video-jav.net

Namioty Wyklętych

Przez kilkadziesiąt lat historia o nich milczała. Ze śmietnika pamięci wydobyli ich młodzi ludzie, którym imponowała walka o wolność Polski. Choć do tej pory szereg życiorysów Żołnierzy Wyklętych wzbudza kontrowersje, urzekają oni swoją niezłomnością oraz niezwykłym świadectwem wiary w Boga.

Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Namioty Wyklętych
Przez kilkadziesiąt lat historia o nich milczała. Ze śmietnika pamięci wydobyli ich młodzi ludzie, którym imponowała walka o wolność Polski. Choć do tej pory szereg życiorysów Żołnierzy Wyklętych wzbudza kontrowersje, urzekają oni swoją niezłomnością oraz niezwykłym świadectwem wiary w Boga.

“Ponieważ żyli prawem wilka, historia o nich głucho milczy”. Gdy Zbigniew Herbert w latach 90’ pisał ten wiersz dedykowany żołnierzom zbrojnego podziemia antykomunistycznego, z pewnością tak było. Dziś wiedza o żołnierzach walczących z komunistycznym okupantem, jakim była PRL, jest coraz bardziej powszechna. Takie postaci, jak Witold Pilecki, Hieronim Dekutowski “Zapora”, czy Danuta Siedzikówna “Inka” poznałem wstępując do Stowarzyszenia Studenci dla RP.

Kiedy czytamy życiorysy żołnierzy walczących po 1945 roku na terenie Polski, możemy zauważyć, że od początku ich walka była skazana na porażkę. Niewielki odsetek społeczeństwa, stojący w opozycji do wielkiego aparatu represji, nie mógł w żaden sposób odnieść zwycięstwa, przynajmniej zbrojnego. Dlaczego więc uznajemy ich za bohaterów narodowych?

Aby to zrozumieć, przeanalizujmy etos rycerski, na których zostało wychowane pokolenie idące w bój podczas Powstania Warszawskiego, a potem nazwane “bandami” przez peerelowskie władze. Pierwszą jego odnogą jest umiłowanie wolności, której doświadczyli, żyjąc w II Rzeczypospolitej Polskiej. Można powiedzieć, że stali się oni pomostem między II RP, a PRL, przekazując nam – młodym ludziom – wielki depozyt wartości, jakimi przesiąknęli, słuchając świadectw powstańców styczniowych, których traktowali tak, jak my żyjących między nami żołnierzy AK.

Wielu historyków w swoich pracach naukowych wskazuje, iż to właśnie okres dwudziestu lat wolności Polski między dwiema wojnami dał silny impuls naszym przodkom do tego, aby przeciwstawić się okupantowi niemieckiemu, a potem sowieckiemu. Bez poznania tego etosu my, współcześni Polacy, wychowywani po 1989 roku, nie zrozumiemy motywacji, które gnały “Zaporę”, “Nila”, czy “Roja” do tak desperackich czynów.

Drugą zaś odnogą, bez której nie moglibyśmy mówić o fenomenie Państwa Podziemnego oraz Żołnierzy Wyklętych, jest szczególne powierzenie swojego losu Bogu. Wiele razy zastanawiałem się, czy byłbym w stanie pójść na ochotnika do piekła, jak zrobił Witold Pilecki, idąc dobrowolnie do Auschwitz. Jego zadaniem było sprawdzenie, czy rzeczywiście owe obozy koncentracyjne stworzone przez Niemców, były fabrykami śmierci.

Odpowiedź na to pytanie pojawiła się w momencie, kiedy w jednym z wywiadów, syn Rotmistrza Andrzej, powiedział, iż jego ojciec dbał, aby jego dzieci były wychowywane w wierze. Wspomniał również, że jego ostatnią wolą, którą powiedział swojej żonie Marii, było czytanie dzieciom fragmentów książki Tomasza a Kempis “O naśladowaniu Chrystusa”. I właśnie ta pozycja, przeznaczona początkowo dla zakonników kontemplacyjnych, jest kluczem do zrozumienia motywacji, jakimi kierował się w swoim życiu Rotmistrz.

Nie tylko “najdzielniejszego z dzielnych”, ale życiorysy wielu Wyklętych są przepełnione szczególną troską o wychowanie przyszłych pokoleń w wierze. Takim przykładem może być Łukasz Ciepliński ps. “Pług”, który 1 marca 1951 roku wraz ze swoimi towarzyszami z IV Zarządu Głównego WiN, został zamordowany strzałem w tył głowy. Na pamiątkę tego wydarzenia pierwszy dzień marca jest uznany Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Przed egzekucją Ciepliński napisał do swojego syna bardzo przejmujący gryps, w którym możemy przeczytać: “Bądź Polakiem, to znaczy całe zdolności zużyj dla dobra Polski i wszystkich Polaków [fragment nieczytelny] Bądź katolikiem, to znaczy pragni[j] poznać Wolę Bożą, przyjmij ją za swoją i realizuj w życiu. Katoli[k] to nie niedołęga, ale zdolny przedsiębiorczy, służący dobru i walczący ze złem. Przez wyks[z]tałcenie umysłu i charakteru osiągnąć musisz odpowiednie stanowisko społeczne – by cele te móc realizować”. Myślę, że ten fragment może stanowić testament wszystkich Wyklętych, pozostawiony nam, młodym Polakom.

Mit Żołnierzy Wyklętych jako zbiór postaw kształtujących obecną rzeczywistość, przedzierał się do świadomości społecznej bardzo długo. Niektórzy nie szczędzili oszczerczych słów wymierzonych w Niezłomnych, zarzucając im zbrodnie na cywilach, czy akty rabunkowe. W czasie działań zbrojnego podziemia antykomunistycznego istniały grupy bandyckie, które wielokrotnie podszywały się pod oddziały Wojska Polskiego. Nie mają oni nic wspólnego z bohaterami, o których wspomniałem powyżej.

Zdajemy sobie sprawę, że wielu z tych bohaterów ma “skazę” na swoim honorze. Ocenianie ich decyzji, bez zwracania uwagi na to, iż nieśli oni na swoich barkach bagaż kilku lat wojny, podczas której mordowano na ich oczach bliskich i przyjaciół, jest moim zdaniem lekkomyślne. Dziś możemy twierdzić, że jeden, czy drugi Wyklęty mógł się zachować inaczej w danej sytuacji. Takich ocen dokonujemy siedząc w ciepłym pokoju, czując się bezpiecznie.

Właśnie te “skazy” powodują, że historia Żołnierzy Wyklętych urzekła młode pokolenie Polaków, bo to właśnie oni wykopali ich ze śmietnika historii, uważając Pileckiego, “Inkę”, “Nila” i wielu, wielu innych za wzory do naśladowania. Jedną z takich akcji, która przybliża sylwetki Niezłomnych, są realizowane od pięciu lat przez moje stowarszyszenie “Namioty Wyklętych”. Idea wydarzenia jest bardzo prosta. W centrach polskich miast rozkładamy obozowisko wojskowe, w którym każdy przechodzień, czy turysta może zapoznać się z bohaterami, którzy mieli być zapomnieni.

Czego my, jako młodzi ludzie możemy się nauczyć od Wyklętych? Przede wszystkim wartości, które od zarania naszych dziejów powiewały na polskich sztandarach, zawartych w haśle “Bóg, Honor i Ojczyzna”. W świecie, który wmawia nam, że nie ma uniwersalnych wartości, następuje relatywizacja i degradacja wszystkiego, etos Żołnierzy Wyklętych jest nam wszystkim potrzebny. Wzmacnia on naszą tożsamość narodową, wbrew temu, co proponuje dzisiejszy świat. Takie silnie pozytywne osobowości, jak Rotmistrz Witold Pilecki, August Emil Fieldorf “Nil”, czy Hieronim Dekutowski “Zapora” są drogowskazami dla nas, aby nie zatracić się w dzisiejszym świecie.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

Maciej Skotnicki

Maciek Skotnicki

Social Media Evangelist Stacji7. Fan nowych technologii i nowoczesnych metod marketingu. Absolwent Wydziału Humanistycznego AGH na kierunku kulturoznawstwo. Były prezes stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej. Uzależniony od Netflixa oraz czytania Pisma Świętego.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >
FELIETONY

Powiew świeżego powietrza w sprawie nadużyć

Słuchanie ofiar - obok ich głosu i bólu nie da się już przejść obojętnie. Odpowiedzialność biskupów, którzy muszą zrozumieć, że te sprawy są „własnością” ich diecezji. Słuchanie głosu ekspertów, w tym kobiet. To podstawa, aby kultura wobec nadużyć zmieniła się z „kultury milczenia” na „kulturę ujawnienia”.

Paulina Guzik
Paulina
Guzik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Powiew świeżego powietrza w sprawie nadużyć
Słuchanie ofiar - obok ich głosu i bólu nie da się już przejść obojętnie. Odpowiedzialność biskupów, którzy muszą zrozumieć, że te sprawy są „własnością” ich diecezji. Słuchanie głosu ekspertów, w tym kobiet. To podstawa, aby kultura wobec nadużyć zmieniła się z „kultury milczenia” na „kulturę ujawnienia”.

Szczyt dotyczący nadużyć w Kościele, który zakończył się w niedzielę w Watykanie był jasnym sygnałem, że jeśli chodzi o prawo i procedury, w tej sprawie nie ma już wiele do zrobienia. Największą pracą jaką Kościół musi wykonać, jest przekonanie wszystkich biskupów, że droga wyznaczona przez Watykan od czasu Jana Pawła II jest drogą, z której nie można zbaczać, by dokonała się kwestia zmiany myślenia.

Zmiana z kultury milczenia na „kulturę ujawnienia”. Co zapamiętają z niego biskupi i my, relacjonujący wydarzenie dziennikarze? Po pierwsze – słuchanie ofiar. Obok ich głosu i bólu nie da się już przejść obojętnie. Po drugie, odpowiedzialność biskupów, którzy muszą na całym świecie, a także w Polsce zrozumieć, że te sprawy są „własnością” ich diecezji. Po trzecie, słuchanie głosu ekspertów, w tym kobiet, bo nawet jeśli nie mamy na pierwszy rzut oka za sobą nic wspólnego, jak mówiła w Watykanie Velentina Alazraki, to łączy nas matka – matka Kościół.

 

Globalna plaga

Największą pracą jaką Kościół musi wykonać, jest przekonanie wszystkich biskupów, że droga wyznaczona przez Watykan od czasu Jana Pawła II jest drogą, z której nie można zbaczać, by dokonała się kwestia zmiany myślenia.

Zarówno zamykając jak i otwierając szczyt, Papież Franciszek symboliczną klamrą powtórzył te same słowa: Musimy usłyszeć krzyk maleńkich. W niedzielę, po trzech dniach obrad, modlitwy, rozmów i słuchania ofiar, Ojciec Święty mówił: musimy obronić dzieci przez „żarłocznymi wilkami”, którymi są molestujący księża – wykorzystujący dzieci księża są „narzędziami Szatana”. Papież wyraźnie dał do zrozumienia, że Kościół, od początku XX wieku mający jasne i konkretne procedury ochrony dzieci, idzie drogą wyznaczoną przez globalne organizacje, przywołując best practices Światowej Organizacji Zdrowia.

Po co więc było spotkanie, skoro mamy procedury, w wielu krajach obowiązuje zasada „zero tolerancji” a od 2002 roku, od Jana Pawła II wiadomo, że nie ma miejsca w kapłaństwie dla tych, którzy krzywdzą młodych – tłumaczył to kard. Sean O’Malley, który walczy z nadużyciami w Ameryce. Kapucyn, który dokonał oczyszczenia diecezji Bostońskiej po odkryciu największej w historii fali nadużyć w Amerykańskim kościele i słynnym filmie „Spotlight”: Kościół rozmawiając o problemie odnosi się do ogółu społeczeństwa, ale najpierw nasz własny dom musimy posprzątać.

Sprzątanie zaczyna się od słuchania i wzięcia odpowiedzialności za problem przez biskupów, a droga do oczyszczenia idzie poprzez transparencję i komunikację.

 

Nie da się już zamknąć… uszu

Największe wrażenie na znacznej większości biskupów obecnych na szczycie zrobiły świadectwa ofiar. Trzy osoby dały świadectwa stojąc osobiście przed biskupami, pozostali byli nagrani w video lub audio. Do kobiety, która dawała swoje świadectwo drugiego dnia szczytu podszedł po wystąpieniu Papież. Pozdrowił ją i towarzyszącego jej partnera – kobieta nie była w stanie powstrzymać w trakcie przemówienia łez. Ksiądz gwałcił ją od kiedy miała 11 lat. Molestowanie trwało 5 lat: patrzyłam w okno i myślałam – jak nie będę się ruszać, to może nie będzie bolało. Jak nie będę oddychać, to może umrę? Dopiero jako mężatka odważyła się powiedzieć o swoim sekrecie mężowi. Ten wykorzystał jej wyznania w sprawie rozwodowej i uzasadnił problemem psychicznym odebranie jej opieki nad dziećmi.

Osoba, która opowiadała mi o tym, co działo się na sali, płakała jedynie wspominając tę kobietę. Wszyscy biskupi podeszli do niej po świadectwie, wyrażając swoje poparcie.

Podczas liturgii pokutnej na skrzypcach dla biskupów zagrał młody Chilijczyk, mieszkający obecnie na Bliskim Wschodzie. Grał Bacha. Jego świadectwo było wyjątkowo krótkie. Mówił, że wciąż uczy się mówić o swojej krzywdzie. Dlatego zdecydował się wyrazić swój ból muzyką.

Świadectwa ofiar sączyły się na biskupów, ich wolne, zbolałe głosy, często tylko nagrania audio doprowadzały ich do łez – mówił jeden z uczestników szczytu.

Były też świadectwa, które zamiast łez, były pełne złości. Tak jak to Juana Carlosa Cruza z Chile, który powiedział biskupom: zwróciłem się Kościoła, jak do Matki. Kościół potraktował mnie jak kłamcę.

Cruz, ofiara byłego już księdza Karadimy, mężczyzna którego Papież przeprosił osobiście po swojej wizycie w Chile, domaga się pełnej odpowiedzialności biskupów: Wściekam się, kiedy słyszę biskupa, który mówi: w 2011 roku nie miałem narzędzi, by zająć się tymi sprawami. Przepraszam bardzo, wykorzystywanie dziecka, dorosłego, gwałcenie kobiety, to było zło jeszcze przed Chrystusem, po Chrystusie, było w Średniowieczu, jest i teraz. Osoba, która uważa, że nie mogła się tym wcześniej zająć, nie powinna być biskupem.

Arcybiskup Malty Charles Scicluna, podsekretarz Kongregacji Nauki Wiary i główny organizator szczytu, mówił: posłuchaj ofiary, a będziesz wiedział jak dobrze to tego podejść.

 

To wasza własność, biskupi

Otwierając konferencję w Watykanie kard. Luis Antonio Tagle zaapelował: Każdy z nas bracia i siostry w naszych krajach musi wziąć osobistą odpowiedzialność za opatrzenie tej rany na ciele Chrystusa i podjąć postanowienie, że zrobimy wszystko co w naszej mocy i zdolności, by nasze dzieci były bezpieczne i chronione w naszych społecznościach.

Od kogo ma zacząć się droga oczyszczenia? „Ode mnie” mówił jeden z organizatorów PBC2019, amerykański kardynał Blase Cupich.

Abp Charles Scicluna za stołem konferencyjnym Watykańskiej Sali Augustinianum nie różnił się zbytnio od swoich kolegów, ale kiedy widzi się go „na stojąco” jest to krępy biskup, którego można po polsku określić „metr pięćdziesiąt w kapeluszu”. Ines San Martin, jedna z najbardziej poważanych watykanistek, napisała na portalu Crux: Scicluna jest najlepszym dowodem na to, że pan Bóg wielkie rzeczy pakuje w małe opakowanie. Scicluna jest kanonistą i to on z prawniczą precyzją odpowiadał na każde najtrudniejsze pytania dziennikarzy, to on także wypunktowywał biskupów, odpowiadając cierpliwie, melodyjnym i eleganckim maltańskim British English: Można robić niezliczoną ilość strategii, ale jeśli nie weźmie się własności za te sprawy, to żadna strategia nie zadziała.

To on przypomniał, że zasada usuwania z posługi albo kapłaństwa, została wyrażona przez Jana Pawła II w przemówieniu do Amerykańskich biskupów w kwietniu 2002 roku: Nie ma miejsca w kapłaństwie dla tych, którzy krzywdziliby młodych. Scicluna był też bezlitosny wobec milczenia biskupów i przemilczenia lub przykrywania przestępstw: Jeśli nadużycie jest przestępstwem, tak samo jest nim przykrycie tego nadużycia. Przez dekady wiedzieliśmy o zbrodni nadużyć, teraz jako zbrodnię należy dodać ukrywanie ich. Jak powiedział w wywiadzie dla TVP1 i Crux kard. Stanisław Dziwisz, już Jan Paweł II dostrzegał, że problemem są nie tylko dramaty samego wykorzystania seksualnego małoletnich, ale również przykłady błędnych reakcji przełożonych.

„Jeśli nadużycie jest przestępstwem, tak samo jest nim przykrycie tego nadużycia. Przez dekady wiedzieliśmy o zbrodni nadużyć, teraz jako zbrodnię należy dodać ukrywanie ich”.

W wywiadzie udzielonym National Catholic Register, a opublikowanym dzisiaj, abp Scicluna idzie o krok dalej – jeśli biskup usuwany jest z urzędu, to opinia publiczna musi wiedzieć dlaczego. W wywiadzie dla tego samego Amerykańskiego magazynu kard. Blase Cupich powiedział: Jeśli dana osoba jest usuwana z urzędu, to powinien być podany powód. Nie ma wytłumaczenia dlaczego miałoby być inaczej.

Andrea Tornielli, szef wydawniczy Vatican Media przyznał w rozmowie ze mną dla „Między Ziemią a Niebem”, że zmiana procedur to jedno, ale zmiana serca i kultury na „kulturę ujawnienia” może potrwać lata: To spotkanie to tylko jeden krok w długiej drodze, jeden krok, który potrzebuje kontynuacji w kolejnych tygodniach i miesiącach, co oznacza, że odpowiedzialność biskupów, konferencji episkopatów, a także Watykanu jest taka, aby sprawdzić, co będzie dalej.

Abp Scicluna podsumowując szczyt podczas ostatniej konferencji mówił: Zmiana serca dokona się poprzez słuchanie wielu głosów – i głos kobiet w tym szczycie był istotny. To był powiew świeżego powietrza. Głos kobiet jest kluczowy, byśmy dobrze to zrozumieli.

 

Transparencja, Panowie

To była najlepsza mowa tego szczytu – powiedział card. Oswald Gracias siedząc w niedzielę podczas briefingu prasowego obok Valentiny Alazraki, meksykańskiej dziennikarki, która w sobotę wygłosiła „instrukcję dobrej komunikacji” – „masterpiece in communications”, jak pisali koledzy Watykaniści po jej wystąpieniu.

W Polsce Valentinę zna może kilku dziennikarzy i księży, którzy pracowali w Watykanie za czasów Jana Pawła II. W Watykanie nie ma nikogo, kto by jej nie znał. Meksykańska Telewizja Noticias przysłała ją do Rzymu w 1974 roku. Miała wyjechać w 1978, ale kiedy okazało się, że Jan Paweł II jako pierwszą podróż zagraniczną wybrał Meksyk, Valentina dostała telefon: masz zrobić wywiad z papieżem. Oblewając się zimnymi potami schowała się za przysłowiową paprotką w jednej z watykańskich sal, i kiedy zobaczyła papieża, wyskoczyła zza kwiatka z włączoną kamerą wręczając papieżowi meksykański kapelusz. Miała wywiad z papieżem – jak się później okazało – rewolucjonistą komunikacji. 41 lat później Valentina – matka, dziennikarka i świecka kobieta, wygłosiła przemowę, która może i powinna spowodować rewolucję u biskupów.

Na pierwszy rzut oka nie mam wiele z wami, biskupami wspólnego – zaczęła. Ale łączy nas jedno – wszyscy mamy Matkę i tą matką jest Kościół – mówiła, podkreślając, że dla matki nie ma dzieci pierwszej i drugiej kategorii, że matka zawsze stanie po stronie najsłabszych, czyli ofiary. W mocnych słowach przyznała, że biskupi, którzy nie staną radykalnie po stronie dzieci, matek, rodzin i społeczeństwa słusznie się nas, dziennikarzy, boją – bo jeśli biskupi nie zdecydują stanąć po stronie skrzywdzonych, my dziennikarze będziemy ich „najgorszymi wrogami”.

Valentina dała biskupom kilka rad, które w komunikacji kryzysowej są oczywiste, ale nie od dziś wiadomo, że wielu biskupów niespecjalnie zwraca na te elementy uwagę:

1/ postawienie ofiar na pierwszym miejscu: to nie są statystyki, to są osoby ze złamanym życiem,
2/ zapytanie o radę, m.in. świeckich ekspertów,
3/ postawienie na profesjonalną komunikację.

Nadużycia wobec nieletnich to nie plotki, to zbrodnie – mówiła Watykanistka, wyliczając jako zbrodnię także ukrywanie tych przestępstw: Wierni nie wybaczają braku przejrzystości.

Wystąpienie Valentiny było kamieniem milowym – w pewnym sensie wchodziła w paszczę lwa. Ale to organizatorzy szczytu zwrócili się właśnie do niej. Zapraszając ją, odnieśli ogromny sukces i zyskali wielu sojuszników – dziennikarze w Sala Stampa, auli prasowej Watykanu, oklaskami przywitali Alazraki chwilę po jej przemowie.

Siostra Veronika Openibo. Nigeryjka mieszkająca na stałe w Watykanie, przełożona zgromadzenia Świętego Dzieciątka Jezus, mówiła: Ta burza nie przeminie (…). Głosimy 10 przykazań i paradujemy jako klucznicy standardów moralnych i dobrych zachowań naszego społeczeństwa. Hipokryzja? Tak! Dlaczego tak długo milczeliśmy? Siostra przywołała zbrodnię krycia przestępstw seksualnych. To nasza przeciętność, hipokryzja i samozadowolenie przyprowadziły nas do tego haniebnego i skandalicznego miejsca, w którym teraz jesteśmy jako Kościół.

 

 

Jednym z konkretnych owoców szczytu ma być powołanie task forces – grup ekspertów, którzy będą pomagali, szczególnie w krajach, gdzie transparentności wciąż brakuje, jak radzić sobie z kryzysem i doprowadzić do zmiany myślenia, o której tak wiele w Watykanie się mówiło.

Kolejnym konkretem ma być papieskie Motu Proprio – dokument o charakterze prawnym, w którym z pewnością wybrzmi kwestia odpowiedzialności biskupów, na których barkach leży przekazanie do swoich konferencji episkopatów raportów ze szczytu.

 

Co dalej, Kościele?

Przed każdym lokalnym Kościołem, przed każdą diecezją szczyt ten postawił kilka zadań. Zadań, które realizować można od dziś, od teraz, od środy poprzedzającej początek Wielkiego Postu.

Dla mnie zadania te można zamknąć w trzech punktach Valentiny Alazraki, które odniosę do polskiego Kościoła:

 

Po pierwsze: słuchanie ofiar

Obowiązek ten nałożył na uczestników szczytu papież Franciszek. Przed szczytem z licznymi ofiarami w Polsce spotkał się abp Stanisław Gądecki. Na wiosnę planowane są kolejne spotkania, w tym z przedstawicielami fundacji „Nie lękajcie się”. Słuchanie leży na barkach każdego biskupa. Jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił – proszę teraz złapać za telefon. Poprosić delegata, aby ofiarę umówił. Pewnie, że „trudno jest słuchać rozzłoszczonego głosu ofiar”, jak mówił w wywiadzie dla „Między Ziemią a Niebem” o. Hans Zollner. Ale jeśli ksiądz katolicki zamordował komuś duszę, jak mówi Zollner za ofiarami, to kto ma ofiarę tego morderstwa przeprosić? Kto ma z nią rozmawiać? Kościół, jak powtarza nieustannie papież Franciszek, to szpital polowy. Ran, o których mówił kard. Tagle, nie da się wyleczyć na odległość. Lekarze nie leczą na telefon i przekazywanymi sobie pismami. Mieliście być lekarzami dusz, staliście się mordercami dusz – mówił o molestujących księżach Juan Carlos Cruz w swoim świadectwie. Obowiązek pochylenia się nad zranionym wyraźnie ciąży teraz, po szczycie, na biskupach.

 

Po drugie: odpowiedzialność i transparentność

Pięciu polskich biskupów ujawniło raporty liczbowe, przepraszając ofiary za krzywdę wyrządzoną im na terenie diecezji, którymi zarządzają. Są oni symbolami transparentności – nie zaprzeczają, że do nadużyć doszło, mówią nam, wiernym co stało się z księżmi, którzy nadużywali. Mówią też ile z postawionych zarzutów się potwierdziło, a ile nie, udowadniając, że konieczne w tych sprawach jest poważne śledztwo zgodne z procedurami. Ci biskupi mówią świeckim przede wszystkim jedno: księża molestujący nie pracują blisko waszych dzieci, a jeśli sprawa dotyczy przeszłości, też chcemy wam o tym powiedzieć, abyście mieli pewność, że takich spraw nie zamiatamy pod dywan. Ujawniając w raportach księży nadużywających wiele lat temu, biskupi pokazują przykład tej transparentności. Tak może się stać w Gdańsku. Jak pokazał dzisiejszy sondaż dla „Rzeczpospolitej”, Polacy wcale nie chcą obalać legendy Solidarności i nie zgadzają się z brutalnym obaleniem pomnika ks. Jankowskiego. Katolicy w Polsce chcą wiedzieć, czy oskarżenia są prawdą. Bo jeśli przed rzetelnym dochodzeniem chroni się „legendę”, to skąd mamy mieć pewność, że nie chroni się innych?

 

Po trzecie: dajcie sobie pomóc

W czerwcu ubiegłego roku Ojciec Stephen Rosetti, specjalny konsultant Amerykańskiej konferencji episkopatu powiedział w wywiadzie dla “Między Ziemią a Niebem”, że sam Kościół w wewnętrznym klerykalnym kręgu nie poradzi sobie z nadużyciami. Potrzebuje psychiatrów, psychologów, prawników, rodziców – potrzebuje świeckich. Na ile z nich korzysta? Na to pytanie tylko biskupi znają odpowiedź. Powołanie watykańskich task forces ma na celu pomoc w pierwszej kolejności regionom, w których ekspertów w dziedzinie nadużyć po prostu brak, jak choćby w wielu krajach Afrykańskich. W Polsce jest ich mnóstwo, słucha ich – i zatrudnia – krakowskie Centrum Ochrony Dziecka, powołane zresztą decyzją Episkopatu i będące punktem referencyjnym w walce z nadużyciami dla całej Europy Wschodniej. Czas na nowe eksperckie otwarcie w każdej diecezji. Tylko wtedy do Kościoła wleci „świeże powietrze”, o którym mówił abp Scicluna. Idzie wiosna, może i świeżość powietrza w Kościele będzie jej oznaką. Jedno jest pewne – w Watykanie podczas szczytu naprawdę bardzo, bardzo wiało.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

Paulina Guzik

Paulina Guzik

Dziennikarka telewizyjna, prowadząca program Między Ziemią a Niebem TVP1, o życiu Kościoła pisze m.in. dla wydawanego w Watykanie serwisu Crux. Doktor nauk o mediach, wykładowca akademicki na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Podczas ŚDM 2016 w Krakowie była szefową Biura Mediów Zagranicznych. Autorka (wraz z Cecilią O'Reilly) książki "WYD 2016 - the Largest European Event of the 21st Century". Prywatnie żona Bartka, mama Jaśka i Helenki.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paulina Guzik
Paulina
Guzik
zobacz artykuly tego autora >
Share via