video-jav.net

Nowa sól w oku. Chrzest niemowląt

Internet ma to do siebie, że pewnych rzeczy nie daruje, a co raz się w nim pojawi, zostaje w nim na zawsze. Zdarza się, że po jakimś czasie dzieło w nim publikowane staje się przedmiotem wstydu. Czasem duma pozostaje. Trafiłem wczoraj na archiwalny tekst, którego w mojej opinii należałoby się wstydzić, ale nazwisko Autora pozwala mi wierzyć, że jest z kategorii drugiej - grupy wiecznie dumnych

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Na portalu lewica24.pl, jeden z założycieli Krytyki Politycznej, Piotr Szumlewicz opisał kolejny palący problem polskiego społeczeństwa – chrzest dzieci. Publicysta znany m.in. z tego, że uważa Powstanie Warszawskie za zbyt brutalne, by uczyć o nim dzieci, ale edukację seksualną do szkół wprowadzałby od najwcześniejszych klas, nawet nieszczególnie kryje się ze swoją prawdziwą intencją wykazania, że katolicy są w Polsce w mniejszości. Metodę wybrał jednak karkołomną.

Nie o to nawet chodzi, że z jednej strony próbuje wykazać, iż Polska jako synonim społeczeństwa katolickiego jest mitem, a z drugiej dzielnie walczy z klerykalizacją kraju, bo katolicyzm jest wg Autora wszechobecny. Nawet nie tego się czepiam, że to właśnie domniemana klerykalizacja jest mitem, z którym wypadałoby walczyć.

Bo mitologia ma to do siebie, że może być korzystna lub wręcz przeciwnie. Zwalcza się zawsze tę drugą.

Nowa sól w oku. Chrzest niemowląt

Zresztą poglądy publicysty prezentowane w felietonie, ale też wyrażane przy innych okazjach, zasługują na omówienie zupełnie osobne. Wykoślawiony do granic absurdu obraz Kościoła i katolików, niespójne przekonania, w których poważne traktowanie rodzicielskiego obowiązku wychowania potomstwa jest niewłaściwe, bo przecież rodzice nie są nieomylni, za to nieomylna jest szkoła – oto zaczyn dla ciasta poglądów lewicowca. Omawianie ich i zbijanie postulatów po kolei nie jest jednak moim celem, tym bardziej, że wspomniany tekst nie jest nowy i nie pamięta o nim pewnie sam autor. Choć nie ukrywam, że wątek o tym, jakie dobro płynęłoby dla Kościoła z zaniechania chrztu św. niemowląt, o podmiotowym traktowaniu dzieci, czy zrównanie katolickiej wspólnoty z partią polityczną aż proszą się o zgryźliwość. Ważniejsza w tym wszystkim jest jednak inna rzecz.

Przekonanie, że Kościół wykorzystuje swoją uprzywilejowaną pozycję i jednocześnie buduje ją chrztem niemowląt to nie pogląd przewrotnego dziennikarza, ale sporej części społeczeństwa. Pogląd – warto zaznaczyć – błędny i nieuczciwy.

Publicysta i wielu podobnie do niego myślących lubią przyjmować utopijną alternatywę, w której dziecko powinno dorastać wolne od katechetycznych wpływów i należy pozostawić mu decyzję o ewentualnym wstąpieniu do Kościoła (swoją drogą ciekawe jest połączenie idei traktowania dzieci podmiotowo z de facto prawnym zakazem ich wstępowania do Kościoła przed ukończeniem określonego wieku). Ta idea jest niemożliwa do zrealizowania w sposób postulowany przez – nazwijmy to umownie – lewicę, a to z jednego prostego powodu: gorliwy katolik, choćby nawet w obliczu państwowego zakazu nie ochrzcił swojego nowonarodzonego dziecka, zawsze będzie miał na nie wpływ.

Kolejnym krokiem – choć absurdalnym, to wcale nie zmyślonym! – byłoby wtedy zakazanie tego wpływu. Każdy przejaw religijności rodzica w obecności potomstwa logika nakazywałaby uznawać za parszywą indoktrynację. W przeciwnym wypadku przepis prędzej czy później stałby się martwy. Bo zakaz chrztu niemowląt jest z zasady zakazem katechizacji.

Nowa sól w oku. Chrzest niemowląt

Nie da się uwolnić dziecka od wpływów zewnętrznych czy to przez rodzica zamierzonych, czy nie. Różnice między wartościami, które katolicy wpajają dzieciom po domach zbyt mocno różnią się od tych, którymi karmi się je w szkole, na ulicach, w mediach i sztuce. Zatem inspiracje są wszelakie, a człowiek jakiegoś katechizmu musi się nauczyć. Jak pisał abp Fulton Sheen: Jeśli ktoś będzie czekał aż do pełnoletności, aby dopiero wtedy nauczyć się czegoś o swoich relacjach z Panem, który go zbawił, w międzyczasie nauczy się innego katechizmu, katechizmu swoich namiętności, swoich żądzy i swojej zmysłowości.

Inną sprawą jest natura Kościoła Katolickiego wyrażona już w samej nazwie. Katolickość to powszechność. Kościół nie jest ekskluzywny, wybredny niczym masońska loża, więc przyjmuje tych, którzy wyznają wiarę w Trójjedynego Boga oraz ich potomstwo. Jeśli rodzic wyraża wolę ochrzczenia dziecka, państwu i niewierzącym nic do tego.

Wspomniany felieton Redaktora Szumlewicza to emanacja podejścia kompletnie odwrotnego, które wynika – w co naiwnie wierzę – z głębokiego niezrozumienia katolickiej doktryny, z aksjomatów, które lewicowiec przyjmuje zupełnie bezpodstawnie. Jest to podejście tyleż niespójne, co zwyczajnie nieuczciwe, jeśli wychodzi spod pióra piewcy radykalnego rozdziału Kościoła od państwa.

Postulat? Państwo powinno zakazać Kościołowi chrztu dzieci do 16 roku życia. Oto jak Kościół wtrąca się do polityki!



Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Je suis Niewidzialna Ręka Rynku

Trochę się działo w ciągu ostatnich siedmiu dni.

Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W półfinale Mistrzostw Świata w Piłce Ręcznej nasi zawodnicy przegrali z tak zwanymi gospodarzami – reprezentacją Kataru. "Tak zwanymi", ponieważ katarskiego pochodzenia u tych szczypiornistów można szukać z takim samym powodzeniem, co świętego Graala. W Polsce (i nie tylko) po tym meczu pojawiły się głosy oburzenia: a to, że katarska reprezentacja nakupowała sobie gwiazdek, a to, że sędziowie przytulili niezłą sumkę srebrników za pozytywne rozpatrzenie wniosku o awans gospodarzy do finału. Nie wiem o co tyle krzyku. Przecież w przypadku piłki RĘCZNEJ można wywnioskować, że najważniejsza w niej jest ręka. No i tutaj ona zadziałała: niewidzialna ręka rynku.


Polakom jednak po dramatycznym meczu udało się wywalczyć brąz. W kraju wybuchła euforia – w końcu to wielki sukces. Niektóre telewizje zaczęły nawet emitować z tej okazji okolicznościowe programy. Ich motywem przewodnim były słowa "Okradli nas przynajmniej ze srebra". Tyle słońca w całym mieście!


27 stycznia odbyły się uroczyste obchody upamiętniające wyzwolenie niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Wzięli w nich udział przedstawiciele pięćdziesięciu państw i trzystu byłych więźniów, którzy przetrwali ten horror. Ten sam horror przetrwał 75 lat temu rotmistrz Witold Pilecki (w 2013 roku pośmiertnie awansowany do stopnia pułkownika), który udał się do obozu na ochotnika, aby stworzyć tam ruch oporu, dokonać ucieczki i poinformować świat o zbrodniach, które mają tam miejsce. Jego potomstwa na uroczystości nie zaproszono, w odróżnieniu od wnuka Rudolfa Hessa – komendanta KL Auschwitz. I jakkolwiek w moim systemie wartości nie istnieje coś takiego jak odpowiedzialność za czyny ojca czy dziadka, tak muszę stwierdzić, że mamy do czynienia z maleńkim faux pas. Maleńkim jak odległość pomiędzy Krakowem a Jowiszem.

Je suis Niewidzialna Ręka Rynku


Dziennikarze tygodnika "wSieci" z przyczajki obserwowali życie codzienne posłanki Grodzkiej. Pani Ania podobno nie jest tym, za kogo się podaje. Mówiąc szczerze jestem w szoku. Nie podejrzewałem.


Dzięki Bogu jest internet, w którym raz na jakiś czas (czytaj: co drugi dzień) można się spontanicznie zebrać w grupę i oburzyć. Tak stało się i tym razem. Na Facebooku powstała grupa, która staje w obronie pani Anny Grodzkiej, której "godność została zaatakowana". Nawiązując do akcji "Jestem Charlie" skrzyknęli się i utworzyli własną pod nazwą "Jestem Ania". Tak, wydarzenie, którego celem miała być walka o wolność słowa stała się pierwowzorem akcji ograniczającej wolność słowa. Są na tym świecie miejsca, gdzie logika mówi "dobranoc".


Mateusz Ochman

Mateusz Ochman

Specjalista ds. social media. Autor bloga "Bóg, honor & rock`n`roll" oraz programu "Brzytwa Ochmana".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >