video-jav.net

Papież „nie znosi polityki”? Nic bardziej mylnego

Czy katolik może wziąć rozwód z polityką?

Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kościół i polityka to temat tak stary, jak samo chrześcijaństwo.

Polityczne aspiracje wiązano już z osobą Jezusa, a przez całe stulecia władza świecka przenikała się z sakralną. Ostatecznie po Soborze Watykańskim II ustalono rozsądne granice współistnienia, rozumiane jako rozdział Kościoła od państwa. Czy oznacza to, że katolik może wziąć rozwód z polityką? Bynajmniej. I nawet kiedy słyszymy, że papież Franciszek „nie znosi polityki” – musimy sobie zadać pytanie – jak właściwie rozumieć te słowa?

 

francis_ue

fot. European Parliament / WikimediaCommons

 

Tydzień temu 10 czerwca na warszawskiej debacie „Czy Kościół potrzebuje miłosierdzia” redaktor naczelny dziennika “L’Osservatore Romano” prof. Giovanni Maria Vian wypowiedział bardzo intrygujące słowa. Papież Franciszek nie znosi polityki. Jego ‘polityką’ jest troska o każdego i wszystkich – usłyszeliśmy z ust watykanisty. Co faktycznie oznacza tak sformułowane stanowisko? Czy jak chcieliby niektórzy lewicowo-liberalni politycy i publicyści, Kościół powinien całkowicie zaprzestać aktywności społecznej? Czy papież z dezaprobatą zerka na poczynania ludzi władzy, uważa tę profesję za gorszą, a przez to niegodną człowieka wiary? Oczywiście nie. Niemniej jednak tego typu słowa wyjęte z kontekstu mogą posłużyć do wyciągnięcia błędnych wniosków, utożsamiających „politykę” z „politykowaniem”, bądź „partyjnością”, o której w rzeczywistości mówił szef “L’Osservatore Romano”. Dlatego aby odpowiedzieć na pytanie, jakiego rodzaju polityki „nie znosi Franciszek”, musimy wiedzieć jak w kontrze do wykładni potocznej definiuje ją chrześcijaństwo.

 

Polityka po Bożemu?

Zgodnie z wykładnią Kościoła, polityka to odpowiedzialna troska o dobro wspólne. Katechizm Kościoła Katolickiego głosi, że do jego misji należy stawianie (…) oceny moralnej nawet w kwestiach dotyczących spraw politycznych, kiedy domagają się tego podstawowe prawa osoby lub zbawienie dusz, stosując wszystkie i wyłącznie te środki, które zgodne są z Ewangelią i dobrem powszechnym według różnorodności czasu i warunków. Podobnie Sobór Watykański II w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym postuluje posiadanie przez Kościół niezmąconej wolności w kwestii (…) wydawania oceny moralnej nawet w kwestiach dotyczących spraw politycznych, kiedy domagają się tego podstawowe prawa osoby lub zbawienie dusz. Choć dalej w dokumentach soborowych widnieje zapis o niezależności i autonomiczności obu wspólnot i porządków, a prawo kanoniczne jasno określa, że duchowni nie mogą przynależeć do partii, swoboda działania okołopolitycznego osób wierzących i Kościoła jako instytucji i tak jest stosunkowo obszerna.

 

francis

fot. UK in Holy See / flickr.com

 

Niestety jak dobrze nie zdefiniowalibyśmy zagadnień, granica między wiarą i polityką rozumianą w kontekście doczesności była i pozostanie nieostra. Świadczy o tym choćby sam proces Chrystusa, które de facto oskarżony został nie tylko w charakterze świętokradczym (podawał się za Mesjasza), ale również politycznym (podawał się za króla, który mógł zagrażać Cezarowi). Tej dwoistej natury Jezusa, który niewątpliwie działając społecznie nie był jednak elementem ówczesnej gry wpływów i nie przyszedł „wyzwolić Izraela” spod rzymskiej okupacji, do tej pory nie da się zrozumieć stosując kryteria nowożytnie rozumianej polityki. Te zostały bowiem najlepiej zdefiniowana przez niemieckiego socjologa Maksa Webera jako dążenie do zdobycia władzy, a następnie jej sprawowanie. Dlatego właśnie Jan Paweł II przemawiając w Sejmie w 1999 roku podkreślił, że w katolickiej wykładni polityczności nie może być mowy o jej autonomii od zasad etycznych. Władza sama dla siebie nigdy nie jest celem osoby wierzącej.

 

Gra o tron

Problem ten i niechęć ludzi wiary do polityki rozumianej jako bezwzględna gra o władzę zaczyna się już jednak znacznie wcześniej, ale w pełni ujawnił się najpierw w renesansie, a później na przełomie XIX i XX wieku. Wcześniej, zanim wyodrębniły się państwa narodowe, a Europa trwała w pozornej jedności „Christianitas”, papież i Państwo Kościelne pełnili rolę zarówno klasycznych władców, jak i następców św. Piotra. Politykę, z lepszym i gorszym skutkiem sprawowano zatem zgodnie z arystotelesowską wykładnią, definiującą te słowo jako „etykę społeczną”. Niestety, przynajmniej od XVI wieku i pism Machiavellego, etyka została wyjęta z polityki, a ta poszła dalej drogą użyteczności (utylitaryzmu), ewoluując w kierunku techniki sprawowania władzy.  Można by pomyśleć, że w tak stworzonym świecie nie ma miejsca na ideały chrześcijańskie, a historia zdecydowanie za często potwierdza tę intuicję. Jak rozumiem, właśnie do tego wymiaru polityczności odnosił się Giovanni Maria Vian. Pozbawionej zasad, nacechowanej na wynik, prowadzonej w horyzoncie gier partyjnych. Z walki o cele społeczne prowadzonej na gruncie aktualnej polityki Kościół wycofać się bowiem nie może, co z resztą podkreślił naczelny watykańskiego dziennika, dodając: Papież nie znosi polityki w znaczeniu bieżącej walki o władzę. Wedle Franciszka chrześcijanie mają uprawiać politykę wielkich idei, wielkich pragnień, wielkiej pasji a nie polityki ‘niskiej’.

 

W podobnym tonie pisał również jego poprzednik, Benedykt XVI w encyklice „Deus caritas est”. Czytamy w niej, że: Kościół nie może i nie powinien podejmować walki politycznej (…). Nie może i nie powinien stawiać się na miejscu państwa. Nie może też jednak i nie powinien pozostawać na marginesie w walce o sprawiedliwość. W istocie rozdział Kościoła od państwa nie jest kapitulacją w kwestiach promowania etyki i sprawiedliwości społecznej w życiu doczesnym, ale oddzieleniem się od aktualnych walk stronnictw politycznych, prowadzonych innymi metodami, co do których słusznie można czuć ową papieską niechęć.

 

Od polityki nie ma odwrotu

Jak zatem katolik i Kościół powinien kreować swoją relację z bieżącą polityką tak, aby nie osłabić swojego autorytetu i nie przekroczyć cienkiej granicy swojego posłannictwa, którego celem jest łączenie ludzi w drodze do zbawienia? Po pierwsze ludzie wiary nie mogą milczeć w sytuacji, w której polityka prowadzona jest nieludzkimi metodami. Takie świadectwo dali papieże epoki nazizmu i komunizmu, z Piusem XI na czele. Gdyby uznał on, że polityka jest rzeczywistością, z którą nie przystoi się zmierzyć, nie powstałyby encykliki „Mit brennender Sorge” i „Divini Redemptoris”, w którym wyraźnie potępiono oba totalitaryzmy. Takie postępowanie wynika wprost ze słów Jezusa, który w Ewangelii św. Łukasza stwierdził „Oto bowiem królestwo Boże jest pośród was”. A jeśli tak, również sprawy doczesne powinny być tak kierowane, aby przybliżały człowieka do Boga, i na tym m.in. polega dziejowa misja Kościoła, aby w świecie utylitaryzmu i bezpardonowej walki o władzę, był jak latarnia etyczności.

 

francis-polska

fot. Aleteia Image Department / WikimediaCommons

 

Zapominając o tym dziwić mogą słowa zarówno Viana, jak też list kurii białostockiej, wystosowany po Mszy Świętej dla członków i sympatyków ONR, która odbyła się w tamtejszej katedrze. „Kościół jest apolityczny” – napisali jego sygnatariusze, ale w istocie chodziło o podkreślone już przeze mnie rozróżnienie, mianowicie – Kościół jest apartyjny. Polityczność jako owa troska o dobro wspólne musi być bowiem na jego sztandarach. Z resztą jak powiedział sam Franciszek we wrześniu 2013 na początku swojego pontyfikatu w kaplicy Domu Świętej Marty: Nikt z nas nie może powiedzieć: ‘Ja w to nie wchodzę, to oni rządzą…’. Ależ nie, odpowiadam za to jak rządzą, i muszę uczynić wszystko, co w moich siłach, aby rządzili dobrze, starając się jak najpełniej uczestniczyć w życiu politycznym. Na koniec papież dodał jeszcze: Dobry katolik miesza się do polityki, dając z siebie to, co najlepsze, aby rządzący mógł rządzić. (…) Chrześcijanin, który nie modli się za rządzących nie jest dobrym chrześcijaninem!. To chyba najlepsze podsumowanie tego, w jaki sposób powinniśmy postrzegać aktualne spory oraz naszą rolę w doczesnej polityce. A tą zawsze można sprawować z czystym sumieniem, jeśli tylko spojrzy się szerzej, poza partyjne potyczki o władzę, która w końcu i tak zawsze prędzej czy później przemija.

 

Marcin Makowski

Marcin Makowski

Dziennikarz tygodnika "Do Rzeczy", publicysta Wirtualnej Polski, współpracownik "Dziennika Gazety Prawnej" - wcześniej wydawca w portalu Deon. Pisał do Onetu, Forward, "Rzeczpospolitej", "Tygodnika Powszechnego" i Stacji7. Prowadzi program "Nocna Zmiana" w Radiu Kraków. Laureat nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Adolfa Bocheńskiego (2016) oraz Stefana Myczkowskiego (2017) nominowany do nagrody im. Kazimierza Dziewanowskiego (2016) oraz Stefana Żeromskiego (2017).

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin Makowski
Marcin
Makowski
zobacz artykuly tego autora >

Rozdział państwa od Kościoła. Co powiedział papież?

17 maja na portalu La Croix ukazał się bardzo znaczący wywiad z papieżem Franciszkiem. Rozmowa z francuskimi dziennikarzami i reakcja mediów na jedną z tez postawioną przez Głowę Kościoła pokazuje dwie rzeczy: po pierwsze tendencję prasy do desperackiego naginania myśli papieża do swoich celów, po drugie - trudną do uchwycenia precyzję myśli papieża.

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Myślą śmiało podchwyconą przez polskie media są słowa Franciszka dotyczące laickości, rozdziału państwa od Kościoła. Papież powiedział: “Państwa muszą być świeckie. Wyznaniowe państwa źle kończą”. Tyle wystarczyło, by – po raz kolejny w trakcie trwającego pontyfikatu – szczuć polskich biskupów wypowiedziami Franciszka. Tymczasem – również po raz kolejny – okazuje się, że wypowiedź Głowy Kościoła nie jest tak czarno-biała, jak można się po tych reakcjach spodziewać.

 

Rzeczywiście papież wydaje się być zadeklarowanym przeciwnikiem wszelkich form republik wyznaniowych. Nie jest to zaskoczenie, bowiem trudno spodziewać się innego zdania po papieżu, który stanowczo potępia każdy przejaw niezdrowego klerykalizmu. Nie jest to jednak nic nowego w nauczaniu Kościoła – poprzednik Franciszka, Benedykt XVI również był przeciwnikiem “sojuszu tronu z ołtarzem”, ze względu na długą listę szkód, jaką taka sztuczna symbioza z zasady wyrządza ołtarzowi.

 

I w tym miejscu pojawia się klucz do zrozumienia głównej tezy argentyńskiego papieża: państwa wyznaniowe “źle kończą”, ponieważ narzucanie człowiekowi wiary przynosi odwrotny skutek, a ponadto – co w ocenie Franciszka wydaje się być jeszcze większym złem – zaprzecza wolności religijnej poszczególnych osób. Warto zwrócić uwagę na tę myśl Głowy Kościoła, ponieważ może ona łatwo umknąć, jeżeli pozwolimy nieprzychylnym komentatorom zakrzyczeć prawdziwy sens wypowiedzi jezuity.

 

Oddajmy głos papieżowi: “Delikatną krytykę skierowałbym wobec Francji w tym względzie, że przeakcentowuje laickość. (…) Francja musi zrobić krok do przodu w tej sprawie w celu zaakceptowania faktu, że otwartość na transcendencję jest prawem każdego człowieka.”

 

Pope_Francis_in_Colombo

 

Rozdział państwa od Kościoła w wydaniu francuskim, który jest bożkiem dla wielu polskich dziennikarzy oprawiających w złote ramy tezę Franciszka o pożądaniu laickości państwa, jest w rzeczywistości przedmiotem krytyki (!) Głowy Kościoła. Świeckość państwa, którą postuluje Franciszek ma bowiem zupełnie inny wymiar, niż pragnęliby tego niektórzy publicyści nad Wisłą. Chodzi bowiem o ogólne poszanowanie dla wolności religijnej drugiego człowieka (w cokolwiek ów wierzy) oraz o uniknięcie klerokracji. Wrogi rozdział tronu i ołtarza zamykający w nawach świątynnych wiarę i jej wartości stoi na antypodach intencji Franciszka.

 

Prawo do sprzeciwu sumienia musi być rozpoznane wewnątrz każdego systemu prawnego, ponieważ jest to prawo człowieka. Wliczając w to przedstawiciela rządu, który jest człowiekiem. (…) Nie można zbywać argumentów katolików po prostu mówiąc im, że gadają jak ksiądz” – przekonuje papież, zawstydzając komentatorów spłaszczających wieloaspektową myśl Wikariusza Chrystusa do chwytliwych haseł, nie mających pokrycia w rzeczywistości.

 

Zresztą, na marginesie tych rozważań, lektura tekstu przynosi remedium na kilka innych kłamstw powtarzanych w mediach nt. poglądów Franciszka. Zawiedzeni mogą być między innymi ci, którzy uwierzyli, że papież jest zwolennikiem bezwarunkowego i nieograniczonego przyjmowania imigrantów (“ktoś mógłby nierozsądnie otworzyć szeroko drzwi”) lub że jest przeciwnikiem posiadania przez poszczególne kraje broni “której produkcja może być usprawiedliwiona przez intencje obronne”.

 

Powyższe cytaty nie pochodzą z innego wywiadu niż głośne słowa papieża o upragnionej laickości państw. Mało tego, to fragment jednej (!) szerszej odpowiedzi na pytanie zadane przez francuskich dziennikarzy. Tym bardziej szkoda, że wielu polskim komentatorom zabrakło rzetelności, aby choćby tę jedną wypowiedź przeczytać do końca i uczciwie zrelacjonować ją swoim czytelnikom.

 

Któryż to już przykład bezpardonowego wykorzystywania myśli papieża do promocji własnych poglądów?

 

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >