Kiosk boski czyli autorski przeglad zagranicznej prasy religijnej (15.12.2012)

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Kiosk boski czyli autorski przeglad zagranicznej prasy religijnej (15.12.2012)

Koniec blisko? Oddaj wszystko

Biskup Bernardo Bastres Florence z Punta Arenas w Chile w wywiadzie dla lokalnej gazety La Prensa Austral, stwierdził, że byłoby miło, gdyby ci wszyscy, którzy wierzą, że 21. grudnia tego roku nastąpi zapowiadany ponoć przez Majów koniec świata, przygotowali się do niego zapisując w testamentach wszystkie swoje ziemskie dobra kościelnym instytucjom dobroczynnym. "Jestem pewien, że my pozostaniemy przy życiu również po 21. grudnia, ale jeśli oni chcą odejść, warto by pamiętali ile dobra mogą zrobić zapisując i tak już niepotrzebne im pieniądze czy nieruchomości Kościołowi. Wszystkich tych, którzy wierzą, że 22. grudnia już ich tu nie będzie, chcę zapewnić, że będziemy się za nich modlić do końca naszych dni" – stwierdził biskup.

Stanowcze przekonanie salezjańskiego biskupa Punta Arenas co do tego, że Armageddon jednak nie zepsuje nam w tym roku przygotowań do Bożego Narodzenia, umocnił z pewnością tekst jaki w L'Osservatore Romano zamieścił niedawno szef watykańskiego obserwatorium astronomicznego, o. Jose Funes. Zapewniał w nim, że żadne znaki na niebie nie wskazują, że zbliża się kataklizm. A mimo iż nauka zapowiada, że za miliardy lat ziemia nieuchronnie musi stać się miejscem nie do życia, Chrystus i tak daje nam niewzruszoną nadzieję na happy end, zapowiadając, że wraz ze swoim powtórnym przyjściem przemieni cały Wszechświat w miejsce pełne zycia i miłości.

Kiosk boski czyli autorski przeglad zagranicznej prasy religijnej (15.12.2012)

Po spowiedzi – wrzuć monetę

A skoro już jesteśmy przy mamonie. Naukowy periodyk (czteromiesięcznik) Religion, Brain and Behavior, opublikował wyniki badań przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu w Oksfordzie oraz Royal Holloway, które wykazały, że przystąpienie do sakramentu pokuty ma bezpośredni wpływ na wysokość kwot przeznaczanych na cele kościelne. Uczestnicy badań z grupy eksperymentalnej byli proszeni by przypomnieli sobie jakiś swój grzech, a następnie spowiedź i rozgrzeszenie, które uzyskali. Później mówiono im o możliwości podarowania dowolnej sumy na potrzeby lokalnego Kościoła. Korzystali z niej znacznie chętniej niż badani z grupy kontrolnej, którzy składali donacje między przypomnieniem sobie grzechu a przypomnieniem rozgrzeszenia.

Badania pozwalają wszak na wyciągnięcie dwóch praktycznych wniosków. Po pierwsze wszyscy proboszczowie świata winni zdemontować stojące przy wejściu skarbony i zainstalować je bliżej konfesjonałów. Po drugie – uczeni z Oksfordu przetarli ważny szlak gdy idzie o badania zachowań religijnych. Nic nie będzie teraz już stało na przeszkodzie by – oczywiście wykorzystując w tym celu sute granty – wreszcie wnikliwie zbadać np. częstości odmawiania różańca na opinie w sprawie szkodliwości GMO, a także  wpływ liturgicznego pozdrowienia "Idźcie w pokoju Chrystusa" na szybkość wychodzenia ludzi ze świątyni.

Clooney arcybiskupem!

Sensacja! Ks. Georg Ganswein, 56 – letni osobisty sekretarz Benedykta XVI, nazywany przez Kościół Żeńsko – Katolicki oraz zawistnych łysiejących i uwypuklonych brzusznie kolegów "Georgem Clooney'em Watykanu", "il Bel Giorgio", albo wręcz "Germańskim Adonisem", posiadacz niezliczonej ilości fanpage'ów, narciarz, tenisista, pilot, wykładowca prawa kanonicznego etc. etc. etc. został właśnie mianowany przez swojego szefa Prefektem Domu Papieskiego i podniesiony do godności arcybiskupa. 

