rzymie, na udostępnionych na ten cel przez bogatych chrześcijan ich podmiejskich posiadłościach. Jednak w początkach trzeciego wieku Kościół rzymski po raz pierwszy uzyskał do czegoś prawo własności jako wspólnota. Miało to miejsce za papieża Kaliksta i chodziło o zakupione przez niego tereny na cmentarz, czyli katakumby, które do dziś noszą jego imię.

W drugiej połowie trzeciego wieku, w okresie gdy chrześcijaństwo było przez kilkadziesiąt lat tolerowane przez cesarzy, zaczęto budować kościoły. Wiemy to choćby stąd, że kolejne prześladowania rozpoczynały się właśnie od ataków na dobra kościelne: burzenia kościołów, konfiskaty naczyń i ksiąg liturgicznych.

 

Ach, Konstantynie!

Przełomowe dla chrześcijaństwa okazało się panowanie cesarza Konstantyna (306-337), który nie tylko zagwarantował Kościołowi wolność, ale też zaczął go obsypywać przywilejami i darowiznami. Nieprawdą jest, jakoby oficjalnie podarował papieżowi Rzym i jego okolice, czyli późniejsze Państwo Kościelne (tak twierdzono w średniowieczu), ale faktycznie ofiarował Kościołowi szereg posiadłości ziemskich. Tak rozpoczął się proces gromadzenia przez Kościół jego największego bogactwa materialnego: ziemi. Dante mówił o wielkim cesarzu: „Ach Konstantynie, jakiego zła było matką / nie twoje nawrócenie, ale ten dar/ który od ciebie wziął pierwszy bogaty ojciec“ (Inferno, XIX, 115-117). Z perspektywy czasu wielu chrześcijan widziało bowiem w tych wydarzeniach truciznę, która wlała się w żyły Kościoła.

Biskupi zaczęli się przekształcać w wielkich posiadaczy ziemskich, a w następnych wiekach także w udzielnych władców. Tereny wokół Rzymu nie były jedynym „państwem kościelnym“ w średniowiecznej Europie – spore tereny, zwłaszcza w Niemczech, znajdowały się pod bezpośrednią władzą biskupów. Kres tej sytuacji położyła dopiero rewolucja francuska i wojny napoleońskie.

Także w krajach, gdzie biskupi nie byli niezależnymi władcami, Kościół z reguły stawał się największym posiadaczem ziemskim. W Rzeczpospolitej Obojga Narodów należało do niego około 15 procent ziemi, we Francji około jednej trzeciej, w Hiszpanii jeszcze więcej. Ziemia ta była przede wszystkim w dyspozycji biskupów, opatów, kanoników. Proboszczom utrzymanie gwarantowały dziesięciny płacone przez wiernych, ale generalnie rozwarstwienie materialne wśród kleru było niewiele mniejsze niż w całym społeczeństwie, dlatego też oparte na dochodach z ziemi bogactwo kościelnych arystokratów budziło zawiść nie tylko świeckich, ale i innych duchownych. 

 

Po co te dobra?

Do darowizn władców dochodziły darowizny innych posiadaczy ziemskich, przekazywane zwłaszcza w testamentach. Prowadzi nas to do pytania, jaka była motywacja tych, którzy je przekazywali? 

Była to niewątpliwie i przede wszystkim motywacja religijna. Władcy szczerze wierzyli, że pomyślność ich państwa zależy od Bożego błogosławieństwa, które najlepiej wyjednać można modlitwami ludzi, którzy poświęcają służbie Bożej całe swoje życie, inni więc powinni dostarczać im niezbędnych środków do utrzymania. Oprócz troski o błogosławieństwo Boże dla całej społeczności, ofiarodawcy troszczyli się oczywiście o zbawienie własne i swoich rodzin. W zapewnieniu go miały pomagać modły obdarowanych duchownych (zwłaszcza fundowane w ten sposób msze święte). Szczególnym przypadkiem były ofiary składane w ramach pokuty za grzech – w ten sposób na przykład Kazimierz Wielki starał się zadośćuczynić za śmierć zamordowanego na jego rozkaz księdza Marcina Baryczki, budując kilka kościołów w Małopolsce (m.in. w Wiślicy i Sandomierzu). Oczywiście fundowanie kościołów było też sposobem na zapewnienie pamięci o sobie, czasem więc służyło to w pierwszym rzędzie bardziej chwale ofiarodawcy (czasem zbiorowego, jak wielkie katedry w miastach średniowiecznych) niż chwale Boga; ostatecznie jednak jedno nie wyklucza drugiego.

Dary składane Kościołowi były jednak obracane nie tylko na wznoszenie świątyń i utrzymywanie duchownych. Trzeba pamiętać, że w średniowieczu nie istniała państwowa opieka społeczna. To Kościół utrzymywał szpitale, przytułki, szkoły i uniwersytety.

W XIX wieku Państwo Kościelne było już przeżytkiem, słynącym ze złego zarządzania. We wcześniejszych epokach to jednak często dobra kościelne były lepiej i sprawniej zarządzane. Wpływało na to m.in. to, że gdy posiadłości rodzinne w naturalny sposób rozdrabniały się pomiędzy kolejnych potomków, dobra kościelne w zasadzie nie ulegały pomniejszeniu, tylko się powiększały, ciesząc  się przy tym też licznymi przywilejami i zwolnieniami podatkowymi.

W takich wielkich posiadłościach łatwiej też było racjonalnie gospodarować, w czym celowały zwłaszcza zakony. Szczególnie zasłynęli na tym polu cystersi, którzy chętnie przyjmowali w darze tereny uznawane przez innych za słabo nadające się do użytku rolnego (np. w Polsce wokół Oliwy i Pelplina), po czym udawało im się tam zaprowadzić wzorową gospodarkę. Niestety, jak to ktoś określił: „dyscyplina zrodziła bogactwo, bogactwo zabiło dyscyplinę“. 

 

W Polsce

Niewątpliwie posiadłości ziemskie często bardziej przeszkadzały w wykonywaniu misji Kościoła niż jej pomagały. Bardzo możliwe, że jednym z czynników, które pomogły Polakom trwać przy Kościele było to, że ten posiadał u nas dużo mniej ziemi niż w innych krajach katolickich. Co więcej, spora część tych posiadłości została skonfiskowana przez rząd carski w ramach represji po powstaniu styczniowym. Reszty dopełniły komunistyczne władze po II wojnie światowej. Znacjonalizowano wtedy większość ziem kościelnych (pozostawiając parafiom pięćdziesięciohektarowe gospodarstwa), przejęto też kościelne szkoły, szpitale, sierocińce. Zadośćuczynieniem za to miał być funkcjonujący do dziś Fundusz Kościelny. W czasach PRL Kościół w Polsce jednak z niego nie korzystał i w ten sposób powrócił zasadniczo do modelu z pierwszych wieków, czyli utrzymywania się tylko ze składek wiernych. 

Po 1989 polski Kościół odzyskał ziemie i nieruchomości, które zostały mu zabrane po II wojnie z pogwałceniem obowiązującego ówcześnie prawa (zajmowała się tym Komisja Majątkowa). Uzyskane w ten sposób dochody pomagają w działalności duszpasterskiej i charytatywnej, w utrzymaniu duchownych, osób zakonnych i innych pracowników kościelnych.  

 

Watykan

Spory o „ziemię Kościoła“ są w sumie trudniejsze i poważniejsze niż te o „pieniądze Kościoła“. Nie są też bynajmniej specyfiką polską. Fala konfiskat własności kościelnej przetaczała się w XIX wieku przez całą Europę, jej kulminacją była likwidacja Państwa Kościelnego we Włoszech. Papieże szybko przyzwyczaili się do tego, że nie muszą się już troszczyć o administrację swojego państwa, a ich autorytet wzrósł, a nie spadł, po jego utracie. Pomimo tego cały czas starali się o odzyskanie choćby skrawka ziemi, na którym mogliby być suwerenni, nie podlegli żadnej innej władzy. Uwieńczeniem tych starań było utworzenie w 1929 roku Państwa Miasta Watykańskiego. 

Gdy się patrzy na Watykan, widać jak w soczewce wszystkie problemy związane z posiadłościami kościelnymi: mogą przynosić dochody (dla tego państwa ich głównym źródłem są bilety do muzeum), ale wymagają też utrzymania i inwestycji. Czasem kapią budzącym zawiść lub oburzenie przepychem i przedstawiają niewyobrażalną wartość, często ta wycena jest jednak czysto teoretyczna (bo jak niby można by sprzedać Kaplicę Sykstyńską?). Niezależność polityczna i ekonomiczna pomaga jednak papieżowi w byciu prawdziwie niezależnym od możnych tego świata. Podobnie w Polsce Kościół mógł nieść pomóc społeczeństwu w czasach zaborów, okupacji i komunizmu w dużej mierze dzięki temu, że zachował jakąś podstawową bazę materialną: świątynie, budynki parafialne. Dobra Kościoła mogą wspierać dobro Kościoła, jego główne cele, czyli głoszenie Ewangelii i wcielanie jej w życie. 

Z drugiej strony, konieczność administrowania wielkimi dobrami, ściągania podatków i czynszów, dbania o inwestycje i dochody, na pewno grozi tym, że uwaga ludzi Kościoła przesuwa się z głoszenia Ewangelii na te czynności. Jak wielokrotnie złośliwie zauważano, począwszy od czwartego wieku większość papieży nie musiała już powtarzać za Piotrem: „Nie mam srebra ani złota”, ale może właśnie dlatego nie mogła z przekonaniem mówić: „ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!” (Dz 3, 6).  

 

ks.Stanisław Adamiak

ks.Stanisław Adamiak

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks.Stanisław Adamiak
ks.Stanisław
Adamiak
zobacz artykuly tego autora >

Porwano kapłana w Nigrze

Minionej nocy, z 17 na 18 września, w Nigrze porwano włoskiego misjonarza należącego do Stowarzyszenia Misji Afrykańskich (SMA).

Polub nas na Facebooku!

O. Pierlugi Maccalli, pochodzący z Włoch, posługuje w parafii Bomoanga, położonej około 130 km na południowy zachód od stolicy kraju Niamey, przy granicy z Burkina Faso. Region ten zamieszkały jest przede wszystkim przez lud Gurma, stanowiący w Nigrze mniejszość.

Włoski misjonarz w tych dniach powrócił z dłuższego urlopu. Trudno więc określić, czy porwała go grupa dżihadystów działająca od kilku miesięcy w tamtym regionie, czy też bandyci, którzy być może spodziewali się, że znajdą wartościowe przedmioty i pieniądze przywiezione przez misjonarza.

O. Maccalli znany jest ze swej działalności ewangelizacyjnej i na rzecz obrony praw człowieka. Angażuje się w pracę w szkole, poradniach czy formacji ludzi młodych.

Region Nigru, gdzie posługuje, należy do jednego z najbiedniejszych w kraju, uważany jest nawet za miejsce wyizolowane i zapomniane. Charakteryzuje się wielkim ubóstwem, brakiem opieki medycznej, analfabetyzmem i brakiem dostępu do bieżącej wody. Brakuje tam dróg, komunikacji i połączeń telefonicznych.


(KAI) vaticannews.va / Niamey

Zakonnica starsza niż niepodległość świętowała urodziny

Jedna z najstarszych zakonnic w archidiecezji krakowskiej, s. Adamina Koczur skończyła 104 lata. 81 lat temu jubilatka wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim.

Polub nas na Facebooku!

Pochodząca z Andrychowa s. Adamina od 1992 r. przebywa na emeryturze w Wadowicach. Wcześniej, od 1975 r. do 1984 pełniła funkcję przełożonej wadowickiego Domu Zakonnego i Domu Opieki. Od 1976 była odpowiedzialna za budowę nowego domu. Placówka miała służyć starszym siostrom jak i podopiecznym. W 1983 budynek stanął w stanie surowym.

Obecnie dom służy siostrom emerytkom. Działa tu także Dom Opieki im. św. Brata Alberta. Siostry prowadzą także kuchnie dla bezdomnych w Wadowicach i Andrychowie.

Siostra Adamina Maria Koczur urodziła się 6 września 1914 r. w Andrychowie. Gdy miała 23 lata, wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Albertynek w Krakowie. Przy obłóczynach otrzymała imię Adamina.

Zdaniem przełożonej wadowickiego domu, ponad stuletnią jubilatkę cechuje wielki hart ducha, pokorna mądrość i niezwykła ufność w opiekę Bożą. „Siostra nadal służy Panu Bogu i ludziom przede wszystkim modlitwą” – zapewniła s. Urszula.

S. Adamina została ochrzczona w kościele św. Macieja w Andrychowie, gdzie przynieśli ją 2 dni po urodzeniu rodzice – Karolina i Franciszek.

KAI/ad

Studiuj Biblię online. Ruszyła platforma e-learningowa

Chcesz pogłębić wiedzę o swojej ulubionej księdze Pisma Świętego? Interesujesz się biblistyką? Portal Orygenes, skupiający najlepszych polskich biblistów uruchamia Uniwersytet Biblijny online!

Polub nas na Facebooku!

Na nowo powstałej platformie e-learningowej do końca roku znajdzie się łącznie 80 kursów obejmujących różne poziomy zaawansowania wiedzy biblijnej u słuchaczy. Na starcie jest ich 52. Razem będzie to tylko w tym roku 500 godzin wykładów w różnej formie: wideo, audio i tekstu. Pomysłodawcy Uniwersytetu zapewniają, że wykładów będzie systematycznie przybywać, a wszystkie będą bezpłatnie dostępne dla wszystkich zainteresowanych.

– Idea powołania takiej “uczelni” zrodziła się kilka lat temu, gdy odkryliśmy, jak wielką rolę w docieraniu Słowa Bożego do ludzi zaczął odgrywać Internet. Dostrzegliśmy jednocześnie, jak bardzo brakuje treści prezentujących rzetelną wiedzę biblijną, przy jednocześnie dużym zainteresowaniu Polaków tą tematyką – mówi ks. Mateusz Wyrzykowski, współtwórca Uniwersytetu Biblijnego. Dodaje, że często spotykał się z potrzebą “szkoły przenośnej”, zgłaszaną przez mieszkańców wsi czy małych miejscowości, dla których udział w zajęciach organizowanych przez ośrodki takie jak KUL, UAM czy UKSW jest niemożliwy.

Podkreśla, że – tak jak na zwykłym uniwersytecie – wszystkie dostępne słuchaczom materiały będą oznaczane stopniem zaawansowania, tak by coś dla siebie znaleźli wszyscy: zarówno ci, którzy szukają inspiracji do własnej Lectio Divina, jak i ci, którzy podstawy biblistyki mają już za sobą, a chcą pogłębić wiedzę już posiadaną.

Twórcami treści dostępnych na Uniwersytecie są najwybitniejsi bibliści w Polsce, tacy jak ks. prof. Waldemar Chrostowski, ks. prof. Janusz Kręcidło, bp prof. Michał Janocha, siostra dr Judyta Pudełko, dr Danuta Piekarz, dr Piotr Zaremba, dr Marcin Majewski i wielu innych. Część wykładów została przygotowana specjalnie na potrzeby Uniwersytetu, a część powstała przy okazji różnych głoszonych przez nich wykładów czy konferencji.

Uniwersytet Biblijny jest całkowicie otwarty: nie trzeba płacić czesnego, zapisywać się na listy chętnych czy dopasowywać swój plan zajęć do planu wykładów różnych wykładowców. Na razie nie ma też egzaminów, choć twórcy nie wykluczają, że będą jakieś formy sprawdzania wiedzy zdobytej przez studentów czy wystawiania dyplomów ukończenia. – Możliwość przeprowadzania testów na naszej platformie istnieje, ale jest jeszcze w fazie organizacyjnej – przyznaje ks. Mateusz Wyrzykowski.
Twórcy mają w planach również uruchomienie aplikacji ułatwiającej dostęp do materiałów multimedialnych.

ad/Stacja7

Sakramenty 18+

Dorośli ludzie przez 9 miesięcy spotykają się na przygotowaniu do Chrztu, Komunii i Bierzmowania. Co ich przyciąga? Dlaczego decydują się na przyjęcie sakramentów w dorosłym życiu?

Polub nas na Facebooku!

Kurs przygotowujący osoby dorosłe do chrztu i bierzmowania, który od kilku lat pomagam organizować, trwa dziewięć miesięcy. Dziewięć długich miesięcy. Za każdym razem nie mogę się nadziwić, że wciąż znajdują się chętni i chętne do tego, żeby wziąć w nim udział. Bo co może być pociągającego w cotygodniowych późnowieczornych spotkaniach z początkowo zupełnie obcymi ludźmi? Otóż przynajmniej dwie rzeczy.

 

Długo, czyli porządnie 

To chyba najczęstszy argument podawany przez osoby, które wybierają długi kurs. Wiedzą, o co proszą (w chrzcie otrzymają przecież nowe życie, w bierzmowaniu – dary Ducha!), dlatego chcą mieć czas na przygotowanie się do sakramentu i pogłębienie swojej wiary. Długie miesiące przygotowań naprawdę działają na korzyść – pozwalają przyjrzeć się swoim motywacjom, zacieśnić relację z Bogiem i lepiej Go poznać.

 

Doświadczenie (mikro)Kościoła 

Dzięki temu, że kurs trwa tak długo, jest nie tylko przestrzenią do wzrastania w wierze, lecz także do wytworzenia prawdziwej wspólnoty wierzących. Zazwyczaj bierze w nim udział kilkadziesiąt osób, z których tylko część przygotowuje się do sakramentów – reszta im w tym towarzyszy. A są wśród nich zakonnicy i świeccy – małżeństwa, narzeczeni i single, młodzi i starsi. Różnią się (czasem skrajnie) “stażem wiary” i wrażliwością, bliskie są im odmienne duchowości. Wszyscy razem tworzą cudownie różnorodny mikro-Kościół złożony z ludzi, którzy są w drodze.

 

Kurs, jak co roku, odbywa się w warszawskim kościele św. Jacka. Organizują go i prowadzą bracia dominikanie (z pomocą grupy świeckich). Potrwa od października do czerwca. Spotkania odbywają się co tydzień, we wtorkowe wieczory. Na każde spotkanie składają się: modlitwa, konferencja i rozmowa w kilkuosobowej grupie. Częścią kursu są też dwa wyjazdy weekendowe pod Warszawę w listopadzie i w marcu.


Katarzyna Pliszczyńska

 

Watykan ogłosił nową konstytucję apostolską o Synodzie Biskupów

W Watykanie ogłoszono dziś konstytucję apostolską "Episcopalis communio", dotyczącą instytucji Synodu Biskupów. Jedną z wprowadzanych przez nią nowości jest ustanowienie konsultacji poprzedzających Synod, a także postanowienie, że dokument końcowy Synodu ma udział w nauczaniu zwyczajnym Ojca Świętego.

Polub nas na Facebooku!

Nowa konstytucja apostolska przewiduje obok istniejących dotychczas zgromadzeń zwyczajnych, nadzwyczajnych (w sytuacjach wymagających pilnego przemyślenia) i specjalnych (dla określonych obszarów geograficznych) także, gdy wymagają tego motywy natury ekumenicznej przeprowadzenie innych zgromadzeń synodalnych.

Ojciec Święty może wezwać na zgromadzenie synodalne także inne osoby, nie będące biskupami, sam w każdym przypadku określając ich rolę.

Papież może postanowić, aby zgromadzenie synodu odbywało się w kilku etapach oddalonych do siebie czasowo.

W nowej konstytucji apostolskiej mowa o trzech fazach Synodu: przygotowawczej, celebratywnej i realizacyjnej.

W fazie przygotowawczej przewiduje się konsultacje ludu Bożego odbywające się w Kościołach partykularnych, a także w zakonach, stowarzyszeniach wiernych, pozostawiając sekretariatowi generalnemu Synodu Biskupów także możliwość innych form ich przeprowadzenia.

Nowa konstytucja apostolska przewiduje możliwość zwołania zgromadzenia przedsynodalnego (tak jak to miało miejsce w przypadku rozpoczynającego się 3 października Synodu o młodzieży).

Mówiąc o fazie celebratywnej przypomniano, że obradom Synodu zawsze przewodniczy Ojciec Święty, mianując jednego albo więcej przewodniczących delegowanych. Synod pracuje podczas kongregacji generalnych oraz w małych kręgach. Możliwa jest także okresowo swobodna wymiana zdań na temat rozpatrywanych kwestii. Wskazano, że owocem prac sesji Synodu jest dokument końcowy. Jeśli jest on wyraźnie zaaprobowany przez ojców synodalnych i przez Ojca Świętego, to ma udział w papieskim nauczaniu zwyczajnym. Jeśli zgromadzenie synodalne zostanie wyposażone przez Biskupa Rzymskiego w głos decydujący, zgodnie z kanonem 343 Kodeku Prawa Kanonicznego i kiedy dokument końcowy jest ratyfikowany i promulgowany przez Następcę św. Piotra uczestniczy w papieskim nauczaniu zwyczajnym. W takim przypadku dokument końcowy jest opublikowany z podpisem Ojca Świętego oraz członków Synodu.

Omawiając część realizacyjną Synodu konstytucja apostolska wskazuje na rolę sekretariatu generalnego oraz Rady Zwyczajnej Sekretariatu Generalnego. Polecono, aby Sekretariat Generalny Synodu Biskupów przygotował instrukcję dotyczącą sprawowania zgromadzeń synodalnych. Ojciec Święty postanowił, że nowa konstytucja apostolska wchodzi w życie z chwilą jej opublikowania w watykańskim dzienniku „L’Osservatore Romano”.

KAI/ad

Mocni w Duchu opowiadają o św. Stasiu Kostce

"Zajarałem się nauką dopiero na III roku i wtedy odkryłem, że jestem kozakiem z języków obcych" - tak zdaniem Mocnych w Duchu św. Stanisław Kostka mógłby dziś opowiadać o sobie swoim obecnym rówieśnikom. Jeśli chcesz posłuchać pełnej historii Stasia na żywo, dziś w Warszawie u jezuitów na Rakowieckiej zespół opowie ją jeszcze raz.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W rolę św. Stasia Kostki, wyglądającego jak współczesny raper, wciela się Kuba z zespołu Mocni w Duchu z Łodzi. W pierwszej osobie opowiada językiem współczesnych raperów – choć nie rapuje – życie świętego w taki sposób, by słuchacze usłyszeli w tej historii podobieństwa do siebie. W ten sposób historię św. Stasia opowiadali już w marcu w Warszawie, podczas diecezjalnego Dnia Młodzieży (wideo poniżej)

 

 

W dniu święta św. Stanisława Kostki oraz z okazji jego roku i 450 rocznicy urodzin powtórzą swój pomysł dziś w Warszawie. Wszystko odbędzie się w sanktuarium św. Andrzeja Boboli przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, gdzie o 18 Mszę św. dla młodzieży odprawi biskup Michał Janocha. Bezpośrednio zaś po Eucharystii zespół Mocni w Duchu poprowadzi uwielbienie i będzie opowiadać o św. Stanisławie. 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Potrafisz marzyć? Jedź do Panamy!

– Do Panamy zaproszeni są wszyscy ci, którzy potrafią marzyć i wierzą, że dzięki młodym ludziom może narodzić się coś nowego – mówi gospodarz przyszłorocznych 34. Światowych Dni Młodzieży, arcybiskup Panamy José Domingo Ulloa Mendieta w wypowiedzi dla papieskiej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia.

Polub nas na Facebooku!

– Zachęcamy młodych ludzi do tego by odkryli, jak ważne jest osobiste spotkanie. Myślę, że jednym z najpiękniejszych doświadczeń ŚDM jest odkrycie, że tysiące młodych z różnych narodów kontynentów gromadzą się, by wspólnie doświadczać tego spotkania ze sobą nawzajem, ale przede wszystkim z Jezusem – mówi abp José Domingo Ulloa Mendieta w krótkim wywiadzie dla Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Jak podkreśla, zdolność młodych do tego, by marzyć, to inspiracja dla całego Kościoła – Do Panamy zaproszeni są wszyscy ci, którzy potrafią marzyć i wierzą, że dzięki młodym ludziom może narodzić się coś nowego (…) wiemy, że pomimo wielu trudności, są oni zawsze zdolni do marzeń.

Pytany o oczekiwania w związku z nadchodzącym spotkaniem młodych, wyraża nadzieję, że młodzi pielgrzymi opowiedzą rówieśnikom w Panamie o swoich doświadczeniach bycia katolikami.

– Mam nadzieję, że pielgrzymi pomogą nam zachować marzenia, że Kościół i świat mogą być jeszcze lepszymi. Że dadzą nowe siły całemu Kościołowi Ameryki Centralnej, byśmy tak jak Maryja byli zdolni do przyjęcia od Boga wezwania do misji – podkreśla hierarcha.

Główne wydarzenia 34. ŚDM Panama 2019 odbędą się w dniach 22-27 stycznia 2019 r. pod hasłem “Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1,38). Zgodnie z tradycją spotkań młodych, uczestnicy z całego świata gromadzą się wspólnie podczas pięciu głównych uroczystości: Mszy św. na otwarcie, ceremonii powitania papieża, Drogi Krzyżowej, czuwania z Ojcem Świętym i niedzielnej Mszy św. Posłania wieńczącej spotkanie.

Dni w Diecezjach, które poprzedzą spotkanie w stolicy kraju, odbędą się od 17 do 21 stycznia 2019 na terenie Panamy, a także sąsiedniej Kostaryki. Ze względu na skomplikowaną sytuację społeczno-polityczną, z organizacji Dni w Diecezjach wycofała się Nikaragua, pomimo wielkiego zaangażowania tamtejszych diecezji i zaawansowanych przygotowań do przyjęcia pielgrzymów.


KAI/ot

500 portretów osób z Zespołem Downa na Times Square

Z inicjatywy amerykańskiego stowarzyszenia National Down Syndrome Society, 500 portretów osób z Zespołem Downa wyświetlono w minion sobotę na jednym z ekranów górujących nad nowojorskim Times Square.

Polub nas na Facebooku!

Inicjatywa, którą nagłośniła m.in. francuska Fundacja Jerôme Lejeune’a, miała na celu zwrócenie uwagi na obecność w społeczeństwie osób z trisomią 21.

Fotografie zaprezentowane na najsłynniejszym placu Nowego Jorku wybrano spośród ponad 2,4 tys. zdjęć nadesłanych przez internautów, w ramach kampanii zorganizowanej przez National Down Syndrome Society. Godzinna prezentacja video zawierała zdjęcia zarówno dzieci, młodzieży, jak i dorosłych z Zespołem Downa.

Wydarzenie było częścią dorocznej kampanii organizowanej przez to stowarzyszenie na rzecz osób z trisomią 21. Tego dnia w ramach kampanii ulicami Nowego Jorku przeszedł też charytatywny marsz 24. New York City Buddy Walk z udziałem kilku tysięcy osób. Ubiegłoroczna edycja marszu zaowocowała zbiórką 130 tys. Dolarów na potrzeby osób z z Zespołem Downa.

Prezentacja zdjęć i spacer charytatywny zapoczątkowały miesiąc wrażliwości na potrzeby osób z Zespołem Downa.


KAI/ot

Powstanie katolicki Erasmus?

Podczas zgromadzenia plenarnego Rady Konferencji Biskupich Europy (CCEE) padła propozycja utworzenia katolickiego programu na wzór Erasmusa.

Polub nas na Facebooku!

Wiceprzewodniczący CCEE przypomniał, że tematem zgromadzenia był „duch solidarności w Europie” i że odbywało się ono w Polsce – kraju, gdzie słowo “solidarność” zrobiło karierę. Wskazał, że w XIX w solidarność rozumiano w sposób antagonistyczny wobec miłości chrześcijańskiej, jako połączenie sił jakiejś grupy, np. związkowców, w walce o swe interesy materialne. Gdy jednak powstał w Polsce ruch „Solidarność” dokonało się przewartościowanie tego pojęcia i solidarność zaczęła żyć w symbiozie z wizją miłości chrześcijańskiej, jako działania na rzecz drugiego człowieka i razem z drugim człowiekiem, a nie przeciwko drugiemu człowiekowi. Bardzo się do tego przyczynili: papież Jan Paweł II i ks. prof. Józef Tischner. Dokonała się chrystianizacja pojęcia solidarności – zaznaczył metropolita poznański.

Zwrócił uwagę, że katolicki wolontariat jest trzecim wymiarem życia Kościoła (obok nauczania i uświęcania) jako forma diakonii, stanowiącej zwrot ku innym ludziom, wbrew skrajnej indywidualizacji, która zamyka człowieka w sobie. Przywołał też opinię zwierzchnika Greckokatolickiego Kościoła Ukraińskiego abp. Światosława Szewczuka, który podkreślił, iż na Ukrainie wolontariat laicki jest czynny tam, gdzie nie ma niebezpieczeństwa utraty życia, natomiast wolontariat chrześcijański także tam, gdzie taka groźba istnieje. Humanista może być dobrym człowiekiem, ale nie do tego stopnia, żeby ofiarować swoje życie za drugiego człowieka – wskazał abp Gądecki.

Żeby wolontariat miał kształt chrześcijański, niezbędna jest formacja sumień. Gdy się jej zaniedba, wolontariat traci chrześcijańską motywację i staje się laickim. Chodzi tu o inspirację jaką jest chrześcijańska miłość, która nie jest uczuciem, lecz wzoruje się na miłości Jezusa Chrystusa, oddającego życie za ludzi. – Chrystus jest pierwowzorem każdego wolontariatu chrześcijańskiego – powiedział przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Jego zdaniem możliwa i potrzebna jest solidarność między Kościołami w Europie. Biskupi zaproponowali powołanie katolickiego odpowiednika europejskiego programu Erasmus, by pomóc Kościołom w prowadzeniu wymiany młodzieży i jej kształceniu, co – jak zauważył abp Gądecki – dokonuje się już w Polsce wobec młodych ludzi zza wschodniej granicy.

Pytany o problemy związane z migracją, hierarcha wskazał, że postawą chrześcijańską jest wyciąganie ręki do potrzebujących. Jednocześnie podkreślił, że solidarność to coś więcej niż pomoc, to także „nieszerzenie strachu” przed przybyszami, który rozsiewa się, aby samemu nadal prowadzić wygodne życie. Cały świat jest jednym domem, którym zarządzamy, troszcząc się o innych ludzi, także tych o innych przekonaniach i kulturze.

Metropolita poznański przyznał, że integracja migrantów nie zawsze jest łatwa. Jako przykład trudności podał opór władz Wiednia przed postawieniem na Kahlenbergu pomnika króla Jana III Sobieskiego, motywowany obawą o reakcję mieszkających w Austrii muzułmanów.

Z mocą podkreślił jednak różnicę między uchodźcami, którym trzeba pomóc, bo są zagrożeni śmiercią, a migrantami zarobkowymi, co do których każde państwo winno się kierować dobrem wspólnym. Uznał, że przyjęcie w Polsce 1,5 mln migrantów zarobkowych z Ukrainy jest przykładem roztropności, gdyż ludzie ci mają podobną kulturę i łatwo im nauczyć się naszego języka.

Z kolei przewodniczący CCEE kard. Angelo Bagnasco podkreślił, że Kościół jest tą instytucją w Europie, która dysponuje największą liczbą wolontariuszy, a mówi o tym nie po to, żeby się przechwalać, lecz aby wyrazić im swą wdzięczność. Wskazał, że najgłębszym źródłem wolontariatu jest Trójca Święta, gdyż Bog jest miłością i z Niego wypływa miłość do braci.

Arcybiskup Genui zauważył, że solidarność jest konstytutywną częścią ludzkiej natury. Może także przyczynić się w Kościele do odnowy duszpasterstwa i ewangelizacji. A odnowienie solidarności w naszych wspólnotach wiary i wspólnotach państwowych może z kolei prowadzić do ustanowienia właściwych relacji między państwami. – Solidarność jest właściwą i niezbywalną drogą rozwiązywania problemów krajowych, międzynarodowych i światowych – przekonywał włoski hierarcha.

Poinformował, że uczestnicy zgromadzenia plenarnego CCEE wysłali list do papieża Franciszka, by okazać mu swoją solidarność i zapewnić o modlitwie w obliczu „całkowicie niesprawiedliwych” oskarżeń, z jakimi się spotyka. Zapowiedział również, że przyszłoroczne zgromadzenie odbędzie się w Santiago de Compostela w Hiszpanii.


KAI/ot

Rozkminy filozoficzne [4]: Nauka i wiara. Kto ma rację?

Czy między wiarą i nauką istnieje napięcie? Zapraszamy na kolejny odcinek "Rozkmin filozoficznych"

ks. Marek Dobrzeniecki
ks. Marek
Dobrzeniecki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

 

“Rozkminy filozoficzne” to cykl, który pokazuje, że można mówić prostymi słowami o nawet najbardziej skomplikowanych kwestiach. Prowadzi go ks. dr Marek Dobrzeniecki, wykładowca Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie. W pierwszym sezonie “Rozkmin filozoficznych” porusza kilka kwestii dyskusyjnych między tym, co mówi wiara Kościoła a faktami naukowymi. Będzie to m.in. teoria ewolucji, pochodzenie zła czy kwestie związane z ekologią.

 

ks. Marek Dobrzeniecki

ks. Marek Dobrzeniecki

(ur. w 1980 r. w Warszawie) – kapłan Archidiecezji Warszawskiej, przyjął święcenia kapłańskie w 2009 roku. Obronił doktorat na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Fryburskiego (w Szwajcarii). Od 2014 roku wykłada filozofię na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie oraz w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Od 2014 roku zastępca redaktora naczelnego „Warszawskich Studiów Teologicznych”. Od 2015 roku pracuje w parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu – Sanktuarium Diecezjalnym bł. ks. Jerzego Popiełuszki

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Marek Dobrzeniecki
ks. Marek
Dobrzeniecki
zobacz artykuly tego autora >

Szalony taniec zakonnic podbija internet

Szalony taniec setek zakonników i zakonnic, nagrany w sobotę w Krakowie przed koncertem zespołu niemaGOtu, zyskuje w sieci coraz większą popularność. Daje obraz atmosfery, która panowała podczas III Kongresu Młodych Konsekrowanych.

Polub nas na Facebooku!

Koncert zespołu niemaGOtu był częścią procesji z relikwiami, która przeszła 15 września przez Kraków jako element 4-dniowego wydarzenia. Uczestniczyło w niej ok. 900 osób konsekrowanych, z różnych zgromadzeń i stowarzyszeń świeckich, zarówno męskich jak i żeńskich. Film z nagraniem tańca, wrzucony na profil Facebookowy zespołu, cieszy się coraz większą popularnością. 

 

 

W barwnej procesji idącej przez Kraków uczestnicy Kongresu nieśli relikwie świętych założycieli swoich zgromadzeń. Wielu przechodniów wyrażało zdziwienie, że zakonnicy i zakonnice potrafią się tak spontanicznie cieszyć i bawić. – To bardzo pozytywny widok. Rzuca się w oczy, że są szczęśliwi. Taki Kościół kocham – mówił w rozmowie z KAI Paweł Karczewski, student z Wrocławia, który spędzał w Krakowie ostatnie dni wakacji.

 

Mural z ks. Sopoćko na 10-piętrowym bloku

Wyniesiony na ołtarze 10 lat temu ks. Michał Sopoćko został bohaterem olbrzymiego muralu na jednym z bloków w Białymstoku. Inicjatywa wyszła od zarządzającej budynkiem Białostockiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Polub nas na Facebooku!

Autorem projektu muralu jest twórca Gdańskiej Szkoły Muralu Rafał Roskowiński. W skład ekipy malującej weszli jego studenci z Lublina i Gdańska. Mural przedstawia bł. ks. Michała Sopoćkę – patrona miasta Białystok – trzymającego różaniec i “Dzienniczek” s. Faustyny. Sama święta jest zresztą również obecna – jej twarz widać w poświacie po lewej stronie głowy Błogosławionego.

Prace na ścianie 10-piętrowego bloku na osiedlu Białostoczek, zlokalizowanego nieopodal Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, rozpoczęły się 27 sierpnia, zaś zostały zakończone 7 września. Od 11 września mural widać w pełni, ponieważ zdemontowano już rusztowanie, służące artystom.

W rozmowie z lokalnym portalem Bia24 Rafał Roskowiński powiedział, że inicjatywa stworzenia takiego muralu wyszła od władz zarządzającej budynkiem Białostockiej Spółdzielni Mieszkaniowej. – Jestem tu malarzem dworskim, wykonuję zlecenie, jakie dostałem ze Spółdzielni Mieszkaniowej BSM. Zrobiłem projekt, zaakceptował go proboszcz sanktuarium i myślę, że podołam zadaniu – opowiadał artysta jeszcze przed rozpoczęciem prac.

Obraz powstał niemal naprzeciwko Sanktuarium Bożego Miłosierdzia na Białostoczku, gdzie niemal dokładnie 10 lat temu wieloletni przewodnik duchowy św. Faustyny został beatyfikowany. Białostocczanie darzą go wielką czcią od początku, szczególnie od marca 1989 r. kiedy to – zdaniem wielu – właśnie ks. Sopoćko wyprosił w niebie cud ocalenia miasta od zagłady wskutek wycieku chemicznego. Właśnie wtedy wykoleił się przejeżdżający przez Białystok towarowy skład cystern, przewożących 99-procentowy chlor. Bardzo prawdopodobnym było, że wskutek wypadku trucizna wycieknie i stworzy toksyczną chmurę, która zabije niemal wszystkich mieszkańców miasta. Tak się jednak nie stało i od początku wielu białostocczan uznawało ten fakt za cud wyproszony przez związanego z miastem ks. Sopoćkę. Przyszły święty jeszcze za życia często przechadzał się tym nasypem kolejowym odmawiając różaniec.

Ks. Michał Sopoćko został wyniesiony na ołtarze w Białymstoku 28 września 2008 r. przez papieża Benedykta XVI.

ad/Stacja7