video-jav.net

Zderzenie cywilizacji. Generacja Z nadchodzi

Czym pokolenie JPII różni się od generacji wychowanej na Franciszkowym "rabanie"? I jak to się ma do pokoleń X, Y, Z?

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dużo mówi się o pokoleniach X,Y,Z. Zwłaszcza w kontekście pracy, zainteresowań i stylu życia. Przy tak prostych podziałach, zawsze powstaje pułapka generalizacji, wrzucenia ludzi do jednego worka. Nie mniej czasy w których żyjemy, zawsze determinują nasze zachowania, możliwości komunikacji, relacje społeczne i postrzeganie świata. Można więc pokusić się o próbę zastanowienia nad takim podziałem, także z kontekście wiary. Zostawiając oczywiście miejsce na indywidualność w każdym pokoleniu.

 

pokolenie_z

 

Kim są Iksy, Igreki i Zety?

Pokolenie X to według badań nasi rodzice. Ludzie, którzy urodzili się po wojnie, podjęli pracę, kiedy był obowiązek pracy. Nie dało się nie pracować ale małe też były szanse wyboru, awansu, znalezienia pasji w swojej pracy. W większości trochę brało się co było. Większość też nie mogła pozwolić sobie na wczasy zagraniczne, podróże, realizację marzeń. Wszyscy mieli podobne mieszkania, podobne wyposażenie, podobne samochody i podobne możliwości. Pracowali, żeby przetrwać.

 

Pokolenie Y (czyli nasze, moje) urodzone jeszcze w PRL, czyli w biedzie, braku perspektyw i możliwości. Na etapie studiów wpadliśmy w przemiany. Pojawiły się wielkie szanse tak zwanego rozwoju osobistego. Świat zaproponował nam super szybkie ścieżki kariery. Liznęliśmy trochę biedy, dlatego tak łatwo przyszło nam osiąganie satysfakcji z pracy, z wynagrodzenia pozwalającego na realizację marzeń. Praca dla niektórych z nas stała się sensem życia. Zaczęliśmy wyścigi: kto ma więcej, kto ma jeszcze bardziej zmyślny dom, wypasiony samochód, ekskluzywne wczasy, nowinki technologiczne, gadżety. Jest o co się “zabijać”…. Żyjemy po to, żeby pracować.

 

Pokolenie Z – nasze dzieci, urodzone w większości już w 21 wieku. Pokolenie ludzi – wydaje się – całkowicie niezależnych od marzeń materialnych. Urodzili się wtedy, kiedy my już “wszystko” mogliśmy im zapewnić. Nie zahaczyli o biedę jak my i nasi rodzice. Od urodzenia prawie wszystko mają, dlatego dobra materialne nie stanowią dla nich wielkiej wartości. Pomysł zbierania truskawek w celu zarobienia na wymarzone jeansy jest dla nich tak egzotyczny jak dla nas ich wirtualne znajomości. My jako pokolenie tzw. aspirujących, zarzuciliśmy ich realizacją własnych marzeń o dzieciństwie. Zasypaliśmy dodatkowymi zajęciami ze wszystkiego. Teraz spędzają nam sen z powiek postawą, która mówi, że nie warto żyć tylko po to, żeby pracować, pracuje się po to, żeby żyć. Pokolenie Z to pokolenie ludzi prawdziwie wolnych.

 

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że przeszliśmy tę długą drogę, po to, by zrozumieć co jest w życiu ważne. Od czasów kiedy nikt nie miał nic – poza ugruntowanym systemem wartości oczywiście – poprzez biedę komunizmu a potem dzikich karier, aż doszliśmy do momentu całkowitej wolności. Wolności od ograniczeń materializmem, ślepym dążeniem do sukcesu pojmowanego jako mieć a nie być. Pytanie tylko czy na pewno jesteśmy prawdziwie wolni, czy idziemy w dobrą stronę?

 

Zrozumieć i wspierać Zety

Jakie naprawdę jest pokolenie, które buduje przyszłość nas wszystkich? Nauczeni własnymi błędami, może właśnie zostaliśmy uprzywilejowani i oddelegowani do tego, żeby nie zarażać naszych dzieci gonitwą za posiadaniem i przekierować ich ambicje, marzenia i cele na coś ważniejszego. Sami już zdajemy sobie sprawę, że te wszystkie dodatki, ozdobniki, które sobie nagromadziliśmy, wszystko to marność. Niczego na tym nie zbudujemy. Jeśli nasze dzieci są od tego wolne to teraz już tak niewiele trzeba, żeby poszukały w sobie czegoś co jest naprawdę dobre. Czegoś co jest skałą, co da im siłę, radość, prawdziwą wolność i pozwoli budować nowy, lepszy świat. Młode wino leje się do nowych bukłaków. Ważne więc jest to, żeby nie używać naszych starych i nie zmarnować tego młodego wina. Nie zarażać ich swoimi ambicjami, bo może wcale nie będą z tego powodu szczęśliwi a może właśnie według własnego pomysłu zrobią wszytko lepiej niż my.

 

shutterstock_378787249

 

Odwrócić myślenie Igreków

Co my Igreki wiemy o świecie łykania centyliardów informacji dziennie. Kiedy się urodziliśmy, były dwa programy w telewizji. Jak możemy w ogóle porównać naszą percepcję z dzisiejszymi możliwościami. Z postrzeganiem rzeczy przez nasze dzieci. Może ten wirtualny świat – inaczej niż nam się wydaje – prowadzi jednak do spotkania człowieka z człowiekiem. Może to nie jest do końca tak, że siedzą bezmyślnie zapatrzeni w ekrany swoich komputerów, tabletów i smartfonów. Może właśnie tam się odbywa spotkanie prowadzące do lepszego zrozumienia siebie nawzajem. Może to pierwszy krok do znalezienia w sobie spokoju, zrozumienia dla innych, a nawet wysłuchania. Co z tego, że mówią do siebie skrótami, czy obrazami ale może w tym przekazie więcej wiedzą o sobie niż my spędzając całe godziny na rozmowach, czy z telefonem w ręku. Może to my właśnie powinniśmy wchodzić do ich świata. Bo ten ich świat to też nasza przyszłość. My mamy coś do zaoferowania im a oni nam. Chodzi tylko o wzajemne zrozumienie i wsparcie. O bliskie towarzyszenie i delikatne prostowanie ścieżek, kiedy chcą iść w niebezpieczną stronę. Nie chodzi przecież o realizację siebie i swoich planów ich życiem. My mieliśmy już swoje.

Piękno świata polega właśnie na różnicy pokoleniowej. Dzięki temu się rozwijamy

 

Czerpać mądrość od Iksów

Ekstrawertyczne Igreki i introwertyczne Zety, zawsze mogą czerpać wyciszenie i osiągać spokój oraz równowagę dzięki mądrości doświadczonych już życiem Iksów. Jak świat światem, zawsze tak było, że najlepiej sprawdzały się rodziny wielopokoleniowe. Żyjąc razem wnosiły do “stada” swoją: radość, energię, szaleństwo, spokój, mądrość życiową i doświadczenie. Tylko wtedy osiąga się równowagę. Najważniejsze wartości są niezmienne. Iksy, Igreki i Zety są sobie nawzajem niesamowicie potrzebne, właśnie po to, żeby świat nie zwariował a jednocześnie się rozwijał i szedł naprzód.

To Iksy ciągnięte do Kościoła przez niezłomne zastępy kolumbów (naszych dziadków) – wojowników najlepszych z najlepszych są teraz w stanie przekazać Igrekom i Zetom właściwy system wartości. Zbudować kręgosłup moralny, który pozwoli odróżnić dobro od zła. To właśnie Iksom łatwiej zrozumieć Zety, kiedy wiecznie goniącym za własną karierą Igrekom zabraknie czasu na spokojne wysłuchanie. To tylko Iksy potrafią przywołać do porządku materialistyczne Igreki i przypomnieć co w życiu ważne. To Iksy są dla nas jedynym łącznikiem z dzieciństwem, niczym nie zachwianym dobrem i najpiękniejszymi chwilami. Podobnie my będziemy tym samym dla Zetów, kiedy już rzucą się w wir życia. I oby rzeczywiście wolni od konieczności posiadania, umieli cieszyć się tym co ich otacza i budować nowy świat.

 

Zakochani w Zetach

Kochajmy Zety, bo rośnie nam piękne pokolenie wspaniałych, wolnych ludzi. Ludzi, którzy pojmują wolność tak jak trzeba. Wolność, która nie jest wolna od wymagań. Chcą by im stawiać wymagania i sami sobie chcą je stawiać. Wszystko już mają, więc nie zadowolą ich błyskotki tego świata, markowe ubrania czy wygodne życie. Szukają czegoś więcej. Potrafią lepiej ocenić rzeczy ważne, niż my kiedyś.

 

Jan Paweł II – Wielki Architekt Światowych Dni Młodzieży (jak się o Nim wyraził w swoim przesłaniu papież Franciszek) już dawno to przewidział.  Zawsze wierzył w młodych ludzi i im ufał. Kiedyś wykrzyczał nam, że musimy od siebie wymagać, nawet gdyby inni od nas nie wymagali, bo dokładnie znał młodzież. Już wtedy, zwracając się do nas przewidział, że przyjdzie taki czas, że hasła: “rób co chcesz”, “spełniaj wyłącznie swoje pragnienia” będą brzmiały jak wydmuszka, bo one po prostu do młodzieży nie pasują. Na nich nie działa PR. A chrześcijaństwo to obszar, którego nie da się przykryć pięknymi obrazkami. To co w Kościele najważniejsze i to co młodych ludzi pociąga jest trudne. To my sami często obniżamy im te wymagania. Dla nich Kościół to nie jest przygoda, czy potrzeba wolontariatu. Dla nich to potrzeba spotkania z Bogiem (tak odpowiedziała ankietowana większość uczestników Światowych Dni Młodzieży). Kościół jest dla młodych ludzi ekstra, bo proponuje coś innego niż tylko konsumpcję. I chyba tak naprawdę dopiero Zety to rozumieją.

Kościół jest dla młodych ludzi ekstra, bo proponuje coś innego niż tylko konsumpcję

 

Miłość to najbardziej zaawansowana technologia

Trwające właśnie Światowe Dni Młodzieży pokazują, jakie naprawdę potrzeby i tęsknoty mają współcześni młodzi ludzie. Te piękne, uśmiechnięte twarze zalewające od kilku dni lotniska, dworce, przystanki, całe polskie miasta i wsie są dowodem na to, co dla młodych ludzi jest naprawdę ważne.

Gnają tu z końca świata, bo potrzeba spotkania z Bogiem i z drugim człowiekiem, poczucia jego ciepła, dobroci, miłości zawsze będzie najsilniejsza i nigdy nie zgaśnie, choćbyśmy nie wiem jak jeszcze technologicznie się rozwinęli.

 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich korporacjach jak Comarch czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach rodzinnych. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >
FELIETONY

Po tragedii w Nicei Kraków musi dać świadectwo męstwa

W dzisiejszych czasach odpowiedź na radykalny terroryzm może być tylko równie radykalna. A nie ma do tego lepszej drogi niż wiara i dwie z cnót kardynalnych: roztropność i męstwo. Na Światowych Dniach Młodzieży dajmy zatem świadectwo ich obu.

Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dwa lata temu byłem z przyjaciółmi na obchodach Dnia Bastylii w nadmorskiej Marsylii. Podobna jak w Nicei promenada, podobna wakacyjna atmosfera, taki sam tłum ludzi i festyn. Ale działo się to jeszcze przed Paryżem, Brukselą, San Bernardino, Ankarą… Jakby inna epoka, ale przecież już wtedy wiedzieliśmy jak wygląda współczesny terroryzm. Mimo wszystko nie czuliśmy strachu. Dzisiaj powrót na francuskie południowe wybrzeże, chyba nie tylko dla mnie, byłby czymś niepokojącym. Coś się zmieniło, jakby nagle do milionów ludzi na świecie powoli docierała świadomość, że beztroska się skończyła. Nie ma miejsca, które wydaje się bezpieczne. Terroryści przebierają się za turystów, wchodzą na plaże i do kawiarni. Wjeżdżają w tłum ludzi tłumacząc wcześniej policji, że rozwożą lody.

Nie ma jednej odpowiedzi na przyczyny takiego stanu rzeczy. Prawica obwinia poprawność polityczną i błędną politykę migracyjną Francji, wzywają do radykalnych działań. Lewica szuka rozwiązań w nierównościach społecznych i radykalizujących się środowiskach ksenofobicznych, napędzających spiralę nienawiści. Myślę, że w sensie ideowym winę za zakrzewienie się radykalnego islamu we Francji ponosi Wielka Rewolucja. A właściwie jej spuścizna, o której ojciec współczesnego konserwatyzmu Edmund Burke napisał już w XVIII wieku, że burząc stary porządek, nie zastąpiła go nowym. W tę pustkę wkradła się natomiast przemoc, która rozlała się po społeczeństwie. Obalenie judeochrześcijańskiego systemu wartości było aktem finalnym rewolucji francuskiego, która nie zastąpiła go żadną trwałą alternatywą. Tym bardziej paradoksalny wydaje się fakt, że zamachowiec wjechał w tłum ludzi świętujących zdobycze krwawej rewolty społecznej XVIII-wieku.

Można tak filozofować bez końca, mówiąc o upadku europejskich wartości, kryzysie imigracyjnym, bierności lewicowych decydentów. I z pewnością będzie się miało sporo racji, jednak bez względu na diagnozy, musimy się zmierzyć z jednym faktem: terror nie ma już oblicza konkretnych grup, siatek, narodowości. Nie trzeba wielomiesięcznych skomplikowanych przygotowań, aby dokonać zamachu na wielką skalę. Robią to zarówno emigranci z Bliskiego Wschodu jak i Francuzi – wydawać by się mogło dobrze zasymilowani z tamtejszą kulturą. Żyjący na co dzień pośród ludzi, których zabijali. Współczesny zamachowiec często działa samotnie, nie można go namierzyć, impulsy do działania czerpie z internetu. W takiej sytuacji, bez względu na wyznawany światopogląd, jedyna odpowiedź, która może mieć jakikolwiek sens na przyszłość to również zmiana naszego sposobu życia. Adekwatna to tego, jak ewoluowało źródło przemocy. Być może bezpowrotna i nieodwołalna, ale innej alternatywy nie mamy.

 

Zamach w nicei

fot. EastNews

 

Trzeba się będzie przyzwyczaić, że podobnie jak w Izraelu, do codzienności przejdą kontrole w bramkach wykrywających metal przed wejściem do kina. Trzeba się będzie oswoić z wojskiem na dworcach, zaostrzeniem rygoru imprez masowych. W sytuacjach podwyższonego ryzyka, nawet z godziną policyjną. Niestety, na radykalny terror odpowiedź musi być równie radykalna i kompletna. Inaczej będziemy skazani na życie w strachu i kompletnym paraliżu, a na to nie możemy sobie pozwolić. Na to nie pozwala nam również nasza chrześcijańska tożsamość, która nakazuje wychodzić złu na przeciw, walczyć z nim jak Archanioł Michał ze Smokiem.

Właśnie tak musimy po Nicei podejść do Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Męstwo powinno iść w parze z drugą z cnót kardynalnych – roztropnością. Należy w takim przypadku podobnie jak w Rio (co zasugerował Jakub Szymczuk), wyprowadzić wojsko na ulice. Nie tylko 25 tys. członków służb mundurowych, ale również uzbrojonych żołnierzy, którzy samym swoim widokiem będą odstraszać potencjalnych napastników. Oprócz nich, tłumnie musimy wyjść my. Bez bojaźni, gotowi dać świadectwo swojej wiary, która przekracza granice śmierci. Inaczej pozwolimy tym, którym zależy na pogrzebaniu Europy odnieść finalny sukces. Bądźmy silni jednością.

 

Marcin Makowski

Marcin Makowski

Dziennikarz tygodnika "Do Rzeczy", publicysta Wirtualnej Polski, współpracownik "Dziennika Gazety Prawnej" - wcześniej wydawca w portalu Deon. Pisał do Onetu, Forward, "Rzeczpospolitej", "Tygodnika Powszechnego" i Stacji7. Prowadzi program "Nocna Zmiana" w Radiu Kraków. Laureat nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Adolfa Bocheńskiego (2016) oraz Stefana Myczkowskiego (2017) nominowany do nagrody im. Kazimierza Dziewanowskiego (2016) oraz Stefana Żeromskiego (2017).

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >