video-jav.net

Wyklęci z krwi i kości

Przez kilkadziesiąt lat historia o nich milczała. Ze śmietnika pamięci wydobyli ich młodzi ludzie, którym imponowała walka o wolność Polski. Choć do tej pory szereg życiorysów Żołnierzy Wyklętych wzbudza kontrowersje, urzekają oni swoją niezłomnością oraz niezwykłym świadectwem wiary w Boga.

Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

“Ponieważ żyli prawem wilka, historia o nich głucho milczy”. Gdy Zbigniew Herbert w latach 90’ pisał ten wiersz dedykowany żołnierzom zbrojnego podziemia antykomunistycznego, z pewnością tak było. Dziś wiedza o żołnierzach walczących z komunistycznym okupantem, jakim była PRL, jest coraz bardziej powszechna.

Moja przygoda z Wyklętymi rozpoczęła się pięć lat temu. Było to na drugim roku studiów. Wcześniej, w szkole średniej, nie słyszałem nic na temat zbrojnego podziemia antykomunistycznego, mimo że byłem w klasie humanistycznej z rozszerzoną historią. Takie postaci, jak Witold Pilecki, Hieronim Dekutowski “Zapora”, czy Danuta Siedzikówna “Inka” poznałem wstępując do Stowarzyszenia Studenci dla RP.

Kiedy czytamy życiorysy żołnierzy walczących po 1945 roku na terenie Polski, możemy zauważyć, że od początku ich walka była skazana na porażkę. Niewielki odsetek społeczeństwa, stojący w opozycji do wielkiego aparatu represji, nie mógł w żaden sposób odnieść zwycięstwa, przynajmniej zbrojnego. Dlaczego więc uznajemy ich za bohaterów narodowych?

Aby to zrozumieć, przeanalizujmy etos rycerski, na których zostało wychowane pokolenie idące w bój podczas Powstania Warszawskiego, a potem nazwane “bandami” przez peerelowskie władze. Pierwszą jego odnogą jest umiłowanie wolności, której doświadczyli, żyjąc w II Rzeczypospolitej Polskiej. Można powiedzieć, że stali się oni pomostem między II RP, a PRL, przekazując nam – młodym ludziom – wielki depozyt wartości, jakimi przesiąknęli, słuchając świadectw powstańców styczniowych, których traktowali tak, jak my żyjących między nami żołnierzy AK.

Wielu historyków w swoich pracach naukowych wskazuje, iż to właśnie okres dwudziestu lat wolności Polski między dwiema wojnami dał silny impuls naszym przodkom do tego, aby przeciwstawić się okupantowi niemieckiemu, a potem sowieckiemu. Bez poznania tego etosu my, współcześni Polacy, wychowywani po 1989 roku, nie zrozumiemy motywacji, które gnały “Zaporę”, “Nila”, czy “Roja” do tak desperackich czynów.

Drugą zaś odnogą, bez której nie moglibyśmy mówić o fenomenie Państwa Podziemnego oraz Żołnierzy Wyklętych, jest szczególne powierzenie swojego losu Bogu. Wiele razy zastanawiałem się, czy byłbym w stanie pójść na ochotnika do piekła, jak zrobił Witold Pilecki, idąc dobrowolnie do Auschwitz. Jego zadaniem było sprawdzenie, czy rzeczywiście owe obozy koncentracyjne stworzone przez Niemców, były fabrykami śmierci.

Odpowiedź na to pytanie pojawiła się w momencie, kiedy w jednym z wywiadów, syn Rotmistrza Andrzej, powiedział, iż jego ojciec dbał, aby jego dzieci były wychowywane w wierze. Wspomniał również, że jego ostatnią wolą, którą powiedział swojej żonie Marii, było czytanie dzieciom fragmentów książki Tomasza a Kempis “O naśladowaniu Chrystusa”. I właśnie ta pozycja, przeznaczona początkowo dla zakonników kontemplacyjnych, jest kluczem do zrozumienia motywacji, jakimi kierował się w swoim życiu Rotmistrz.

Nie tylko “najdzielniejszego z dzielnych”, ale życiorysy wielu Wyklętych są przepełnione szczególną troską o wychowanie przyszłych pokoleń w wierze. Takim przykładem może być Łukasz Ciepliński ps. “Pług”, który 1 marca 1951 roku wraz ze swoimi towarzyszami z IV Zarządu Głównego WiN, został zamordowany strzałem w tył głowy. Na pamiątkę tego wydarzenia pierwszy dzień marca jest uznany Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Przed egzekucją Ciepliński napisał do swojego syna bardzo przejmujący gryps, w którym możemy przeczytać: “Bądź Polakiem, to znaczy całe zdolności zużyj dla dobra Polski i wszystkich Polaków [fragment nieczytelny] Bądź katolikiem, to znaczy pragni[j] poznać Wolę Bożą, przyjmij ją za swoją i realizuj w życiu. Katoli[k] to nie niedołęga, ale zdolny przedsiębiorczy, służący dobru i walczący ze złem. Przez wyks[z]tałcenie umysłu i charakteru osiągnąć musisz odpowiednie stanowisko społeczne – by cele te móc realizować”. Myślę, że ten fragment może stanowić testament wszystkich Wyklętych, pozostawiony nam, młodym Polakom.

Mit Żołnierzy Wyklętych jako zbiór postaw kształtujących obecną rzeczywistość, przedzierał się do świadomości społecznej bardzo długo. Niektórzy nie szczędzili oszczerczych słów wymierzonych w Niezłomnych, zarzucając im zbrodnie na cywilach, czy akty rabunkowe. W czasie działań zbrojnego podziemia antykomunistycznego istniały grupy bandyckie, które wielokrotnie podszywały się pod oddziały Wojska Polskiego. Nie mają oni nic wspólnego z bohaterami, o których wspomniałem powyżej.

Musimy zdać sobie również sprawę, że wielu z tych bohaterów ma “skazę” na swoim honorze. Ocenianie ich decyzji, bez zwracania uwagi na to, iż nieśli oni na swoich barkach bagaż kilku lat wojny, podczas której mordowano na ich oczach bliskich i przyjaciół, jest moim zdaniem lekkomyślne. Dziś możemy twierdzić, że jeden, czy drugi Wyklęty mógł się zachować inaczej w danej sytuacji. Takich ocen dokonujemy siedząc w ciepłym pokoju, czując się bezpiecznie.

Właśnie te “skazy” powodują, że historia Żołnierzy Wyklętych urzekła młode pokolenie Polaków, bo to właśnie oni wykopali ich ze śmietnika historii, uważając Pileckiego, “Inkę”, “Nila” i wielu, wielu innych za wzory do naśladowania. Jedną z takich akcji, która przybliża sylwetki Niezłomnych, są realizowane od pięciu lat przez moje stowarszyszenie “Namioty Wyklętych”. Idea wydarzenia jest bardzo prosta. W centrach polskich miast rozkładamy obozowisko wojskowe, w którym każdy przechodzień, czy turysta może zapoznać się z bohaterami, którzy mieli być zapomnieni.

Czego my, jako młodzi ludzie możemy się nauczyć od Wyklętych? Przede wszystkim wartości, które od zarania naszych dziejów powiewały na polskich sztandarach, zawartych w haśle “Bóg, Honor i Ojczyzna”. W świecie, który wmawia nam, że nie ma uniwersalnych wartości, następuje relatywizacja i degradacja wszystkiego, etos Żołnierzy Wyklętych jest nam wszystkim potrzebny. Wzmacnia on naszą tożsamość narodową, wbrew temu, co proponuje dzisiejszy świat. Takie silnie pozytywne osobowości, jak Rotmistrz Witold Pilecki, August Emil Fieldorf “Nil”, czy Hieronim Dekutowski “Zapora” są drogowskazami dla nas, aby nie zatracić się w dzisiejszym świecie.

Maciej Skotnicki

Maciek Skotnicki

Social Media Evangelist Stacji7, ciągle poszukujący nowych rozwiązań. Fan nowych technologii i nowoczesnych metod marketingu. Absolwent Wydziału Humanistycznego AGH na kierunku kulturoznawstwo. Były prezes stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej. Uzależniony od Netflixa oraz czytania Pisma Świętego.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >

Polityczna gra i sumienie

Objawiające się w sumieniu polityków obiektywne normy i wartości moralne na każdym etapie politycznej rywalizacji przypominać powinny, że twarde polityczne zmaganie jest nie tylko zmaganiem z kimś, ale także, a może przede wszystkim, zmaganiem o coś

Sławomir Sowiński
Sławomir
Sowiński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Partyjna dyscyplina czy sumienie – czym kierować winien się polityk? To dobrze znane pytanie wróciło w naszej debacie publicznej, w związku z sejmowymi głosowaniami nad projektami „Stop Aborcji” i „Ratujmy kobiety”. Po decyzji największej opozycyjnej partii o usunięcia ze swego grona trojga posłów, którzy głosowali wbrew zarządzonej w niej dyscyplinie, znów zastanawiamy się nad odpowiedzialnością polityków wobec swych partii i odpowiedzialnością partii wobec sumień swych polityków.

Polityka jako roztropna służba dobru wspólnemu w realiach demokracji parlamentarnej ma oczywiście w sobie coś ze swoistej zespołowej gry. Gry o władzę i o przekonania wyborców. Skuteczne zatem reprezentowanie tej lub innej grupy wyborców, wymaga od polityków ich lojalnego współdziałania w ramach politycznych stronnictw, z ich politycznymi programami, regulaminami i wewnętrzną hierarchią. Ta sama polityczna skuteczność uzasadnia też pewną teatralizację polityki, a więc zręczną polityczną grę, rozpisaną wspólnie na przemyślane role i scenariusze, które przyciągnąć mają uwagę i głosy obywateli. Perspektywa dobra wspólnego, a więc odpowiedzialność nie tylko za los swoich wyborców, ale także za całą polityczną wspólnotę, wymaga często z kolei roztropnych politycznych kompromisów, które zaczynają się zawsze od porozumienia wewnątrz własnego politycznego obozu.

 

 

Z wszystkich tych powodów powiedzieć możemy, że w realiach demokratycznego państwa prawa lojalna polityczna gra w ramach własnej partii, jest nie tylko abecadłem politycznej pragmatyki, ale także wyrazem odpowiedzialności za cel, który w polityce chce się skutecznie realizować.

Przypominając to wszystko podkreślić jednak trzeba, że mając w sobie cechy zespołowej gry, polityka nie może być samą tylko grą. To,  pełne emocji i ambicji, zmaganie o władzę, bez przekraczających go norm i wartości moralnych, łatwo bowiem stać się może seansem nagiego cynizmu, bezwzględnego konfliktu czy pustej nienawiści.  Objawiające się w sumieniu polityków (oraz nas wyborców) obiektywne normy i wartości moralne na każdym etapie politycznej rywalizacji przypominać powinny, że twarde polityczne zmaganie jest nie tylko zmaganiem z kimś, ale także, a może przede wszystkim, zmaganiem o coś. O jakieś obiektywne dobro, sprawiedliwość czy rozwój, które służyć ma wszystkim.

Te same obiektywne normy i wartości moralne, które odkrywać mamy w swych sumieniach, przypominać mają także o granicy polityki i najtwardszej nawet politycznej gry. Granicy, którą wyznacza ludzka godność, elementarna sprawiedliwość, czy właśnie powszechne prawo do  życia.

Dlatego, zwłaszcza tam gdzie polityk podejmować musi decyzje najważniejsze, a  czasem i najtrudniejsze, te dotyczące spraw w ludzkim życiu zasadniczych i te związane z dramatycznym wyborem między różnymi wartościami, przed lojalnością wobec swych partii i swych wyborców, ma on prawo a także obowiązek postawić odpowiedzialność wobec własnego sumienia. A my jako wyborcy i obywatele mamy prawo oczekiwać, że nasi politycy są ludźmi sumienia, którzy w chwili politycznej próby nie zawahają się opowiedzieć po stronie naszego życia, godności, wolności czy naszego losu, ryzykując gdy  trzeba swą władzę, karierę czy poparcie.  

Dlatego właśnie wydaje się, że polityczne partie, dbając na co dzień o swą zwartość i skuteczność, w sprawach dotykających samej istoty ludzkiego życia  – a do takich należy nie wątpliwie kwestia jego prawnej ochrony – powinny uznać pierwszeństwo sumienia swych polityków.  Dlatego też wyrazić wypada nadzieję, że wspomniana wyżej decyzja nie jest jeszcze ostateczną, ale zarazem, że jest ona w naszej polityce, tego rodzaju decyzją ostatnią.

 

Sławomir Sowiński

Sławomir Sowiński

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir Sowiński
Sławomir
Sowiński
zobacz artykuly tego autora >