Powodem nominacji nie była wyłącznie chęć uzupełnienia stylizacji watykańskiego przystojniaka o arcybiskupią piuskę (czapeczkę w kształcie latającego spodka). 85 – letni papież wzmocnił jego pozycję zdając sobie pewnie sprawę z tego, że wraz z wiekiem i nieuchronnym spadkiem formy będzie poddawany coraz większym naciskom rozgrywających swoje partie watykańskim frakcjom, trzeba więc aby ci, do których ma największe zaufanie byli w stanie stanąć do tej rozgrywki dobrze umocowani w kościelnej strukturze. Kościelni plotkarze donoszą, że zaskakująca nominacja Gansweina (na taki krok nie zdecydował się od razu nawet Jan Paweł II, który swojego sekretarza mianował – po wielu latach – najpierw biskupem i Proprefektem Domu Papieskiego) wywołała gwałtowne reakcje w części rzymskiej kurii, a jego pałacowi przeciwnicy prześcigają się teraz w donoszeniu prasie o mających dyskredytować nowego arcybiskupa detalach jego biografii. Jednym z nich ma być (niezdementowana nigdy) informacja, że ks. Ganswein – znany z ultrakonserwatywnych poglądów – swoją seminaryjną edukację rozpoczynał u lefebrystów w Econe, gdzie miał studiować dwa lata, po czym przeniósł się do "normalnego" seminarium. Tym, którzy w nominacji widzą dążenie papieża do uporządkowania swojego otoczenia wstrząśniętego aferą Vikileaks, przypomina się, że ks. Ganswein spędzał ze skazanym papieskim lokajem znacznie więcej czasu niż którykolwiek z innych papieskich funkcjonariuszy. Złośliwi wypominają mu też, że gdy mówi o papieżu i sobie zbyt często używa zaimka osobowego "my", i że przesadza ze stylizowaniem papieża (patrz nie tylko odkurzane prehistoryczne szaty liturgiczne, ale i znane już w całym świecie papieskie buty od Prady czy okulary przeciwsłoneczne Gucci albo Serengeti). 

Zawistnikom należy pozwolić by trawiła ich własna żółć (może dzięki temu uda im się zrzucić parę kilo i zmienić rozmiar sutanny na mniejszy), na miejscu pozostaje pytanie, czy sensownym jest podnoszenie asystentów, sekretarzy, biuralistów i menedżerów do rangi biskupów, pasterzy, starszych Kościoła, skoro nie pełnią oni praktycznie żadnych funkcji duszpasterskich, nie przewodzą żadnej realnej wspólnocie. Rozumiem papieża, który chce mieć przy sobie zaufanego człowieka, rozumiem że chce też go pewnie z wdzięczności za dobrą pracę zabezpieczyć na wypadek swojego odejścia. Dlaczego jednak w ten sposób? Czy tylko mi się tak wydaje, czy utwierdza w ten sposób wizerunek Kościoła nie jako organizmu, ale jako kolejnej korporacji?

Kiosk boski czyli autorski przeglad zagranicznej prasy religijnej (15.12.2012)

James Błąd

Prasa wyśmiewa się z wywiadu francuskiej policji, znanego z umieszczania w muzułmańskich środowiskach swoich tajnych agentów (pochodzenia arabskiego), donoszących o wszystkich ruchach podejrzanych imamów. Opierając się na swoich źródłach wywiad zapewniał władze, że na paryskiej demonstracji katolików – przeciwników planowanej legalizacji "małżeństw" jednopłciowych stawi się najwyżej 20. tys. osób. Przyszło ponad pięć razy tyle, a dziennikarze zachęcają policjantów by poszukali może współpracowników wśród diakonów albo ministrantów, bo choć na katolikach położyli już kreskę, jak się okazuje nie tylko muzułmanie mogą ich czymś zaskoczyć.

Żarty zbiegają się w czasie z zupełnie poważną zapowiedzią francuskiego ministra spraw wewnętrznych, że nakaże policji ścisłe monitorowanie wszystkich "ekstremistycznych grup religijnych" mogących popaść w "religijne patologie", wyliczając w  tym gronie obok islamistów również środowiska tradycjonalistycznych katolików. Prezydent Republiki zapowiedział zaś powołanie Narodowego Obserwatorium Laickości, które będzie pilnowało przestrzegania zasady świeckości państwa i promowało "laickie wartości" w życiu społecznym i w edukacji. I jeszcze jeden news znad Sekwany – francuski Senat zaakceptował ustawę zezwalającą na wykorzystywanie ludzkich embrionów do prac nad pozyskiwaniem komórek macierzystych. Lewicowy (już ultralewicowy?) prezydent Hollande zdaje się coraz szybciej podążać drogą, którą przebiegł przed nim inny zwolennik stawiania świata na głowie, były hiszpański premier Jose Luis Zapatero. Szczere życzenia – oby ów bieg udało mu się podobnie (i w miarę szybko) zakończyć.

Kiosk boski czyli autorski przeglad zagranicznej prasy religijnej (15.12.2012)

Dzisiaj w Betlejem

Szpital Położniczy imienia Świętej Rodziny w Betlejem działa ledwie kilkaset metrów od Bazyliki Narodzenia Pańskiego, uznawanej tradycyjnie za miejsce, w którym na świat przyszedł Jezus. Mieści się tu jedyny na Zachodnim Brzegu OIOM dla noworodków, szpital dysponuje też specjalistyczną mobliną kliniką, która jest w stanie nieść pomoc potrzebującym nawet w warunkach pustynnych. Szpital założyły XIX wieku francuskie szartyki, ale musiały zamknąć go w 1985. roku z powodów politycznych i ekonomicznych. Jan Paweł II poprosił o ponowne zorganizowanie szpitala Zakon Maltański, który zrobił to w 1990. roku, a od tej pory przyszło tu na świat już ponad pięćdziesiąt tysięcy dzieci. Mimo wsparcia arystokracji z Zakonu Maltańskiego z całego świata szpital wciąż potrzebuje pieniędzy, by realizować swoją misję, którą streszcza w zdaniu: "aby nikt nie usłyszał, że nie ma tu dla niego miejsca". Prosi o wsparcie m.in. poprzez uruchomiony na swojej stronie adwentowy kalendarz (birthplaceofhope.org/advent), gdzie każdego dnia znaleźć można historie pacjentek szpitala, opis podejmowanych działań, propozycje modlitw, otwierać się na Boże Narodzenie przez wspieranie tych, którzy w tym samym miejscu przychodzą na świat ponad dwa tysiące lat później.

Kiosk boski czyli autorski przeglad zagranicznej prasy religijnej (15.12.2012)

Biskup Ma nadal gnębiony

Chińskie władze nadal znęcają się nad wspominanym już przeze mnie we wcześniejszych przeglądach wyświęconym w lipcu biskupie koadiutorze (koadiutor to biskup pomocniczy który po odejściu ordynariusza staje się jego następcą) Szanghaju, ks. Thaddeusem Ma Daquin. Przed swoimi święceniami ks. Daquin zerwał kontakt z licencjowanym przez komunistów "kościołem patriotycznym", za co ten dzień po święceniach (pod pretekstem dopatrzenia się uchybień formalnych w akcie święceń) zamknął go w areszcie domowym (w pustym seminarium), a teraz dodatkowo usunął go ze wszystkich urzędów i suspendował (zabronił wykonywać funkcji kapłańskich) na dwa lata. Watykan zareagował natychmiast ogłaszając ustami kardynała Savio Hon Tai – fai z Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, że "patriotyczny" Kościół nie ma żadnego prawa powoływać ani odwoływać biskupów i wpływać na decyzje papieża a wierni państwu hierarchowie zaczynają zachowywać się jak schizmatycy. Tak ostrego tonu w relacjach Watykan – Pekin nie słyszano już dawno.

Mniamen

27. grudnia brytyjski kanał Channel 4 wyemituje kolejny odcinek kolejnego kuchennego show Jamie Oliver'a, Food Fight Club. Idea programu jest prosta i opiera się na rywalizacji tych samych gatunków żywności dostarczanych przez różnych producentów. Tuż po świętach do bratobójczej walki staną benedyktyni z Ampleforth Abbey w angielskim North Yorkshire z belgijskim trapistami, a przedmiotem ocen będzie wytwarzane w dwóch opactwach piwo. Polscy przeciwnicy Kościoła powinni po Świętach zasiąść przed telewizorami, by przekonać się dlaczego warto już dziś modlić się gorąco o wzrost powołań do zakonów mniszych (ja już się modlę by nie być skazanym wyłącznie na firmowane tyniecką marką kulinarne niewypały).

Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Kiosk boski czyli autorski przegląd zagranicznej prasy religijnej (03.11.2012)

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Nigeria. Zabiję was, żeby papież usłyszał

* Wierni zgromadzeni 28. października na porannej mszy w katolickim kościele świetej Rity w mieście Kaduna w centralnej Nigerii szykowali się do komunii, gdy na teren parafii wjechał rozpędzony SUV wypełniony materiałami wybuchowymi, i na pełnym gazie wjechał w ścianę świątyni. W eksplozji zginęło siedmiu wiernych i zamachowiec samobójca, setki osób odniosło rany. W zamieszkach, które wybuchły chwilę po zamachu młodzi chrześcijanie zabili dwóch przypadkowo przechodzących koło kościoła muzułmanów. Miejscowy biskup w dramatycznym apelu wezwał do powstrzymania się od przemocy. Za zamach odpowiada prawdopodobnie islamistyczna organizacja Boko Haram. Islamiści jako cel swoich ataków wybierają katolickie Kościoły, wiedząc, że są częścią światowej organizacji, o ataku będzie więc głośno ("papież się o tym dowie") – tłumaczą lokalni hierarchowie. Pracujący na miejscu duchowni zwracają uwagę, że kwestie religijne to najczęściej tylko czubek góry lodowej, ludzie zmagający się z biedą i niesprawiedliwością w życiu społecznym zawsze znajdą pretekst, w który będzie można "zawinąć" gniew i frustrację.

Myanmar. Buddyści robią piekło muzułmanom.

* Nigeryjscy islamiści nie umieją wyciągnąć nauki choćby z tego, co dzieje się w Azji, gdzie ich współwyznawcy dostają z kolei w kość od rozgrzanych ideologicznie buddystów (raczej – pseudobuddystów, podobnie jak islamiści to pseudomuzułmanie). W stanie Anakar w Myanmarze (dawniej Birma) buddyści atakują islamskie świątynie i szkoły, setki ludzi straciły życie, setki tysięcy zostały bez dachu nad głową. Pracujące na mniejscu chrześcijańskie (sic!) organizacje ślą wieści w świat i błagają o interwencję międzynarodową, która położy kres rzezi.

Haiti, Kuba. "Sandy" dobiła po cichu.

* Cały świat przeżywa atak huraganu "Sandy" na Stany Zjednoczone, prasa pełna jest wzruszających historii o figurze Matki Boskiej, która nienaruszona przetrwała kataklizm na osiedlu, na którym zawaliły się niemal wszystkie domy. Widok żywiołu niszczącego ziemski raj wstrząsa publicznością, nie rusza jej kolejny dramat na sąsiadującym z nią poligonie, gdzie ktoś zdaje się testować wszystkie możliwe nieszczęścia, jakie mogą dotknąć ludzkość. Na wykończonym trzęsieniem ziemi, epidemiami i biedą Haiti "Sandy" kilka dni wcześniej zabiła 54 osoby, na wypalonej doszczętnie komunistycznym słońcem Kubie – 11. Pod wodą jest połowa Haiti, milion ludzi zagrożonych jest głodem, na Kubie uszkodzono ponad sto tysięcy domów, zniszczenia odnotowano w 90 proc. kościołów.

Wielka Brytania. Kłopot z degradacją nieboszczyka

* Wielka Brytania od miesiąca żyje aferą związaną z popularnym w latach 70. i 80. komikiem Jimmy Savillem, który za życia cieszył się reputacją "zakręconego" ale dobrodusznego, po jego śmierci wyszło zaś na jaw, że przy okazji mógł też być aktywnym w koszmarny sposób pedofilem. Na Saville'a w uznaniu jego filantropijnej działalności spadły wszystkie możliwe honory świeckie i kościelne, w tym Krzyż Komandorski Orderu świętego Grzegorza Wielkiego przyznany mu przez Jana Pawła II w 1990. Ozdobny nagrobek Saville'a rodzina zdemontowała i kazała rozbić na kawałki, zwierzchnik brytyjskich katolików, arcybiskup Westminsteru Vincent Nichols zapytał Stolicę Apostolskę, czy nie dałoby się jakoś odebrać zmarłemu orderu. Publiczna odpowiedź rzecznika Watykanu to mistrzostwo kościelnej dyplomacji. Zdaniem Lombardiego Watykan nic nie może zrobić, bo nie ma żadnej oficjalnej listy odznaczonych, z której mógłby teraz niewesołego pana wykreślić, a honory tego typu są ściśle związane z osobą, umierają więc wraz z uhonorowanym. Jedyne co nam więc pozostaje to żywić nadzieję, że wraz z nim nie zmartwychwstaną.

Wielka Brytania. Msza, czy agencja randkowa dla gejów?

* Przy okazji "ekspresowego" konsystorza w Anglii rozkręciła się ciekawa dyskusja o tym, dlaczego kapelusza nie dostał najważniejszy lokalny hierarcha katolicki, arcybiskup Westminsteru Vincent Nichols. Zdaniem kościelnych plotkarzy mogła zaważyć na tym głośna historia z odprawianymi co dwa tygodnie w kościele przy Warwick Street w londyńskim Soho mszami dla środowisk LGBT. Sprawa wymknęła się spod kontroli, gdy msze "startowały" organizatorzy zapewniali Nicholsa, że nikt tam nie będzie kwestionował nauczania Kościoła, że będzie to przedsięwzięcie ortodoksyjne i wyłącznie duszpasterskie. Tymczasem, jak mówi jeden z proboszczów, który wysyłał tam swoich wiernych – ruch duszpasterski zmienił się w ośrodek knucia przeciw Watykanowi i "gejowską agencję randkową", nie otwierając tych wiernych na Kościół, a wpychając ich do getta. Analizujący sprawę William Oddie z The Catholic Herald zauważa, że kapelusza na najbliższym konsystorzu nie dostanie też póki co nowy szef Kongregacji Nauki Wiary, abp. Gerhard Muller. Oddie spekuluje jednak, że ten hierarcha – w przeciwieństwie do poprzednika, kard. Levady – nie będzie miał kłopotu z zamknięciem kłopotliwej sprawy Soho niejako nad głową Nicholsa, czym wybawi go z kłopotu, sam wykaże się odwagą, dzięki czemu obaj panowie już niedługo będą musieli odwiedzić watykańskich krawców i wymienić na czerwone elementy swojej hierarszej garderoby.

Watykan. Wreszcie kardynałowie nie – Włosi

* A skoro już zniosło nas do Watykanu. Lepiej późno niż wcale – papież poprawił swój błąd. Na lutowym konsystorzu (zebranie na którym ogłasza się kardynalskie nominacje) jak to się fachowo określa "wykreował" 22. kardynałów, z których aż 16. byłu Europejczykami, z czego 7. Włochami, co pogłębiło jeszcze niezrozumiałą dysproporcję w wybierającym papieża kolegium (Europa to dziś przecież "Muzeum Katolicyzmu", a pochodzić z niej miało aż 67. ze 120. mogących wybierać papieża kardynałów). Watykańskie źródła donoszą, że Benedykt XVI podobno przejął się docierającą doń spoza Rzymu krytyką, o czym miałyby świadczyć jego słowa, że planowany na 24. listopada drugi tegoroczny konsystorz ma "dopełniać" ów zimowy. Biret otrzyma na nim sześciu nie-Europejczyków. Kolegium elektorskie składać się więc będzie z 62. przedstawicieli Europy (w tym – to nadal przedziwne – aż 28. Włochów), 14. hierarchów z USA i Kanady, 21. z Ameryki Centralnej i Południowej, 11. z Afryki, tyluż z Azji oraz jednego reprezentanta Oceanii.

Ogłoszenie konsystorza było zaskoczeniem. Tajemnica była pełna. Wieść nie wyciekła nawet do organizatorów planowanej na 24. listopada konferencji biskupów Azji, którą teraz w popłochu próbują przekładać, jako że jedną z jej głównej bohaterów miał być wytypowany do zmiany purpury (kolor biskupi) na czerwień (kolor kardynałów) metropolita Manili, abp. Luis Tagle. Kardynałowie nominaci zostali poinformowani o awansie dzień wcześniej, wezwał ich do siebie watykański Sekretarz Stanu, kard. Bertone, który odczytał im list od Benedykta XVI. Większość z nich przebywała w tym czasie na trwającym wówczas w Rzymie synodzie biskupów, zgodnie z zaleceniem milczeli jednak twardo jak grobowce rodzinne. Obecni na sali obrad relacjonowali później, że ci z hierarchów, którzy dysponowali smartfonami i tabletami nagle zaczęli robić szum i kolportować zasysane z Internetu nominacyjne przecieki. Po przerwie na lunch nie było już zaś mowy o żadnej pracy, sala synodu zmieniła się w studio fotograficzne, punkt odbierania gratulacji, udzielania wywiadów i wygłaszania oświadczeń. Szczególnie wzruszająco (o tym, że gdy odczytano mu "wyrok" poczuł się nie większy, a mniejszy, czuł obecność Kogoś dużo większego) mówił abp. Tagle, wschodząca gwiazda Kościoła, typowany na mocnego kandydata na któregoś z kolei papieża.

Watykan. Kardynałowie w kolejce do więzienia?

* Pilnowanie nazwisk kardynałów i terminów ich nominacji niczym kodów do broni atomowej to chyba element odreagowywania traumy po aferze Vatileaks. Jej główny bohater, papieski kamerdyner Paolo Gabriele, został przeniesiony z aresztu domowego do celi w watykańskim miniwięzieniu ulokowanym w koszarach policji. Dla wszystkich było to sporym zaskoczeniem, jako że Gabriele poprosił wcześniej papieża o łaskę i sugerowano, że jej dostąpi. Tymczasem Sekretariat Stanu wydał ostre oświadczenie, z którego wynika, że kamerdyner nie pokajał się jeszcze dość mocno a zrobił przecież rzeczy straszne. Obserwatorzy zastanawiają się, czy zamknięcie delikwenta w kiciu nie jest przypadkiem elementem gry ze skazanym, od którego watykańskie władze chciałyby przed ułaskawieniem uzyskać obietnicę milczenia (książka z ujawnionymi przezeń dokumentami sprzedaje się świetnie). Istnieje też jednak wyjaśnienie znacznie bardziej wzniosłe. Kto wie, czy kardynałowie nie nalegali by zatrzymać Gabriele w więzieniu, bo to da większości z nich szansę na "zaliczenie" wreszcie jednego z zaleceń Chrystusa, który nakazywał odwiedzać więźniów i troszczyć się o nich. Więzień w Watykanie – taka okazja może się szybko nie powtórzyć. Zrozumiałe więc, że rzecz musi potrwać, przy koszarach zrobią się pewnie zaraz zatory – Gabriele jest jeden, kardynałów dobrze ponad stu.

Watykan/Australia. Wysokim będzie łatwiej żyć w czystości.

* Rzym w ogóle miał w tym tygodniu szczęście do epokowych wydarzeń. Prasa donosi, że Domus Australia – przyjemny, liczący 32 pokoje butikowy hotel zorganizowany w Rzymie kosztem 30. milionów dolarów przez australijski Kościół katolicki, wzbogacił się o nową, ważną funkcjonalność. Na wyraźne żądanie kardynała z Sydney, George'a Pella (który nieprzypadkowo cieszy się przydomkiem "Big"), zbudowano tak, by były w stanie pomieścić słusznego wzrostu przybyszów z Antypodów. Twórcy projektu przyznają, że jak na włoskie standardy prysznice są teraz wręcz nieprzyzwoicie wielkie. Po wygodnych ablucjach można z jeszcze większą przyjemnością udać się do baru na dachu, albo spożyć obiad na rozkosznym patio. Kościelne źródła milczą, czy personel – starym australijskim zwyczajem – na wszystkie zażalenia odpowiada z uśmiechem: "no worries".

Watykan. Steve Jobs patronem nowej ewangelizacji?

* Z okazji wspomnianego już rzymskiego Synodu głos zabrał m.in. generał jezuitów, o. Adolfo Nicols, który stwierdził, że Kościół powinien uczyć się od Steva Jobsa, który zwykł mawiać, że nie interesują go pytania producentów, zajmują go pytania klientów. O. Nicols podkreślał, że zanim zacznie się ewangelizować trzeba dobrze poznać potrzeby świeckich, którzy – jako że stanowią 99,9 proc. kościelnej społeczności – są nie tylko przedmiotem ewangelizacji, ale i jej "ważnymi czynnikami".

Peru. Jezus od Trzęsień Ziemi

* 475- lecie obchodzi najstarsza w Ameryce Południowej diecezja w Cusco w Peru. Z tej okazji wyniesiono na ulice (wielka rzadkość) obraz Jezusa od Trzęsień Ziemi, którego peregrynacja w 1650. miała powstrzymać taki właśnie kataklizm. Obraz, podobnie jak choćby wiele ikon ze Świętej Góry Atos, jest już zupełnie czarne od dymu świec, kadzideł i przynoszonej przez wiernych wilgoci. Takie historie to dla mnie zawsze obrazowy komentarz do Ewangelii – znów widzę Boga, który jest gotów z miłości do człowieka wyniszczać się przyjmując na (w) siebie nasze cierpienia, smutki, grzechy, troski.

RPA. Jest miejsce dla TV Trwam!

* Nic nowego pod słońcem. Afryka też ma swoją odmianę naszej polskiej "afery multipleksowej". Grupa katolików z RPA zgłosiła się do wielkiego operatora platform telewizyjnych DStv o włączenie do pakietu amerykańskiej telewizji ewangelizacyjnej EWTN, założonej przez słynną Matkę Angelikę, dla niektórych – mocno kontrowersyjnej (zbyt "betonowej"). Operator odmówił nie podając przyczyn. Katolicy zwrócili więc uwagę, że EWTN jest dostępny na platrofmach DStv w innych krajach Afryki. DStv natychmiast wycofał więc EWTN z innych krajów. W Nigerii ta decyzja wywołała natychmiastową reakcję biskupów i wiernych, którzy poinformowali operatora, że jeśli nie zmieni decyzji zaczną protesty i zorganizują bojkot wszystkich jego biznesowych przedsięwzięć. DStv przestraszył się i EWTN do nigeryjskiej sieci znów wrzucił. Południowoafrykański (i wyważony) katolicki tygodnik "The Southern Cross"apeluje, by ten sam mechanizm zastosować w RPA. Jeśli nawet komuś nie podoba się styl EWTN niech stanie do walki z DStv, by włączyła choćby kanadyjski kanał Salt and Light (a może naszą TV Trwam?). Dość milczenia, zacznijmy wreszcie formułować swoje żądania głośno. Obciążony polskimi doświadczeniami człowiek nie chce poprzeć, a jednak popiera!

Wielka Brytania. Jeśli spowiedź to nie pralnia, to co?

* W "The Catholic Herald" ciekawy tekst o. Alexandra Lucie – Smitha, który zastanawia się dlaczego sakrament pojednania w Wielkiej Brytanii zdaje się właśnie dogorywać. Ludzie przecież nadal grzeszą, gdzie indziej idą jednak po rozgrzeszenie. Najczęściej dają je sobie sami (w imieniu swoim, względnie Boga). Lucie – Smith proponuje, by przestać patrzeć na pójście do spowiedzi jak na przymusową wycieczkę do pralni, apeluje żeby spojrzeć na listę swoich grzechów z drugiej strony, nie tylko z perspektywy sprawiedliwości, ale miłości. Zdaje się lansować bliskie mi podejście zwracania uwagi na to jak bardzo jesteśmy obdarowani i jak dramatycznie wiele łask marnujemy, nie koncentrować się tylko na popełnionym złu, ale poszerzyć perspektywę, policzć niezrobione dobro. Rachunek sumienia powinniśmy robić nie tylko według dziesięciu przykazań, ale i według Pawłowego Hymnu o Miłości. Lucie – Smith ciekawie pisze też o niewyczuwanej przez współczesnych granicy między błędem a grzechem. Czy przekroczenie prędkości, złamanie świeckiego prawa nim jest? Jest, bo nie tylko przekroczyłeś arbitralne, bezoosobowe ludzkie zarządzenia, ale też nie postąpiłeś jak obdarowany Duchem roztropności i odpowiedzialności za innych dojrzały chrześcijanin.

Wielka Brytania/USA. Na kogo głosowałby Jezus?

* W Londynie odbyła się debata, podczas której próbowano ustalić, jak w wyborach prezydenckich w USA głosowałby Jezus, maniplując przy tym Biblią z z zapałem charakterystycznym dla sytuacji gdy polityka próbuje "upgradeować" się do poziomu religii. Conor Gearty, profesor i ekspert od praw człowieka z London School of Economics, bronił tezy, że Mesjasz byłby demokratą, Pismo jest bowiem pełne dowodów na jego lewicowe poglądy. Komentator polityczny James Boys dowodził z kolei, że Chrystus z pewnością wspierałby republikanów, wszak Jego Święta Rodzina wolała zatrzymać się w stajence niż żądać przywilejów lokalowych od władz, a On sam był samodzielnym, nie zrzeszonym w związkach zawodowych czy spółdzielniach przedsiębiorcą – cieślą. Debatę wygrał jednak, w zgodnej ocenie uczestników Gil Fraser, były kanonik londyńskiej katolickiej katedry świętego Pawła, który stwierdził, że Jezus w ogóle by nie głosował, po pierwsze bowiem byłby zbyt radykalny dla wszystkich robiących dziś wielką politykę frakcji, po drugie – argument rozstrzygający – żaden konsul nie wpuściłaby dziś do Stanów (a linia lotnicza – do samolotu) samotnego mężczyzny z Bliskiego Wschodu podróżującego z dwunastką podobnych do Niego.

Holandia/Wielka Brytania/USA. Bar zamiast ołtarza, w głównej nawie – pilates.

* Policzono, że w Holandii już prawie 250. kościołów katolickich i protestanckich zostało zamienionych na meczety. Wskaźnik rzecz jasna rośnie. Trudno dziwić się księżom i zakonom z Zachodniej Europy, że nie mając za co utrzymać kosztownych budynków, decydują się na ich sprzedaż. Serce jednak boli, może ciut mniej gdy w kościele będzie się odtąd modliło, choć do Allaha, bardziej – gdy w zdekonsekrowanej świątyni (jak np. w znanym mi osobiście The Nave, czyli byłym kościele św. Pawła w londyńskim Islington, urządzane są koncerty, eventy towarzyskie, kursy jogi i pilates, na całego – gdy kościół, w którym ludzie wypłakiwali swoje życie, służy dziś do zapijania smutków i podjadania radości jak choćby w John's Pizza w Nowym Jorku czy Stefanina's Pizzeria w Troy w stanie Missouri. Zobaczyłem bar w miejscu ołtarza, wyszedłem i nie wrócę.

Ten subiektywny przegląd stanowi efekt lektury tytułów i serwisów: "The Tablet", "The Universe", "The Catholic Herald", "The Southern Cross", ucanews.com, ncronline.org, zenit.org, misna.org,  catholicnewsagency.org, cisanewsafrica.com 

Wesprzyj nas
Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >