video-jav.net

“Kler”, a co po “Klerze”?

Weronika Kostrzewa, Krzysztof Skórzyński i Marcin Makowski zmierzyli się z filmem "Kler" Wojciecha Smarzowskiego i opisali jak wygląda krajobraz po obejrzeniu filmu

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dziennikarka Radia Plus Weronika Kostrzewa pisze, że nie rozumie, dlaczego film wywołał szerokie debaty o Kościele “jakby to był raport Najwyższej Izby Kontroli”. Wyznaje, że boi się iż film zrobi największą krzywdę ludziom będącym w Kościele tylko “jedną nogą”, ponieważ “chór komentatorów traktujących ten film jako cała prawda o Kościele, utwierdza widzów w przekonaniu, że w końcu zobaczyli prawdziwe oblicze <czarnej mafii>”.

W tym kontekście jej zdaniem “nadszedł czas, by ludzie świeccy stali się większym wsparciem dla swoich duszpasterzy”. I wyjaśnia: “Nie mam na myśli tu poklepywania po ramieniu, a modlitwę, towarzyszenie i wymaganie. A jeśli spotykamy księdza, zakonnicę, biskupa – którego życie jest zaprzeczeniem Ewangelii, reagujmy. Także dla dobra tego bliźniego.”

 

 

Film widział również Dziennikarz “Faktów” TVN Krzysztof Skórzyński. Zauważa, że film Smarzowskiego, to przede wszystkim film o złych ludziach. “A że ci ludzie noszą koloratki, jest to film o złych księżach”. W tym miejscu wyznaje, że księży w życiu poznał wielu, jako że “wyrastał w Kościele” i “przeważająca, przytłaczająca większość mojego Kleru, to są i byli wspaniali księża!!!”. Dlatego przypomina: “Smarzowski nie zrobił filmu dokumentalnego!!! On chciał zrobić i zrobił film FA BU LAR NY! Momentami przerysowany (przyklejone na siłę do scenariusza dwie sceny), ale film fabularny o wycinku rzeczywistości. Także o samotności kapłana (cytat za jednym z bohaterów, znany chyba każdemu księdzu: “Niby kościół to wspólnota, a jak przychodzi co do czego, to nie ma do kogo gęby otworzyć”)” – czytamy.

Skórzyński przyznaje, że bał się alergicznej reakcji części ludzi Kościoła na film Smarzowskiego. Bał się, ponieważ jego zdaniem z tym filmem Kościół musi się zmierzyć. Jednak widzi, że to już się dzieje, czego dowodem może być sytuacja zaobserwowana przez niego w diecezji opolskiej. “Arkadiusz Jakubik po premierze filmu powiedział, że dedykuje go koledze-ministrantowi, który ponad 20 lat temu był molestowany przez księdza. KILKA GODZIN po tych słowach, opolska kuria wszczęła postępowanie kanoniczne, skierowała sprawę do prokuratury i skontaktowała się z bliskimi tego mężczyzny, by wyjaśnić sprawę “.

 

 

Głos w sprawie filmu zabrał również publicysta tygodnika “Do Rzeczy” Marcin Makowski. Kreśląc swój “krajobraz po Klerze” porównuje go do krajobrazu po reformacji Marcina Lutra. “Być może jednak każdy ma takich Lutrów, na jakich sobie zasłużył” – zauważa jednak, relacjonując telewizyjne lub twitterowe debaty wokół obrazu Wojciecha Smarzowskiego.

“Niestety w Polsce wśród wielu komentatorów życia społecznego zapanowało dziwne przeświadczenie, że na temat religii wypowiedzieć może się każdy, ponieważ wiara jest kwestią indywidualną” – pisze.

Jego zdaniem “w krajobrazie po <Klerze> wszyscy musimy się czegoś od siebie nauczyć. Nie obrażać, nie bojkotować nie cenzurować, ale równocześnie nie podchodzić do zagadnień wiary z ignorancją, przeświadczeniem o nieomylności i radykalizmem”.

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Z filmem “Kler” mierzy się Krzysztof Skórzyński

Film Smarzowskiego, to przede wszystkim film o złych ludziach. A że ci ludzie noszą koloratki, jest to film o złych księżach. Poznałem wielu księży ale przeważająca, przytłaczająca większość mojego Kleru, to są i byli wspaniali księża!!!

Krzysztof Skórzyński
Krzysztof
Skórzyński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Film “Kler” jest tak wielowymiarowy, że podzielę tę “recenzję” na kilka części.

 

PO PIERWSZE – Wymiar artystyczny

Aktorsko są to wyżyny polskiego kina. Janusz Gajos grający biskupa o “szatańskim” nazwisku Mordowicz, jest tak sugestywny, że – jak to powiedział mój kolega – można odnieść wrażenie, że urodził się po to by zagrać tę rolę. Gra i rola Arkadiusza Jakubika “przeszywa” widza na wylot. On księdza Kukuły nie zagrał, on nim był. Roberta Więckiewicza Bóg obdarował taką aparycją, że idealnie gra księdza pijaka. No i Jacek Braciak – w odróżnieniu od większości moich znajomych, w tym kwartecie, uważam go za najsłabszego.

 

Fabuła. Widz dostaje “syfem” prosto w twarz. Od pierwszej sceny (nie “spojleruję”, bo ta scena jest w trailerze) pijackiej libacji na plebanii, po scenę ostatnią (nie będę “spojlerował”) ma się poczucie obcowania z materialnym złem. Ale (przypomnę – piszę tu o warstwie artystycznej) czy nie takie właśnie portrety kawałka rzeczywistości tworzy Smarzowski? Takie. Takie było “Wesele”, taki był “Dom zły” i – w mniejszym stopniu, bo temat nie był “aktualny” – był “Wołyń”.

Smarzowski chce i tworzy obrazy brutalne, tak jak (wybaczcie uproszczone porównanie) Tarantino chce i tworzy kino ociekające krwią. Taka poetyka, taki reżyser, takie kino, zatem brutalność “Kleru” mnie nie zaskoczyła.

 

PO DRUGIE – “Co autor miał na myśli?”

Pierwsze pytanie na które chciałem znać odpowiedź idąc na “Kler” brzmiało – “czy jest to film antyklerykalny?”. Odpowiedź jest prosta: TAK, jest to film antyklerykalny! Bez dwóch zdań.

Drugie pytanie – “czy Smarzowski sportretował w “Klerze” polski kościół? NIE, ale… 

 

Jest to bez wątpienia portret największych grzechów, wynaturzeń, patologii i brudu, który w polskim (i nie tylko polskim) kościele JEST! To co napiszę poniżej jest dla mnie najtrudniejszą, bo bardzo osobistą refleksją po obejrzeniu “Kleru”. Powodem dla którego przez całą noc gapiłem się w sufit i nie zmrużyłem oka na minutę. “Wracał” do mnie ten film scena po scenie. Wątek po wątku. Dlaczego? Bo ja każdą z opisanych tam historii ZNAM! Każdą jedną!  

 

Smarzowski – co nie jest tajemnicą – miał świetny research. Każda z jego postaci jest “zlepkiem” autentycznych historii, autentycznych wydarzeń, “zlepkiem” prawdziwych księży:

– Ksiądz-pijak, z wiejskiej parafii, który stacza się i kapłańsko i moralnie. Mógłbym “na poczekaniu” wymienić trzy nazwiska takich księży.

– Ksiądz-wierzący (najbardziej niejednoznaczna rola, Jakubika). Historia “wypisz, wymaluj” mojego serdecznego kolegi.

– Ksiądz-pedofil, który dzięki koneksjom i znajomościom z biskupem staje się bezkarny. W swojej pracy dziennikarskiej, gdy zajmowałem się tematem pedofilii w Kościele, zetknąłem się z tuzinem takich przypadków. Wypierania, krycia, odsyłania z parafii na parafię, a na końcu… do domu dla księży emerytów. Coś Wam mówi ta historia? Ja ją niestety opisywałem w swoich materiałach.

– Biskup. By odczytać, kto był inspiracją dla stworzenia tej postaci, nie trzeba wiele się “głowić”.

Wreszcie wątek tego, jak “czyści” się niewygodne tematy, zamiata je pod dywan, wypiera i manipuluje nimi. Jak część hierarchów do końca chroni zło, dopóki się da, a ofiarom wmawia się winę. To wszystko w kościele, piszę to z ogromnym smutkiem, jest. Tak, jest! 

 

PO TRZECIE – Refleksje “po”

Zebranie tego brudu w 133 minutach filmu jest bardzo bolesne. Boli człowieka wierzącego. Dlaczego? Dlatego, że ja bym chciał Kościoła nieskazitelnego. Kościoła wolnego od najgorszych zaraz tego świata. Czyli… chciałbym Kościoła idealnego. Chciałbym czegoś, co nie istnieje i nigdy nie zaistnieje!  

 

Film Smarzowskiego, to przede wszystkim film o złych ludziach. A że ci ludzie noszą koloratki, jest to film o złych księżach. Poznałem ich wielu. Ale – jako że dosłownie wyrastałem w Kościele – przeważająca, przytłaczająca większość mojego Kleru, to są i byli wspaniali księża!!!

Z kilkoma się blisko kumpluję, dwóch mógłbym wręcz nazwać Przyjaciółmi. I to też, a może PRZEDE WSZYSTKIM, jest prawda o polskim kościele. Tyle, że Smarzowski nie zrobił filmu dokumentalnego!!! On chciał zrobić i zrobił film FA BU LAR NY! Momentami przerysowany (przyklejone na siłę do scenariusza dwie sceny), ale film fabularny o wycinku rzeczywistości. Także o samotności kapłana (cytat za jednym z bohaterów, znany chyba każdemu księdzu: “Niby kościół to wspólnota, a jak przychodzi co do czego, to nie ma do kogo gęby otworzyć”).

 

 

Jedno czego się bałem, a co już się dzieje (a nawet więcej – zaczęło się dziać zanim film do kin wszedł), to alergiczna reakcja części ludzi Kościoła nań! Te krucjaty przed kinami, księża deklarujący z ambon, że “w życiu nie pójdą na film, bo szatan chce w ten sposób zniszczyć Kościół Chrystusowy”. Nie tędy droga! Nie tędy moje Siostry i Bracia w Wierze! Z tym filmem Kościół MUSI się zmierzyć. Po prostu musi! I, co napawa mnie autentyczną radością i wzmacnia moją wiarę w Kościół, widzę że gdzieś tam zaczyna się mierzyć. Otóż…

Arkadiusz Jakubik po premierze filmu powiedział, że dedykuje go koledze-ministrantowi, który ponad 20 lat temu był molestowany przez księdza. KILKA GODZIN po tych słowach, opolska kuria wszczęła postępowanie kanoniczne, skierowała sprawę do prokuratury i skontaktowała się z bliskimi tego mężczyzny, by wyjaśnić sprawę !!! 

 

MORAŁ:

Czy to co opisałem w ostatnim akapicie wydarzyłoby się bez “Kleru”? Czy reakcja kurii byłaby tak szybka i zdecydowana? Odpowiem parafrazując ulubione zdanie jednego z polityków: nie mam takiego poczucia.

 

Krzysztof Skórzyński

Krzysztof Skórzyński

Zobacz inne artykuły tego autora >
Krzysztof Skórzyński
Krzysztof
Skórzyński
zobacz artykuly tego autora >