video-jav.net

Papież Franciszek. Mistrz gestów

Papież Franciszek nie jest rewolucjonistą. Nie jest mesjaszem lewicowych postulatów. To oczywiste dla każdego rozgarniętego obserwatora rzeczywistości, że antywatykański anarchizm papieża jest maską dorobioną mu przez media.

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Sprzedaje się obraz, sprzedają się emocje. Wiedzą o tym wszyscy dziennikarze, blogerzy, wiedzą również watykaniści. I wielką zagwozdkę mieli np. przy Benedykcie XVI, którego trudno było zamknąć w jakimś łatwo przyswajalnym dla czytelnika lub widza schemacie. Ratzinger to teolog, profesor, człowiek, do którego pasuje głównie książka, a to się nie sprzedaje, bo jest nudne. Z Franciszkiem zadanie jest zdecydowanie dużo łatwiejsze.

Oczywiście nie świadczy to źle o trwającym pontyfikacie. Zależy mi tylko na pokazaniu medialnego sposobu funkcjonowania, a ten polega na znalezieniu konkretnej, budzącej emocje cechy i eksponowaniu jej, czasem nad wyraz karykaturalnie. M.in. dlatego Jan Paweł II to częściej "ten od kremówek" niż "ten od Evangelium Vitae". Ot, signum temporis.

W tym systemie Jorge Bergoglio jako prostoduszny, uczciwy człowiek idealnie wpasowuje się w medialną koniunkturę na papieża, który zrobi porządek z Kościołem, zaprowadzi rewolucję na miarę XXI wieku i uczyni z największej religii świata ideologię mniej zaściankową. I znów – to nie wina papieża, który z chwilą objęcia urzędu po prostu pozostał sobą. Ale warto czytać między wierszami i konfrontować opinie z faktografią.

Jakiż to z papieża Franciszka rewolucjonista, jeżeli po prawie 30 miesiącach pontyfikatu nie doczekaliśmy żadnej rewolucyjnej zmiany? W perspektywie wyczekiwanego i wieszczonego przez media przewrotu, który miał zliberalizować podejście Kościoła do antykoncepcji, do rozwodników w ponownych związkach, do homoseksualistów i mniejszości seksualnych oraz zajrzeć księżom  do przepastnych kieszeni, decyzje takie, jak zwołanie Rady Kardynałów i liczne nominacje kardynalskie dla biskupów spoza Starego Kontynentu wypadają wybitnie blado.

Jeżeli papież Franciszek jest rewolucjonistą to najbardziej opieszałym w dziejach. Człowiek, który wyznał, że czuje, iż jego pontyfikat będzie krótki, czeka ponad dwa lata i wciąż nic nie zapowiada radykalnego spełnienia lewicowych wróżb co do jego osoby.

Papież Franciszek. Mistrz gestów

Kim zatem jest papież Franciszek, skoro żadna przylepiona mu na ślinę maska nie chce się zbyt ściśle trzymać jego twarzy? Na to pytanie uczciwej odpowiedzi udzieli dopiero historia, ale z jedną szczególną cechą zaryzykować możemy już dziś: papież Franciszek jest mistrzem gestów i wymowności.

Przypomnijmy sobie te wszystkie zdjęcia i relacje: papież Franciszek przytula chorego zdeformowanego przez nieuleczalną chorobę, zabiera dwójkę dzieci na przejażdżkę papamobile, odmawia modlitwę przy murze w Betlejem, robi sobie selfie z młodzieżą… Wszystko to czyny mniejszego lub większego kalibru, ale wiele mówią o sposobie komunikowania Franciszka. Lepiej przez przykład niż przez słowa.

W miniony weekend w Sarajewie papież znów pokusił się o wymowny gest – ucałował dłonie prostego kapłana torturowanego i bitego do nieprzytomności podczas wojny w Bośni i Hercegowinie. Dla mnie osobiście jest to akt wyjątkowy i szczególnie poruszający. Nie dlatego, że nigdy dotychczas nie miał miejsca (przeciwnie: wystarczy zobaczyć z jaką czcią zwracali się papieże do wyznawców i męczenników już w starożytności), ale dlatego, że pokazuje pokorę papieża w innej tonacji niż medialne karykatury, które ze zwykłych czynności robią kontrast między Franciszkiem, a jego poprzednikami.

Papież skłania głowę przed wyznawcą, którego nie złamały prześladowania i który przebaczył swoim katom. Nie ma dla mnie wymowniejszego drogowskazu danego światu, w którym co kilka minut chrześcijanin ginie za wiarę, a żyjące miliony poddawane są aksamitnemu prześladowaniu.

I tylko szkoda, że większość mediów nie dostrzega wagi tego znaku.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Spowiedź to donos. Opary absurdu

Nie Kościół jest głównym tematem tego wywiadu, ale największym echem odbiły się właśnie jego

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Tadeusz Słobodzianek został przez redakcję Gazety Wyborczej przemaglowany z różnych tematów. Od zupełnie oczywistych w wypadku wywiadu z reżyserem teatralnym pytań o kulturę, sztukę i inspiracje, po bieżącą politykę i jej pochodne, wśród których znajduje się oczywiście (w czerskiej narracji) Kościół. I tutaj rewelacje sięgają zenitu.

Czytelnik pozwoli, że streszczę.

Być albo nie być Kościoła to podkręcanie mesjanistycznej, apokaliptycznej retoryki, której symbolem są święcące triumfy i napędzające nasz Kościół poglądy księdza Natanka. Polski katolicyzm jest kulawy, ponieważ Bolesław Chrobry nie uczynił świętym swojego ojca, ale zbrodniarza Wojciecha, który przecież nie był Polakiem, co spowodowało, że zamiast padać na twarz przed królem od setek lat padamy przed Kościołem, a on uczy jedynie donosicielstwa i przekupstwa. Pierwsze to efekt spowiedzi św., która to przez wyznawanie własnych grzechów uczy mówienia o grzechach cudzych, a drugie – skutek kultu maryjnego, który jest obliczony na przekupywanie Jezusa Chrystusa emocjonalnym stosunkiem do Matki. Dowodem na to jest fakt, że wszędzie, gdzie istnieje kult maryjny jest taca z nieopodatkowanymi pieniędzmi.

I ja naprawdę niczego nie zmyślam, nie koloryzuję i nie uśmieszniam. W tym tekście to wszystko jest.

Co symptomatyczne, natemat.pl wyciągnął z tego wywiadu tylko powyższe treści antykościelne i zrobił z nich osobny artykuł, resztę wypowiedzi (jakieś 90% wywiadu) świadomie omijając. Wniosków na tacy podawać nie trzeba.

Spowiedź to donos. Opary absurdu

Jeszcze nie opadły opary absurdu z czarnomagicznych kadzielnic gnostyka Krzysztofa Pieczyńskiego, a już okazuje się, że wysoko zawieszona poprzeczka może w tych igrzyskach na najbardziej karkołomną tezę antykościelną zostać przeskoczona. I to z taką gracją. Pogratulować.

Niestety nie dowiadujemy się, w jaki sposób ksiądz Natanek, o którym zdążyli już wszyscy zapomnieć, ma tak inspirujący wpływ na polski Kościół i czy suspensa wraz ze znikomą popularnością w sieci (wszak reżyser powołuje się na jakieś sukcesy ks. Natanka na YouTubie) nie świadczyłyby o czymś przeciwnym. Nie dowiadujemy się też, czy Bolesław Chrobry nakazujący Kościołowi kanonizację swojego ojca nie jest obrazem, który zasłużenie byłby przedmiotem krytyki jako dowód na sprzedajność Stolicy Apostolskiej. Niestety nie dowiadujemy się, jakie to prawidło psychologiczne sprawia, że wyrażanie żalu z powodu popełnionego zła prowadzi w prostej linii do publicznego obmawiania zła wyrządzanego przez bliźnich. Podobnie nie dowiadujemy się, jaki jest związek między domniemanym mariologicznym przekupstwem, a pieniędzmi na tacę, które ponoć nigdzie nie są opodatkowane.

Szkoda. Bo w skrótach myślowych i w lukach między nimi wiatr nonsensu hula i rozgaszcza się na dobre.

Krzysztof Pieczyński założył właśnie bloga, w którym będzie walczył o laickość Polski i apostazję na życzenie. Podobną drogę proponuję panu Tadeuszowi. Już dziś deklaruję zachłanną lekturę wszystkiego, co zachciałby tam napisać.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >